piątek, 11 marca 2016

Rozdział 20

Ten uczuć, kiedy miałam kończyć KTA, napisałam Kategorie (na wattpadzie) i kilka ff z 5sos, a skończyłam na kończeniu MSDW.
^Dlatego nie mogę nic nigdy planować. XD

***

  Wprowadzili mnie na salę balową. Wszystkie miejsca były zajęte i nikt nie zwrócił uwagi na to, że weszliśmy do pomieszczenia. Kiedy Mat odchrząknął zobaczyłam przyczynę obojętności. Byli zmęczeni. Cienie pod oczami i nienaturalnie blada skóra. Zgarbieni, ledwo otwierający powieki, ostatkiem sił podnoszący kubek z kawą do ust.

  - Shion.. - szepnęła mama. Stałam prosto, nie spuściłam wzroku. Nie dałam rady okazać skruchy.. bo jej nie czułam. Czułam tylko lekkie wyrzuty sumienia, że przeze mnie wszyscy są niewyspani, ale i one szybko zniknęły, kiedy ręka matki wylądowała na moim policzku. - Jak mogłaś!? Czemu uciekłaś!? Tak Ci tu źle!? - krzyczała, a ja stałam się obojętna na jej głos. Patrzyłam po twarzach innych. Na sali byli wszyscy. Mat i Gin stali za mną, Eva i Gabriell siedzieli naprzeciwko mnie, koło Aki'ego i Davida, a Olivier.. Olivier stał w miejscu jakby nie wierzył, że mnie widzi. Rebecca ściskała w dłoniach kubek. Nie zdziwiłabym się, gdyby ten zaraz pękł. Starsze Pokolenie patrzyło na mnie.. zawiedzione? Jednak kiedy wyłapałam jeden wzrok, wszystko inne przestało mieć znaczenie. Jeden, najzimniejszy wzrok jako kiedykolwiek widziałam. Zbliżał się razem z moim ojcem, który przytulił moją, teraz już płaczącą, mamę.

  - Idźcie się położyć. Zrobimy sobie dwa dni wolnego, żeby to wszystko odreagować - powiedział głośno, po czym chwycił mnie za przedramię i ścisnął je tak, żebym mu się nie wyrwała. - A Ty idziesz ze mną - syknął do mnie i pociągnął mnie do windy. Zaległa cisza. Kiedy wchodziliśmy do mojego mieszkania, minęliśmy Maxa, który dopiero co wniósł moje rzeczy do środka. Kiedy drzwi się za nim zamknęły zostałam gwałtownie posadzona na kanapie w salonie. Xenzetsu zajął miejsce naprzeciwko mnie na fotelu i patrzył na mnie ze ściągniętymi brwiami. - Co Ci strzeliło do tego durnego łba, żeby uciekać z domu? - spytał po chwili. Wzruszyłam ramionami, udając obojętność. - Wiesz jakiego strachu nam napędziłaś? Wszyscy się o Ciebie martwiliśmy.. - prychnęłam cicho. - Co Cię tak śmieszy? - warknął, pochylając się lekko w moją stronę.

  - Po prostu to śmieszne. Gdybyście naprawdę chcieli mnie znaleźć, zrobilibyście to już dawno, bo nie wierzę, że wojsko wam nic nie powiedziało - żachnęłam się. Spojrzałam Xenzetsu i od razu pożałowałam swoich słów.

  - Co ma do tego wojsko? - syknął Xen, a ja milczałam, zaciskając usta w cienką kreskę i wpatrując się w swoje kolana. - Kurwa, Shion. Przestań być taka uparta. Gadaj. Od początku do końca, co się działo.

  - No byłam w lesie i znalazłam..

  - Pół roku temu - przerwał mi. Uniosłam brwi. - Co stało się pół roku temu, że tak nagle przestałaś się odzywać.

  - TY nic nie wiesz? - zaśmiałam się, ale w tym śmiechu nie było ani grama radości. - Przecież to Ty przekazałeś reszcie co powiedziała moja matka, to Ty mówiłeś, że będziesz po mojej stronie nie ważne co by się nie działo i to Ty złamałeś tą obietnicę - syknęłam, czując jak słone łzy zbierają się w moich oczach. Z całych sił próbowałam je powstrzymać. Przygryzłam wargę. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale wiedziałam, że jeszcze jedno słowo i się rozkleję. Wolałam to przeczekać.

  - Co? To przeze mnie? To przez tamto nie odzywasz się, izolujesz i uciekasz z domu? - z każdym słowem podnosił głos. - Czy ty jesteś normalna? My chcemy dla Ciebie dobrze, chcemy, żebyś się rozwijała..

  - Przepraszam bardzo - przerwałam mu. - Starałam się jak mogłam, nadganiałam program, robiłam więcej, miałam nadgodziny treningu.. Robiłam wszystko, a wy po misji ot tak o stwierdziliście sobie, że to co robię to za mało. Jakiej reakcji oczekiwałeś? Posłusznego przytaknięcia i realizowania jeszcze większej ilości materiału? Więcej treningów? Jestem o wiele dalej niż reszta ze wszystkim!

  - Ale Ty jesteś księżniczką, to powinno być normalne, że jesteś lepsza. Powinnaś być co raz lepsza i nie spoczywać z tego powodu na laurach - powiedział, siląc się na spokojny ton.

  - Czy ty widzisz, żebym ja w ogóle odpoczywała? - wysiliłam się, żeby moje łzy nie wypłynęły. - Kiedy mnie nie było na lekcjach, kiedy uciekłam.. Ani razu nie odpoczęłam dłużej niż tyle co spałam. A i o to czasami było trudno. Cały pieprzony czas słyszałam twoje słowa.. Wasze słowa. I próbowałam stać się jeszcze silniejsza. Dla was. Żeby ktoś w końcu mógł powiedzieć, że jest ze mnie dumny - w tym momencie nie wytrzymałam. Łzy pociekły ciurkiem po moich policzkach. - Staram się tak bardzo. Mam najwyższe wyniki z całej szkoły, wyprzedzam wszystkich o kilkadziesiąt punktów, nie licząc Oliego i Gina. W wynikach z walk i zajęć siłowych też byłam najlepsza. Czego wy ode mnie chcecie, do cholery? - wyszeptałam, nie znajdując już sił nawet na krzyk. Moje policzki były już totalnie mokre, czułam, że na mojej koszulce już pojawiły się plamy. Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej i objęłam je ramionami. Łzy spływały bezdźwięcznie, ale co chwila z mojego gardła wydobywał się niekontrolowany szloch.

  - Przepraszam - usłyszałam nagle. Poczułam na swojej głowie jego dłoń. - Hej, spójrz na mnie. Przepraszam, rozumiesz? Przepraszam Cię za wszystko. Naprawdę - szepnął, chwytając za mój podbródek i unosząc moją twarz. Drugą dłonią wytarł moje policzki. - Hej, nie płacz. Naprawdę przepraszam. Nie wiedzieliśmy, że tak się czujesz. Wydawało nam się, że masz to gdzieś i jesteś po prostu wkurzona.

  Spojrzałam na niego załzawionymi oczami i pociągnęłam nosem. Wyprostowałam nogi tak, że teraz Xen klęczał między nimi, zarzuciłam mu ręce na szyję i przytuliłam się do niego mocno. Po sekundzie zawahania, odwzajemnił gest.

  - Co Ty w ogóle zrobiłaś z włosami i oczami? - spytał, kiedy już się od niego odsunęłam, spokojna. Pociągnęłam nosem, wzruszając ramionami.

  - Nie wiem co się dzieje. Samo mi się tak zrobiło - mruknęłam, opuszczając głowę.

  - Pokaż - sapnął, lekko zirytowany. Przytrzymał moją twarz dłonią i obracał ją lekko w różne strony, oglądając moje oczy. Chwilę potem przejechał kciukiem po siniaku, którego nabił mi Mat przy obezwładnianiu mnie. - Schudłaś.. - szepnął. - Wyglądasz strasznie.

  - Dzięki - prychnęłam, wyrywając twarz z jego dłoni i spróbowałam wstać.

  - Ej, ja się martwię - Xen posadził mnie z powrotem, a ja chciałam wstać. Znowu mnie posadził. Za trzecim razem nie wytrzymał i przycisnął mnie do kanapy. - Przestań się wreszcie ruszać - warknął. - Daj się nam o siebie potroszczyć, ok?

  Pokiwałam powoli głową. Był blisko, zbyt blisko. Przełknęłam ślinę nerwowo, usilnie próbując utrzymać wzrok na oczach Xenzetsu. Wtedy zauważyłam, że on też czuł się niezręcznie, jednak.. Gdyby mnie puścił, uciekłabym.

  - To jak? Dasz o siebie się pomartwić? - szepnął. Skinęłam głową, poddając się. Mój wzrok zjechał na jego usta, moja wyobraźnia zaczęła pracować. Rozchyliłam wargi, wzdychając lekko. Mój lekko przyćmiony wzrok powędrował z powrotem na jego piękne szmaragdowe tęczówki, które teraz wpatrzone były chyba.. w moje usta? Chciałam go zapytać. Chciałam się odezwać. Ale nie chciałam niszczyć tej atmosfery. - Shion.. Przepraszam - usłyszałam tylko i po sekundzie już czułam jego usta na swoich. Zamknęłam oczy i oddałam pieszczotę. Puścił moje dłonie, które ja położyłam na jego ramionach. Nie odrywając się ode mnie wrócił na ziemię. Klęknął przed kanapą, gwałtownie przesuwając mnie na jej kraniec. Wplątałam palce w jego włosy, a nogami oplotłam jego biodra. Jedna z jego dłoni powędrowała na moje biodro. Liznął delikatnie moją dolną wargę, a kiedy dałam mu dostęp, pogłębił pocałunek. Jego druga dłoń nagle znalazła się na moich plecach i przyciągnęła mnie bliżej do niego. W tym momencie straciłam siedzenie pod sobą i oboje polecieliśmy do tyłu. Z rozpędu usiadłam na kolanach Xenzetsu i tak przyciśnięci do siebie, siedzieliśmy, dysząc lekko. Patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Xenzetsu łobuzersko się uśmiechnął, po czym cmoknął mnie jeszcze raz w usta, potem w nos i odsunął się, podpierając się dłońmi o podłogę za sobą. Nie ruszyłam się ani o milimetr, wbijając wzrok w jego klatkę piersiową, na której trzymałam swoje zaciśnięte dłonie. - Hej, pudlu.. - powiedział cicho.

  - Hmm? - mruknęłam, zawstydzona.

  - Chyba złamaliśmy zasady. Dużo zasad - szepnął. Pokiwałam głową bez przekonania. - Obchodzi Cię to?

  - Nie bardzo - mruknęłam. Xen nachylił się w moją stronę i cmoknął mnie w czoło.

  - Mnie też - szepnął. Pokiwałam głową. Potem tylko wstałam i przeszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę. Prawie pusto. To samo w szafkach. A jeśli już coś było, to po terminie.

  - Pójdziesz po pizzę? - zawołałam w głąb mieszkania. Usłyszałam tylko potwierdzenie, otwieranie okna i potem zapadła cisza. Umyłam się i w za dużej koszulce i rozciągniętych dresach podreptałam do salonu. - Coś długo - powiedziałam, kiedy po 5 minutach przede mną stanął Xenzetsu z pudełkiem pizzy. Zjedliśmy w ciszy i nie czułam się jakoś specjalnie niezręcznie. Wręcz przeciwnie. Mimo, że od pół roku byliśmy praktycznie wrogami, teraz naturalne było siedzenie obok niego, tulenie się czy po prostu przyjemne, wspólne milczenie.

  - Muszę już iść - powiedział po trzech godzinach bezczynnego siedzenia. Pokiwałam głową. Wstał, a ja za nim. Poszedł do wyjścia, a ja podreptałam za nim. Stanął i odwrócił się w moją stronę.

  - No to.. Pa - mruknęłam, wbijając wzrok w ziemię.

  - Nie tak - powiedział, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. - Od dziś żegnamy się w ten sposób - mruknął, muskając moje usta swoimi. I znów. I znów. Zarzuciłam mu ramiona na szyję. Jego dłonie powędrowały na moje biodra. Kiedy w końcu się od siebie oderwaliśmy, nasze usta były odrobinę spuchnięte.

  - Jeśli masz zamiar widzieć się z kimkolwiek dziś, to najpierw zrób coś z tym - musnęłam palcem jego dolną wargę. - Spuchły Ci usta.

  Zaśmiał się, cmoknął mnie w nos i wyszedł z mojego mieszkania. Zupełnie bez humoru ruszyłam do swojego pokoju. Powinnam być szczęśliwa. Wróciłam do domu, całowałam się z mężczyzną, którego kocham, a ten wytłumaczy reszcie czemu robiłam to, co robiłam. Jednak wiedziałam, że nie ominie mnie rozmowa z każdym z osobna o moim 'karygodnym zachowaniu'. Totalnie wykończona rzuciłam się na łóżko i po chwili już spałam jak małe dziecko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz