niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 8

  Trzymałam Davida w ramionach przez długi czas. Wydawał się być jak dziecko, któremu rodzice nie chcą czegoś kupić. Kiedy chłopak zasnął wyczerpany płaczem, Gin przetransportował go do jednego z dwóch wolnych pokoi.
  -Nie rozumiem jak taki chłopak jak on może tyle płakać... Przecież on ma już 17 lat! - westchnęła Eva podpierając ręką głowę.
  -A tak baj de łej... - wtrąciła Hilda. - Musimy jeszcze tylko znaleźć Ikari i możemy wracać do Podziemi - uśmiechnęła się szczęśliwa. Zamyśliłam się na chwilę.
  -Mam pytanie - podniosłam rękę, a ciocia przychylnie udzieliła mi głosu. - Skoro Matthias jest ode mnie starszy...
  -No dawaj - popędziła mnie Hilda gdy się zawiesiłam. Potrząsnęłam głową, by pozbyć się rosnącego uczucia niepokoju.
  -No.. To skoro jest starszy i jest jednocześnie moim biologicznym bratem, to czemu nie on jest Shi?
- spytałam. W pokoju zaległa cisza, więc zaczęłam tłumaczyć swoje wątpliwości. - No, bo jak ktoś ma rządzić, to zawsze jest ten starszy. Jeśli się mylę to mnie poprawcie. Moim zdaniem to Mat powinien być następcą... - Hilda przerwała moje domysły ruchem reki.
  -Tradycją jest, ze na tronie mogą siedzieć tylko kobiety... Z wymaganymi cechami, których ja nie miałam, które ma Revy... Dlatego to ona rządzi i dlatego ty też będziesz rządzić, kochanie - uśmiechnęła się do mnie ciepło. Nagle poczułam rosnącą moc. Odwróciłam się, by znaleźć jej  źródło. Olivier siedział na fotelu z twarzą schowaną w rękach i trząsł się na całym ciele.
  -Olivier? - powiedziałam odruchowo. Chłopak podniósł głowę. Zamarłam. Jego oczy... Nawet białka, które z założenia powinny być białe, u niego były krwistoczerwone. Powtórzyła się sytuacja. - Niech nikt nawet nie drgnie - szepnęłam powoli wstając. Chłopak patrzył prosto na mnie i tylko na mnie. Ostrożnie podeszłam do drzwi, a w głowie już miałam ułożony plan działania. - Olivier! - powiedziałam stanowczym głosem. Co ciekawe chłopak nie rzucił się na mnie z pięściami. - Wstań i podejdź do mnie! - moja teoria się potwierdziła. Kiedy u kogoś jest rozbudzona moc i wymyka się spod kontroli, tylko ja umiem nad nią zapanować. W dodatku wystarczy do tego sam głos.
  Olivier grzecznie wykonał moje polecenia i stanął centralnie przede mną. Zawarczał cicho, gdy coś poruszyło się na górze. Po schodach zszedł śpiący w połowie David.
  -Co tu się dzieje? Gdzie ja jestem? - ziewnął szeroko. Gdy zobaczył Oliviera jego nastawienie się zmieniło.
-Czy on ci coś zrobił? - spytał mnie. Cóż... Rozumiem czemu to zrobił. Olivier stał nie więcej niż 20 cm ode mnie, a ja byłam przyciśnięta do drzwi. Ale najbardziej zdziwiło mnie zachowanie Davida, jednak nie miałam czasu się tym przejmować.
  -Olivier.. - szepnęłam chcąc znowu zwrócić uwagę chłopaka na siebie. - Idziesz ze mną. - powiedziałam znów mocnym głosem i wyszłam na podwórko. Za mną posłusznie dreptał rozbudzony demon. Heh.. No cóż... Raz się żyje, nie?
  Gdy byliśmy w ogrodzie za domem kazałam chłopakowi stanąć 2 metry przed sobą. Wydawałam się spokojna, ale zaraz potem wybuchłam... Dosłownie, bo przechodząc w Tryb Shi odbiłam się od ziemi by będąc tuż przy Olivierze walnąć go w twarz i krzyknąć: -Obudź się!
  Chłopak padł jak długi na ziemię. Otworzył szeroko oczy. Przestraszona, że jeszcze się nie wybudził, nakazałam mu się nie ruszać. Gin przeniósł go do domu, do pokoju Oliviera i tam go zostawiliśmy. Po jakiejś godzinie uchyliłam lekko drzwi. Chłopak leżał na łóżku wpatrując się w sufit. Nawet nie drgnął, gdy zamknęłam drzwi i usiadłam na podłodze. Zaraz potem przeniosłam się na biurko.
  -Jak tam? Przeszło ci już? - spytałam cicho, jednak nie odpowiedział. Westchnęłam ciężko. - Przepraszam za tego zęba. Przyznaję, poniosło mnie, i tak już ci zaczął odrastać, ale to nie powód, żeby się obrażać, okej?
  -Nie obraziłem się.. - burknął po kilku sekundach ciszy. Trzy słowa i jedna kamienna twarz wystarczyły, żeby wyprowadzić człowieka z równowagi.
  -To czemu nic nie mówisz? - spytałam rzeczowo zakładając ręce na piersiach.
  -Mam dużo do przemyślenia... - szepnął odwracając się w moją stronę. Podparł głowę ręką. - Chcesz wiedzieć co Hilda miała wtedy na myśli, że cię śledziłem i w ogóle?
  Pokiwałam głową i zamarłam w oczekiwaniu. Szeroko otwartymi oczami patrzyłam jak Olivier siada i wzdycha głęboko.
  -Przygotuj się na porządny monolog... - zaśmiał się słabo i westchnął raz jeszcze. - Zanim dowiedziałem się czym tak naprawdę jestem, widziałem cię. Wyróżniałaś się z tłumu, tylko nie wiedziałem czym. Codziennie rano jeździłem tym samym autobusem, żeby cię wiedzieć. Robiłem tak od kiedy chodziłaś do 5 klasy podstawówki. Pamiętasz chłopaka, który cię odepchnął gdy spadała doniczka? Ja go wtedy popchnąłem. Nie wiem czemu. Po prostu od samego początku czułem, ze muszę cię chronić. To było trochę trudne, bo zawsze tam gdzie się pojawiałaś były bójki. Dużo razy uratowałem ci dupę. Nie raz chcieli cię wyrzucić ze szkoły. Ciesz się, że moi rodzice mieli dobre kontakty. No, ale... Wtedy chciałem, żebyś zauważyła jak bardzo cię chroniłem, ale teraz wiem, że lepiej, ze tego nie wiedziałaś. W pewnym momencie spotkałem Hildę. Wytłumaczyła mi czemu tak się tobą przejmowałem. Jestem twoim ochroniarzem, bo ekscytacja jest najbliżej śmierci - uśmiechnął się szeroko. Siedziałam jak sparaliżowana. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, a serce waliło mi tak głośno, że myślałam, ze zaraz wyskoczy. Nie... Nie przez to co powiedział... Po prostu pierwszy raz Olivier uśmiechnął się szczerze... A ja nigdy nie wiedziałam, żeby tak się uśmiechał. - Coś się stało? - spytał gdy nadal siedziałam nic nie mówiąc. Potrząsnęłam głową.
  -Nie.. Po prostu.. No. Zszokowało mnie to co powiedziałeś - skłamałam. Zeszłam z biurka i podeszłam do drzwi. Z ręką na klamce odwróciłam się do chłopaka. - Ale dzięki, ze mi powiedziałeś - uśmiechnęłam się i wyszłam. Za drzwiami przystanęłam na chwilę. Westchnęłam głęboko i zmusiłam się, żeby wrócić do pokoju Oliviera. - Mam do ciebie jeszcze kilka pytań. Odpowiesz? - spytałam stając przy drzwiach. Skinął głową, więc usiadłam na ziemi, a chłopak na przeciwko mnie.
  -No.. Co tam chcesz? - spytał zaciekawiony. Jeszcze nigdy nie był tak miły i tak wylewny jak teraz, co bardzo mnie zaskoczyło. Dziwne to było, nie powiem, ale trzeba łapać okazje, nie?
  -No to tak... - podrapałam się po głowie. - Czemu przy wszystkich jesteś taki dziwny, a jak tu siedzisz to jesteś jakiś... milszy?
  -Bo taki naprawdę jestem. Udaję zimnego, żeby nikt mnie nie zranił, żeby bał się mnie zranić.
  - Dobra. Rozumiem. Starczy. Pytania nie było.. - powiedziałam wymachując rękami jakbym wycierała zadane pytanie. - Drugie. Czemu nie mieszkasz z rodziną, skoro przyszli z tobą na Ziemię?
  -I tego pytania się obawiałem... Dobrze, ze zadałaś je najpierw mi. Gdybyś spytała Gina czy Rebeccę... - Westchnął głęboko, usiadł wygodniej i podjął przerwany temat. - Nasi rodzice planowali spisek przeciwko królowej. Załatwili sobie nas, żeby uciec na Ziemię, wyszkolić nas i przejąć Podziemia... Ale Hilda dowiedziała się o tym i przekazała to nam. Naszym pierwszym zadaniem było... - Olivier zawiesił się ze zbolałą miną.
  -Nie mów... - zażądałam z bolącym sercem. - Nic więcej nie mów. Nie musisz mi...
  -Ale chcę! - przerwał mi gwałtownie. - Zrozum, że chcę, żebyś wszystko rozumiała. Naszym pierwszym zadaniem było... - westchnął głęboko i szepnął coś po czym zabrakło mi słów. Moje serce zamarło i w jednej chwili poczułam jakbym umarła, ożyła i umarła na nowo.
  -Że co proszę? Hilda kazała wam zabić... waszych rodziców..? - szepnęłam nie dowierzając. Olivier kiwnął głową. Coś we mnie pękło. Chłopak siedzący przede mną nie mógł być tym twardym Olivierem bez uczuć, który zabił Ren. Poczułam, ze po moich policzkach płynął łzy.
  -Co się stało Shion? - zaniepokoił się Olivier. Wyciągnął rękę, ale ja ją odtrąciłam.
  -To nie ty powinieneś pocieszać mnie! - zawołałam wkurzona. Poderwałam się do góry kiedy Olivier wstał. - Gdzie idziesz?
  -Znaleźć Matthiasa.. Niech cie pocieszy.. - mruknął z ręką na klamce. Zachłysnęłam się powietrzem. Chłopak odwrócił się przestraszony, ale po chwili dostał pięścią w mordę. Inaczej nie mogę tego określić.
  -Mówiłam, ze nie potrzebuję pocieszenia! - wrzasnęłam chłopakowi w twarz. Stał zdziwiony, przyciśnięty do drzwi. Przytuliłam go mocno, mocno, mocno... - To ja powinnam pocieszyć ciebie - szepnęłam. Poczułam, że chłopak zastygł, więc przytuliłam go mocniej. Po kilku minutach puściłam go, odsunęłam się i spojrzałam w twarz na której malowało się wzruszenie. Uśmiechnęłam się słabo.
  -Pamiętaj... Udawanie kogoś kim nie jesteś rani tylko ciebie - powiedziałam na odchodnym.
  Weszłam do swojego pokoju. odetchnęłam parę razy głęboko, by się uspokoić. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je.
  -Omg! Chodź coś zobaczyć! Wołaj Oliviera! - wołała podekscytowana Eva.
  -Nie.. Ty do niego idź - powiedziałam czując się bardzo głupio po scenie sprzed kilku minut. Zeszłam na dół. Na MOIM fotelu siedział David. Spojrzałam na niego wkurzona.
  -Złaź... - warknęłam stając obok.
  -Wiedziałem, że tak będzie.. Jest bardzo terytorialna... - mruknął Gabriell, a Nobu pokiwał głową. David  podniósł głowę i spojrzał na mnie z politowaniem.
  -Czemu miałbym cię posłuchać? - spytał rozkładając się jeszcze wygodniej. Westchnęłam zdziwiona.
  -Rozdwojenie jaźni - rzuciła Hilda pojawiając się w pokoju z kubkiem herbaty w reku. Odwróciłam się ku wszechwiedzącej cioci. - Ci, którzy są Hora mają rozdwojenie jaźni, bo przerażenie czasem pcha do działania, a czasami zatrzymuje wszystkie reakcje i naturalne odruchy.
  -Łohohohohohohohohoho - zaśmiał się David.
  -Dobra, rozumiem... - westchnęłam, by nagle nachylić się nad chłopakiem. - Powiedziałam, żebyś zlazł, tępa pało.
  -Uuu! Robi się nie ciekawie... - mruknął Mat rzucając się za kanapę. Rebecca popatrzyła na niego jak na debila.
  -Czemu...? - spytała szeptem.
  -W każdej chwili może wybuchnąć - wskazał na mnie. Miał rację. Wyglądałam jakbym była jebanym dynamitem.
  -A czemu niby mam to zrobić? - spytał David po raz drugi.
  -Bo to jest mój fotel - syknęłam prostując się i patrząc na chłopaka z wyższością.
  -Ej! Stary, tej laski lepiej nie wkurwiać! - zawołał Gin dołączając do względnie bezpiecznego miejsca za kanapą.
  -I, że JA mam się bać JEJ? Weźcie nie żartujcie - odparował David. Tego było już za wiele. Weszłam w Tryb Shi w momencie, w którym do salonu weszli Olivier i Eva. - Ona mi nic nie zrobi skoro boi się nawet jego... - wskazał na chłopaka stojącego w progu. Z rozbudzoną mocą stanęłam tuż przed wyciągniętą ręką czerwonowłosego.
  -Powiedziałam zejdź, męska sukwo - warknęłam trzaskając stawami palców.
  -A tej co? Z choinki się urwała? - zaśmiał się, ale przerwała mu moja pięść wbijająca się w jego policzek. Podniosłam chłopaka jakby był szmacianą lalką i rzuciłam nim o ścianę, po czym usadowiłam się wygodnie na MOIM fotelu.
  -Diabeł, nie dziewczyna! - syknął David wstając.
  -Trafiłeś w samo sedno, stary. Wdepnąłeś w niezłe bagno - uśmiechnął się Gin stając za mną razem z Olivierem, Matthiasem i Gabriellem. Eva i Reb stanęły po bokach fotela. Nagle poczuła łączącą nas moc.
  -Słyszałam, ze alchemia to wynalazek szatana... Teraz już wiem dlaczego - powiedziałam nagle wszystko rozumiejąc. Wszystkie działania do tej pory miały na celu wykształcenie u mnie potrzebę bliskości. Miałam potrzebować wszystkich obecnych w tym pokoju. - "Jedno jest wszystkim, Wszystko jest jednym..."* - uśmiechnęłam się do klęczącego przede mną Davida.
  -Szczerze mówiąc to wyglądacie jak mafia - szepnął ledwo słyszalnie.
  -Też możesz być w tej "mafii" - zaśmiała się Rebecca.
  -Tylko nie możesz nikogo udawać... Musisz zrozumieć siebie - powiedział głośno Olivier i uśmiechnął się do mnie mówiąc: - Udawanie kogoś kim nie jesteś rani tylko ciebie..
   Aż mnie coś w sercu ścisnęło. Nie wiedziała do tej pory jak bardzo potrzebuję osób stojących naokoło mnie. wstałam, podeszłam do Davida i kucnęłam przed nim.
  -Wymagam pamiętania tylko jednej zasady... - powiedziałam ponuro, by zaraz dodać ze śmiechem: - To jest mój fotel i jak mówię, że masz zejść, to masz to zrobić.
  -Dobra - burknął. Wstałam zadowolona i poszłam bez słowa na górę. Zmęczona rzuciłam się na łóżko.
  -Ooooj.. Tak, tak, tak, tak, taaaak... - westchnęłam rozciągając się na całym łożu jak królowa. Czułam jednak, że nadal jest mi niewygodnie., więc skuliłam się jak kotek. W tej pozycji zasnęłam.
  Pierwsze co usłyszałam po obudzeniu było ciche pochrapywanie. Potem zaczęły do nie docierać kolejno śmiech Evy, Muzyka z telewizyjnego show i szuranie kapci połączone z odgłosem mycia zębów. Ale nadal było coś nie tak. Było zbyt... cicho. Zbyt spokojnie. Zaśmiałam się w duchu.
  -Jestem tu dopiero tydzień - mruknęłam próbując się podnieść. No właśnie. Próbując, bo po drugiej stronie łóżka na moich nogach leżał David, a obok mnie leżał Matthias. Brat położył mnie z powrotem na siłę i dalej spokojnie spał. Koło otwartych drzwi akurat przechodził Olivier spoglądając przelotnie do pokoju. Po kilki sekundach wrócił wpadając do pokoju zdziwiony widokiem jaki zastał.
  -Help me... - wychrypiałam przyciśnięta ramieniem Matthiasa. Kiedy Oli pomógł mi się wyplątać z tej dziwnej sytuacji wpadłam na wyśmienity pomysł. Był tak świetny, że tylko ja mogłam taki wymyślić. Oj tak. Ta skromność. Objaśniłam wszystko Olivierowi, a ten zgodził się bez wahania. Plan polegał na tym, żeby ułożyć Mata i Davida tak jakby byli parą. Kiedy skończyliśmy wyjęłam aparat i zrobiłam zdjęcie. Podziwiałam jak nosy chłopaków się stykają, ramiona oplatają. A! I jakoś tak założyłam nogi. Słodko! Przybiłam piątkę z Olivierem i usiedliśmy koło biurka, chcąc zobaczyć miny dwóch niczego nieświadomych chłopaków kiedy się obudzą. Po kilkunastu minutach moje oczy same się zamknęły. Śnił mi się wysoki czarnowłosy mężczyzna z zielonymi oczami. Ubrany był w białą koszulkę z czarnym napisem "On The Road", czarną bluzę i dżinsy, a na nogach miał czarno-białe adidasy. Cały czas się do mnie uśmiechał, co jakiś czas mówiąc coś do mnie. Kidy ruszył w moją stronę obraz znikł. Rozbłysło światło i usłyszałam śmiech. Nade mną stał Mat z aparatem, a przede mną siedział David. Nieświadomi tego, ze się obudziłam, dalej strzelali fotki.
  -Przez was musiałam przerwać spotkanie z moim ideałem! - zawołałam ręką waląc Davida po głowie, a nogą podkosiłam Mata. Podskoczyłam by złapać aparat. na wyświetlaczu było zdjęcie moje i Oliviera kiedy śpimy przytuleni do siebie, a między nami siedzi David z głupią miną. Skasowałam wszystkie. Ot tak sobie. Dla zabawy. Zostawiłam tylko jedno. Mata i Davida.
  -Oj zemsta będzie słodka - mruknęłam patrząc z wyższością na chłopaków. Olivier właśnie się obudził. Chwyciłam laptop i kabel USB i popędziłam do łazienki wrzeszcząc "LOL BYE!". Po chwili zdjęcie obejmujących się chłopaków było już na FB. Przy okazji zmieniłam sobie hasło, żeby nikt mi nie wlazł.
  -Uwaga! Przyprowadziłam Akiego! - wrzasnęła Eva od drzwi, kiedy wszyscy siedzieli na podłodze. - No właź, no! - zwróciła się do chłopaka, który niepewnie wszedł do pokoju. Widać było, ze się boi, więc wstałam szybko chcąc go uspokoić, ale on tylko drgnął przestraszony.
  -Powiedziałaś mu po drodze? - spytałam zaskoczona. Eva kiwnęłam głową.
  -No to zaczynamy - powiedziała Hilda. Odeskortowaliśmy przyjaciela do gabinetu cioci i czekaliśmy na jego nową wersję. Po kilku minutach z pokoju wyszedł nowy Aki. Nie wiem jak inni, ale ja właśnie zbierałam szczękę z podłogi. Oczy miał praktycznie całe białe i świecące jak latarki.
  -Uwaga! Jutro udajemy się do naszej ojczyzny! - zawołała Hilda uradowana perspektywą wyjazdu.
  -Yey! - krzyknęła Rebecca łapiąc mnie za ramiona i podrzucając wysoko. Czy wspomniałam już, ze jest cholernie silna? Więc kiedy leciałam z powrotem w dół modliłam się, żeby Gin był niedaleko, ale nie było... Niestety... Usłyszałam głuchy trzask. To Olivier i Matthias zderzyli się chcąc mnie złapać. Było za późno, żeby rozwijać skrzydła, więc tylko przekręciłam się twarzą do ziemi. Wyciągnęłam przed siebie ugięte ręce i nogi, by zaraz potem wylądować miękko, jak kotek.
  -Nie lubię... być podrzucana... - wychrypiałam odrzucając głowę do tyłu, tak, żeby patrzeć wprost na Rebeccę. Dziewczyna ledwo powstrzymywała śmiech.
  -Wyglądasz jak lew - zaśmiała się Hilda, a po niej wszyscy w pokoju. Uśmiechnęłam się lekko.
  -What the fuck? - to były pierwsze słowa Akiego wypowiedziane w tym domu.
  -Nie martw się stary... Tak tu jest zawsze... - pocieszył go Gabriell. Prychnęłam podnosząc się do pionu.
  -Wiesz.. My tu mamy najmniej do gadania - skomentowała Eva.
  -Skoro jesteście tu wy... - zaczął Aki i od razu zrobiło się cicho. Spojrzał na swoje ręce. - I skoro jestem tu ja... To co się stało z Tomem?
  Zamarłam. Tak, Toma już nie było, ale dopiero teraz to do mnie całkowicie dotarło. Przed oczami śmigały mi wspomnienia z Tomem. Pierwsza klasa podstawówki, pierwszy bal, pierwsze świadectwo z paskiem, pierwszy papieros, pierwsze piwo, pierwsza klasa gimnazjum, pierwszy buch marihuany, pierwszy pocałunek... Moja pierwsza miłość... Pierwsze odrzucenie, pierwsza kłótnia, pierwsza zgoda, pierwsza niezręczność. Zabrał mi prawie wszystkie pierwsze razy i zniknął. Po prostu odszedł.
  -Tom... On nie żyje... - szepnęła Eva przez łzy. Usłyszałam przeraźliwe wycie. Rozdzierało serca, raniło duszę... To był krzyk po stracie przyjaciela. Ale to ja krzyczałam. Łzy lały się strumieniami, a świat rozmazywał przed oczami kiedy padłam na kolana od nadmiaru uczuć. Usłyszałam brzdęk rozbijanych szyb. Wszystko mi się mieszało. Jasność, ciemność... Radość, smutek... Dobro, zło... Przyjaciel, wróg...
                                                         Miłość i Nienawiść...
                                                 *                    *                    *
                                                          Opowiada : Olivier
  Serce krajało mi się widząc jak Shion cierpi. nagle jej krzyk ustał, a szyby w całym domu pękły pod nadmiarem wylewającej się ze Shion mocy przepełnionej ciemnością, smutkiem, bólem, złością... Nienawiścią do samej siebie. Klęczała na środku pokoju z nieobecnym wzrokiem, ale mimo wszystko łzy lały się z jej oczu jak Niagara. Jej włosy unosiły się lekko. Nagle kartka leżąca na stole uniosła się samoistnie i zaczęła krążyć w okół Shion, tak jak inne rzeczy.
  -Wy też coś dziwnego czujecie? spytał Mat pocierając czerwone jeszcze czoło. Nagle z półki poderwało się zdjęcie i poszło w ślady kartki. Z góry zleciało jeszcze jedno zdjęcie, które zatrzymało się przed twarzą Gabriella.
  -To oni... - szepnął nie dowierzając. Wziął kartkę w ręce i pokazał ją Evie. Na zdjęciu była Shion z Tomem... Całowali się. Nagle kartka przeniosła się nad oczy Shion. Wyciągnęła rękę i gwałtownie ją otworzyła. Lewitujące pięć centymetrów od jej dłoni zdjęcie porwało się i zostało przeniesione do kominka na buchający ogień.
  -Shion... - szepnął Nobu widząc jak jego córka cierpi. Dziewczyna na dźwięk swojego imienia zaczęła krzyczeć tak przeraźliwie, że musieliśmy zatknąć uszy. Po jej policzkach pociekły nowe łzy. Wbiła paznokcie w swoje ramiona. Nagle przedmioty latające naokoło dziewczyny jakby się zbuntowały. Wszystkie spadły na nią przerywając krzyk i zadając dziewczynie ból. Jej twarz przekręcała się to w jedną, to w drugą stronę wciąż uderzana. Nagle przez te wszystkie spadające rzeczy zobaczyłem, ze Shion trzyma nóż ostrzem w stronę swojego gardła.
  -Ratujcie ją! - wrzasnąłem dygocząc i czując, że jeśli teraz podejdę do niej, to też wybuchnę. Pierwszy rzucił się Mat. Przedzierał się przez narastający gąszcz rzeczy. Nagle wbiegł w lecące na Shion noże. Usłyszeliśmy tylko krzyk, a potem zaległa cisza...
                                                *                     *                   *
                                                              Znów Shion
  Wspomnienia nadal przelatywały mi przed oczami. Nigdy wcześniej aż tak nie brakowało mi pocieszenia. Kiedy obrazy z Tomem się skończyły poczułam pierwsze uderzenie. Nie mogłam się ruszyć... Nie chciałam. Czułam tylko ból. I było mi z tym dobrze. Mogłam poczuć się jak Tom. Nagle zapragnęłam umrzeć, żeby być blisko niego. Usłyszałam krzyk. Przeraźliwy krzyk bólu. Nieprzytomnie spojrzałam w górę. Nade mną wisiał Mat, a z jego boku... wystawało kilka noży. Jednak on szedł do mnie nie zważając na rany. Przytulił mnie mocno, najpierw zabierając z mojej dłoni szpikulec. Znów mogłam ruszać swoim ciałem. Wszystkie latające rzeczy opadły na ziemię.
  -Mat...? - szepnęłam przez łzy. Nie mogłam stracić też jego! Kiedy nie zareagował, odsunęłam go od siebie. Był blady, oddychał z trudem. - Nie! - wrzasnęłam przeciągle. Odwróciłam głowę w stronę reszty demonów. - Hilda! Co mam robić?! Co mam do cholery zrobić, żeby nie umarł?!
  -Musisz bardzo chcieć, żeby żył i go pocałować przekazując mu tym samym swoją wolę.. - poinstruowała mnie ciocia. Spojrzałam na Rebeccę. Przecież znałam ich sekret.
  -Mogę? - spytałam dziewczynę. Pokiwała głową ze łzami w oczach zdziwiona pytaniem. Zebrałam w sobie całą moc, całą chęć do życia i przytknęłam usta do ust Matthiasa. W miarę jak wypełniała go moja wola, wyglądał coraz lepiej. Noże wypadały z jego boku jeden za drugim. Kiedy chłopak mógł już mówić, wyszeptał mi w usta:
  -Kocham cię... Pamiętaj, ze jak dziewczynę, a nie jak siostrę..
  Zamarłam. Wait, what?!




***

Dziękuję za przeczytanie tego rozdziału. Przepraszam, że tyle czasu go nie było, ale miałam dużo na głowie. Następny rozdział będzie... Nie wiem kiedy... xD  Jak ktoś zainteresowany to tu jest link do mojej strony na Facebooku --------->  https://www.facebook.com/LuzaScarlet  I proszę jeszcze raz.. Komentujcie... i Lajkujcie tą moją stronę, żebym wiedziała, ze jednak ktoś czyta moje psychizmy..
                                                                               Pozdrawiam i dziękuję..  Wasza Luza ;)  ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz