piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 10

  Siemka wszystkim! ;D Dawno nie było nowego rozdziału i bardzo za to przepraszam, ale zrozumcie.. Jest tyle mang do przeczytania D:   xD Dobra. Mniejsza z tym. Czas, żeby Shion zawojowała! *o*

***

Ciemność. To było pierwsze co zobaczyłam. Przez kilka minut miałam zamknięte oczy, ale kiedy je otworzyłam... Normalnie nie da się opisać mojego strachu, który wtedy czułam. Przed moimi oczyma rozciągał się przerażający widok. Czarne domy z czerwonym niebem w tle rozciągały się aż po horyzont, a przed moimi oczami, kilka centymetrów przed moim nosem zobaczyłam czyjeś plecy. Podniosłam się na kolana, a w tym momencie człowiek przede mną  odwrócił się w moją stronę. To była kobieta.
  -Witaj, księżniczko - uśmiechnęła się wstając. - Myślałam, że już się pani nie obudzi.
  Rozejrzałam się zaskoczona. Nie spodziewałam się, że ta piękna kobieta mówi do mnie. Wskazałam na siebie palcem zaskoczona, a pani pokiwała głową z wyraźnym szacunkiem.
  -Czemu mówi pani do mnie jakbym była kimś ważniejszym niż dorosły człowiek? - zdziwiłam się.
  -Ja jestem tylko Nikushimi*, a ty pani, jesteś Shi**. Taka kolej rzeczy jest - ukłoniła się nisko. - Jestem Victoria. To dla mnie zaszczyt poznać Cię osobiście, Wasza Wysokość.
  -Jestem Shion, a nie jakaś księżniczka czy wasza wysokość.. - westchnęłam stając na nogi. Pani Victoria chwyciła moją walizkę i obie torby i podążyła w stronę ogromnego budynku znajdującego się dosyć daleko od miejsca, w którym aktualnie byłyśmy. Podbiegłam do niej i z miną nieuznającą sprzeciwu, chwyciłam torby. Po kilku metrach trochę zawstydzona ciekawskimi spojrzeniami kierowanymi w moją stronę, opuściłam głowę i wbiłam wzrok w buty.
  -Proszę podnieść głowę i iść dumnie, księżniczko. Wszyscy wiedzą kim jesteś. Widzą twoją moc - kobieta idąca obok mnie pogłaskała mnie wolną ręką po głowie, a kiedy na nią spojrzałam uśmiechnęła się do mnie.
  -Gdzie są moi przyjaciele, proszę pani? - spytałam nagle przypominając sobie po co tu jestem.
  -Zostali wyrzuceni przez Otchłań w różnych miejscach. Reszta Starego Pokolenia poszła ich szukać.. - zatrzymała się i spojrzała na mnie zdziwiona. - Nazwałaś mnie per pani, Wasza Wysokość?
  -Uhm - pokiwałam głową. - To normalne, jestem dzieckiem, a pani jest dorosła. Należy się pani szacunek..
  -Mów mi po imieniu, księżniczko - zaśmiała się przerywając mi i idąc dalej.
  -Na początku nie.. - mruknęłam. - Mam jeszcze jedno pytanie.. Czemu jest tu tak dużo ludzi?
  -Pewnie już rozniosła się wieść, że do miasta przybyła księżniczka i tak jak mówiłam wcześniej, oni widzą twoją moc, pani.. - powiedziała Victoria z uśmiechem. Podniosłam nieśmiało rękę i pomachałam nią z lekkim uśmiechem ku grupce nastolatków. Dziewczyny zaczęły piszczeć, a kilku chłopaków chciało do mnie podbiec.
  -Czuję się jak gwiazda rocka - zaśmiałam się w głos. Nagle poczułam uścisk czyichś dłoni na szyi, które odcięły mi dopływ tlenu. Puściłam wszystkie torby. Cały bagaż wylądował na ziemi, kiedy ja zaczęłam panikować. Ręce zaciskały się coraz mocniej, były przerażająco silne. Wszystko działo się za szybko, żeby ktoś dał rade ruszyć z pomocą. Oprócz Victorii. Ona migiem przyskoczyła do mnie, ale napastnik już uciekł w tłum wrzeszcząc, że to tylko ostrzeżenie. Zaczęłam spazmatycznie łapać powietrze. Ktoś dopadł do mnie i zaczął głaskać mnie po plecach mówiąc mi co mam robić.
  -Spokojnie, już nic ci nie grozi. Oddychaj głęboko, powoli. Zamknij oczy i skoncentruj się na moim głosie. - chłopak zaczął mi opowiadać co się dzieje na około, kiedy ja wsłuchiwałam się jedynie w bicie swojego serca... Dopóki nie usłyszałam głosy Evy i Rebeccy. Otworzyłam oczy. Przekrzykiwały się biegnąc w moją stronę. Chłopak, który mnie uspokajał, stanął zagradzając im drogę. Dziewczyny odbiły się od niewidzialnej ściany.
  -Ej! Co jest? - zawołała Rebecca.
  -To nasza przyjaciółka! - wrzasnęła Eva.
  -A ja jestem królem - warknął chłopak. - Wszyscy tak mówią, a wy jesteście dla jej wysokości nikim, wiec spływajcie, nędzne suki...
  Podniosłam się i zdziwiona zauważyłam, że jestem tego samego wzrostu co "mój wybawca". Wkurzyły mnie jego słowa. Postukałam palcem w jego ramie. Odwrócił się, po czym zawirował po spotkaniu z moją pięścią.
  -Witaj królu.. - warknęłam stając nad nim. - Skąd wiesz kim dla mnie mogą być, skoro nawet nic nigdy do ciebie nie powiedziałam? - syknęłam patrząc na chłopaka z góry. Zwróciłam się do dziewczyn, które wyglądały jakby zobaczyły nagiego Jareda Leto*** (czytaj: patrzyły z zachwytem). - Co się stało?
  -Shion... - szepnęła Eva wskazując na moje oczy, włosy i podrapane ubranie. Rebecca wyciągnęła małe lusterko i mi je podała. Kiedy w nie spojrzałam, moja szczeka rozsypała się po ziemi (od autorki: o nie! ktoś zabrał moje zęby! *le bezzębna staruszka*). Moje oczy były krwistoczerwone, a włosy migotały jakby były żywym ogniem. Unosiły się jakby ktoś naelektryzował je i trzymał balon nad moją głową. Och. Zapomniałam dodać, że nie dość, że tego ranka potrzebowałam 30 minut, żeby ujarzmić moje siano, to jeszcze moje kochane kudły były teraz rude. Nie brązowo-rude, nie czerwono-rude, nawet nie były czerwono-brązowe jak wcześniej. Były po prostu chamsko rude. Aż prześwitywały gdzieniegdzie pomarańczem.
  -What the fuck?! Wcześniej byłam brzydka, ale teraz to już przesada - załamałam ręce, po czym dostałam z liścia od Rebeccy.
  -Nie jesteś brzydka - syknęła dziewczyna. Podniosłam ręce poddając się.
  -Już nic nie mówię- zaśmiałam się. Po tym zdarzeniu podzieliłyśmy mój bagaż na trzy i poszłyśmy do pałacu. Eva i Reb były tam już wcześniej wiec poszły przodem.
  -O cholera... - szepnęłam kiedy stanęłyśmy przed wysokim budynkiem mającym, jak się później okazało, dwadzieścia pięć pięter.
  -Każdemu demonowi ze Straży Królewskiej przysługuje jedno piętro. Dla rodziny królewskiej są przypisane ostatnie piętra w liczbie pięciu - objaśnił nam człowiek w holu. Victoria ulotniła się gdzieś zostawiając nas samych. Człowiek wyglądający jak boy hotelowy wyciągnął komórkę i zadzwonił zostawiając nas samych sobie. Po chwili wrócił spiesznym krokiem. - Przepraszam za tę nieuprzejmość, Wasza Wysokość. Nie rozpoznałem Cie. Przyjmij moje przeprosiny. Stare Pokolenie zaraz przyjdzie. Zabierze twoich przyjaciół do ich mieszkań. Po ciebie przyjdzie przyjaciel twojej matki.
  W tym momencie drzwi windy otworzyły się i wysiedli z niej moi przyjaciele oraz bardzo piękni ludzie. Pośród nich była Victoria ubrana w czerwoną suknię.
  -Tata! - zawołałam widząc jego złote włosy. Podbiegłam do niego i zawisłam na jego szyi.
  -Hej - zaśmiał się podnosząc mnie do góry. Rozejrzałam się po sali. Przez moment patrzyłam jak dorośli  szukają swoich uczniów miedzy moimi przyjaciółmi.
  -Gdzie jest Olivier? - spytałam schodząc z ramion taty.
  -Jest już u siebie. Wszystko mu wyjaśniłem, żeby nie szwendał się za nami kiedy będę cię prowadzić do Revi.. Nawiasem mówiąc jest na mnie za to bardzo wkurzona - zaśmiał się wysoki mężczyzna z czarnymi włosami. Jego oczy błysnęły jaskrawozielonym kolorem. - Witaj w domu, księżniczko.
  -Wróciłam - uśmiechnęłam się szeroko do Xenzetsu. Jako jedyny nie był ubrany w garnitur. Biała koszulka opinała się na dobrze umięśnionej klacie. Na to narzucił czarną bluzę, a na zgrabnym tyłku miał zwykłe, najzwyklejsze spodnie.
  -On jest mój. Wara - mruknęłam do Rebeccy i Evy.
  -Ja mam Gabriella - zaśmiała się Eva. Zastygłam w pół kroku. Odwróciłam się z kilkusekundowymi zawiechami, jak robot jakiś.
  -What? - syknęłam z szeroko otwartymi oczami. - Kiedy wy to...?
  -Twoja pierwsza randka z Matem. Nikogo nie było z domu i.. Jakoś tak wyszło - Eva spiekła buraka bawiąc się swoimi dłońmi. - No i od wtedy jesteśmy razem tak na serio.. Na 100%..
  -Pytałam od kiedy jesteście razem - szepnęłam zażenowana waląc się otwartą dłonią w czoło.
  -Ups.. Kurde.. Miało się nie wydać - westchnęła także zażenowana Eva idąc za swoją trenerką. Dobra. Wlokła się, ale zawsze coś. Dorośli i moi przyjaciele podzielili się na pary i stanęli przed windą. Z tego co usłyszałam i zapamiętałam Gina trenuje Bateshi, a Rebeccę - ciocia Hilda, ale ona miała się spóźnić. Reszta Starego Pokolenia przedstawiła mi się sama.
  -Do zobaczenia później! - zawołał wesoło Sedori, piękny transwestyta, machając mi ręką na pożegnanie. Byłam ostatnia w kolejce. Stojąc obok pana Xenzetsu, bałam się. Nie wiem czemu. Wytwarzał jakąś dziwną aurę, która jakby kazała mi się bać.
  -Spokojnie. Nie zjem cię - zaśmiał się cicho, ale odsunął się kawałek, żeby porozmawiać z kimś przez telefon. Kiedy przyszła nasza kolej, pan Xenzetsu położył mi rękę na ramieniu. - Przygotuj się. Twoja mama jest wściekła, że zostawiłem Oliviera samego. Pierwsze spotkanie może nie być zbyt przyjemne, wiesz?
  -Jeśli jest gorsza ode mnie, to mogę sobie wyobrazić zniszczenia - zaśmiałam się cicho. Wsiedliśmy do windy, a pan Xenzetsu wcisnął guzik z rysunkiem kluczyka. Płytka pod spodem odwróciła się ukazując guzik z numerem "26", który potem wcisnął. Winda ruszyła gwałtownie wprawiając mnie w chybotanie.
  -Uważaj - powiedział mężczyzna podtrzymując mnie. - Jeśli będziesz poobijana to oberwę - zaśmiał się.
  -Dzięki - uśmiechnęłam się obciągając do dołu róg koszulki, którą pan Xenzetsu podciągnął łapiąc mnie. On jakoś się tym nie przejął. (od autorki: przyzwyczajony pewnie ><)
  Gdy drzwi windy otworzyły się, zamarłam zaskoczona. Dach wieżowca pokrywały krzewy, trawa i kilka małych drzewek.
  -Xenzetsuuu!- usłyszałam krzyk wkurzonej kobiety. Chwile potem popatrzyłam w niebo. Na naszą dwójkę leciał ogromny głaz. Stałam w miejscu przerażona. Mój mózg przestał pracować, a w głowie jarzyło mi się tylko słowo "NIEBEZPIECZEŃSTWO!". Przede mną wyrósł pan Xenzetsu i rozbił głaz na drobne kawałeczki.
  -Kobieto! Co ty wyprawiasz? Wiesz, że ONA tu jest?! - zawołał ze śmiechem. Zza drzewa wyszła kobieta w białej sukience do kostek. Długie czarne włosy miała zaplecione w gruby warkocz. Wyglądała trochę jak królewna Śnieżka. Nie mogłam oderwać od niej oczu.
  -Shion! - krzyknęła rzucając mi się na szyje. - Shion, Shion.. Moja mała córeczka.. - płakała Revi. Objęłam ją mocno czując łzy spływające po moich policzkach.
  -Cześć, mamo.. - szepnęłam ściskając ją nadal. Po kilku minutach odkleiłyśmy się od siebie i ramie w ramie weszłyśmy do windy, a za nami wsiadł Xenzestu. Zjechaliśmy piętro w dół.
  -Tu jest twoje mieszkanko - powiedziała mama nadal ściskając moją rękę. Oprowadziła mnie po dużym, już umeblowanym mieszkaniu, a zaraz potem po pozostałych czterech piętrach. Pod moim piętrem mieściło się.. moje drugie piętro. Mogę je urządzić jak chce. Dwa pietra pod moim mieszkaniem mieściło się domowe SPA. Jeszcze niżej była siłownia, pod siłownią - całe piętro zostało przerobione na studio nagraniowe. Ostatnim przystankiem było mieszkanie moich rodziców, w którym spędziłam bite cztery godziny. Gdy miałam już wychodzić, w mojej kieszeni zaczęła wibrować dzwoniąca komórka. Zdziwiona, że coś takiego tu działa, odebrałam.
  -Hej.. Tu Xenzetsu. Nie pytaj skąd mam numer. Zdradzę ci, że zabrałem na chwile komórkę Oliemu. Ale do rzeczy. Chodź na parter. Idziemy na spacerek po twoim królestwie. Wszyscy razem - powiedział, po czym rozłączył się, świnia jedna. Nawet nie dał mi nic powiedzieć. Nie miałam wyjścia, więc zjechałam na dół cała w skowronkach. He he he. Marzenia. Powiedziałam mamie, że nigdzie nie idę z tym Xenzetsu i poszłam na górę, do siebie. Przebrawszy się w wygodną piżamkę (czytaj: koszulka na ramiączkach i majtki), rzuciłam się na jeszcze wygodniejsze łóżko. Okryłam się szczelnie kołdrą i zasnęłam w parę minut.
                                                    *               *               *
  Poczułam, że ktoś mną trzęsie. Otworzyłam leniwie oczy. Przed moją twarzą jarzyły się dwa jaskrawozielone punkty. Odskoczyłam przerażona, ale w ciemności usłyszałam śmiech. Poznałam ten głos. Jednak śmiech był tak złowrogi, że po plecach przeszły mnie dreszcze.
  -Zachciało się uciekać, co? Przez ciebie twoi przyjaciele musieli zostać w domu, wiesz? - warknął Xenzetsu.
  -Daj spokój, człowieku.. Jest.. Momencik - powiedziałam wygrzebując telefon spod poduszki. - Jest.. Dopiero 23?! - krzyknęłam zdziwiona. Nagle z moją twarzą zderzyły się spodnie, które miałam na sobie w dzień i zawisły na mojej głowie.
  -Wciągaj je na tyłek i idziemy - syknął Xenzetsu wstając z mojego łóżka i zakładając ręce na wysokości klatki piersiowej. - Nie. Nie mam zamiaru wychodzić. Nie podniecają mnie dzieci.
  -Pff. I co z tego? - prychnęłam z nadzieją, że nie widzi mojej zarumienionej twarzy. Wciągnęłam spodnie na tyłek i zwinęłam z walizki koszule w czerwono-czarną kratę, którą wcześniej ukradłam cioci Hildzie. Poszłam do łazienki i myśląc co Xenzetsu robi w moim mieszkaniu, przebrałam się. Wychodząc do przedpokoju zrobiłam sobie warkocza i chwilę potem stanęłam przed mężczyzną.
  -Co teraz? - spytałam zawiązując na nadgarstku bandanę.
  -Teraz trochę sobie pochodzimy, młoda - uśmiechnął się, a jego zęby błysnęły w słabym świetle komórki, którą właśnie odblokowałam. Po moich plecach znów przebiegły dreszcze.
  -Boje się - powiedziałam w windzie. Xen zaśmiał się pogodnie, ale to znów przerodziło się z w złowieszczy chichot.
  -Jest czego - uśmiechnął się do mnie. Wtedy i ja się uśmiechnęłam, ale zrobiłam to tak, że aż się wzdrygnął. Chyba przesłodziłam, ale mniejsza o to. Więcej już się nie odzywałam kiedy pan Xenzetsu objaśniał mi kto mieszka na którym piętrze. Oczywiście mi to nie było potrzebne, bo kto jest tak głupi, żeby nie umieć przeczytać napisów koło guziczków? Bądź co bądź, pojechaliśmy do Oliviera z niezapowiedzianą wizytą.
  -Hej, młody! Śpisz?! - wrzasnął Xenzetsu kiedy drzwi windy dopiero co się uchyliły. Z jednego z pokoi, który okazał się później sypialnią, wyszedł zaspany Olivier.
  -Ile razy od naszego pierwszego spotkania mówiłem panu, że pana nienawidzę? - ziewnął przez pierwsze dwie sekundy nawet nie wiedząc, że tam jestem. A ja? Ja, proszę państwa, stałam z rozdziawioną gębą, która prawdopodobnie wyglądała jak jakaś jaskinia. Ledwo powstrzymywałam się, by nie dotknąć nagiego torsu mojego przyjaciela.
  -Słyszałem to już tysiące razy, wierz mi - zaśmiał się Xen, a ja otrzeźwiałam dopiero po jego uderzeniu w MÓJ tyłek. Uderzenie było zbyt szybkie, żebym zdążyła zareagować. - Co? Chciałabyś być posunięta przez takie ciacho? - zaśmiał się mężczyzna, a ja i Oli spaliliśmy buraka. Wiedzieliśmy, że zaprzeczanie nic tu nie da.
  -Może chodźcie do salonu, co? - spytał Olivier. Chwilę potem siedzieliśmy bez słowa na kanapie popijając sok winogronowy. Nagle Xenzetsu klepnął Oliego po plecach.
  -Dobra. Ubieraj się. Lecimy dalej - zdecydował trener mego przyjaciela. Oli westchnął zrezygnowany. Musieliśmy poczekać aż wbije się w jakieś spodnie i koszulkę, a potem pojechaliśmy budzić resztę. Coraz bardziej podobało mi się wbijanie do kogoś w środku nocy i budzenie go rzucając się na jego łóżko, a czasami też na niego samego. Ostatnim przystankiem było mieszkanie Mata, w którym prawdopodobnie był też Aki, którego nie było u siebie. Tak jak wcześniej nie zastanawiając się długo, wbiłam do sypialni brata i skoczyłam z rozbiegu na jego łóżko. Tak jak przypuszczałam, Aki spał u Mata. Dopiero co obudzeni chłopcy poderwali się  do góry, a ja zaczęłam się śmiać, kiedy odkryłam, że oboje są nadzy. Od razu zeszłam z ich łóżka i z pięknym poker facem wyprowadziłam wszystkich do przedpokoju. Tam czekaliśmy aż oboje się ogarnął po dzikich seksach. Trwało to mniej więcej 15 minut. Całą gromadą zjechaliśmy na drugie piętro. Kiedy drzwi windy się otworzyły, jedynym źródłem światła był rząd małych świeczek na podłodze i niebieskawe światło z windy.
  -Co się dzieje? - spytałam robiąc krok w ciemność. Nagle świeczki zostały zgaszone przez podmuch powietrza. Przez chwile wydawało mi się, że ktoś.. Ktoś przeleciał przede mną z niewiarygodną szybkością...

***

*Nikushimi - z jap. nienawiść
**Shi - z jap. śmierć
*** Jared Leto - wokalista zespołu 30 second to mars

No! Dobrnęliście do końca? Wiec teraz mam pytanie. Chcecie przeczytać "Wieczór kawalerski Beelzebuba, czyli ziemskie życie w Piekle"? Jeśli tak to piszcie w komentarzach.
   Jeszcze jedno. Następna notka będzie z ciekawostkami dotyczącymi "MSDW" i rozmieszczeniem pieter "pałacu"..
  Chcecie czegoś jeszcze? jeśli tak, to piszcie ;)
Kocham was <3
                               Pozdrowionka, Luzuś ;D

2 komentarze:

  1. To było świetne!Nie mogłam się oderwać i nie moge się doczekać kolejnego rozdziału! I tak,tak,tak,tak! Bardzo chce przeczytać "Wieczór kawalerski beelzebuba, czyli ziemskie życie w piekle"! Pisz dalej! ;) Czeeeekkaaammm
    Wierna fanka(heheheeee wieeszzz kttooo)
    Ali Fairy Scarlet (WIELKA XDDD)

    OdpowiedzUsuń