czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 9 część I

                                                                Kilka dni później
  Kiedy wyleczyłam Matthiasa, przypomniałam sobie przepowiednię. Przecież wszyscy mieli zginąć... Siedząc w swoim pokoju przykryta kołdrą oplatając ramionami kolana czułam się bezpiecznie jak nigdzie.  Okna zostały już naprawione, więc było ciepło. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi po półtorej godziny błogiej samotności. Westchnęłam ciężko. Wygrzebałam głowę spod okrycia. W drzwiach stał nie kto inny, jak Matthias.
  -Kocham cię - zahuczało mi w głowie. Chłopak tymczasem podszedł do łóżka i usiadł na nim po turecku.
  -Co tam, młoda? - spytał. Do tej pory nie zauważyłam jak dorosły ma już głos. Poczułam, że pieką mnie policzki. Ja chyba... - Co się stało?
  Z...
  Poczochrał mnie po głowie robiąc głupią minę.
  Zwariowałam. Na 100%. On jest moim bratem! Heloł! To nie jest normalne! Ale jak na to spojrzeć to co w tym domu jest normalne? .... Fuck.
  -Co chciałeś? - spytałam mając nadzieję, że nie usłyszał drżenia mojego głosu.
  -Cóż... - podrapał się po głowie wzdychając. - Co do tego co ci powiedziałem.. To prawda, ale nie odsuwaj się ode mnie, okej? Proszę...
  -Huh? - zdziwiłam się. A czemu miałabym?
  -Jestem twoim bratem... - rozłożył ręce szeroko. - To powinno być dla ciebie nienormalne, nie?
  -A co w tym domu jest normalne? Wskaż jedną rzecz - prychnęłam ukradkiem pożerając chłopaka wzrokiem. Piękny..
  -Umówisz się ze mną? - spytał wbijając wzrok w podłogę. To pytanie było tak niespodziewane jak kartkówka z matematyki u Łysego.
  -Możemy spróbować - zaryzykowałam, ale zaraz się powściągnęłam. - Czekaj! Cofam!
  -Hę? O co chodzi? - spytał zdziwiony nie wiedząc czy się cieszyć czy płakać.
  -Co z Rebeccą? - spytałam marszcząc brwi i wyciągając przed siebie oskarżycielski palec. Mat mruknął coś odwracając głowę od mojej twarzy. - Co? Nie słyszę - warknęłam nie dowierzając w niewierność swego brata. Chyba, ze nie jesteśmy rodziną, wtedy to zrozumiem.
  -Zerwaliśmy dwa dni temu - powiedział głośniej. Zastygłam w oczekiwaniu na ciąg dalszy. Cofam poprzednie słowa o niewierności. - Bo powiedziałem jej, że mi się podobasz.. - mój brat nie jest niewierny. On po prostu jest dupkiem.
  -O matko.. Jaki idiota... - Westchnęłam waląc się otwartą dłonią w czoło. Jak można być tak głupim? Zerwać z dziewczyną mówiąc, że podoba mu się inna. Tak potrafi tylko Matthias. Westchnęłam jeszcze raz. - Idź na dół i poczekaj. Zaraz przyjdę.
  -Nie odpowiedziałaś mi na pytanie - burknął cały czerwony. Coś we mnie zawrzało.
  -Powiedziałam, że masz iść na dół, to grzecznie idź na ten cholerny dół - warknęłam podnosząc się. Wyszłam na korytarz z Matem i skierowałam się w stronę schodów. zatrzymałam się przy pierwszych drzwiach.
  -Mat.. - zwróciłam się do chłopaka, który spojrzał na mnie nieprzytomnie. - Dół jest tam - wskazałam palcem schody. Wtedy chłopak otrząsnął się i poszedł gdzie mu kazałam. Odczekałam kilka chwil i szybko poszłam w głąb korytarza. Zapukałam w drzwi.
  -Kto? - spytała znudzonym głosem.
  -Ja - odpowiedziałam bezbarwnie nadal czując jak pieką mnie policzki.
  -Wlazł kto stoi - zaśmiała się otwierając drzwi.
  -Ratuj mnie mistrzu! - zawołałam przytulając się do Rebeccy. Bez słowa głaskała mnie po głowie.
  -Co się stało? - spytała kiedy usiadłam już bez jej pomocy, bo z wrażenia nawet ustać nie mogłam.
  -Mat mnie kocha... - wydusiłam ze łzami w oczach. - To przeze mnie się rozstaliście. Zawsze muszę coś zniszczyć. Przepraszam Reb. Naprawdę chciałabym nie przynosić pech innym, ale...
  -To nie było przez ciebie - wtrąciła kiedy zrobiłam przerwę na oddech. Popatrzyłam na nią zdziwiona , ale w jej oczach odnalazłam tylko szczere rozbawienie. - Chodziliśmy ze sobą tylko dla zakładu, który oboje przegraliśmy. Mieliśmy wytrzymać razem dwa miesiące, a przez to, że dołączyło do nas tyle osób, zapomniałam o tym. I tak na zakończenie... Nie wiem co ci naopowiadał Mat, ale to ja z nim zerwałam.
  Kiedy skończyła, ja siedziałam z rozbawionym wyrazem twarzy. Zaczęłyśmy się śmiać z tego dziwnego nieporozumienia.
  -A więc... Rebecco. Zechcesz mi udzielić błogosławieństwa? - spytałam ledwo tłumiąc śmiech. Wiem... Demon i błogosławieństwo. Trochę dziwacznie brzmi, ale przecież można też być błogosławionym przez wszystkich niezależnie od sytuacji, ani wyznania. To jest tak jakby dobre życzenie, czy coś w tym stylu.
  -Błogosławie cię Shion. Masz moje błogosławieństwo, więc zapierdalaj jak mały samochodzik po nowej drodze życia.. - zaśmiała się Rebecca. - Co ja mówię? Samochód? Po drodze życia? Pff! Poprawka. Zapieprzaj jak króliczek z Djurasel po autostradzie kiedy bachory wiszczą, że batyryjki się spsuły.
  -Dzięki Reb - cmoknęłam dziewczynę w policzek i wybiegłam na korytarz. Na schodach zauważyłam, że Rebecca wybiega z pokoju i woła Evę, Gabriella i Oliviera. - Mat! - zawołałam wpadając do salonu.
  -Odpowiedź - zażądał stając przede mną w drzwiach. Odchrząknęłam.
  -Kiedy pierwsza randka? - spytałam przechylając głowę w bok. Mat zastygł na chwilę, by zaraz podnieść mnie do góry i zacząć wirować po pokoju. Piszczałam jak małe dziecko. Nagle chłopak potknął się i upadliśmy na podłogę. Przytuliłam się do niego kurczowo, żeby nie zauważył jak bardzo czerwona jestem.
  -Puść mnie.. Dusisz. - wychrypiał. To oczywiste, że udawał, więc tylko pokręciłam głową szurając czołem po jego klatce piersiowej. Kiedy w miarę się uspokoiłam, rozplotłam ręce i usiadłam na kolana Matthiasa. - Nigdy nie sądziłem, że się zgodzisz.. Myślałem, że będziesz się brzydzić czy coś...
  - Powiedz to... - zażądałam przerywając chłopakowi jego bezsensowne domysły. Spojrzał na mnie zdziwiony. - Powiedz to co powiedziałeś kiedy cię leczyłam.. - powiedziałam wyjaśniając. Mat zrobił się czerwony na twarzy i zaczął się jąkać.
  -Ko-ko-ko-ko-ko-koch-kocham ci-cię.. - wyjąkał wreszcie. Zbliżyłam twarz do jego twarzy.
  -Ja ciebie chyba też - szepnęłam. Nasze oddechy się mieszały, a na policzki wypłynął rumieniec. Moje wargi już, już miały zetknąć się z ustami Matthiasa, kiedy nagle...
  -MATTHIAS MA MAŁEGO! - wrzasnęła Rebecca wpadając do pokoju w rytmie Harlem Szejka, a po jej obu stronach Gabriell i Olivier tańczyli Gangnam Style. Na końcu do pokoju wpadła Eva wrzeszcząc:
  -Mother Fucker Gentelman! - kiedy zatrzymała się w pół kroku, zaczęła tańczyć z porem w ręku, obracając nim jak Miku Hatsune. Ryknęliśmy śmiechem. I tego mi najbardziej brakowało.
  -Wy to macie, kurde, wyczucie czasu.. - wyjęczałam przez łzy rozbawienia.
  -Shion... - usłyszałam szept czując ciepły oddech na szyi. - Powoli wstań i idź do drzwi..
  Zrobiłam co powiedział Matthias i razem, trzymając się za ręce, zniknęliśmy z salonu. Wbiegliśmy na piętro i skierowaliśmy się do mojego pokoju. Mat puścił moją rękę i wyszperał z mojej szafy starą sukienkę* i rzucił ją na łóżko.
  -Ubierz się w to - nakazał mi rzucając do tego krótką skórzaną kurtkę i moje ćwiekowe, skórzane bransoletki. - A do tego nałóż glany. Ja tez idę się przebrać.
  Jeszcze nigdy nie zmieniałam ciuchów tak szybko. To chyba nawet był mój rekord. kiedy zawiązywałam sznurówki glanów, do drzwi ktoś zapukał. Policzyłam do dziesięciu i poleciałam otworzyć.
  -Masz - Rebecca wepchnęła mi w ręce jakieś pudełko. Kiedy przyglądałam się podarunkowi, Eva i Reb wepchnęły mnie do pokoju. Pisnęłam cicho.
  -Wiemy co knuje... - powiedziała Eva dziwnym głosem, ale zanim zdążyłam zapytać o co chodzi, Reb otworzyła wcześniej podane mi pudełko.
  -Hilda dała nam to parę minut temu. Miałam ci to przekazać gdzieś z Nobu. Mamy całą noc wolny dom... - mówiła zdenerwowana Eva wyjmując z pudełeczka śliczny, srebrny nieśmiertelnik z moim imieniem, a obok na tym samym łańcuszku był pierścionek z wygrawerowaną czaszką w koronie i serduszkiem obok.
  -Ouuu! - jęknęłam z zachwytem. - Jak ciocia wróci to jej podziękuję...
  -To nie od Hildy - przerwała mi Rebecca. - Patrz na druga stronę nieśmiertelnika.
  Odwróciłam zawieszkę.
  -"Dla córci. Od mamy" - przeczytałam czując dławiące mnie łzy wzruszenia.
  -Prawdopodobnie miałaś go na szyi kiedy zostałaś przyniesiona na Ziemię... - dodała Reb.
  -Dobra. Starczy tego dobrego.. - westchnął Matthias wparowując do pokoju, podnosząc mnie do góry i wyskakując na dwór przez wcześniej otwarte okno.
                                                                   CDN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz