Ścisnęłam mocniej wisiorek w pięść kiedy lecieliśmy w ciemności nad domami. Zatrzymaliśmy sie nad jakimś wieżowcem, a Mat nadal trzymając mnie na rekach wylądował na dachu.
-Dobra.. Postaw mnie już - powiedziałam próbując zejść z rąk chłopaka, ale ten trzymał mnie zbyt mocno. - Matthias? Puść mnie już. Co ty...?
W tym momencie zastygłam w bezruchu. Wręcz zesztywniałam. Co się właśnie dzieje? Jego usta smakowały trochę słodko, jakby waniliowymi ciastkami. Mat oderwał swoje wargi od moich. Czy my się przed chwilą... Całowaliśmy się? O fuck... O fuck.. O fuck. O fuck! Czułam jakby moją twarz zanurzono na chama w ogniu. Dopiero po chwili Matthias postawił mnie na dachu. Potem cały czas śmialiśmy się chodząc po ulicach, przystawaliśmy przy ślicznych wystawach i rzucaliśmy w siebie śniegiem biegając pod niezdjętymi jeszcze świątecznymi ozdobami. Kiedy w drzwiach domu trafiliśmy na Akiego, ten skosił nas wzrokiem, ale bez słowa poszedł dalej.
Następne dni mijały szybko. Wyjazd przeciągał się z powodu nagłej choroby Rebeccy. Ja za to miałam inny problem. Im więcej czasu spędzałam z Matem... Po prostu chodzi mi o to, że Mat jest moim bratem, a ja go lubiłam coraz bardziej.. Lubiłam w odmienny sposób.
Dzień przed wyjazdem, kiedy Reb wyzdrowiała, postanowiłam zrobić Matthiasowi niespodziankę i niespodziewanie wejść do jego pokoju, żeby zobaczyć co robi. Najpierw jednak wszystkie torby z ciuchami i swoimi rzeczami, które zdecydowałam się zabrać do "mojego" królestwa, musiałam postawić przy drzwiach kuchni, tam gdzie stały też inne walizki. Po tym pomknęłam pod pokój Mata. Przez chwile nasłuchiwałam, a kiedy upewniłam się, że jest w środku, otworzyłam gwałtownie drzwi. Mój uśmiech zrzedł. zastygłam w bezruchu. Poczułam ból klatce piersiowej. Moje serce zamarzło i rozprysło się na miliony drobnych kawałeczków. Moja pierwsza miłość poszła się walić... Pewnie już wiesza si na suchej gałęzi. Jednak ja o tym nie myślałam czując ciemną, zimną pustkę zalewającą mnie od środka. moje uczucie zastygło razem z moimi ruchami. Jeszcze parę minut temu miałam gdzieś ostrzeżenia Evy, ale teraz wiem o co jej chodziło. Wycofałam się z pokoju, a potem zbiegłam po schodach. W połowie drogi po moim policzku stoczyła się pierwsza łza. Wtedy wpadłam na Oliviera, który przytrzymał mnie za ramiona.
-Shion? Co się stało? - spytał zdziwiony, widząc na mojej twarzy ból i gorycz mieszające się z potokiem łez. Zdołałam wypowiedzieć tylko imię swojego brata zanim wyrwałam się z uścisku i wybiegłam na śnieg w samych trampkach, łapiąc w biegu byle jaką kurtkę. W miarę jak biegłam, przyciągałam coraz więcej ciekawskich lub współczujących spojrzeń. Kiedy dotarłam do środka parku, potknęłam się i upadłam na ziemię. Dopiero wtedy zauważyłam jak zmęczona jestem. Dźwignęłam się na kolana podpierając się rekami. Przez chwile zakręciło mi się w głowie od nadmiaru emocji, wiec gwałtownie usiadłam pod drzewem, chociaż bardziej to upadłam podpierając się plecami o chropowatą korę. Otuliłam się szczelniej zabraną z domu, jesienną kurtką. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Nie mogłam zapomnieć tego zdziwionego, a za razem tak obojętnego wzroku Mata. Miał gdzieś to co zobaczyłam.
Czemu zdarzyło się to mi? Czemu mój brat? Czemu pierwsza miłość jest tak bolesna? Mat, ty głupku! Lubiłam cie, ale to ci nie wystarczało?!
Moje myśli gnały przez mój umysł. Moje ciało było coraz bardziej zmarznięte, trzęsłam się coraz bardziej.. Coś we mnie pękło.. Z obojętnym wyrazem twarzy patrzyłam przed siebie, co kontrastowało ze słonymi łzami.. Bałam się co zrobię kiedy znów go zobaczę. Nagle poczułam ogarniające mnie ciepło. Ciepło człowieka.. Ciepło mojego przyjaciela.
- Czemu zwiałaś? To nie jest prawdziwa Shion. Jesteś twarda czy nie? Zdecyduj się, bo musisz to jasno określić kiedy zasiądziesz na tronie - powiedział Olivier tuląc mnie. - A tak na marginesie. O co chodziło z Matthiasem?
-Chodziliśmy ze sobą.. - szepnęłam. Moje paznokcie wbijały się coraz głębiej w skórę, gdy próbowałam opanować drżenie swojego głosu. - Weszłam do jego pokoju, a on... Leżał na łóżku a nad nim stał Aki... Nie, on nie stał.. Leżał na nim.. Całowali się.. - ostatnie zdanie ledwo przecisnęło mi się przez gardło. Ale musiałam to komuś powiedzieć.. Musiałam to z siebie wyrzucić. Po reakcji Oliviera wywnioskowałam, że jest zły. Gwałtownie wstał i podał mi rękę. Pomógł mi wstać i opatulił w ciepłą kurtkę zimową. Całą drogę szliśmy w milczeniu, ale kiedy stanęłam przed drzwiami domu miałam ochotę uciec jak najdalej. Olivier przeczuwając co chce zrobić, objął mnie ramieniem i wepchnął do środka.
-Shion! Co ci się stało? Czemu wybiegłaś? Masz czerwone oczy! - wołała spanikowana Eva łapiąc mnie za ramiona. Trzęsła mną, ale ja byłam jakby nieobecna. Gabriell zabrał ode mnie Evę i przytulił ją mocno. Kiedy znów się odezwałam byliśmy w salonie. Ja, Olivier, Mat i Aki siedzieliśmy naprzeciwko siebie.
-Czemu? - szepnęłam nie mogąc spojrzeć na Mata.
-Gadaj... - warknął Olivier. - Czemu z nią byłeś skoro, jak twierdzisz, kochasz Akiego?
-Wydawało mi się, że ją kocham, ale to była tylko chwilowa fascynacja jej osobą.. - Mat wzruszył ramionami. - Jej mocą przede wszystkim - wbiłam niewidzący wzrok w Akiego, który od początku siedział skulony, spłoszony i pełen smutku.
-Shion! Powiedz coś! - zawołał wzburzony Olivier, ale w odpowiedzi tylko wstałam i podeszłam do drzwi. Odwróciłam się z uśmiechem do chłopaków, którzy skulili się w sobie pod wpływem mojego wzroku, i powiedziałam, a raczej wysyczałam:
-Jesteś beznadziejnym chłopakiem, bracie... Źle całujesz - po czym odwróciłam się na pięcie i poszłam do swojego pokoju, w którym zostałam do wieczora. Zbudowałam sobie istną twierdze z poduszek, koców i kołder pozostałych po mojej "chorobie". Wzięłam mojego ukochanego pluszaka Benjamina i "zabarykadowałam się" na łóżku, zostawiając drzwi niezamknięte na klucz.
Shion! Patrz co kupił dla ciebie tatuś! Misia!
Mocniej przytuliłam Benjamina, dużego, brązowego, sfatygowanego misia z opadającym uchem. W takich chwilach jak te pocieszyć umiał mnie tylko on. Przypominał mi czasy kiedy Ren i Nobu nie wychodzili na całe dnie do pracy.
My wiemy co on knuje... mówiła Eva, mówiła Reb... Mówiła tak nawet Hilda. Ostrzegały mnie przed Matem, ale ja nie chciałam tego nawet słuchać. Byłam zbyt głupia, żeby im nie wierzyć.
Dla jakiegoś obserwatora to jest błahostka, ale mówimy tu o mnie, Shion Sudcliff, przyszłej Królowej Demonów, która przywiązuje się szybciej niż mały szczeniaczek. Bardzo trudno zawieść moje zaufanie i jestem bardzo bezpośrednia jeśli chodzi o to co czuje do innych, ale mam w sobie jedną wadę, która naprawdę mocno mi przeszkadza. Uważam, że to moja najgorsza wada. Nie umiem być szczera sama ze sobą. Nie umiałam wykrzyczeć Matthiasowi w twarz jak bardzo mnie zranił, bo sama nie wiedziałam co akurat czuję. Czy ulgę, bo związek kazirodczy się nie udał? Czy żal, że mimo, że kazirodczy to rozpadł się, bo mój chłopak to gej? Czy smutek? Wściekłość? Ulgę? Radość? Co powinnam czuć?
Mocniej przytuliłam misia, kiedy drzwi skrzypnęły i do pokoju ktoś wszedł. Usłyszałam zaskoczone westchnięcie, ale zaraz zobaczyłam, że ktoś kładzie coś w otworze, przez który wpadało świeże powietrze. Wyciągnęłam rękę i capnęłam pudełko nie wypuszczając z rąk misia. Rozpięłam bluzę, wsadziłam Benjamina miedzy bluzę a koszulkę i znów zapięłam suwak, tak, że było widać tylko łepek i łapki pluszaka. Podniosłam wieczko pudełka i oniemiałam. W środku leżał biały pluszak - lew od Olivera, własnoręcznie robiony, ogromny breloczek z moim imieniem od Evy i Gabriella, naszyjnik, który wyglądał na drogi od Nobu, Reb, Mata i Hildy, bransoletka do kompletu od Gina i dwa bilety do kina na tak długo wyczekiwany film "Wiecznie młoda panna młoda" od Akiego. Na dnie pudełka leżała kartka z życzeniami. Podniosłam ją i oświetliłam swoją mocą. Otworzyłam ją, a ze środka wypadł skrawek papieru, jednak na razie go zignorowałam. W środku błękitnej kartki napisane było odręcznym pismem Hildy:
Dla naszej ukochanej Shion z okazji trochę
spóźnionych, piętnastych urodzin. Wszystkiego
najlepszego, życzą: Evcia ;3 <3 Gabriell ;D
Aki \m/ Matthias, Rebecca, Twój tatuś Nobu ;D
Hilda, Gin, Olivier, A nawet ja ;P Dawid w dwóch
postaciach
Kochamy cie <3
Podniosłam z łóżka kartkę, która wyglądała jakby ją traktor przejechał, a odłożyłam tą śliczną, niebieską z życzeniami. Rozłożyłam, ładnie rozprostowałam i przeczytałam. Wstałam gwałtownie rozwalając swój bunkier. Teraz wiedziałam... Jestem wściekła. Wybiegłam z pokoju, wpadłam na schody, praktycznie z nich zleciałam i wpadłam jak burza do salonu. Z całej siły przywaliłam Matthiasowi w twarz, a Davida znokautowałam prawym sierpowym wymierzonym w policzek. Rzuciłam zwiniętą w kulkę kartkę na stół i znów bez słowa wyszłam, tylko tym razem w otoczeniu Evy, Rebeccy, Gabriella i Oliviera...
-Shion! Zatrzymaj się, mała! - zawołał Olivier łapiąc mnie w pół. Zaczęłam się wyrywać i rzucać na wszystkie strony. Poczułam palące w gardle łzy.Eva ścisnęła mnie w pasie. Zastygłam od razu, żeby nie zrobić przyjaciółce krzywdy. To był błąd. Olivier przerzucił mnie sobie przez ramię i razem z całą pielgrzymką składającą się z Evy, Rebeccy, Gabriella, Gina i Davida, skierował się do swojego pokoju. Całkiem zrezygnowana padłam na łóżko kiedy wreszcie mnie postawi na ziemi.
-Pytanie numer 1 - powiedział David. -Czemu mnie uderzyłaś?
-Ta kartka ze stołu nic ci nie mówi? - spytałam zakładając ręce na piersiach. David rozszerzył oczy.
-Jaka kartka? Ta? - wyciągnął przed siebie tą samą stronę z zeszytu, która rozbudziła we mnie złość. Pokiwałam głową. - To nie pisałem ja. To był ktoś inny. Nie moje pismo.
-A to przepraszam - powiedziałam skruszona. Chłopak wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko, przyciągając mnie do siebie.
-Ja bym czegoś takiego do ciebie nie napisał - wytłumaczył tuląc mnie.
-Dobra! - przerwała Reb. - Co się właściwie stało?
-Pytanie bardziej... konkretne, proszę - mruknęłam czując się coraz bardziej senna.
-No więc... Pytanie numer 2! - zawołał Gabriell. - Czemu wybiegłaś z domu z płaczem?
-Mat i Aki... Razem - szepnęłam czując jak zmęczenie wciąga mnie coraz bardziej. Po chwili moje powieki się zamknęły, a ja znów ruszyłam na spotkanie z mamą.
* * *
Czekałam chwilę w ciemności rozglądając się na około siebie. Po chwili zauważyłam mamę kroczącą dumnie w moją stronę, a z jej lewej strony szedł wysoki mężczyzna z mojego wcześniejszego snu. Revi stanęła przede mną.
-Kochanie - zwróciła się do mnie. - Poznaj Xenzetsu. Będzie trenerem Oliviera i jest moim bliskim przyjacielem.
Zwróciłam wzrok ku mężczyźnie, który przyszedł do mojego snu z moją mamą. Wyciągnął do mnie rękę.
-Jestem Xenzetsu. To dla mnie zaszczyt, księżniczko - uśmiechnął się kiedy podałam mu rękę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast potrząsnąć moją dłonią, pocałował ją w taki sposób w jaki robią to dżentelmeni.
-Shion... Shion Sudcliff - powiedziałam słabym głosem nadal bardzo poruszona grzecznym zachowaniem przyjaciela mamy.
-Jaka Sudcliff? - warknęła mama. - Jesteś z rodu Devinill.
-A skąd miałabym to wiedzieć? - popatrzyłam mamie w oczy.
-No tak.. - zreflektowała się. - Xen - chłopak wyprostował się gwałtownie, bo do tej pory stał za mną obejmując mnie ramionami. - Nie próbuj zarywać do mojego dziecka. Masz 23 lata, chłopie.. Ogarnij się.
-Pedofil - szepnęłam żartobliwie odsuwając się dyskretnie.
-A wcześniej szczerzyłaś się jak głupia - zaśmiał się zarzucając mi rękę na ramię. Zarumieniłam się. Nagle wszystko zaczęło się rozmywać.
-Kochanie. Zaraz się obudzisz - powiedziała mama migocząc. - Do zobaczenia - szepnęła machając do mnie, po czym zniknęła. Pan Xenzetsu nadal stał obok. Stanął przede mną i ukłonił się.
-To był zaszczyt cię poznać, Shion-sama.
-Nie nazywaj mnie tak - skrzywiłam się.
-Więc wolisz Shion hime? Czy Shion-dono? - spytał nie podnosząc głowy.
-Po prostu Shion - poczochrałam jego włosy. Podniósł głowę zaskoczony, więc uśmiechnęłam się szeroko. Odwzajemnił uśmiech. W tym momencie zniknął.
* * *
Gwałtownie otworzyłam oczy. Na wpół leżąc opierałam się plecami i głową o czyjś tors. No moich kolanach spoczywały głowy obu dziewczyn, a Olivier leżał skulony obok mnie. Gabriell spał klęcząc obok łóżka z głową ułożoną na brzuchu Evy. Usłyszałam brzęczenie. Gin spał przy włączonym komputerze z głową na klawiaturze, a na monitorze jarzyło się ostrzeżenie przed wirusem.
Ziewnęłam szeroko w momencie, w którym ciocia wetknęła głowę do pokoju uchylając lekko drzwi. Uśmiechnęła się lekko.
-Ale jesteście zżyci - powiedziała zamykając cicho drzwi. Spróbowałam podnieść się do pozycji siedzącej, ale komuś na kim leżałam nie bardzo spodobał się ten pomysł, bo przyciągnął mnie z powrotem splatając swoje ręce na mojej klatce piersiowej.
-Pomóż... - wyszeptałam. Hilda rozplątała ręce chłopaka, a ja podniosłam się tak szybko jak mogłam. Wyśliznęłam się spod dziewczyn, przeszłam nad Gabriellem i spojrzałam za siebie zaciekawiona kogo użyłam jako poduszki. Byłam przygotowana na to co zobaczę, ale widok słodko śpiącego Davida rozbroił mnie zupełnie. Chłopak miał rozczochrane włosy, podciągniętą do żeber koszulkę i trochę opuszczone spodnie. Widocznie bardzo się kręciłam podczas snu. Zaśmiałam się cicho, ale jak widać David ma czuły słuch, bo skrzywił się lekko podnosząc się leniwie. Ziewnął szeroko przeczesując włosy palcami.
-Co się tak patrzysz? - szepnęła Hilda z chytrym uśmieszkiem. Spłonęłam rumieńcem, ale zaraz opanowałam się.
-Po co żeś tu przyszła skoro jeszcze spaliśmy? - zawarczał Olivier naciągając kołdrę na głowę. Hilda spoważniała, ale za chwile i tak zaczęła chichotać.
-Szykujcie się.. Wracamy do domku! - zawołała ciesząc się jak małe dziecko i skacząc po całym pokoju. - Wracamy do Podziemi! Wracamy do Podziemi! Wracamy do Podziemi! - szczebiotała podrzucając do góry śpiącą Rebeccę, która obudziła się po zderzeniu z sufitem.
-Łaaaaa! - zaczęła wrzeszczeć wciąż podrzucana.
-Postaw ją! - zawołałam przestraszona. Złapałam lecącą przyjaciółkę i wypadłam z nią z rozpędu za drzwi. W ostatniej chwili odwróciłam się tyłem i walnęłam plecami w drzwi łazienki. - Ałałałałałałała.. - zajęczałam. Olivier podniósł mnie ledwo powstrzymując się od śmiechu, tak jak reszta. Kiedy wszyscy się odświeżyli, zeszliśmy na dół. Wzięliśmy walizki i wyszliśmy za dom. Po tym co zobaczyłam naprawdę uwierzyłam w magię. Na środku ogrodu jarzyła się wielka dziura, a z niej wyłaniała się czarno-czerwona poświata, coś jakby światło.
-No dalej, dzieciaki! - wrzasnęła Hilda i dopiero wtedy zauważyłam jak było głośno. Szum zagłuszał krzyki skaczących do dziury przyjaciół. Przytrzymałam włosy i wrzasnęłam do Hildy:
-Co to jest?! - krzyczałam podchodząc bliżej.
-To tunel do Podziemi! Wskakuj! Szybciej! - wrzeszczała popychając mnie ku dwukolorowej dziurze. Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie zostałam brutalnie wciągnięta do Tunelu Krzyku (tak nazwałam tajemniczą dziurę). Jedyne co pamiętam, to dwa kolory, czarny i czerwony, i głośny, przerażający krzyk wydobywający się z moich płuc...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz