nareszcie nowy rozdział.
dobra. żeby nie przedłużać.
lecimy
***
Zrobiłam następny krok, następny, kolejny i jeszcze jeden. W tym momencie wpadłam na coś ciepłego. Okazało się być człowiekiem albo czymś podobnym, bo złapało mnie chroniąc przed upadkiem. Kiedy z windy zaczęli wychodzić moi przyjaciele, ktoś kto mnie podtrzymywał, zakrył mi usta dłonią. Starałam się nie ruszać. Nic nie mogłam zrobić. Było ciemno jak w dupie. Nie mogłam ocenić siły, wysokości ani nawet zbyt dokładnego położenia przeciwnika. Byłam tak skołowana, że nie chcąc niczego zniszczyć, nie ruszałam się nawet o milimetr. Dłoń zakrywająca mi usta była jakaś dziwnie znajoma, duża i ciepła. Nie wiadomo czemu, ale czułam się bezpiecznie. Przestąpiłam z nogi na nogę. W tym momencie z windy wyszedł Xenzetsu i klasnął w dłonie. Światło zapalało się kolejno od windy do końca sali. Wyglądało to niesamowicie, jakby był to obraz z kostek domina. Patrzyłam na salę pełną ludzi. Przy ścianach stały stoły, a na nich piętrzyło się jedzenie. Na środku pomieszczenia stała piramida zrobiona z kryształowych kieliszków. Ludzie, których nie rozpoznałam przez oślepienie światłem, okazali się być Starym Pokoleniem, ludźmi z recepcji i całą masą innych ludków, których nie znałam. Spojrzałam do góry. Nade mną nachylał się...
-Pan Sedori? - zdziwiłam się, kiedy mnie puścił.
-Jaki tam 'pan'? - zaśmiał się pogodnie. - Mówcie nam po imionach, a szczególnie ty, księżniczko - powiedział kłaniając się nisko. Nagle rozbrzmiał gong, a zza kieliszkowej piramidy wyłonili się Revi i Nobu. Mama była w pięknej, czerwonej sukience do kolan, a na głowie miała koronę. tata ubrany w zwykły czarny t-shirt i białe spodnie też wyglądał świetnie. Sedori popchnął mnie lekko, szepcząc, żebym stanęła na czerwonych kafelkach, które układały się w mały trójkąt. Rodzice podeszli do mnie i uściskali mocno moją osobę. Mama zdjęła koronę z głowy i nałożyła ją mi.
-Witaj w domu - wyszeptała wzruszona. Kiwnęłam głową uważając, żeby złota korona nie zsunęła mi się z włosów.
-Wróciłam - powiedziałam uśmiechając się szeroko. Wtedy zabrzmiał drugi gong i wszyscy zwrócili się ku kieliszkom. Xenzetsu unosił się nad wieżą i wlewał na nią ostatnią butelkę szampana. Kiedy stanął na podłodze, w ręku trzymał kieliszek zabrany ze szczytu wieży. Podszedł do nas, ukłonił się mamie, a szkło podał mi. Tata zachęcił mnie do wypicia zawartości, więc tak zrobiłam. Wtedy do wieży podeszło całe Stare Pokolenie i wzięło do ręki po dwa kieliszki. Podało je swoim uczniom i wypiło z nimi toast. Ja z mamą również. Potem zaczęła się impreza. Oczywiście podłoga była już wyczyszczona z kieliszków i rozlanego szampana, kiedy zaczął się pierwszy taniec. Tata tańczył ze mną, a mama z Olim. Potem na parkiet weszli pozostali i bawiliśmy się do rana. Tańcom, piciu (niepełnoletnim nie dali, a szkoda) i przeróżnym konkursom nie było końca.
-Kto najwyżej podrzuci ją do góry bez użycia mocy! - zawołał kompletnie zalany Rafael wskazując na Evę. Dziewczyna zrobiła krok w tył, ale pierwsi ludzie już ją dopadli. Po kilku minutach szaleńczego pisku i krzyków Evy, zabawa się skończyła. Ku rozczarowaniu Rafaela, wygrał Bateshi, który jako nagrody zażądał tańca z moją mamą. Zaśmiałam się widząc moją szczupłą, drobną mamą tańczącą z olbrzymem. Tak.. Bateshi wyglądał przy Revi jak wielkolud.
David siedział otoczony zewsząd kobietami w różnym wieku. Rozejrzałam się po sali, ale nigdzie nie mogłam dojrzeć Xenzetsu. Zobaczyłam za to Gina wpatrzonego we mnie błagalnym wzrokiem. Zaśmiałam się cicho i podeszłam do grupki nastolatków otaczających mojego kolegę.
-No już, już! - zawołałam. - Chłopak nie ma czym oddychać. Tam macie Davida, słodkiego i ostrego zarazem faceta, który tylko czeka na dziewczyny! - powiedziałam wskazując czerwonowłosego chłopaka, aktualnie tańczącego z panią z recepcji. Dziewczyny rzuciły się ku niemu z piskiem, a chłopcy spojrzeli na mnie zdziwieni.
-To ty jesteś Shion? - spytał jeden z nich. Pokiwałam głową i zaraz zostałam otoczona, a zewsząd padały najróżniejsze pytania.
-Cisza! - ryknęłam, a chwilę potem słodko uśmiechnięta wskazałam jakiegoś chłopaka. - Po kolei. Ty!
-Czy twoje koleżanki mają kogoś na oku? - spytał rudowłosy, piegowaty koleś w okularach wielkich jak denka od butelek.
-Na pewno nie ciebie - zaśmiałam się.
-A mają kogoś?
-Eva tak, Rebecca wolna i do wzięcia - powiedziałam już na poważnie.
-Dasz autograf? - zawołał ktoś z tyłu.
-Jeśli dasz radę podejść - powiedziałam rozkładając ręce. Chłopcy z przodu zacieśnili swoje szeregi i koniec końców nikt nie dostał autografu. Po około piętnastu minutach miałam już dość. Weszłam między chłopaków i rozpychając się łokciami, przepchałam się do windy i zanim ktokolwiek zdążył za mną podążyć, wcisnęłam guzik z numerem 25. Drzwi momentalnie się zamknęły, a ja mogłam wreszcie rozpiąć koszulę. Miałam gdzieś, że w każdej chwili ktoś mógł wejść do windy. Co z tego, że pod rozpiętą koszulą nie miałam niczego oprócz stanika. Kiedy drzwi się otworzyły wyszłam z windy... No ok. Przyznaję. Wypełzłam. Nie wracajmy do mojego braku talentu tanecznego. Idąc do pokoju zsunęłam z ramion koszulę i rzuciłam ją w kąt przedpokoju. Prawie się wywaliłam próbując ściągnąć spodnie podczas poruszania się. Będąc w samej bieliźnie, skoczyłam na łóżko. Wciągnęłam na materac swoją walizkę i rozrzuciłam po pokoju swoje ciuchy.
-Od razu lepiej - powiedziałam zadowolona ze swojego dzieła. Moje ulubione spodnie zawisły na krześle przy biurku. One wiedzą, że je lubię. Oh, jak miło. Wzięłam do rąk obie torby i zapaliłam światło. Dopiero zauważyłam, że w pokoju stoją wieża i trzy duże głośniki. - Bomba! - krzyknęłam nurkując w jednej z toreb i wygrzebałam z niej starą płytę ze składanką moich ulubionych piosenek. Przetarłam opakowanie. Ostatni prezent od Ren. Włożyłam płytę do odtwarzacza. Z głośników buchnął dobry punk-rock, a ja zaczęłam skakać w rytm muzyki. Po pierwszej piosence pomyślałam, że dobrze byłoby przerobić ten pokój na bardziej mój. Zdjęłam ze ściany działowej trzy obrazy przedstawiające jakieś bitwy i zastąpiłam je plakatami, rysunkami mojego autorstwa oraz tymi wydrukowanymi z internetów. Kiedy skończyłam, moje palce były czerwone i lekko opuchnięte od wciskania pinesek w ścianę. Syknęłam przeciągle i włożyłam do ust cierpiącego kciuka. Stanęłam za łóżkiem i przepchnęłam je spod okna do najciemniejszego kąta pokoju. Szafę, jeszcze pustą, zdecydowałam się postawić przy ścianie prostopadłej do okna. Zabrałam z podłogi dywanik i pociągnęłam go do salonu. Położyłam go pod stolikiem, a potem przepchnęłam kanapę na środek pomieszczenia. Telewizor ustawiłam naprzeciwko siedziska. Dumna z siebie popędziłam do kuchni. Zajrzałam do szafek. Były pełne świeżego jedzenia. Z lodówki wyjęłam karton mleka, z półki nad zlewem wyciągnęłam płatki, zgarnęłam miskę i łyżkę i w rytmie coveru "Fighter"* pobiegłam do swojego pokoju. Przyciszyłam muzykę widząc późną godzinę, ale z dołu docierały do mnie dziwne dźwięki, więc ustawiłam pierwotną głośność.
Zjadłszy całą miskę płatków z mlekiem, włączyłam komputer. Mimo późnej godziny, byłam bardzo głodna. Wyłączyłam muzykę i nucąc pod nosem wymyśloną melodię, poszłam do kuchni. Wstawiłam wodę na herbatę po czym udałam się do łazienki. Rozpuściłam włosy i przyjrzałam się im dokładnie. Znów wróciły do swojego pierwotnego, brązowo-czerwonego koloru. Westchnęłam uświadamiając sobie, jak ładne były w odcieniu sprzed kilku tygodni. Nagle czajnik zaczął piszczeć oznajmiając zagotowanie się wody. Wybiegłam z łazienki. W drzwiach kuchni stanęłam jak to drzewo czy nawet słup. Przy kuchence stał Xenzetsu i dotykał czajnika jakby nigdy nic. Westchnęłam rozluźniając ramiona. Zalałam sobie herbatę i postawiłam ją na stole.
-Pomóc w czymś? Pogubił pan piętra? - zwróciłam się do mężczyzny.
-Nie. Jestem na właściwym - powiedział patrząc w moje oczy. Zaśmiałam się w duchu. Mimo iż powiedział, że jestem tylko dzieckiem, nadal mam te swoje 15 lat. Wszystko się u mnie dobrze rozwijało, a on jest tylko mężczyzną. Wiedziałam ile wysiłku wkłada w patrzenie na moją twarz.
-To czego pan chce? - spytałam stając na palcach, żeby dosięgnąć cukiernicy. Posłodziłam herbatkę i ruszyłam do swojego pokoju tanecznym krokiem, podskakując co jakiś czas.
-Nudziło mi się na tym przyjęciu i jak widzę nie byłej jedyny - powiedział rozglądając się po moim pięknym pokoju. Upiłam łyk herbaty siadając na łóżku. - Myślałem, że jesteś jedną z tych pozerek, co udają takie rockowe panny, ale widzę, że naprawdę cię to kręci.. - powiedział, a chwilę potem dostał poduszką w twarz.
-Siadaj, nie będzie pan chyba tak wiecznie stało - powiedziałam układając się w pozycji półleżącej. Xenzetsu usiadł na podłodze obok łóżka i oparł się o nie plecami. - Czego pan ode mnie chce?
-Mam problem z twoja matką - westchnął, a ja prychnęłam siadając gwałtownie. Zakaszlałam próbując wykrztusić resztkę herbaty, która dostała się do moich płuc.
-Jaki problem? - spytałam nadal krztusząc się waloną herbatą.
-Jesteśmy pokłóceni. Poszło o ciebie - zerknął na mnie znacząco unosząc brwi. - To było jakieś dwa lata temu, ale nadal mi nie wybaczyła tego co powiedziałem.
-O co poszło? - spytałam czując jak ciekawość zżera mnie od środka. Przezornie odstawiłam kubek z herbatą na podłogę i wsunęłam go pod łóżko. Tak, ten pokój jest coraz bardziej mój.
-Ja nalegałem, żeby rozbudzić twoją moc wcześniej, żebyś mogła lepiej się przygotować do rządzenia Podziemiami, ale Revi nie chciała tego. Ona się tu wychowała, ale kiedy zobaczyła jak jest na Ziemi, postanowiła cię tam zostawić jak najdłużej. Ja się z tym nie zgadzałem - powiedział i obrócił się w moją stronę kładąc ramiona na materacu i opierając brodę na dłoniach.
-Chcesz się z nią pogodzić? - spytałam siadając po turecku. Xenzetsu pokiwał głową, a ja wybuchłam głośnym, niepohamowanym śmiechem. Mężczyzna spojrzał na mnie zdziwiony. - Przepraszam, przepraszam.. Wyglądałeś jak małe dziecko..
-Małe dziecko? - warknął wchodząc na łóżko. Po chwili rzucił się na mnie i zaczął łaskotać moją skromną osóbkę.
-Hahahahaha! Przestań! Puść! Hahahaha! - śmiałam się wierzgając nogami i próbując się wyrwać bardzo silnemu przyjacielowi mamy. Po kilku minutach, kiedy mi już brakło tlenu, Xenzetsu zlitował się nade mną i zabrał swoje ręce. Jeszcze chwilę to potrwało zanim uspokoiłam się na tyle, żeby nie śmiać się jak koń.
-Nadal wyglądam ci na dziecko? - spytał patrząc na mnie groźnie.
-Nie.. Teraz wyglądasz jak staruch - powiedziałam wycierając łzy rozbawienia. Dostałam poduszką w twarz. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
-No witam - powiedział Gabriell przybijając żółwika z panem Xenzetsu. - Widzę, że coś się dzieje.. - powiedział poruszając śmiesznie brwiami. W tym momencie dostał poduszką i kołdrą.
-Wcale nie! - krzyknęliśmy ja i pan Xenzetsu, w tej samej chwili.
-Dobra, dobra - zaśmiał się czerwonowłosy. Zwalił się na moje łóżko i podniósł na mnie oczy. - Zaraz na chatę zwalą ci się wszyscy albo i jeszcze więcej. Ubierz się. Nie wszyscy widzieli cię jeszcze półnago..
-Dawno i nieprawda - mruknęłam przewracając oczami. Wstałam i poszłam do łazienki. Wróciłam ubrana tylko w za dużą bluzę sięgającą mi do połowy ud. Zabrałam ją swego czasu od Akiego. Kiedy weszłam do salonu, siedziało tam już około dziesięciu osób. Mat i Aki migdalili się na kanapie, Xenzetsu, Gin i Dawid wypróbowywali moją PS3, a Eva i Gabriell siedzieli wtuleni w siebie na fotelu. Do tego, przy stole, stacjonowali Sedori, Victoria i Marella, rozprawiając o sukienkach.
-Po co ktoś wymyślił to cholerstwo? W tym się nawet biegać nie da! - złorzeczyła Marella siedząc w za dużych bojówkach i szarej koszulce. Pozostała dwójka zaprzeczała gwałtownie. Dopiero teraz zauważyłam kompletnie pijaną ciocię śpiącą na podłodze. No.. Może nie dopiero teraz, ale zaraz po tym jak na nią nadepnęłam.
-Gdzie Rebecca i Olivier? - spytałam głośno, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Zacisnęłam pięści i podeszłam do grających chłopaków. Nie lubię jak się mnie ignoruje. Zerwałam słuchawki z głowy Pana Xenzetsu. - Gdzie Reb i Oli?! - wrzasnęłam prosto w jego ucho. Podskoczył przestraszony moim nagłym wybuchem. Podparłam się pod boki.
-Grzeczne dzieci poszły spać, bo jutro macie ciężki dzień - uśmiechnął się krzywo pocierając na pewno bolące ucho. Wstał i przeciągnął się. Spojrzałam na zegarek. Pięć po szóstej.
-Jutro.. Czy dziś? - spytałam podchwytliwie. Xenzetsu też popatrzył na wyświetlacz. Westchnął ciężko.
-I tak co roku.. - powiedział cicho, ale po chwili wrzasnął na cały głos: - Wstawać!
-Wszyscy podskoczyli. Wszyscy oprócz cioci, ale nikt się nią nie przejął. Ona sama zaczęła się powoli przebudzać i mamrotała coś do siebie. Podczołgała się do stolika wzięła kawałek kartki i zaczęła coś bazgrać.
-Powiem tak.. Mamy najprawdopodobniej przewalone - zaczął Xenzetsu. Słuchaliśmy go z zapartym tchem. Nawet Stare Pokolenie przestało nadawać o tym jakie to sukienki są świetne lub nie. - Ale w tym roku jest gorzej niż kiedykolwiek, bo w tym roku gościmy ich - wskazał na mnie i Mata. - Revi już teraz jest wkurzona. Musimy zrobić coś, żeby myślała, że wszyscy poszliśmy spać zaraz po tym jak zwialiśmy z imprezki.
-A co takiego się stanie? - spytał Mat wreszcie odklejając się od Akiego. W jego glosie nie wyczułam ani jednej nutki sarkazmu. Był śmiertelnie poważny.
-Oj, chłopie. Nie chcesz wiedzieć. Nie tylko ja będą miał przewalone. Was też się to tyczy. Wszyscy dostaniemy po tyłkach. Nawet ty i Shion - zaśmiał się Xenzetsu.
-To co robimy? - spytałam. - I czemu ten dzień ma być taki ciężki.
-Macie jutro co najmniej 9 wprowadzających lekcji - powiedział pan Xenzetsu.
-Dziś - poprawiłam go ponownie. Machnął na to ręką.
-Nie mogę iść już po plan, bo Revi mogłaby coś usłyszeć - mruknął pocierając dłonią brodę. Nagle uderzyła w niego kulka zmiętolonego papieru. Ciocia wstała od stołu i wyszła z mojego mieszkania chwiejnym krokiem. Xenzetsu rozprostował kawałek kartki, którym dostał w oko. - Och, jak miło. Napisała co jutro..
-Dziś...
-Siedź cicho Shion - warknął. - Napisała co dziś macie. Najpierw, czyli za dwie i pół godziny, lekcja z Bateshim. Potem kolejno z Marellą, Nobu, Hildą, Victorią, Sedorim, ze mną, Rafaelem i na koniec z Revi.. Co by tu zrobić?
-Boisz się mojej mamy? - spytałam po kilkusekundowej ciszy, wpatrzona w zielone do bólu oczy przyjaciela mamy. Marella zaśmiała się donośnie.
-On się boi? - wydusiła. - On trzęsie portkami, kiedy twoja matka się wkurwia! Zresztą.. Wszyscy się jej boją od czasu..
-Morda - warknął Xenzetsu, a jego oczy błysnęły jaskrawą zielenią. Zamiast się odgryźć, kobieta umilkła. - No dobra! Plan jest taki! Wytłumaczę reszcie SP o co chodzi. Na naszych lekcjach tylko pięć minut przeznaczymy na wyjaśnienie wam wszystkiego, a czterdzieści minut się kimniecie. Łącznie macie koło osiemdziesięciu minut na wyspanie się przed lekcją z Nobu. Potem jakieś dwieście minut spanka plus przerwy, ale nie cieszcie się za bardzo. Na naukę z Revi musicie mieć dużo sił. Zna kilka sprytnych sztuczek. Koniec na dziś. Do wyrek! - powiedział szybko. Wyraźnie był zdenerwowany. Wygonił wszystkich ludzi z mojego mieszkania i sam miał już zamiar wsiąść do windy, kiedy była wolna, ale złapałam go za ramię.
-Przyjdź jutro pod koniec lekcji mamy. Pomogę wam - powiedziałam puszczając uśmiechając się chytrze. Zdziwiony nie zdążył odpowiedzieć, bo winda zamknęła się zaraz potem jak zabrałam rękę z pomiędzy drzwi. Westchnęłam głęboko. Zmontowałam sobie prowizoryczny budzik. Nałożyłam słuchawki na uszy i podłączyłam je do telefonu. Ustawiłam go na 8.10. O tej godzinie muzyka miała zacząć grać.
***
* to jest ten cover :
http://www.youtube.com/watch?v=cugow2fzsE8
TAM TAM TAAAM!
koniec xD
a teraz buja szaka zaczynam piąty rozdział Kill them all ♥
kocham tą książkę xD
dla was wstałam aż o 11, żeby to napisać.
dupa mnie boli ;_;
wiem, że cholernie was to interesuje xD
papa ;3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz