^Dlatego nie mogę nic nigdy planować. XD
***
Wprowadzili mnie na salę balową. Wszystkie
miejsca były zajęte i nikt nie zwrócił uwagi na to, że weszliśmy do
pomieszczenia. Kiedy Mat odchrząknął zobaczyłam przyczynę obojętności. Byli
zmęczeni. Cienie pod oczami i nienaturalnie blada skóra. Zgarbieni, ledwo
otwierający powieki, ostatkiem sił podnoszący kubek z kawą do ust.
-
Shion.. - szepnęła mama. Stałam prosto, nie spuściłam wzroku. Nie dałam rady
okazać skruchy.. bo jej nie czułam. Czułam tylko lekkie wyrzuty sumienia, że
przeze mnie wszyscy są niewyspani, ale i one szybko zniknęły, kiedy ręka matki
wylądowała na moim policzku. - Jak mogłaś!? Czemu uciekłaś!? Tak Ci tu źle!? -
krzyczała, a ja stałam się obojętna na jej głos. Patrzyłam po twarzach innych.
Na sali byli wszyscy. Mat i Gin stali za mną, Eva i Gabriell siedzieli
naprzeciwko mnie, koło Aki'ego i Davida, a Olivier.. Olivier stał w miejscu
jakby nie wierzył, że mnie widzi. Rebecca ściskała w dłoniach kubek. Nie
zdziwiłabym się, gdyby ten zaraz pękł. Starsze Pokolenie patrzyło na mnie..
zawiedzione? Jednak kiedy wyłapałam jeden wzrok, wszystko inne przestało mieć
znaczenie. Jeden, najzimniejszy wzrok jako kiedykolwiek widziałam. Zbliżał się
razem z moim ojcem, który przytulił moją, teraz już płaczącą, mamę.
- Idźcie się położyć. Zrobimy sobie dwa dni
wolnego, żeby to wszystko odreagować - powiedział głośno, po czym chwycił mnie
za przedramię i ścisnął je tak, żebym mu się nie wyrwała. - A Ty idziesz ze mną
- syknął do mnie i pociągnął mnie do windy. Zaległa cisza. Kiedy wchodziliśmy
do mojego mieszkania, minęliśmy Maxa, który dopiero co wniósł moje rzeczy do
środka. Kiedy drzwi się za nim zamknęły zostałam gwałtownie posadzona na
kanapie w salonie. Xenzetsu zajął miejsce naprzeciwko mnie na fotelu i patrzył
na mnie ze ściągniętymi brwiami. - Co Ci strzeliło do tego durnego łba, żeby
uciekać z domu? - spytał po chwili. Wzruszyłam ramionami, udając obojętność. -
Wiesz jakiego strachu nam napędziłaś? Wszyscy się o Ciebie martwiliśmy.. -
prychnęłam cicho. - Co Cię tak śmieszy? - warknął, pochylając się lekko w moją
stronę.
- Po prostu to śmieszne. Gdybyście naprawdę
chcieli mnie znaleźć, zrobilibyście to już dawno, bo nie wierzę, że wojsko wam
nic nie powiedziało - żachnęłam się. Spojrzałam Xenzetsu i od razu pożałowałam
swoich słów.
- Co ma
do tego wojsko? - syknął Xen, a ja milczałam, zaciskając usta w cienką kreskę i
wpatrując się w swoje kolana. - Kurwa, Shion. Przestań być taka uparta. Gadaj.
Od początku do końca, co się działo.
- No
byłam w lesie i znalazłam..
- Pół roku temu - przerwał mi. Uniosłam brwi.
- Co stało się pół roku temu, że tak nagle przestałaś się odzywać.
- TY nic nie wiesz? - zaśmiałam się, ale w
tym śmiechu nie było ani grama radości. - Przecież to Ty przekazałeś reszcie co
powiedziała moja matka, to Ty mówiłeś, że będziesz po mojej stronie nie ważne
co by się nie działo i to Ty złamałeś tą obietnicę - syknęłam, czując jak słone
łzy zbierają się w moich oczach. Z całych sił próbowałam je powstrzymać.
Przygryzłam wargę. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale wiedziałam, że jeszcze
jedno słowo i się rozkleję. Wolałam to przeczekać.
- Co?
To przeze mnie? To przez tamto nie odzywasz się, izolujesz i uciekasz z domu? -
z każdym słowem podnosił głos. - Czy ty jesteś normalna? My chcemy dla Ciebie
dobrze, chcemy, żebyś się rozwijała..
-
Przepraszam bardzo - przerwałam mu. - Starałam się jak mogłam, nadganiałam
program, robiłam więcej, miałam nadgodziny treningu.. Robiłam wszystko, a wy po
misji ot tak o stwierdziliście sobie, że to co robię to za mało. Jakiej reakcji
oczekiwałeś? Posłusznego przytaknięcia i realizowania jeszcze większej ilości
materiału? Więcej treningów? Jestem o wiele dalej niż reszta ze wszystkim!
- Ale Ty jesteś księżniczką, to powinno być
normalne, że jesteś lepsza. Powinnaś być co raz lepsza i nie spoczywać z tego
powodu na laurach - powiedział, siląc się na spokojny ton.
- Czy
ty widzisz, żebym ja w ogóle odpoczywała? - wysiliłam się, żeby moje łzy nie
wypłynęły. - Kiedy mnie nie było na lekcjach, kiedy uciekłam.. Ani razu nie
odpoczęłam dłużej niż tyle co spałam. A i o to czasami było trudno. Cały
pieprzony czas słyszałam twoje słowa.. Wasze słowa. I próbowałam stać się
jeszcze silniejsza. Dla was. Żeby ktoś w końcu mógł powiedzieć, że jest ze mnie
dumny - w tym momencie nie wytrzymałam. Łzy pociekły ciurkiem po moich
policzkach. - Staram się tak bardzo. Mam najwyższe wyniki z całej szkoły,
wyprzedzam wszystkich o kilkadziesiąt punktów, nie licząc Oliego i Gina. W
wynikach z walk i zajęć siłowych też byłam najlepsza. Czego wy ode mnie chcecie,
do cholery? - wyszeptałam, nie znajdując już sił nawet na krzyk. Moje policzki
były już totalnie mokre, czułam, że na mojej koszulce już pojawiły się plamy.
Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej i objęłam je ramionami. Łzy spływały
bezdźwięcznie, ale co chwila z mojego gardła wydobywał się niekontrolowany
szloch.
-
Przepraszam - usłyszałam nagle. Poczułam na swojej głowie jego dłoń. - Hej,
spójrz na mnie. Przepraszam, rozumiesz? Przepraszam Cię za wszystko. Naprawdę -
szepnął, chwytając za mój podbródek i unosząc moją twarz. Drugą dłonią wytarł
moje policzki. - Hej, nie płacz. Naprawdę przepraszam. Nie wiedzieliśmy, że tak
się czujesz. Wydawało nam się, że masz to gdzieś i jesteś po prostu wkurzona.
Spojrzałam na niego załzawionymi oczami i pociągnęłam
nosem. Wyprostowałam nogi tak, że teraz Xen klęczał między nimi, zarzuciłam mu
ręce na szyję i przytuliłam się do niego mocno. Po sekundzie zawahania,
odwzajemnił gest.
- Co Ty w ogóle zrobiłaś z włosami i oczami?
- spytał, kiedy już się od niego odsunęłam, spokojna. Pociągnęłam nosem,
wzruszając ramionami.
- Nie wiem co się dzieje. Samo mi się tak
zrobiło - mruknęłam, opuszczając głowę.
- Pokaż - sapnął, lekko zirytowany.
Przytrzymał moją twarz dłonią i obracał ją lekko w różne strony, oglądając moje
oczy. Chwilę potem przejechał kciukiem po siniaku, którego nabił mi Mat przy
obezwładnianiu mnie. - Schudłaś.. - szepnął. - Wyglądasz strasznie.
- Dzięki - prychnęłam, wyrywając twarz z jego
dłoni i spróbowałam wstać.
- Ej, ja się martwię - Xen posadził mnie z
powrotem, a ja chciałam wstać. Znowu mnie posadził. Za trzecim razem nie
wytrzymał i przycisnął mnie do kanapy. - Przestań się wreszcie ruszać -
warknął. - Daj się nam o siebie potroszczyć, ok?
Pokiwałam powoli głową. Był blisko, zbyt
blisko. Przełknęłam ślinę nerwowo, usilnie próbując utrzymać wzrok na oczach
Xenzetsu. Wtedy zauważyłam, że on też czuł się niezręcznie, jednak.. Gdyby mnie
puścił, uciekłabym.
- To jak? Dasz o siebie się pomartwić? -
szepnął. Skinęłam głową, poddając się. Mój wzrok zjechał na jego usta, moja
wyobraźnia zaczęła pracować. Rozchyliłam wargi, wzdychając lekko. Mój lekko
przyćmiony wzrok powędrował z powrotem na jego piękne szmaragdowe tęczówki,
które teraz wpatrzone były chyba.. w moje usta? Chciałam go zapytać. Chciałam
się odezwać. Ale nie chciałam niszczyć tej atmosfery. - Shion.. Przepraszam -
usłyszałam tylko i po sekundzie już czułam jego usta na swoich. Zamknęłam oczy
i oddałam pieszczotę. Puścił moje dłonie, które ja położyłam na jego ramionach.
Nie odrywając się ode mnie wrócił na ziemię. Klęknął przed kanapą, gwałtownie
przesuwając mnie na jej kraniec. Wplątałam palce w jego włosy, a nogami
oplotłam jego biodra. Jedna z jego dłoni powędrowała na moje biodro. Liznął
delikatnie moją dolną wargę, a kiedy dałam mu dostęp, pogłębił pocałunek. Jego
druga dłoń nagle znalazła się na moich plecach i przyciągnęła mnie bliżej do
niego. W tym momencie straciłam siedzenie pod sobą i oboje polecieliśmy do
tyłu. Z rozpędu usiadłam na kolanach Xenzetsu i tak przyciśnięci do siebie,
siedzieliśmy, dysząc lekko. Patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Xenzetsu
łobuzersko się uśmiechnął, po czym cmoknął mnie jeszcze raz w usta, potem w nos
i odsunął się, podpierając się dłońmi o podłogę za sobą. Nie ruszyłam się ani o
milimetr, wbijając wzrok w jego klatkę piersiową, na której trzymałam swoje
zaciśnięte dłonie. - Hej, pudlu.. - powiedział cicho.
- Hmm? - mruknęłam, zawstydzona.
- Chyba złamaliśmy zasady. Dużo zasad -
szepnął. Pokiwałam głową bez przekonania. - Obchodzi Cię to?
- Nie bardzo - mruknęłam. Xen nachylił się w
moją stronę i cmoknął mnie w czoło.
- Mnie też - szepnął. Pokiwałam głową. Potem
tylko wstałam i przeszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę. Prawie pusto. To samo
w szafkach. A jeśli już coś było, to po terminie.
- Pójdziesz po pizzę? - zawołałam w głąb
mieszkania. Usłyszałam tylko potwierdzenie, otwieranie okna i potem zapadła
cisza. Umyłam się i w za dużej koszulce i rozciągniętych dresach podreptałam do
salonu. - Coś długo - powiedziałam, kiedy po 5 minutach przede mną stanął
Xenzetsu z pudełkiem pizzy. Zjedliśmy w ciszy i nie czułam się jakoś specjalnie
niezręcznie. Wręcz przeciwnie. Mimo, że od pół roku byliśmy praktycznie
wrogami, teraz naturalne było siedzenie obok niego, tulenie się czy po prostu
przyjemne, wspólne milczenie.
- Muszę już iść - powiedział po trzech
godzinach bezczynnego siedzenia. Pokiwałam głową. Wstał, a ja za nim. Poszedł
do wyjścia, a ja podreptałam za nim. Stanął i odwrócił się w moją stronę.
- No to.. Pa - mruknęłam, wbijając wzrok w
ziemię.
- Nie tak - powiedział, a ja spojrzałam na
niego zdziwiona. - Od dziś żegnamy się w ten sposób - mruknął, muskając moje
usta swoimi. I znów. I znów. Zarzuciłam mu ramiona na szyję. Jego dłonie
powędrowały na moje biodra. Kiedy w końcu się od siebie oderwaliśmy, nasze usta
były odrobinę spuchnięte.
- Jeśli masz zamiar widzieć się z kimkolwiek
dziś, to najpierw zrób coś z tym - musnęłam palcem jego dolną wargę. - Spuchły
Ci usta.
Zaśmiał się, cmoknął mnie w nos i wyszedł z
mojego mieszkania. Zupełnie bez humoru ruszyłam do swojego pokoju. Powinnam być
szczęśliwa. Wróciłam do domu, całowałam się z mężczyzną, którego kocham, a ten
wytłumaczy reszcie czemu robiłam to, co robiłam. Jednak wiedziałam, że nie
ominie mnie rozmowa z każdym z osobna o moim 'karygodnym zachowaniu'. Totalnie
wykończona rzuciłam się na łóżko i po chwili już spałam jak małe dziecko.