wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 13


  Dni leciały nadzwyczaj szybko. Codzienne kilkugodzinne lekcje były tak wyczerpujące, że po nich sił starczało na odrobienie lekcji, kilkanaście minut nauki i prysznic, który ostatecznie ograniczał się do próby utrzymania trzeźwości umysłu. Podczas dwóch miesięcy zasnęłam w wannie więcej razy niż przez całe piętnaście lat jakie posiadam.

  Teraz moim życiem sterował ściśle określony plan dnia. Nie mogłam uciekać z lekcji, bo moi aktualni nauczyciele nie byli zwyczajni, a ich kary wykraczały daleko poza pedagogiczne możliwości, do których byłam przyzwyczajona. Kilka razy się o tym przekonałam na własnej skórze i nikomu nie polecam.

  Obudziłam się kilka minut przed budzikiem. To się nazywa tresura. Parę spóźnień i już budzę się za piętnaście szósta. Podniosłam nieprzytomnie głowę. Jak zawsze spałam w najdziwniejszej pozycji jaką można sobie wyobrazić, a kołdra leżała na podłodze udając, że jej nie ma. Z ociąganiem wstałam i na wszelki wypadek narzuciłam na gołe ciało szlafrok. Nigdy nie mogłam być pewna czy w nocy do mojego mieszkania nie zawitał pan Xenzetsu czy inny dziwoląg do niego podobny. Zawołałam po imieniu każdego, kto kiedykolwiek wdarł mi się do domu i odczekałam minutę. Kiedy nikt się nie odezwał, zrzuciłam z siebie szlafrok i z ciuchami w ręku przemaszerowałam przez korytarz. Pobyt w łazience ograniczał się do szybkiego narzucenia na siebie stroju sportowego, umycia zębów i związania włosów. Nawet nie trudziłam się czesaniem, bo już wcześniej przekonałam się, że to tylko niepotrzebna strata czasu. Po tym praktycznie teleportowałam się do kuchni i zjadłam lekkie śniadanie. I tu kolejna życiowa lekcja. Nigdy nie jeść za dużo przed ćwiczeniem sztuk walki, bo inaczej będzie trzeba spać nad umywalką. Po zjedzeniu musli, sprawdziłam czy mam wszystkie zeszyty i rzucając plecak pod drzwi, nałożyłam adidasy. Wsiadłam do windy i wcisnęłam odpowiedni guzik. Zerknęłam na zegarek. Dopiero za pięć siódma. Uśmiechnęłam się lekko i puściłam się biegiem do szkoły. Przebiegłam schody, korytarz, wrzuciłam plecak do szatni i wyszłam przez salę gimnastyczną na plac za szkołą.

  -Jestem, psze pana - oznajmiłam stając na baczność przed Bateshim, a ten tylko skinął głową na znak, że mnie widzi. Rozgrzałam się i po powtórzeniu wszystkich poznanych do tej pory ruchów, rozpoczęliśmy sparing. Dopóki nie przybyłam do Podziemi, nawet nie podejrzewałam, że tak ogromni faceci mogą być tak szybcy i zwinni. Z każdego sparingu z Bateshim wychodziłam z kolejnymi siniakami lub zadrapaniami, jednak zawsze mówił mi, że odpłacę mu się po szkoleniu.

  - Dobrze ci idzie, ale popracuj trochę nad zaznaczonymi ruchami - powiedział po czterdziestu minutach, podając mi kartkę z wypisanymi ćwiczeniami. Z nią w ręku popędziłam do szkoły. Wpadając z buta do szatni prawie zmiażdżyłam stojącą w progu Evę.

  -Widzę, że już po rozgrzewce - zagaiła ofiara podeptana przez moje nogi. Zaśmiałam się. Moja poranna dodatkowa godzina treningu miała być ścisłą tajemnicą, o której nikt teoretycznie nikt miał nie wiedzieć. W praktyce wszyscy domyślali się czemu zawsze jestem najwcześniej w szkole.

  Po oficjalnym treningu z Bateshim, poszłyśmy pod prysznice. Umyta poszłam wysuszyć włosy, ale z przerażeniem zauważyłam, że nie zabrałam drugiego ręcznika z domu.

  -Eva, ratuj! - zawołałam, ubrana tylko w ręcznik. Zanim w ogóle powiedziałam o co mi chodzi, rudowłosa wskazała swoją torbę. Z cichym 'życie mi ratujesz, kobieto' rzuciłam się we wskazanym kierunku.

  -Kończ już. Doschną ci na lekcjach - zwróciłam mi uwagę Rebecca. Oddałam Evie suszarkę, zabrałam swoje rzeczy i ruszyłam do drzwi. Przeczesałam włosy ręką, zaniepokojona trochę ich stanem, ale z braku gumki nic nie mogłam zrobić. Na luzie dotarłyśmy na historię. Zmęczona dwugodzinnym treningiem, tępo notowałam to co mówiła Marella. Szczerze nienawidziłam tego przedmiotu. Nienawidziłam tych wszystkich dat i nazwisk. Gdyby nie one, wszystko byłoby fajnie.

  -Shion! Czemu wtedy, kiedy tu przybyłaś, wszystko wydawało ci się czarno-czerwone?! - zawołała Marella, wskazując mnie długą linijką.

  -To iluzja, którą od roku 591 odnawiają wybrane do tego demony. Służy do dezorientacji wroga i ludzi, którzy jakimś cudem dostaną się do Podziemi - wyrecytowałam, podrywając się do góry. Marella skinęła głową z aprobatą i dopiero wtedy pozwoliła mi usiąść, po czym kontynuowała lekcję.

  -Mało mi serce nie wysiadło ze strachu. Prawie zasnęłam, kminisz? - zaśmiałam się, popijając mocną kawę. Przerwę między historią a następną lekcją wydłużyli nam do 15 minut. Oczywiście my o to poprosiliśmy, chcąc mieć czas na przygotowanie się po najcięższej lekcji, którą mieliśmy jeszcze przed południem. Najgorszą po południu była lekcja z mamą i to ona wygrywała ogólny ranking. Z mamą było źle, ale z drugim z moich rodziców można konie kraść i trawę palić. Na polu oczywiście. Po historii mieliśmy lekcję z Nobu, który uczył nas wiedzy o społeczeństwie i geografii na jednej lekcji. Tego drugiego nienawidziłam od zawsze, ale mój tata potrafił tak wytłumaczyć, że nawet Gabriell wszystko rozumiał.

  -Więc powtórzmy. Najważniejszą osobą w państwie jest królowa, inaczej nazywana Śmiercią... - zaczął Nobu. Ręka Oliviera wystrzeliła w górę.

  -Zaraz po niej jest ośmiu generałów, która pełni jednocześnie funkcję Straży Przybocznej. Potem w kolejności, wojsko, służby porządkowe, pracownicy urzędów, w tym biura królowej i zwykli obywatele - wyliczył, kiedy udzielono mu głosu.

  - Dobrze. Co to są służby porządkowe? - spytał tata, wskazując na mnie. Wymieniłam straż pożarną, policję, pogotowie i ochroniarzy. W tym momencie zadzwonił dzwonek, a my ruszyliśmy na kolejne zajęcia fizyczne. Byliśmy tu podzieleni na dwie grupy rozdzielające klasę według płci. Dziewczyny uczyła Hilda.

  -Nie ociągać się! Jeszcze tylko pięć kółek i idziemy na siłownię! Co to dla was?! Już 20 za wami! Ruchy, ruchy! - wrzeszczała chcąc nas zmotywować, co udawało jej się bezbłędnie. Już po pierwszej lekcji z nią wszyscy dowiedzieliśmy się, czemu jej przezwiskiem było 'Mayor'. Dwadzieścia pięć kółek na rozgrzewce. Czemu nie? Po pięciu okrążeniach szkoły nadszedł czas  na wyrabianie mięśni. Nie ma lipy, czas na siłkę. Jako pierwsze wybrałam dziesięciokilogramowe ciężarki. kiedy wszystkie zajęłyśmy swoje miejsca, ciocia zaczęła odliczanie. Słysząc liczbę '10' każdy rzucał swoje zajęcie i przenosił się na pierwszy wolny sprzęt znajdujący się po prawej stronie. I tak dwa razy.

  -Koniec na dziś! - zawołała Hilda, a my z niekłamaną ulgą opuściłyśmy siłownię.

  -Jak można zaraz po lekcji z Mayor dawać matematykę? No nie rozumiem, no! - zawodziła Risky. Wybuchłyśmy śmiechem. Nie dziwiłyśmy się takiej reakcji. Zazwyczaj senna i ociężała Victoria na swojej lekcji zachowywała się jak dziecko w sklepie z zabawkami. Biegała po sali, każdy temat tłumaczyła z nienaturalnym entuzjazmem. Po dłuższym czasie robiło się to męczące. Kiedy ktoś nie rozumiał jakiegoś tematu i jakimś cudem to do niej docierało, wbijała tej osobie wieczorem do mieszkania i tłumaczyła przez całą noc. Kilku z nas doświadczyło już jej nocnego terroru, więc każdy próbował uczyć się jak najefektywniej.

  -Wszyscy rozumieją co właśnie powiedziałam? Szczerze proszę powiedzieć. Wypełnianie tego dokumentu jest bardzo ważne - wszyscy energicznie pokiwaliśmy głowami. Każdy po cichu liczył na klasowego kujona, który mógłby uczyć zamiast Victorii.

  -Oli. Ja zginę - wyjęczałam, uwieszając się na ramieniu przyjaciela, a ten westchnął głęboko.

  -Słuchaj. Wpadnę do ciebie jutro i wytłumaczę wszystko po kolei, ale daj mi się normalnie ruszyć -  jęknął Olivier. Wyszczerzyłam się do niego dziękując, a po puszczeniu ramienia przyjaciela, odbiegłam do dziewczyn czekających w klasie.

  -Dobierzcie się w czwórki, tak jak poprzednio - zarządził Sedori. Po wykonaniu jego polecenia, zasiedliśmy do stolików. Stały na nich już po cztery pojemniki, w których były żaby. Po jednej na głowę. - Pod pudełkami znajdziecie instrukcje. Każda jest inna, bo każdemu zwierzęciu dolega co innego. Wasze zadanie to diagnoza i szybkie leczenie. Niezbędna jest do tego wasza moc, pamiętajcie o tym.

  Szybko zabraliśmy się do pracy. Delikatnie położyłam palce na głowie żaby i zamknęłam oczy. Przesunęłam opuszkami po małym, oślizłym ciałku. W głowie zjawiła mi się od razu diagnoza. Złamana i przemieszczona kość udowa oraz trucizna atakująca dolne partie ciała. Z palca wypuściłam cienką stróżkę mocy wprost w ciało gada. Kilkoma szybkimi ruchami nastawiłam kość i trwale ją usztywniłam. Zaraz po ty zajęłam się trutką, którą szybko usunęłam z organizmu zwierzęcia.

  -Bardzo dobrze Shion. Jeden szczegół. Jedna z kości była zarysowana. Nie jest to zbyt groźne, wiec powiem, że poszło ci naprawdę dobrze, kochana - Sedori pogłaskał mnie po głowie.

  -Ty jakoś tak masz lekko u tych nauczycieli - jęknął Matthias po zakończeniu lekcji medycyny wstępnej. Przeciągnął się, wzdychając głośno. Spojrzałam na niego wątpiąc trochę w to co powiedział. Nie moja wina, że zawsze obrywa za przysypianie. Prychnęłam cicho, poprawiając plecak na ramieniu.

  -Tak. Jasne. Może mam łatwiej, bo słucham co mówią. Poza tym nie zapominaj, że właśnie idziemy na spotkanie z prawdziwym demonem. - warknęłam, chowając dłonie do kieszeni ogromnej, czarnej bluzy. Nie doczekawszy się odpowiedzi, odwróciłam głowę w stronę, z której powinno paść choć krótkie 'No tak'. Zamarłam w połowie ruchu, czując na ramieniu niespodziewany ciężar. Moje serce przyspieszyło niespodziewanie, kiedy przez ciało przeszedł niekontrolowany dreszcz.

  -Przypominam ci, że każdy tu jest demonem, dziecinko. Ty też nie jesteś wyjątkiem. - powiedział słodziutkim głosem pan Xenzetsu. Odwróciłam się stając z nim twarzą w twarz. Do tak strasznego widoku nawet zatwardziały fan horrorów z twardą psychiką by się nie przyzwyczaił. Krzywy uśmiech mężczyzny, jego jarzące się oczy i przytłaczająca aura śniły mi się po nocach, przyprawiając moją biedną osobę o zawał serca. Po chwili jednak wyraz twarzy pana Xenzetsu zaczął się zmieniać, a on sam zaczął się głośno śmiać.  -Wyglądasz jak pudel! - zawołał skręcając się ze śmiechu.

  -Dzięki, że mi tak słodzisz, ale pamiętaj, że pudle są wredne i gryzą - odparowałam, zanim zorientowałam się, że pogłębiam dół, w którym się znajdowałam. Na lekcjach będę miała jeszcze gorzej niż teraz, a i tak nie było zbyt kolorowo. Czekałam dobicie mnie ciętą ripostą, których u niego nigdy nie brakowało, jednak jedyne czego się doczekałam, to przyjazne czochranie mojej grzywy. Spojrzałam w górę i nagle świat zawirował. Czas zwolnił, a temperatura jakby nagle podskoczyła.  Xenzetsu uśmiechał się promiennie, jego oczy miały głębszą barwę zieleni niż zazwyczaj, a w policzkach ukazały się ledwo widoczne dołeczki. Wszystko znikło, przestało istnieć w ułamku sekundy. Został tylko mężczyzna stojący przede mną, który wydawał się błyszczeć w świetle popołudniowego słońca. Coś ścisnęło mnie w klatce piersiowej.

  -Co jest pudelku? Podobam ci się? - spytał Xenzetsu, wyrywając mnie z tej pułapki czasu. Wszystko wróciło do normalności. Wszystko oprócz niego.

  -Chciałbyś - warknęłam, odmaszerowując w stronę łazienki. Zanim weszłam do kabiny, zerknęłam w lustro. - O shit - jęknęłam widząc swoją twarz czerwoną jak burak. Patrzyłam na siebie jeszcze chwile, jednak dzwonek w porę przerwał moje podziwianie dorodnej czerwieni. Pognałam do kabiny na szybkie siku, a zaraz potem pędziłam na lekcje używania broni. Otworzyłam drzwi i wpadłam do sali. Po drodze potknęłam się o własne nogi, o mały włos nie wycierając podłogi własną twarzą. Jedynym co oddzielało mnie od podłoża był pan Xenzetsu. Natychmiast poderwałam się do góry.

  -Przepraszam - szepnęłam. Już spokojnym krokiem ruszyłam do swojej ławki. Zasiadłam na krześle, po czym podniosłam wzrok na wściekłego mężczyznę opierającego się dłońmi o mój stolik. Już wiedziałam, że zginę. Zero szans na przeżycie kolejnych kilku dni.

  -Przyjdź do mojego mieszkania po lekcjach. Mam do ciebie sprawę - powiedział, patrząc mi prosto w oczy. Poklepał mnie po głowie odrobinę za mocno i odszedł. Całą lekcje przesiedziałam nienaturalnie cicho, potulnie wypełniając każde polecenie nauczyciela. Dziwnie to brzmi. Ja siedząca cicho i Xenzetsu jako nauczyciel. No zaraz zdechnę ze śmiechu.

  -Nie gadać mi tam na końcu! - zawołał Rafael. Rozmowy ucichły, ale po chwili znów pojawił się szept. - Ja wiem, że cieszycie się z tygodniowych ferii, ale jeszcze tylko dwie lekcje zostały. Mam nadzieje, że Revy ustawi was do pionu.

  Na wzmiankę o mojej mamie wszyscy ucichli jak zaczarowani. Następnych kilkadziesiąt minut Rafael tłumaczył nam jak zrobić truciznę, po której spożyciu ofiara ma takie rozwolnienie, że głowa mała.

  -Tylko nie używajcie jej na swoich kolegach, bo łatwo dowiem się kto to zrobił. Jesteście w klasie specjalnej, wiec tylko tu uczymy was takich rzeczy jak wykonanie trucizny - żeby Rafaela błysnęły złowieszczo, ustawiając swojego właściciela zaraz za moją mamą i panem Xenzetsu na liście najniebezpieczniejszych osób z naszego otoczenia. Rafael był mega nie przewidywalny i dlatego nikt nawet nie odważy się sięgnąć po składniki trutki nigdzie poza tą salą. Magia aury dojrzałego demona działała cuda, serio.

  Po biologio-chemii wszyscy biegiem ruszyliśmy na ostatnią lekcję tego dnia. Ostatnią i najgorszą.

  -Dziś idziemy na wycieczkę. Dobierzcie się, proszę, z pary - syknęła mama, przyszpilając mnie spojrzeniem, które z łatwością mogło zabić. Przestałam przeżuwać i powoli schowałam niedokończoną kanapkę do plecaka. Chyba dotarła do niej wiadomość od pana Xenzetsu o moim wypadku na jego lekcji. Udając, że wcale nie wiem nic o przyczynie złości mamy, wstałam szukając partnera do śmiechu. Skrzywiłam się widząc, że jedyną osobą bez pary została warkoczykowa dziewczyna, która obrażała moją paczkę już dwa dni po naszym przybyciu. Mimo rażącej niechęci, grzecznie stanęłam obok Myszy, bo tak właśnie nazywaliśmy tego warkocza. Spokojnie poczekałyśmy na swoja kolej, po czym wyszłyśmy z klasy, przemaszerowałyśmy przez cały budynek i ustawiłyśmy się w dwuszeregu na podjeździe. Spojrzałam zdziwiona na vana zaparkowanego przed nami. Wzrokiem porozumiałam się ze stojącym obok Matthiasem. Oboje chcieliśmy wiedzieć o co chodzi, ale nie mieliśmy odwagi zapytać. Kiedy mama jest w złym humorze to nie tyle bez kija, co w ogóle nie podchodź. Wsiedliśmy do vana. Bez przepychanek, bez bijatyk, bez krzyku i bez kłótni o miejsca. Zapowiadała się nudna podróż, jednak bardziej od dobrej zabawy, ceniliśmy swoje życia. Przypomniały mi się wszystkie wyjazdy z klasą, które do tej pory odbyłam. Można by je określić jednym słowem - chaos. W porównaniu z ziemskimi wycieczkami, to była oaza spokoju. W ciągu kilku sekund wszyscy zajęli swoje miejsca i  nie dość, że nikt nie krzyczał, to nikt nawet nie odważył się szeptać.

     ...

  Dopiero zdałam sobie sprawę, że myśląc o ziemskich wycieczkach, zachowałam się trochę jak kosmita. Zachciało mi się śmiać, jednak utrzymałam poważną minę. Do vana wkroczyła królowa. Inaczej nie można było jej teraz nazwać. Znów wbiła we mnie swój wszechwiedzący wzrok, ale tylko na chwile. Zaraz po tym wszyscy doświadczyli jej terroryzującego spojrzenia.

  -Ruszaj - powiedziała do kierowcy przesłodzonym głosem. W tym momencie każdy z osobna poczuł jak dreszcze powoli przebiegają mu po plecach. Nie wiem jak innym, ale mi przypomniała się scena porwania z filmu grozy. Niezła mi się mama trafiła, nie? Terroryzuje uczniów. Tylko pozazdrościć. Van ruszył, ale Revy nie usiadła. Nie dość, że nie usiadła to nawet się nie zachwiała, wciąż lustrując nas wzrokiem. - Jesteście klasą specjalną - zaczęła, a ciarki znów zaatakowały moje plecy. - Jako klasa specjalna macie inne lekcje niż reszta uczniów naszej akademii. Zauważyliście to pewnie już na samym początku. Sporządzanie trutek, sztuki walki, używanie broni. Oprócz większej ilości zajęć macie też tygodniowe przerwy, które będą miały miejsce co trzy miesiące. Pierwsza z nich zaczyna się jutro. Postarajcie się zbytnio nie rozleniwić. To wszystko z mojej strony. Jakieś pytania? - popatrzyła na nas. Była wyraźnie zdenerwowana. Mówiła chaotycznie i mimo, że van skręcał i podskakiwał, ona stała pewnie, nie zachwiawszy się ani razu. Moja reka wystrzeliła w góre. Poczekałam aż zostanie mi udzielony głos.

  -Gdzie my tak właściwie jedziemy? - spytałam na tyle głośno, żeby było mnie słychać przez huk silnika. Twarz mamy nachmurzyła się.

  -I tu jest właśnie problem.. Tata Dave'a zaprosił nas do swojego miejsca pracy. Zwiedzimy wszystko, próbując swoich sił w zawodzie. Mieliśmy jechać tam tydzień temu, jednak wolałam zabezpieczyć się na wypadek jeśli ktoś nie będzie mógł wstać przez kilka dni - wypaliła na jednym wdechu. Po ostatnim zdaniu zajęła wreszcie swoje miejsce. Wtedy rozległy się ledwie słyszalne szepty. Ukryłam twarz w dłoniach. Jutro mogę nie dać rady się ruszyć, a dziś muszę jeszcze odwiedzić pana Xenzetsu. Bosko. Lepszego ostatniego dnia szkoły sobie wymarzyć nie mogłam. Po następnych dziesięciu minutach van podjechał pod ogromną hale. Widywałam takie na filmach. Wojennych.

  -No pięknie - wyrwał mi się cichy jęk. Już wiedziałam jak spędzę kilka następnych godzin swojego życia.

  -Witam w najlepszej Akademii Wojskowej w Podziemiu! - zawołał szeroki pan. Jego dziecinna twarz przypominała mordkę jego syna, niejakiego Dave'a. Staliśmy rozproszeni po placu, a przed nami, w równiutkim trójszeregu, stali na baczność bardzo umięśnieni mężczyźni w spodniach moro i koszulkach khaki. Zupełnie jak na filmach. Jeden z nich przyglądał mi się rozbawiony. Zerknęłam w dół i o mało nie wybuchłam śmiechem. Idealnie wpasowałam się w temat wycieczki. Byłam ubrana jak stojący przede mną ludzie plus czarna bluza. No chyba jednak trochę się poturlam ze śmiechu. Ledwo opanowałam emocje, kiedy przed szerokiego pana wyszedł koleś wyglądający jak mój najgorszy koszmar. Włosy ścięte na grzybny hełm, zamiast okularów denka od butelek, twarz typowego kujona i lizusa z piegami i zbyt dużymi przednimi zębami. Na domiar złego ubrany był białą, sztywną koszule, czarny pulowerek i garniturowe spodnie zaprasowane w kancik. W błyszczących pantoflach mogłabym się na luzie przejrzeć, a to odrzucało mnie jeszcze bardziej. Kiedy się odezwał, o mało nie padłam. Nie dość, że wyglądał jak kujon, to jeszcze mówił jak kujon. Nosowy głos i przedłużające się samogłoski prawie doprowadzały do szału.

  -Witam. Będę waszym przewodnikiem - uśmiechnął się do mojej mamy. Wymieniłam rozbawione spojrzenia z Gabriellem. Z takich ludzi uwielbialiśmy się śmiać. Ich sztywne spojrzenie na świat można było łamać jak paluszki. - proszę za mną - zaskrzeczał, prowadząc nas wąskim korytarzem. Idąc obok Myszy miałam okazje rozejrzeć się dokładnie i doszłam do wniosku, że tutejsza podłoga została naprawdę dobrze zrobiona, a ściany to dzieła sztuki. Puszczałam mimo uszu to, co mówił kolo w pulowerku i zajęłam się zaglądaniem w każde napotkane otwarte drzwi. Wszystkie pomieszczenia były bezludne. Wywróżyłam sobie kolejnych kilka minut nudy, jednak już po chwili idący przede mną Matthias zatrzymał się gwałtownie. Zahamowałam w ostatniej chwili i wyjrzałam zza pleców brata, żeby zobaczyć co się dzieje. Pulowerek stał z założonymi rekami na plecach, patrząc na nas wyczekująco. Kiedy nikt już się nie ruszał, Grzyb przemówił. - Po mojej lewej znajdują się szatnie wojska. Tam przebiorą się chłopcy. Wasze uniformy są już przygotowane - po tych słowach przepuścił męską cześć klasy do wyznaczonego pomieszczenia. Nam wskazał drzwi na wprost. Weszłyśmy tam i stałyśmy obok ławek czekając na instrukcje. Pulowerek poszedł do chłopaków, a mama weszła za nami, zamykając drzwi na klucz.

  -No dobra, dziewczyny. Przepraszam, że tak wyszło, ale w ramach rekompensaty nie musicie nosić męskich, wojskowych strojów. Wzięłam z szatni wasze ubrania, które nosicie na lekcjach z Hildą.- to mówiąc, wyciągnęła zza szafy dwie torby sportowe, Niechętnie się przebrałyśmy, jednak kiedy spojrzałam jak dziewczyny ubierają się na wf do Bateshiego, to wrócił mi humor. Połowa dziewczyn była w króciuteńkich spodenkach i obcisłych koszulkach. Ponad ćwierć z pozostałych miała na sobie legginsy i top zakrywający tylko cycki. Popatrzyłam na siebie. Czarne, szerokie spodenki do koszykówki i o trzy numery za duża, biała koszulka. Do tego czarne adidasy za kostki. To dlatego ćwiczyło mi się tak wygodnie! pomyślałam, uświadamiając sobie tą ciężką prawdę.

  Wyszłyśmy z szatni i ruszyłyśmy za mamą. Pokonawszy kilka metrów wgłąb korytarza, natknęłyśmy się na Pulowerka i chłopaków. Porozumieliśmy się wzrokiem między sobą. Jeśli nie będzie źle teraz, to znaczy, że najgorsze dopiero przed nami i wiedzieliśmy o tym doskonale. Grzyb poprowadził nas dalej, opowiadając o swoich przygodach przeżytych w wojsku.

  -A kiedy byliśmy już na froncie... Ohoho! To się dopiero działo! Jednak może opowiem o tym kiedyś indziej. Teraz czeka was spotkanie - wzdrygnęłam się, widząc ohydny uśmieszek Grzyba. Uświadomiłam sobie, że całą drogę mówił słodziutkim, przesyconym jadem głosem. Uśmiechnęłam się. Myśli, że zginiemy czy co? Nawet jeśli to... Niedoczekanie, ty mały pacanie. Drzwi przed nami otworzyły się powoli.

  -Baczność! - zawołał donośny głos. Usłyszałam stukot butów, kiedy kilkudziesięciu facetów zasalutowało, prostując się jak struny. - Witamy w bazie szkoleniowej. To zaszczyt gościć tu Waszą Wysokość. - ukłonił się umięśniony, niski jegomość. Mama skinęła głową z uśmiechem. Na mnie nie zwrócili uwagi, więc byłam bezpieczna. Żadnych tytułów, żadnych zwrotów grzecznościowych. I to mi się podoba! Pewnie nawet nie podejrzewali, że to ja jestem przyszłą królową. Spojrzałam ukradkiem na swoje ubranie. Nie dziwiłam się, że nikt nawet tego nie podejrzewał.  - No dobra, dzieciaki! - zawołał Łysy. - Jestem generałem i prowadzę tu szkolenia. Moje nazwisko wam nie potrzebne, wasze mi też. Dzisiejsze cztery godziny waszego życia należą do nas, do mnie i moich przyszłych podwładnych. Zrozumiano?! - wrzasnął na koniec. Kiwnęłam głową znudzona. Dorośli mają dziwne zamiłowanie do jakichś dziwnych przemów. Nigdy tego nie zrozumiem. - Ustawcie się w szeregu.

  -Mama wyszła w momencie wydania rozkazu, więc na sali zapanował błogi chaos. Zdezorientowany generał stał z rozdziawionymi ustami. Lekceważenie ludzi zadufanych w sobie toto, co Shion lubi najbardziej. Leniwie przechadzałam się z jednego miejsca na drugir, szukając idealnego ustawienia. Wreszcie rozgardiasz ucichł, a ja utknęłam między Akim a Dave'm. No świetnie. Bosko. Przecudownie. Generał znowu zaczął wygłaszać jakieś mowy, więc wyłączając się zupełnie, planowałam dzisiejszy wieczór. Po powrocie stąd, będę musiała jakoś przemknąć do siebie, żeby napisać zaległą pracę domową i niezauważalnie podłożyć ją do mieszkania rodziców. Gdyby wcześniej złapał mnie pan Xenzetsu, miałabym przechlapane u taty. Mogłabym wkręcić w to Oliego albo Evę i Gabriella.. Albo o! Jeszcze lepiej! Wykorzystam Dave'a. Plan doskonały. Dave zagada Xenzetsu, chcąc 'dowiedzieć się czegoś o nowych modelach broni', a ja w tym czasie wbiję do swojego mieszkania, szybko nabazgrzę odpowiedź na pytanie ojca, zjadę windą do rodziców, zostawię zeszyt na biurku i wtedy mogę spokojnie umierać, spędzając resztę dnia z panem Xenzetsu.

  Generał już skończył gadać, a ja pochyliłam się w stronę Akiego.

  -Tłumacz - rozkazałam.

  -Ty serio nigdy nie słuchasz, nie? - westchnął. Kiwnęłam głową, patrząc na niego wyczekująco. - Najpierw walczymy między sobą, a potem mały sparing z którymś z tych ... tych.. przyszłych wojskowych no. Tak w skrócie - zaśmiał się. - Nienawidzisz tych przemów, nie?

  -Nie. Tylko udaję, że olewam tych bufonów - wywróciłam oczami, odchodząc do Myszy. Mieliśmy walczyć w dwójkach, których przyszliśmy chyba. Tak? Nie? Szkoda. He. Ustawiłyśmy się na końcu kolejki. Przed nami stało jedenaście par i jedna trójka. 3bit w składzie Risky - Ashley - Marcia walczył, kiedy tylko nadawała się do tego okazja. Zawsze było to strasznie wkurzające, bo one tylko udawały i robiły wiele niepotrzebnych ruchów. I zawsze walczyły pierwsze.
  -Musicie walczyć we trzy? - spytał facet trzymający plik kartek. Dziewczyny pokiwały głowami, więc pan spisał ich imiona. - Zasady są proste. Wszystkie ruchy dozwolone. Wygrywa ta, która najdłużej utrzyma się na nogach.

  Trio dziewczyn zaczęło walczyć w swój widowiskowy sposób. Żadna z nich nie doznała większych urazów niż siniaki od źle wymierzonych ciosów.

  -Cholera! Dość! Dość! - zawołał generał po kilku minutach bezsensownej 'walki'. - To nie jest konkurs ani żadne zawody. Na polu walki nie będziecie filmowane. Nikt nie będzie wam klaskał. Tam zamiast wyuczonej kolejności ruchów trzeba składać własne kombinacje. Każdy przeciwnik jest inny i musicie to zrozumieć, żeby wygrać. Uczą was sztuk walki, żebyście umiały się obronić, a nie ładnie wyglądać na macie! - wrzasnął. Powoli zaczynałam go lubić. Był pierwszą osobą, która zwymyślała 3bita za ich styl. Zazwyczaj podziwiano ich ruchy wykonywane z gracją tancerek i jakby pod rytm jakiegoś utworu. Jednak generał miał rację. To nie będzie przedstawienie. Jesteśmy klasą specjalną, która jest przygotowywana do najcięższych i najbardziej skomplikowanych zadań. Nie było tu miejsca na słabości, wahanie czy ładny wygląd podczas walki. Od tego, co zdołamy pojąć teraz, kiedyś może zależeć nasze życie. To było w tym wszystkim przerażające.

  -Imię? - spytał facet z zeszytem.

  -Shion - powiedziałam. Wreszcie przyszła moja kolej. Teraz ja będę walczyła. Stanęłam naprzeciwko Myszy, która prawie dygotała ze strachu.  - Nie lubię cię, więc walczymy na serio. Nie oszczędzaj się,

  -Nienawidzę cię - warknęła tamta, spinając się. Miała napięte wszystkie mięśnie. Źle. Rzuciła się do przodu, a ja uskoczyłam zgrabnie w bok. Cała walka wyglądała jednolicie. Ona atakowała, ja unikałam ciosów, co jakiś czas podstawiając jej nogę. Kiedy wreszcie miałam zaatakować, Mysz upadła wycieńczona. Rozległ się gwizdek, a przegrana z ulgą usiadła na ławce, zasapana jak nigdy. Zwaliłam się na ławkę obok niej zrezygnowana. Ledwo się zmęczyłam i nawet nie dano mi się pobawić. Co to za sprawiedliwość ja się pytam?!


  -Żebyście nie mieli tak dobrze, to rekruci będą sobie wybierać przeciwników spośród was. Nie ma tu żadnych kobieta. Jeszcze ani jedna kobieta nie dotrwała do trzeciego roku - powiedział generał z dziwną dumą w głosie. Skrzywiłam się. Walone męskie poczucie wyższości. Zaraz potem dotarł do mnie sens słów generała. Trzeci rok. To znaczy, że mieliśmy do czynienia z dobrze wyszkolonymi mężczyznami. Wystarczyło na nich spojrzeć, żeby nabrać pewności, że ponad połowa z nam nie będzie miała żadnych szans. Tylko nieliczni mogliby zmierzyć się z tymi monstrami. Na moją twarz wypłyną uśmiech.
 
***

Shion powraca!
Miałam trochę kłopotów z ponownym wpasowaniem się w osobę księżniczki.
W końcu się to jednak udało. XD
Tak jak obiecałam.
Nowy rozdział przed świętami.
I ostatni przed świętami.
Jeszcze tylko poprawić błędy w WKB i koniec.
Jutro wigilia, więc muszę trochę pomóc mamie.


WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI!

♥♥♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz