niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 15

Witam, witam.
Tak jak obiecałam, rozdział 15 przyniesie coś nowego.
W 16 będzie coś jeszcze nowszego, ale to w 16. 
Teraz jest jak jest, a jest fajnie. :3

***

  Stałam na szczycie wieżowca i patrzyłam przed siebie. Zdawałam sobie sprawę z tego, że to tylko sen, mimo to widok zapierał dech w piersiach. Była noc, a światła z okien i latarni zahipnotyzowałyby każdego, kto siedziałby teraz ze mną. Powoli wstałam i rozpościerając ramiona, weszłam na barierkę. Przechadzałam się w tę i z powrotem balansując niebezpiecznie na krawędzi. Nagle zapragnęłam polecieć. Stanęłam przodem do ciemnej pustki i przechyliłam się lekko do przodu. Bujałam się raz w stronę przepaści, raz w stronę dachu budynku. W końcu grawitacja zwyciężyła, a ja poleciałam w dół. Pęd powietrza zapierał mi dech w piersiach. Popatrzyłam przed siebie. Światła migały leniwie. Zobaczyłam pięknie oświetlone miasto i twarz Toma oraz Ren. Tęskniłam za nimi. Zaraz potem mignęły mi postaci wszystkich moich żyjących przyjaciół i obojga rodziców. Na końcu ujrzałam twarz  Xenzetsu. Zdziwiłam się. Wszystkie do tej pory były uśmiechnięte i szczęśliwe, ale nie on. On krzyczał coś, był przerażony i wyciągał do mnie ręce. Uświadomiłam sobie, że jest mi tak zimno, jak wtedy, kiedy miałam gorączkę przed wizją. Wyciągnęłam ramiona na boki, a razem z nimi rozpostarłam skrzydła, które wydawały mi się większe niż zazwyczaj. Zatrzymałam się w powietrzu i powoli otworzyłam oczy, budząc się. Spojrzałam przed siebie. Coś było nie tak. Zdrętwiałam. Byłam na podwórku, wisiałam w powietrzu, a z dołu dochodziły do mnie krzyki. Spojrzałam w dół i strach już na dobre sparaliżował moje ciało. Wisiałam na wysokości dziesiątego piętra, a pode mną znajdował się tylko twardy chodnik i grupka demonów. Przerażona powoli rozejrzałam się na boki i trochę się uspokoiłam. Moje skrzydła były rzeczywiście rozpostarte na całą szerokość i co raz to unosiły się, to opadały. Mimo to nie przestawałam drżeć. Bałam się.

  - Shion! - usłyszałam krzyk. Spojrzałam ponownie w dół. Ku mnie leciał pan Xenzetsu.Nie ruszyłam się ani o milimetr, póki mężczyzna do mnie nie dotarł. - Złóż skrzydła. Schowaj je - szepnął powoli. Pokręciłam głową energicznie, wbijając palce w drżące ramiona. Co on? Na łeb upadł? Jeśli się ruszę, zginę. - Złapię cię. Zaufaj mi - powiedział, wyciągając ręce przed siebie tak, żeby znajdowały się pode mną. Spojrzałam na niego niepewnie. Uśmiechnął się, ale oczy nadal miał zmartwione. Powoli złożyłam skrzydła i opadłam w ramiona pana Xenzetsu. Przyczepiłam się do niego jak rzep, oplatając go nogami w talii. Wczepiłam palce w jego plecy, a twarz ukryłam w jego koszulce. Strach mnie opuszczał. Pan Xensetsu objął mnie mocno. Przylgnęłam do niego jeszcze mocniej, próbując uspokoić swój ciężki oddech i przerażone serce. Mężczyzna głaskał mnie po głowie, póki nie stał już na pewnym gruncie. Wtedy ześliznęłam się na ziemie, niepewnie stawiając jedną i drugą stopę na podłożu. Tata chwycił mnie w ramiona i przytulił mocno. Mama miała łzy w oczach, a Matthias i Aki wydali z siebie westchnienie ulgi. Wszyscy razem weszliśmy z powrotem do budynku, choć ja miałam z tym niewielki problem, bo nogi nadal miałam jak z waty. Rozeszliśmy się do swoich mieszkań. Mat i Aki do mojego brata, a ja, moi rodzice i Xenzetsu do mieszkania mamy i taty. Opatulili mnie kocem, dali ciepłej herbaty i głaskali po głowie, czekając aż się uspokoję.

  - Co się właściwie stało? Czemu to zrobiłaś? - spytała już spokojnie mama, trzymając tatę za rękę. Powoli wzruszyłam ramionami.

  - Nie wiem. Zasnęłam w łóżku, obudziłam się w powietrzu. Wiem tyle co wy - mruknęłam, próbując przypomnieć sobie cokolwiek, jednak nie pamiętałam nic. Ani tego jak dostałam się na dach, ani tego jak skoczyłam i co robiłam. Nastała cisza, którą po chwili przerwał nam tata.

  - Dzisiaj zakończmy ten temat. Ustaliliśmy już, że lunatykowałaś, ale jest jeszcze jedna rzecz, która nie daje nam spokoju - podrapał się po brodzie, a my spojrzeliśmy na niego wyczekująco. - Co robiłaś u niego w środku nocy? - wskazał na Xenzetsu. Nagle oboje zdaliśmy sobie sprawę z tego, że nastolatka nocująca u swojego nauczyciela to nie jest normalna rzecz. Miałam ochotę trzasnąć głową o szklany stolik stojący przede mną. Trzeba to jakoś odkręcić, bo to serio wymknęło się spod kontroli.

  - Byłam zmęczona tą całą wycieczką, a jeszcze musiałam oddać prace domową tacie. Poszłam do pana Xenzetsu po pomoc, jednak kiedy skończyliśmy, nie chciało mi się wracać do swojego mieszkania. Zaniosłam ci prace i zostawiłam ją na biurku. Wróciłam do pana Xenzetsu, żeby nie siedzieć samej w domu. Moi przyjaciele albo poszli spać, albo siedzieli w parach, wiec co miałam zrobić? Przerywać im ich krótką chwilę, w której mogą być sam na sam? - powiedziałam, nonszalancko wzruszając ramionami. Mama uniosła brwi, kierując wzrok na Xenzetsu.

  - No co? Było jak mówi Pudel. Mam się jeszcze tłumaczyć co robiłem w swoim domu? Miałem ją zatrzymać po lekcji, bo nie dość, że się spóźniła, to jeszcze przygniotła mnie do ziemi wbijając do klasy po dzwonku, ale ty kazałaś ją puścić. Nie miałem jak się jej odpłacić, a punkty karne niezbyt mnie satysfakcjonują. Pomyślałem, że za kare może dotrzymać mi towarzystwa. Chciałem się nad nią trochę poznęcać. Kazać jej posprzątać moją kuchnie czy coś, ale kiedy zobaczyłem w jakim jest stanie, odechciało mi się tego wszystkiego - cmoknął niezadowolony.

  - A można wiedzieć, co żeście robili? - brwi taty powędrowały w górę.

  - No jak to 'co'? Nie dymałbym nieletniej, poza tym, to wasza córka, więc nie byłoby mi z tym do śmiechu - żachnął się Xenzetsu. Mama zjechała go wzrokiem, a ja pospieszyłam z satysfakcjonującym wyjaśnieniem.

  - Obejrzeliśmy film o kolesiu, który potrafił stworzyć bombę ze wszystkiego. Fajny był. Potem graliśmy trochę w jakieś mordobicie, ale chyba zasnęłam w połowie, bo nie pamiętam jak skończyła się rozgrywka - powiedziałam, wdzięczna za mój dar przekonywania. Kiedy Xenzetsu powiedział, że zostawił mnie śpiącą na kanapie, a sam położył się w swoim łóżku, rodzice ostatecznie łyknęli naszą opowiastkę. Mama kazała nam obiecać, że coś takiego nigdy więcej nie będzie miało miejsca, na co zgodnie przytaknęliśmy. Dostałam mini wykład na temat odpowiedzialnego zachowania w szkole, ale w końcu nam odpuścili. Mama wsiadła do windy ze mną i panem Xenzetsu, żeby móc przypilnować, czy aby na pewno pójdziemy do swoich mieszkań. Zerknęłam na nich przez ramie. Patrzyli na mnie dziwnie, jak na niedoszłą samobójczynie. O mało nie westchnęłam zirytowana. Myślałam, że to sen, wiec robiłam co chciałam, a teraz co? Po pożegnaniu się z tamtą dwójką, położyłam się ponownie spać.

  Przez całą siedmiodniową przerwę wcielałam w życie swój pomysł, który przyszedł mi do głowy u wojskowych. Nad moim mieszkaniem było jeszcze jedno nieużywane piętro, więc postanowiłam je zająć. Razem z Olim, za pieniądze zebrane od wszystkich przyjaciół, kupiłam dwie czerwone kanapy i z niewielką pomocą Bateshi'ego, przetransportowaliśmy je na 22. piętro. Na podłodze poukładaliśmy trzy stare dywany, które dostaliśmy od mamy, ale pomyśleliśmy, że ściany też nie mogą zostać puste. Kupiliśmy kilkadziesiąt puszek z farbą w sprayu i całą dziewiątką zapełniliśmy całe pomieszczenie różnymi rysunkami i napisami, śmiejąc się przy tym, jakby nas coś opętało. Wybiliśmy też dziurę w ścianie, żeby dobudować tajemne, drewniane schody prowadzące z mojego mieszkania do naszej 'kryjówki'. Gabriell przyniósł cztery, duże głośniki, Eva wieżę, Mat stół i wszystko było gotowe. Całość zrobiliśmy w tydzień.

  Następne trzy miesiące były nadzwyczaj zalepione obowiązkami. Mieliśmy jeszcze mniej czasu na cokolwiek innego niż nauka i treningi. Mimo to, opłaciło się. Poziom naszej wiedzy był teraz na poziomie końca drugiej klasy tego demonicznego liceum. Rzuciłam plecak w kąt pokoju i padłam na łóżko, wyczerpana ostatnim dniem trzymiesięcznego semestru. Czas w Podziemiu płynął zupełnie inaczej niż na Ziemi. Kiedy tam była zima, tutaj panowało lato. W ten sposób dowiedziałam się, że przybyliśmy tu pod koniec sierpnia. Zabawne. Pół roku poza miejscem, które uważałam za swój dom, zupełnie mnie zmieniło. Byłam bardziej punktualna, rozsądna, pracowita, opanowana i rozważna. Oczywiście dotyczyło to tylko oficjalnej wersji mnie. Na ogół nadal byłam roztrzepana, leniwa i wybuchowa.

  Przekręciłam głowę, spojrzałam na zegarek i zaklęłam siarczyście. Mimo rażącej niechęci do jakiegokolwiek ruchu, stoczyłam się z łóżka. Ze słuchawkami na uszach ruszyłam do windy, która zawiozła mnie na parter. Z rękoma w kieszeniach szłam przez miasto pełne demonów. W końcu dotarłam do ogromnego, opuszczonego budynku, a kiedy do niego weszłam, przywitał mnie niespodziewany kop nadchodzący z lewej. Uchyliłam się szybko, złapałam napastnika za kostkę i przyciągnęłam do ziemi. Podtrzymał się na rekach. Szybko odskoczyłam, puszczając jego nogę. Zbyt wolno. Ledwo uchyliłam się przed kolejnym atakiem. Nie dałam rady atakować. Najpierw musiałam się obronić. Podskoczyłam, uciekając przed podkoszeniem, a w następnej sekundzie dostałam nogą w prawy bok. Przeleciałam kilka metrów i odbiłam się od ściany. Łapiąc oddech, podniosłam się z ziemi i ruszyłam na przeciwnika. Celowałam nogą w głowę, ręką w szyje.. Nic to nie dało, wszystko blokował. Przeskoczyłam nad nim i kopnęłam go w plecy. Zabolało. Uśmiechnęłam się wymierzając kolejne ciosy w kręgosłup. Odwrócił się, łapiąc mnie za rękę i przerzucił przez swoje plecy. Ledwo wróciłam do pozycji pionowej, a on znów był przede mną. Zwinął obie dłonie w pieści i składając je razem, wbił mi je w brzuch. Wypchnął całe powietrze z moich płuc, zawartość żołądka podeszła mi do gardła. Zostałam dosłownie wbita w ścianę. Opadłam na kolana, próbując wyrównać oddech.

  - Starczy na dziś. Idziemy coś zjeść? - spytał Xenzetsu, wyciągając do mnie rękę. Złapałam jego dłoń i podciągnęłam się do pionu. Niewiele myśląc, rzuciłam się na mężczyznę, okładając go najróżniejszymi kombinacjami ataków. Odpierał wszystkie z co raz większą trudnością. Zmarszczył brwi, widząc mój wzrok. Zablokował kopniecie w szyje. Obróciłam się w powietrzu i wymierzyłam cios pietą w skroń. Xenzetsu cofnął się kilka kroków w tył, zdezorientowany siłą odrzutu, a ja znów go zaatakowałam. Nie miał czasu na reakcje. Wykopałam go w powietrze i pozwoliłam, żeby z potężnym łomotem wbił się w ziemie. Usiadłam na nim okrakiem i opierając łokcie na swoich kolanach, uśmiechnęłam się szelmowsko.

  - I co panie wszechmocny? Przegrałeś - zaśmiałam się, lekko dysząc. Xenzetsu uniósł się na łokciach trochę naburmuszony. Poczochrałam jego włosy przyjaźnie. - Przepraszam. Następnym razem będę dla pana łagodniejsza. Następnym razem. Dziś to pan stawia mi obiad - wstałam, otrzepując spodnie z pyłu. Zaraz potem wylądowałam na ziemi, a Xenzetsu roześmiał się głośno.

  - Może teraz pójdziemy się trochę ogarnąć, co ty na to? - powiedział, wskazując zakurzone ubrania i moje lekko krwawiące otarcia. Przytaknęłam mu. Po jako takim ogarnięciu się, spojrzałam w okno. Było już ciemno, za ciemno na tak wczesną porę. Co się dziwić? Dopiero pierwsza połowa lutego.

  - Gotowa? - spytał pan Xenzetsu, zjawiając się nagle za mną. Kiwnęłam głową, nie za bardzo zdziwiona tak nagłym wtargnięciem mężczyzny do mojego domu.
  Szliśmy przez miasto rozmawiając o nowej grze, którą Xenzetsu miał mi jutro pokazać. Przez ostatnie trzy miesiące zaczęliśmy bardzo się kumplować i mówiliśmy do siebie bez zbędnych grzeczności. Niektórzy mówili nawet, że zachowujemy się trochę jak rodzeństwo. Wtedy Mat zaczynał gwałtownie protestować, a my patrzyliśmy na siebie chwile i wybuchaliśmy głośnym, niekontrolowanym śmiechem.

  Po wczorajszej wyprawie do fastfooda, rozeszliśmy się do mieszkań pod czujnym wzrokiem mojej matki. Następnego dnia zjechałam windą dwa piętra niżej, na 19. piętro i wbiłam z buta do sypialni Xenzetsu.

  - Wstawaj! - wrzasnęłam, wskakując na śpiącego mężczyznę. Złapał mnie za rękę i rzucił na łóżko. Nachylił się nade mną, a ja spojrzałam na niego zdezorientowana. Jego czarne jak bezgwiezdna noc włosy sterczały na wszystkie strony, zielone, lekko podkrążone oczy, jarzyły się niebezpiecznie, a po ustach błądził niebezpieczny uśmiech. Po chwili zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się, wyrywałam i wierzgałam dziko, wołając, żeby przestał, ale posłuchał dopiero, kiedy ktoś wsiadł do windy. Zabrał ze mnie ręce, a ja szybko sturlałam się z łóżka i pobiegłam do salonu, z biegu skacząc na kanapę. Od incydentu sprzed trzech miesięcy stale mam na karku przyzwoitkę w postaci przyjaciół moich rodziców. Nie wiem czemu tak się przejmują tym, że spędzam za dużo czasu z Xenzetsu i czasem u niego nocuję. Nie robimy nic nieprzyzwoitego, sam powiedział, że nawet nigdy nie myślał o tym, żeby coś ze mną robić. Według niego jestem wrednym pudlem, nieletnią córką swojej pierwszej miłości i nawet nie do końca uważa mnie za dziewczynę. Moim zdaniem jestem bezpieczna tak długo, aż nie zacznę zachowywać się jak na dziewczynę przystało... A na to się na razie nie zapowiadało.

  Usiadłam na ziemi, opierając się plecami o sofę. Xenzetsu przeskoczył oparcie i wyłożył się na kanapie. Podał mi płytkę, którą ja włożyłam do konsoli. Wszystko uruchamiało się dłuższą chwilę, ale było warto. Mega grafika, dopracowane szczegóły. Mimo, że to tylko zwykłe mordobicie, wszystko było dopięte na ostatni guzik. Swoją postać pierwszy wybierał Xenzetsu. Spojrzałam na niego zdziwiona, kiedy wybrał kobietę.

  - No co? Nie mam cycków w rzeczywistości, to chociaż w grze chce mieć - burknął, wybierając zbroje i broń. Potem przyszła kolej na mnie. Oczywiście wybrałam faceta. Wyglądał trochę jak mężczyzna leżący za mną, ale na szczęście nikt nigdy się nie zorientował. Kiedy wszystko było już włączone, ustalone, załączone i poubierane, zaczęliśmy grać. I znów moje bojowe krzyki przyciągnęły niemałą uwagę. Po godzinie naokoło nas siedział wianuszek demonów jedzących, kibicujących, pijących lub po prostu wpatrzonych w ekran. Nie ma co. Przyzwoitka pierwsza klasa. Po jeszcze kilku godzinach bijatyk, przepychanek, turlania się i innego przytulania podłogi, do mieszkania wkroczyła mama. W tym momencie kilku przyjaciół się wykruszyło i w salonie zostało piej osób, które na widok królowej dostały gęsiej skórki.

  - Widzę, że dobrze się bawicie - powiedziała z poważną miną. Kiwnęłam głową, pożerając kolejną garść chipsów ukradzionych od Gina. David właśnie został rozgromiony przez Xenzetsu i siedział naburmuszony, nie dając się ruszyć, czym tarasował mi dojście do pada. Zaczęłam się z nim kłócić i go szarpać. Powiedziałam, że nie ma za co się obrażać, bo przegrał tylko i wyłącznie przez swoją nieumiejętność grania. Odparował mi łaciną podwórkową, wiec pokazałam mu środkowy palec. W odwecie rzucił się na mnie z pięściami. Przygotowałam się do kontrataku. Nagle usłyszeliśmy dziwny dźwięk. Wymierzyłam jeden celny cios w twarz i odwróciłam się, szukając źródła nienormlanego warkotu. Wszyscy spojrzeliśmy na Olivera kulącego się w kącie.

  - Oli.. Co ci jest? - spytałam z dziwnym przeczuciem, że coś było nie tak. Nie odezwał się. Drżał niekontrolowanie na całym ciele i mamrotał coś do siebie. Jak wtedy, u cioci. Zupełnie mu odbiło.

  - Znowu? - westchnął Xenzestu ciężko. Spojrzałam na niego. - Tak, zdarzało się to wcześniej na treningach pozalekcyjnych. Nie wiem od czego to. Nigdy mi nie wyjaśnił...

  - Koniec tych pogaduszek. Ogarnijcie go, skoro wiecie jak - przerwała nam mama. Oli nagle wstał i ruszył na mnie z byka. Spojrzałam na Xenzestu i bez słów rozumiejąc co chcemy zrobić, kiwnęliśmy głowami. Odciągnęłam ramie do tyłu i w tym samym momencie co Xen, wbiłam pięść w brzuch Oliviera. Dla pewności docisnęłam mocniej i dopiero wtedy zabrałam. Mój przyjaciel ugiął się powoli, jakby sam nie mógł uwierzyć w to, co się właśnie stało i padł na ziemie nieprzytomny. Wszyscy popatrzyliśmy po sobie. - Czy ktoś mi wytłumaczy co się tu dzieje? - spytała zdenerwowana mama. Opowiedziałam jej skróconą wersję historii z napadami Oli'ego, Xenzetsu dorzucał coś od siebie i w końcu skończyłam stwierdzeniem, że nikt tak naprawdę nie wie co się z nim dzieje. Mama westchnęła cicho i wyszła, przedtem mówiąc, że zostawia zajęciem się problemem Oli'ego naszej dwójce - mi jako przyjaciółce i Xenzetsu jako mentorowi. Wszyscy wyszli, a my spojrzeliśmy po sobie.

  - Wiesz może, gdzie nie narobi zbyt dużych szkód, gdyby zaczął szaleć? - spytał Xenzetsu, biorąc nieprzytomnego na ręce, a ja zamyśliłam się przez chwile.

  - Mam pomysł - pstryknęłam palcami i poprowadziłam Xenzetsu do windy. Przejechaliśmy na 22. piętro. Nasza 'kryjówka' miała posłużyć jako tymczasowy azyl dla naszej trójki umieszczonej na celowniku mojej mamy. Po ułożeniu Oliviera na dwóch grubych kocach i okryciu go kołdrą, spojrzeliśmy po sobie. I co teraz? Jedno z nas musiałoby zostać tutaj z Olim, ale byłoby to cholernie nudne, wiec postanowiliśmy pilnować go razem. Przynieśliśmy karty, szklanki, dwa dzbanki z herbatą i laptopa, którego podłączyłam do ogromnych głośników. Przy akompaniamencie muzyki i naszego głośnego śmiechu, graliśmy w kakao*, popijając ciepłą herbatę. Tak minęły nam trzy godziny. W końcu Oli zaczął się przebudzać.

  - Co? Gdzie ja jestem? - mruknął podnosząc się na łokciach.

  - Kakao i po kakao. Idziesz kupić - zaśmiałam się, rzucając ostatnią kartę na stół. Xenzetsu zaklął szpetnie. - Miałeś atak, wiec się znokautowaliśmy i przetransportowaliśmy do naszej bazy. Witamy w psychiatryku - odparłam klękając na sofie i przechylając się przez jej oparcie, żeby móc widzieć Oli'ego.

  - Dobra Młody. Tłumacz się wreszcie. Za długo już to ciągniemy - powiedział Xenzetsu, przesiadając się na miejsce obok mnie. Olivier posłusznie zajął drugą czerwoną sofę i napił się zimnej herbaty z piątego dzbanka, który zrobiłam w ciągu tych trzech godzin.

  - Wiec.. Od czego tu zacząć? - podrapał się po karku wolną ręką. Siedzieliśmy chwilę w ciszy, żeby Oli mógł zebrać myśli, ale im dłużej trwała cisza, tym bardziej miałam wrażenie, że chyba nic od niego nie wyciągniemy. Kiedy Xenzetsu chciał się odezwać, położyłam mu dłoń na kolanie. Spojrzał na mnie, a ja przyłożyłam palec do ust. Oli wreszcie się odezwał. - Stosunkowo wcześnie odkryłem swoją moc. Miałem może z 13 lat. Nie wiedziałem co się dzieje, nie umiałem nad tym panować, nie umiałem panować nad swoim instynktem. Wiele razy przypadkowo coś spaliłem. Doszło nawet do tego, że zacząłem nawet czytać o egzorcyzmach i potajemnie szukałem egzorcysty - zaśmiał się niemrawo. - Pewnego pięknego dnia, dokładnie w moje 14. urodziny, doświadczyłem czegoś nowego. Poczułem emocje, które nie powinny zaistnieć u mnie w tym samym czasie. Bezgraniczne szczęście i radość przeplatały się ze wściekłością i chęcią mordu. Siedziałem akurat w parku, a jedynymi osobami, jakie były tam oprócz mnie, okazały się dwie dziewczyny. Jedna trajkotała przez telefon coś o nowym chłopaku. Poczułem, że to do niej należą te pozytywne uczucia. Za nią, za drzewem, stała druga, bardziej ponura dziewczyna. Zaciskała pieści, a jej gniew nadal rósł. Być może niepotrzebnie, ale zdecydowałem się zareagować. Nie byłem pewien czy to co czułem to tylko moja wyobraźnia, czy naprawdę czułem to co one, ale wolałem nie ryzykować. Niby od niechcenia zagadnąłem ponurą dziewczynę. Zacząłem coś mówić.. Chyba o tym, że niewyraźnie wygląda i spytałem czy wszystko dobrze.. Ona tylko zacisnęła zęby, ale w końcu udało mi się ją dociągnąć od koleżanki. Okazało się, że naprawdę czułem to, co one. Potwierdziła to Sybil, ta ponura, zwierzając mi się ze swoich problemów. Zaprzyjaźniliśmy się, ale po kilku miesiącach wyjechała.. Mniejsza z tym. Ważne, że od tamtego czasu zacząłem odczuwać wszystkie negatywne uczucia innych ludzi. Tylko negatywne. Jeśli jakimś dobrym trafem była niedaleko jakaś równie szczęśliwa osoba, jej uczucia też do mnie docierały. Zazwyczaj tak nie było. Nic z tym nie robiłem. Nie próbowałem nawet pomagać tym ludziom. Nie wiedziałem jak, skoro było ich tak wielu, a ich uczuć zlewających się z jedno, nie sposób było rozróżnić. Zacząłem to ignorować. Po pewnym czasie poczułem, że te uczucia zaczynają się we mnie gromadzić. Co raz bardziej skotłowane, uciśnięte, nie mające ujścia, najczarniejsze ludzkie uczucia były we mnie. Po tygodniu zacząłem robić się bardziej nerwowy i drażliwy. W końcu.. W końcu nadszedł pierwszy dzień, z którego nic nie pamiętałem. Naświetliły mi to media. Prawdopodobnie trzech zabitych ludzi. Nie miałem pojęcia czy to moja robota, czy nie, ale rano czułem się dziwnie lekki. Miesiąc żyłem w przekonaniu, że ktoś po mnie przyjdzie i zamknie w zakładzie dla umysłowo chorych. Kiedy zaczynałem już wariować, odnalazła mnie Hilda. Nie mówiłem jej o swoich atakach. Ona myślała, że z czasem mi przejdzie. Ja wiedziałem, że czas nie ma tu nic do rzeczy. Nie rozmawialiśmy o tym. W końcu myślała, że mi przeszło, ale ja po prostu nauczyłem się czuć, kiedy nadchodzi ten czas i wychodziłem na kilka dni z domu. Jechałem wtedy do lasu oddalonego kilkadziesiąt kilometrów od naszego miasta. Szalałem, rozrywałem zwierzęta gołym rękoma, niszczyłem drzewa, moją ofiarą padło też kilku ludzi.. Nie przeżyli. I tak było dopóki nie dotarliśmy tutaj. Mogłem niezauważalnie wymknąć się gdzieś i ukryć w ruinach, żeby nie narobić większych szkód. Niestety, znów się to zaczęło. Ataki były nieregularne, a ja nie mogłem wyczuć kiedy się zbliżają. Kilka razy zdarzyło mi się to na pozalekcyjnym treningu z panem Xenzetsu, kilka razy obudziłem się siedząc w wannie, a moje mieszkanie było istnym pobojowiskiem. Wyglądało jak po wojnie. Miałem szczęście, że nikogo nie było wtedy nikogo w mieszkaniach pod i nade mną. Eva pewnie była u Gabriella, a Rebecca znów rozmawiała ze Starszym Pokoleniem w jakimś barze. Dziś atak zdarzył się pierwszy raz od dwóch miesięcy. Dziwie się, że dałem rade wytrzymać tak długo - Olivier zamilkł, wykręcając palce.

  - Dobra. Rozumiem już o co chodzi - powiedział Xen. Spojrzałam na niego ciekawa co powie. - Trzeba było tak od razu. Powinieneś prosto z mostu takie rzeczy, bo to niebezpieczne. Chociaż.. Sam powinienem domyślić się co z tobą jest nie tak - zacisnął zęby. - Każdy z nas, każdy Koufun tak ma. Jest możliwość nad tym panować. Gdybyś powiedział wcześniej, dostosowałbym ci trening i nie musielibyśmy teraz tu siedzieć..

  - Przepraszam. Mogłem wam to powiedzieć, ale bałem się, że nie zrozumiecie - jęknął, ledwo powstrzymując napływające do oczy łzy.

  - Nikt cie nie ocenia. Nie rycz - powiedział twardo mężczyzna, po czym zapadła krótka cisza. - A ty, Shion? Co o tym myślisz? - zwrócił się do mnie. Zamyśliłam się na chwilę.

  - Mam dla ciebie tylko jedną rade. Lecz się Oli, lecz się - westchnęłam. Chłopak zdziwiony, podniósł na mnie wzrok. - Powinieneś nam zaufać, a nie odgrywać jakąś szopkę nie wiadomo po co. Nikt by cie nie odtrącił, nikt by się nie śmiał.. No, może trochę, ale wiesz jacy jesteśmy. Rozwiązalibyśmy problem, a potem zalewalibyśmy się ze wszystkiego co nam nie wyszło.

  - Co? - Xenzetsu usiadł tak, żeby móc patrzeć na mnie wzrokiem pełnym niedowierzania. Chyba we mnie zwątpił. - Jak można śmiać się z jakiejkolwiek porażki?

  - Każda przegrana zmusza nas do cięższej pracy nad sobą. Kiedy jesteśmy już silniejsi i wspominamy to, co było kiedyś, to aż zbiera się na histeryczny śmiech. Po prostu umiemy zostawić wszystko za sobą bez uciekania przed przeszłością - powiedziałam, rozpierając się na kanapie. Po chwili namysłu, Xen przyznał mi racje. Pogawędziliśmy jeszcze chwile, po czym obu moim przyjaciołom przyszedł do głowy pomysł trenowania w nocy. Ja natomiast zdecydowałam się na długą, gorącą kąpiel. Stojąc już umyta przed lustrem, rozczesywałam mokre włosy. Nagle coś przykuło moją uwagę. Zbliżyłam twarz do tafli i dotknęłam nasady włosów. Przeczesałam je palcami, marszcząc brwi. Po chwili wzruszyłam ramionami i wyszłam z łazienki. Musiało mi się tylko wydawać. To niemożliwe, żebym siwiała już w tym wieku.

  - Słuchajcie, dzieciaki! - zawołała mama we czwartek rano. Grzecznie ustawiliśmy się naprzeciwko niej, dysząc lekko po bieganiu karnych kółek. - Ruszacie na misję! - Oświadczyła, uśmiechając się szeroko. - Zostaniecie podzieleni na grupy, do każdej z nich zostanie przydzielony ktoś ze Starszego Pokolenia.

  - Jakie misje? O co chodzi? - zdziwiłam się. Mama spojrzała na mnie, poważniejąc nagle.

  - Nie muszę przed wami ukrywać jaka jest sytuacja. Anioły co raz częściej napadają na miasta położone niedaleko granicy. Jest to dobra okazja, żebyście zobaczyli na czym polega prawdziwa walka - wyprostowała się, nieświadomie splatając ręce za plecami. - Macie być gotowi jutro przed 8.00 rano. W pokojach macie listy potrzebnych rzeczy, dokładny opis misji i listy grup, do których zostaliście dołączeni. To wszystko - zakończyła, odwracając się. Weszła z powrotem do budynku, zostawiając nas z Bateshim. Naokoło rozległy się szmery, szepty i pomruki niepokoju. Zacisnęłam pięści, drżąc niekontrolowanie.

  - Już chcą nas wysyłać na misje dla dorosłych? - szepnęła Laura. Ignorując ją, wyrzuciłam ręce w górę z okrzykiem bojowym.

  - Tylko na to czekałam! - zawołałam, śmiejąc się w głos.

  - Dobra, dobra. Skoro decyzja zapadła, zwalniam was z reszty lekcji. Idźcie się wymyć, wypocząć, najeść.. Róbcie co chcecie - westchnął Bateshi. Wszyscy ruszyli ku szatniom. Wszyscy oprócz mnie. Ja zostałam jeszcze na siłowni. Do mieszkania wróciłam dopiero godzinę później. Wzięłam prysznic, spakowałam się według listy, wcisnęłam do torby strój do zadań specjalnych i przebrałam się w piżamę. Siedziałam w salonie jedząc, oglądając filmy i grając w gry. W końcu o 18.30 ruszyłam do pokoju. Przechodząc obok lustra zerknęłam na nie pobieżnie. Nie wyglądałam najgorzej, jednak coś znów kazało mi się sobie przyjrzeć. Pokręciłam głową. Zaczynałam już lekko świrować. Wydawało mi się przez chwilę, że moje tęczówki były zupełnie przezroczyste. Zaraz potem walnęłam się na łóżko i spałam jak zabita do następnego ranka.

  Podniosłam głowę i wyłączyłam budzik. Przygotowanie się zajęło mi kilkanaście minut. Chwyciłam torbę i kartkę z przydziałem grup, po czym wsiadłam do windy. Kilka głębokich oddechów uspokoiło mnie na tyle, na ile mogłam być teraz spokojna. Wcisnęłam guzik i ruszyłam na spotkanie.

  - Co tak wcześnie, Devinill? - spytał Dave z szyderczym uśmiechem. Odpowiedziałam mu krzywym spojrzeniem i ruszyłam do swoich przyjaciół. Po kilku następnych minutach dołączyli do nas nasi 'przewodnicy'. A żeby jeszcze zrobili to w normalny sposób.. Gdzie tam! Oni musieli do nas przyjść czadowym spacerkiem, wyglądając jak gwiazdy filmowe. Mało tego.. Moim mistrzem mocy miał być w tyłek kopany Xenzetsu, który już szczerzył się jakby wygrał miliony. Jeśli coś pójdzie nie tak, uratuje mnie i będzie nam to wypominał do końca życia. Tak być nie będzie. Przyciągnęłam do siebie Mata, Gabriella i Gina, z którymi byłam w grupie i zniżyłam głos do szeptu.

  - Trzeba mu utrzeć nosa, a żeby to zrobić, musimy wziąć tą misje na poważnie - warknęłam. Reszta zgodziła się ze mną i dzięki temu powstał klub GMSG, którego mottem było "Nigdy nie myl się przy Sam Wiesz Kim'. Podczas motywującej przemowy, udało mi się zmienić misje zabicia Aniołów w misje pokonania Xenzetsu.

  - Dobra! Czas zetrzeć na pył Anioły! - zawołał Xen, wskakując do jeepa. Wrzuciłam swoje rzeczy do bagażnika i zajęłam miejsce obok kierowcy. Po chwili mknęliśmy już w przeciwnym kierunku niż reszta. Nastój niepokoju zamienił się w radosny śmiech i luźne rozmowy. Jednak czułam, że nadal jest coś nie tak. Xenzetsu był jakiś cichy i zbyt poważny. Kiedy spytałam go o powód, odpowiedział mi tylko krótkim spojrzeniem, które wydało mi się być przepełnione troską i niepokojem. Wtedy ogarnął mnie dziwny chłód. Nie miałam ochoty na rozmowę z rozbrykanym Gabriellem, dyskusję o grach z Ginem czy nawet kłótnie z Matem. Usiadłam prosto w fotelu i zacisnęłam pięści, kładąc je na udach.

  - Proszę, nie rób nic głupiego - szepnął Xenzetsu. Chyba tylko ja to usłyszałam, bo reszta nie przerwała swojej paplaniny. - Myśl i działaj ostrożnie. Shion, proszę, naprawdę. To już nie są ćwiczenia. Wy możecie tam zginąć.

  - Ale.. Przecież ty tam będziesz - próbowałam zmienić ton głosu na swobodny. Nie wyszło.

  - Nie zawsze mogę zdążyć na czas, dlatego proszę cię, uważaj na siebie - szepnął skręcając w polną drogę. Kiwnęłam głową, zaciskając usta. Xen zaszczycił mnie ciepłym spojrzeniem, które chwyciło moje serce. Pokiwałam głową jeszcze raz, pokazując, że zrozumiałam o czym mówił i znów wbiłam wzrok przed siebie. - Dobra, wysiadka - powiedział po zaparkowaniu samochodu przed drewnianym domkiem. - Chłopaki, weźcie rzeczy i pozanoście do środka. Ja i Shion idziemy na zwiady - zarządził. Spojrzałam na niego zdziwiona. Wyłapał mój wzrok i uśmiechnął się uspokajająco. - Spokojnie, ze mną nic ci się nie stanie. Jeszcze nie nadszedł twój czas walki - szepnął, kładąc dłoń na mojej pięści. Jego dotyk podziałał kojąco. Napięcie opuściło moje ciało i rozluźniłam się trochę.

  - Powodzenia! - wołali koledzy, stojąc na schodach. Odmachałam im i dołączyłam do Xenzetsu. Szliśmy, w milczeniu rozglądając się dokładnie. Miedzy drzewami czułam się dziwnie spokojna. Po chwili wyszliśmy na małą polanę.

  - Pamiętasz kiedy powiedziałem ci o tym ataku masowego rażenia? - odezwał się w końcu. Kiwnęłam głową. - Spróbuj go zrobić - zażądał.

  - Ale.. Tu? Teraz? - pokręciłam głową. - Niemożliwe. To jedyne co mi nie wychodzi. Nie potrafię tego zrobić.. - zamilkłam, kiedy Xen wziął moją twarz w dłonie.

  - Musisz się tego nauczyć. Dam ci parę wskazówek, które mogą ci się przydać. Musisz to umieć - powiedział zupełnie poważnie, patrząc w moje oczy. Kiwnęłam głową, kiedy puścił moją twarz. Zrozumiałam, że w ten sposób stara się mnie ochronić - ucząc mnie. Zamknęłam oczy i rozłożyłam ręce na boki i poczułam jak moc rozlewa się po moim ciele, jak wypływa z niego i tworzy skrzydła. Zrobiłam tak, jak uczył mnie Xen. Zebrałam całą moc z jedną, małą kulkę i puściłam ją tak, by rozeszła się okręgiem naokoło mnie. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Xenzetsu, który patrzył na mnie uważnie.

  - Nie było źle, ale spróbuj jeszcze raz - mruknął, podchodząc do mnie. - Zamknij oczy - polecił. Spełniłam jego prośbę. Potem zaczął mnie ustawiać. Rozstawił szerzej moje nogi, wnętrze moich dłoni skierował do zewnątrz, głowę uniósł odrobinę wyżej i stanął za mną. - Złóż skrzydła - szepnął. Ciarki przeszły mi po plecach. - Dobrze. Teraz zrób to co wcześniej, ale nie puszczaj dopóki ci nie powiem - zrobiłam co kazał. Kłębek mocy zebrał się we mnie, nierównomierna, czułam, że jest trochę jak śnieżka. Niby okrągła, ale bliżej jej do kółka narysowanego przez kolesia z Parkinsonem. - Wyobraź sobie, że ściskasz ją w dłoniach. Ściśnij ją, nie przejmuj się ciśnieniem. Mocniej - spełniłam jego żądanie, które powtórzyło się kilka razy. W końcu poczułam jak ta mała kulka mocy pulsuje tuż pod moim sercem. - Jeszcze jeden raz. Ostatni.. Zmiażdż ją - szepnął mi prosto do ucha. Przeszedł mnie niekontrolowany dreszcz. - Teraz.. Wyrzuć to z siebie - powiedział. Rozluźniłam wyimaginowany uścisk, a kulka błysnęła lekko, wybuchając po chwili, tworząc naokoło mnie jakby szklaną barierę. Otworzyłam oczy, powracając do ludzkiej formy. - Widzisz? - powiedział Xen, podchodząc do mnie. Drzewa naokoło były wyschnięte na wiór. Jakieś 6 metrów ode mnie zauważyłam pas gołej ziemi. Xenzetsu przyszedł zza niego.

  - To.. To dotarło aż tam? - wskazałam okrąg. Xen pokiwał głową. -Yay! Nareszcie! - zawołałam, przyklejając się do mężczyzny.

  - Posłuchaj, Shion - powiedział, odsuwając mnie od siebie i kładąc dłonie na moich ramionach. - Jeszcze raz powtarzam, to nie zabawa. Możesz zginąć.

  - Wiem.. Wiem to - uśmiechnęłam się lekko.

  - Będziesz musiała odebrać życie tak samo oddychającym istotom. Nie przeszkadza ci to? - szepnął, patrząc mi w oczy. Zawiesiłam się. Zapomniałam o tym. Anioły też miały rodziny, przyjaciół, znajomych.. Żyły tak samo jak my.. Ale byli wrogami. Wyprostowałam się, zaciskając pięści.

  - To nic - zacisnęłam zęby. - To wrogowie, a dla wrogów nie ma żadnej litości, jeśli oni nie mają litości dla naszych - wycedziłam. Xen poczochrał moje włosy.

  - Zuch dziewczyna. To co? Wracamy? - spytał. Kiwnęłam głową, zaciskając zęby. Podróż zajęła nam 11 godzin, więc polowanie mieliśmy zacząć rano. Do tej pory mieliśmy udawać, że nas nie ma, nawet jeśli Anioły przyszłyby wcześniej niż przewidziała mama. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ten dzień, ta bitwa, a raczej czas po bitwie, zmieni mnie bardziej niż ostatnie pół roku. Zresztą.. Jeden moment, jedna myśl.. To ona zmieniła mnie tak bardzo, że cała moja przyszłość stanęła pod znakiem zapytania. Jeden moment wstrząsnął moim życiem. Miało to się ujawnić dopiero pół roku później, kiedy...



***

Tym razem wstawiam rozdział dzień wcześniej.
Pierwszy poniedziałek wakacji będę miała bardzo zawalony.
Dlatego zdecydowałam się wstawić to dzień wcześniej.
Za tydzień - dwa pojawi się rozdział Peace, Love and Basket.
Pozdrawiam i do następnego. :3