nie zgadniecie, ale znudziło mi się trochę MSDW xD
ale to dlatego, że za dużo go pisałam xD
kiedyś znów nie będzie mnie to nudzić C:
no dobra.
teraz czas na 12 rozdział xD
~~~
Ostry dźwięk gitary sprawił, że serce mi podskoczyło do gardła, kiedy zerwałam słuchawki z głowy, siadając gwałtownie. Odetchnęłam ciężko, pocierając ręką twarz.
-Nigdy więcej - warknęłam wyłączając muzykę. Wstałam i pobiegłam do łazienki. Umyłam się najszybciej jak umiałam i nałożyłam na siebie za duże purpurowo-czarne dżinsy i ogromny popielato-błękitny sweter.Wsiadłam do windy. Kiedy ruszyła, spojrzałam na zegarek i zaklęłam cicho.
-...2, 1, 0 - usłyszałam wypadając z metalowej puszki i potykając się o własne glany, wpadłam w objęcia Oliviera.
-No hej - jęknęłam rozcierając bolące czoło.
-Jesteśmy w komplecie! - zawołał Bateshi klaszcząc w dłonie, by zwrócić naszą uwagę. - Idziemy!
Wyszliśmy z apartamentu i skierowaliśmy się do dużego budynku. Rozejrzałam się zdziwiona.
-Czemu wczoraj tu było czarno-czerwono? - spytałam doganiając Bateshiego.
-Dowiesz się potem - powiedział czochrając moje włosy. Weszliśmy przez dwuskrzydłowe drzwi na duży korytarz, który świecił pustką. Usłyszałam zbliżający się tupot nóg i głosy ludzi. Po chwili zza rogu wyszło co najmniej piętnaście osób. Całą grupę prowadziły trzy dziewczyny w dziesięciocentymetrowych szpilkach na stopach, które stukały przy każdym kroku. Pierwsza od lewej była mulatką o złotych lokach i czarnych oczach w czarnej sukience do kolan. Dziewczyna po środku miała długie, brązowe, proste włosy, a na sobie - koszulkę z Marylin Monroe i skórzaną spódnicę z wysokim stanem. Ostatnia była najmniejsza z nich wszystkich. Miała blond włosy ścięte na chłopca, biało-beżową koszulkę w poziome pasy i porwane, krótkie spodenki. Spojrzałam na siebie, Evę i Rebeccę. Dziewczyny jak zwykle były śliczne. Eva w dużej koszulce Gabrella, skórzanych spodniach, czarnej czapce i trampkach wyglądała obłędnie, a Rebecca podkreśliła swoją włoską urodę zwykłym białym T-shirtem, krótkimi czarnymi spodenkami i czerwoną bluzą z białymi rękawami. Nagle poczułam się jak czarna owca.
-Ej! Dzieciaki! A wy gdzie się wybieracie? - zawołał Bateshi.
-Po pana - odpowiedziała brązowowłosa zjawiając się nagle obok nas. - Kim oni są?
-Nie udawaj, że nie wiesz - zaśmiał się kolega mamy. Blondynka uśmiechnęła się do niego słodko i oplotła go ramionami w pasie.
-Cześć tato - powiedziała, a ja znów musiałam zbierać swoją szczękę z podłogi.
-To jest Ashley, moja córka - powiedział Bateshi obejmując dziewczynę ramieniem. - A to...
-Umiemy się przedstawiać, proszę pana - powiedziała dziewczyna z lokami, robiąc balona z gumy do żucia. Podeszła do Evy i wyciągnęła rękę. - Jestem Risky.
-Eva - odparła moja przyjaciółka zdziwiona, potrząsając dłonią nowej znajomej. Risky oznajmiła, że miło jej poznać księżniczkę, i że jest ładniejsza niż myślała.
-Nie - powiedziała szatynka, drapiąc się po ręku. - To ona - wskazała na mnie.
-Skąd wiesz? - spytała zaczepnie Risky.
-Widziałam ja wczoraj. Machała do nas, a ten debil, Dave, podbiegł do niej, jakby był jakimś sanitariuszem - powiedziała zarzucając włosy na plecy i wskazując kciukiem do tyłu. Pośród ludzi stojących naprzeciwko mnie wypatrzyłam chłopaka, który uspokajał mnie wczoraj rano. Chciałam coś powiedzieć do Rebeccy, ale w tym momencie zobaczyłam wyciągnięta ku mnie dłoń szatynki. - Miło mi cię poznać, Wasza Wysokość. Jestem Marcia.
Zazgrzytałam zębami, ale jakoś wytrzymałam kolejne kilkanaście osób nazywających mnie księżniczką lub innymi tytułami.
-Jestem Shion. Miło mi - powiedziałam kładąc nacisk na swoje imię. Poczułam uścisk na ramieniu.
-Spokojnie - szepną Olivier. Trójka dziewczyn, jak i cała reszta, zamarły w bezruchu jakby były kawałkami posągu.
-Śliczny - szepnęła Ashley. Dałam Bateshiemu kuksańca w żebra i tym samym przypomniałam mu, że może ja jestem wyspana, ale reszta ledwo trzyma się na nogach.
-Dobra dzieciaki! Idziemy! - zawołał mężczyzna i ruszył w kierunku, z którego Risky i reszta przywędrowali. Skierowaliśmy się na szkolną siłownię. Bateshi rozdał ósemce moich przyjaciół kartki z regulaminem, wymaganym strojem i innymi pierdołami, a resztę ludzi poprowadził na salę gimnastyczną.
-Na pewno nie chce się pani spać? - spytała Ashley z autentyczną troską w głosie. Potrząsnęłam głową.
-Po co to komu potrzebne? I proszę, nazywaj mnie po imieniu - zaśmiałam się. Cały czas czułam na sobie wzrok chłopaka z wczoraj, nazywanego Dave'm. Odwróciłam nieznacznie głowę i napotkałam jego wkurzony wzrok. W tym momencie pożałowałam tego, że nie poszłam spać.
-Siadajcie - powiedział Bateshi, a echo jego głosu obiegło salę. Posłusznie posadziliśmy tyłki na podłodze. - Więc... Chyba wiecie jak się zachowywać, więc objaśnię tylko co będziemy tu robić. Moją rolą jest wzmocnić waszą siłę fizyczną. Nie zawsze będziecie mogli polegać na swojej mocy i będziecie zmuszeni do walki wręcz. Ja jestem tu po to, żeby was tego nauczyć. Czy to jasne?
-Ciemne - mruknęłam, a ludzie obok mnie parsknęli śmiechem.
-Na jutro macie mieć zwykłe koszulki. Kolor dowolny. - powiedział ignorując mnie. - Spodenki wybieracie według waszego gustu. Jedyne czego nie przyjmuję, to jeansy, ale to chyba wiadome. Co jeszcze..? A, tak. Jedna sprawa do dziewczyn. Musicie posiadać jeszcze takie koszulki na ramiączkach odkrywające brzuch. Chyba, że chcecie biegać w samych stanikach, to nie ma problemu - zaśmiał się.
-Pan się zaśmiał - zdziwiła się Risky.
-Wszystko dla ludzi - powiedziałam cicho.
-Dobra. Na razie to wszystko - powiedział mężczyzna wstając. - Baczność!
Stanęliśmy wyprostowani jak struny. Rozdał nam tymczasowe stroje i kazał się przebrać. Połowa chłopaków zaczęła się już rozbierać, kiedy Bateshi poprowadził nas do szatni. Nasza przebieralnia mieściła się tuz obok sali gimnastycznej. Kiedy nasz nauczyciel wyszedł, dziewczyny podzieliły się na grupki i stanęły w kątach śmiejąc się przy zdejmowaniu koszulek. Zostałam sama. Usiadłam koło ściany i zabrałam się za zdejmowanie butów. Kiedy spodnie miałam już na tyłku, zdjęłam sweter i nałożyłam koszulkę od Bateshiego. Podczas, gdy ja wiązałam adidasy, dziewczyny śmiały się między sobą, żadna nie zwracała na mnie uwagi, więc wyszłam z szatni. Z rękami w kieszeniach szarych dresów, podreptałam na salę. Na podłodze leżały siatki pełne piłek. Uradowana, że nikogo jeszcze nie było, wzięłam piłkę do koszykówki, przebiegłam całe boisko kozłując i wyskoczyłam w górę. Wsadziłam piłkę w obręcz zawieszając się na niej. Kiedy stałam już na ziemi, usłyszałam klaskanie i szepty zachwytu. w drzwiach stało kilku chłopaków. Rzuciłam im piłkę.
-Gramy? - spytałam podchodząc do nich. Pokręcili głowami.
-Z księżniczką to nie wypada - powiedział jeden. No myślałam, że mnie szlag jasny trafi, ale zacisnęłam zęby i usiadłam przy ścianie obok drzwi.
-Oni chyba lubią wkurzać ludzi - warknęłam zaciskając pięści. Zazdrosna patrzyłam na czwórkę śmiejących się chłopaków grających mini mecz. Usłyszałam kroki i po chwili na salę weszły dziewczyny.
-Ale ta pomarańczowo włosa z brązowymi oczami jest tempa. Nie odezwała się ani razu, kiedy próbowałam do niej zagadać - szepnęła niska brunetka, z tego co się zorientowałam w szatni, miała na imię Lilith.
-Pewnie myśli, że jest lepsza, bo będzie w Straży Królewskiej - szepnęła inna, wyższa z czarnymi warkoczami. Wstałam gwałtownie.
-A tych dwóch pedałów? Cały czas chodzili za rękę!
-No! To obrzydliwe..
-Ta niby księżniczka jest strasznie brzydka. Widzieliście to perfidnie rude siano?
-No! Pewnie ma szare skrzydła zamiast czarnych...
-Ej.. Czekajcie.. Czujecie tą dziwną aurę? - spytała Risky wchodząc na salę. Podeszłam do plotkujących dziewczyn i poklepałam tą z warkoczami po ramieniu.
-Czego? - warknęła odwracając się, ale zamarła widząc moją wykrzywioną w wymuszonym uśmiechu twarz.
-Jestem brzydka? Ok. Moje włosy to rude siano? Ok. Mam szare skrzydła? Ok. Jestem najgorsza? Ok. Jestem debilką? Ok. Mam krzywy ryj? Pewnie tak, ale najpierw spójrzcie w lustra. Nienawidzicie mnie? Może to i lepiej. Jeszcze raz obrazicie Rebeccę, Mata Akiego lub któregokolwiek z moich przyjaciół, a tak zdeformuję wam ryje, że prędzej rozjechany kot ożyje, niż wy sobie kogoś znajdziecie - syknęłam czując, jak kotłuje się we mnie wściekłość.
-Spokojnie, mała lwie. Niech mówią co chcą... - ziewnął ktoś kładąc mi rękę na głowie. Odwróciłam się. Na salę, przeciągając się, wchodzili moi przyjaciele. Niektórym jarzyły się oczy, niektórym, mimo braku przeciągu, falowały włosy. Oni też byli wściekli. - My i tak wiemy, że jesteś zajebista - mruknął Mat obejmując ramieniem mnie i Akiego. Wystawił język do dziewczyn, które przed chwilą nas obgadywały. Eva i Rebecca też były przebrane w tymczasowe stroje. Plotkary westchnęły kiedy przez drzwi przeszli David, Gin, Olivier i Gabriell.
-A teraz możecie robić co chcecie - powiedział Bateshi ledwo zaglądając na salę. Popatrzyłam na moich przyjaciół. Porozumiewawczo kiwnęliśmy głowami i wpadliśmy na boisko. Zabrałam chłopakom piłkę i rzuciłam za siebie, do Oliviera. Ten zrobił dwa kozły i posłał podkręcone podanie do Rebeccy. ta podała Evie, która podrzuciła piłkę do góry. Gabriell przeskoczył nad swoją dziewczyną łapiąc piłkę. Przebiegł parę kroków kozłując i podał do Gina, który odbił piłkę pod swoimi nogami. Przechwycił ją David i pobiegł pod kosz. Z całej siły walnął piłką o tarczę. Przechwycili ją Aki i Mat i trzymając ją razem, zrobili wsad.
-Łuhuuu! - zawołałam przybijając piątkę przyjaciołom.
-To się nazywa dobra rozgrzewka - zaśmiał się się David rozcierając kark. Pokazałam mu język, odpychając go lekko. Przybił mi żółwika i klepnął w tył głowy.
-To najlepszy pokaz zgania od czasów Revy i Xenzetsu. Potrafili sami rozbroić cały oddział - zawołał Bateshi, śmiejąc się głośno. Potem mieliśmy lekcję z Marellą.
-Siemka ludzie - zawołała wchodząc do klasy, kiedy my siedzieliśmy już w ławkach. - Będę was uczyć historii Podziemia.
-Przepraszam! - powiedziała Lilith. - Czemu oni są tu wszyscy? Mają różne roczniki.
-Dopiero co tu trafili, więc nie wiedzą nic o tym miejscu. Wszyscy zaczynają od pierwszej klasy - wytłumaczyła kobieta rozkładając dziennik. - Najpierw lista obecności. Olivier!
-Jestem! - zawołał prostując się na krześle.
-Odezwała się w nim krew kujona.. Jak zwykle kiedy jest w szkole - zaśmiała się Rebecca, a Eva i ja zarechotałyśmy zgodnie. Olivier obrzucił nas obrażonym spojrzeniem.
-Eva! - zawołała po chwili pani nauczycielka. Wywołana dziewczyna podniosła rękę. Potem wyczytała kolejno Rebeccę, Mata, Gina, Akiego, Gabriella i mnie. Zamiast dalej wyliczać uczniów podniosła wzrok za klasę. - Małe ogłoszenie. To, że jesteście Nowym Pokoleniem, wcale nie znaczy, że będę traktowała was ulgowo. Powiem więcej. Będziecie mieli gorzej od wszystkich - uśmiechnęła się sadystycznie, podejmując na nowo wyczytywanie listy obecności.
Przebrnęliśmy przez prawie wszystkie lekcje, ale najgorsze było jeszcze przed nami. Revi czekała na nas w otwartych drzwiach klasy. Wchodziliśmy do niej z ociąganiem. Mama weszła do sali jako ostatnia.
-Witam na zajęciach z... No cóż. Tego się nie da nazwać. Po prostu będę uczyć was jak wydobyć z siebie jak najwięcej macy - powiedziała rozkładając ręce, zaraz po tym jak usiedliśmy w ławkach. - Proszę, zróbcie tu miejsce.
Posłusznie zsunęliśmy ławki za tył klasy i ustawiliśmy się w kółku.
-Powtarzajcie to co ja zrobię, dobrze? - powiedziała. Pokiwaliśmy głowami i także złapaliśmy za ręce osoby stojące po naszych obu stronach. - Wyobraźcie sobie, że jesteście jednym organizmem, a przez wasze ręce i ciała przepływa jedna moc.
Dalej już nie słuchałam. Dobrze wiem co mam robić. Ścisnęłam ręce Oliviera i Gina. Moc kotłowała się w moich dłoniach, chcąc znaleźć ujście do ciał demonów stojących w kole. Na znak mamy wypuściłam z siebie jak najwięcej mocy. Usłyszałam syk bólu od strony Gina. Ignorując go, pchałam moc dalej. Wypuściłam ją całą prawą ręką, a zaraz potem wróciła do mnie z lewej strony.
-Shion - usłyszałam mamę. Otworzyłam oczy. W sali było ciemno. Lampy były zgaszone. Rozejrzałam się lekko przekrzywiając głowę. O cholera. - Z tego co widzę to tobie nie potrzeba moich lekcji. Moja krew, córciu - powiedziała to, o dziwo, bez sarkazmu. Jeszcze raz spojrzałam na ustawione w kółku demony. Ze wszystkich ciał rozchodziło się moje pomarańczowo-czerwone światło wyglądające jak ogień. Rozpromieniłam się. Ha! I kto jest bossem? Spojrzałam na Gina. Chłopak rozbudził się do końca, kiedy przepłynęła przez niego moja moc. Mama kazała nam puścić swoje ręce. Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiego badyla jakiegoś, padłam na ziemię, zasypiając w locie.
***
Uchyliłam jedno oko. Czemu jest tak ciemno? Czemu jest mi tak ciężko się ruszyć? Podniosłam głowę. Oh. Już rozumiem.
-Ej. Obudziła się. Zabierz go - powiedział Xenzetsu do Oliviera, a ten podszedł do mnie i zepchnął ze mnie brutalnym kopem biednego Davida. Usiadłam na łóżku.
-Co jest? - ziewnęłam szeroko. - Czemu tu jesteście?
-Opieprz dostaliśmy. Wszyscy. Oprócz ciebie - burknął Oli. Xenzetsu potarł dłonią czoło.
-Mogłem się domyślić że Revy to zrobi - mruknął, kiedy nagle drzwi otworzyły się z hukiem, a ich próg przekroczyła moja mama.
-Chcecie powtórkę? - warknęła patrząc krzywo na Oliviera i Xenzetsu, którzy wyszli z pokoju w zastraszającym tempie ciągnąc za sobą śpiącego Davida, któremu po brodzie ciekła ślina. Mama usiadła na łóżku uśmiechając się szeroko. - Jak się czujesz?
-W miarę, a co?
-Cóż... Wiedziałam, że tak będzie. Przepraszam - powiedziała. W odpowiedzi na mój pytający wzrok, westchnęła. - Zrobiłam to specjalnie. To ćwiczenie, które robiliśmy na lekcji było tylko wymówką na sprawdzenie was.
Słuchałam z zapartym tchem. Co? Kurde, moja matka tu naprawdę niezłe ziółko. Wymyśliła sobie, że przeniesie na nas swoją moc, żeby sprawdzić jak bardzo zmęczeni jesteśmy po wczorajszej nocy. Nie sądziła jednak, że uda mi się rozesłać moc na pierwszym razem. W tym momencie zaczęły się schody. Mama zaczęła mi tłumaczyć czemu zasnęłam. Otóż razem z mocą rozsyłane są przyklejone do niej emocje. Kiedy moc zostanie przesłana do innego ciała, emocje przykleją się do niej i wrócą razem z nimi do prawowitego właściciela.
-Więc to dlatego, że razem z moimi zmęczeniem przyczepionym do mocy, wróciło do mnie całe zmęczenie wszystkich ludzi? - spytałam. Mama pokiwała z uśmiechem.
-Mądra dziewczynka - powiedziała głaszcząc mnie po głowie. - Ale jest jeszcze dużo rzeczy, których tu nie rozumiesz...
-Mamo - przerwałam jej. Spojrzała na mnie wyczekująco. - Czemu jestem Śmiercią? Chodzi mi o to, czemu taka nazwa?
-Będziecie się tego uczyć na historii, ale kawałek ci mogę opowiedzieć.. Tutaj zawsze było źle,a kiedyś było o wiele gorzej. Demony były na wymarciu, więc wybrały jednego ze swoich, który by ich poprowadził i pomógł im się podnieść. Od początku bardziej wierzyliśmy kobietom, więc coraz częściej zasiadały na tronie i były o wiele pewniejszymi dowódcami niż mężczyźni. W końcu stało się to tradycją. Na początku, kiedy byliśmy na wymarciu, jedynym w co wierzyliśmy był proces gnilny zmarłych ciał. Potem nadeszła era odbudowywania przez naszego przywódcę, jednak nie spodobało się to Aniołom. Może i teraz żyjemy o wiele lepiej niż kiedyś, ale nadal jedyne co możemy wierzyć, to to, że królowa i wojsko obroni obywateli. Nasi przodkowie nadali swojej królowej tytuł śmierci, bo była jedynym, co było pewne w ich życiu, rozumiesz? - mama spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem ostatnie zdanie - szepnęłam zawstydzona.
-Mówię, że jedyne co jest w życiu pewne, to śmierć.. - powiedziała. Drzwi uchyliły się minimalnie, a przez szparę między nimi a futryną Xenzetsu wcisnął głowę i uśmiechnął się lekko.
-Pewne jest też to, że nie ma już ciastek - powiedział, a ja wybuchnęłam śmiechem. Mama poklepała mnie po kolanie.
-Muszę już wracać do pracy. Zostawiam cię mojemu zaufanemu przyjacielowi - powiedziała wychodząc. Xenzetsu usiadł na łóżku po turecku i westchnął głośno.
-Jutro zaczynamy normalne lekcje, co? - mruknęłam miętosząc kołdrę w dłoniach.
-Chcę cię uprzedzić, że nie mam daru pedagogicznego - warknął patrząc na mnie z byka, a jego oczy błysnęły jaskrawym kolorem. Wzdrygnęłam się mimowolnie. Nie dam się złamać.
NIe zginę.
...
Prawda?
***
koniec! xD
no. następny rozdział będzie...
kiedy mi się zechce ogarnąć resztę blogów xD
miłego dnia <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz