wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 13


  Dni leciały nadzwyczaj szybko. Codzienne kilkugodzinne lekcje były tak wyczerpujące, że po nich sił starczało na odrobienie lekcji, kilkanaście minut nauki i prysznic, który ostatecznie ograniczał się do próby utrzymania trzeźwości umysłu. Podczas dwóch miesięcy zasnęłam w wannie więcej razy niż przez całe piętnaście lat jakie posiadam.

  Teraz moim życiem sterował ściśle określony plan dnia. Nie mogłam uciekać z lekcji, bo moi aktualni nauczyciele nie byli zwyczajni, a ich kary wykraczały daleko poza pedagogiczne możliwości, do których byłam przyzwyczajona. Kilka razy się o tym przekonałam na własnej skórze i nikomu nie polecam.

  Obudziłam się kilka minut przed budzikiem. To się nazywa tresura. Parę spóźnień i już budzę się za piętnaście szósta. Podniosłam nieprzytomnie głowę. Jak zawsze spałam w najdziwniejszej pozycji jaką można sobie wyobrazić, a kołdra leżała na podłodze udając, że jej nie ma. Z ociąganiem wstałam i na wszelki wypadek narzuciłam na gołe ciało szlafrok. Nigdy nie mogłam być pewna czy w nocy do mojego mieszkania nie zawitał pan Xenzetsu czy inny dziwoląg do niego podobny. Zawołałam po imieniu każdego, kto kiedykolwiek wdarł mi się do domu i odczekałam minutę. Kiedy nikt się nie odezwał, zrzuciłam z siebie szlafrok i z ciuchami w ręku przemaszerowałam przez korytarz. Pobyt w łazience ograniczał się do szybkiego narzucenia na siebie stroju sportowego, umycia zębów i związania włosów. Nawet nie trudziłam się czesaniem, bo już wcześniej przekonałam się, że to tylko niepotrzebna strata czasu. Po tym praktycznie teleportowałam się do kuchni i zjadłam lekkie śniadanie. I tu kolejna życiowa lekcja. Nigdy nie jeść za dużo przed ćwiczeniem sztuk walki, bo inaczej będzie trzeba spać nad umywalką. Po zjedzeniu musli, sprawdziłam czy mam wszystkie zeszyty i rzucając plecak pod drzwi, nałożyłam adidasy. Wsiadłam do windy i wcisnęłam odpowiedni guzik. Zerknęłam na zegarek. Dopiero za pięć siódma. Uśmiechnęłam się lekko i puściłam się biegiem do szkoły. Przebiegłam schody, korytarz, wrzuciłam plecak do szatni i wyszłam przez salę gimnastyczną na plac za szkołą.

  -Jestem, psze pana - oznajmiłam stając na baczność przed Bateshim, a ten tylko skinął głową na znak, że mnie widzi. Rozgrzałam się i po powtórzeniu wszystkich poznanych do tej pory ruchów, rozpoczęliśmy sparing. Dopóki nie przybyłam do Podziemi, nawet nie podejrzewałam, że tak ogromni faceci mogą być tak szybcy i zwinni. Z każdego sparingu z Bateshim wychodziłam z kolejnymi siniakami lub zadrapaniami, jednak zawsze mówił mi, że odpłacę mu się po szkoleniu.

  - Dobrze ci idzie, ale popracuj trochę nad zaznaczonymi ruchami - powiedział po czterdziestu minutach, podając mi kartkę z wypisanymi ćwiczeniami. Z nią w ręku popędziłam do szkoły. Wpadając z buta do szatni prawie zmiażdżyłam stojącą w progu Evę.

  -Widzę, że już po rozgrzewce - zagaiła ofiara podeptana przez moje nogi. Zaśmiałam się. Moja poranna dodatkowa godzina treningu miała być ścisłą tajemnicą, o której nikt teoretycznie nikt miał nie wiedzieć. W praktyce wszyscy domyślali się czemu zawsze jestem najwcześniej w szkole.

  Po oficjalnym treningu z Bateshim, poszłyśmy pod prysznice. Umyta poszłam wysuszyć włosy, ale z przerażeniem zauważyłam, że nie zabrałam drugiego ręcznika z domu.

  -Eva, ratuj! - zawołałam, ubrana tylko w ręcznik. Zanim w ogóle powiedziałam o co mi chodzi, rudowłosa wskazała swoją torbę. Z cichym 'życie mi ratujesz, kobieto' rzuciłam się we wskazanym kierunku.

  -Kończ już. Doschną ci na lekcjach - zwróciłam mi uwagę Rebecca. Oddałam Evie suszarkę, zabrałam swoje rzeczy i ruszyłam do drzwi. Przeczesałam włosy ręką, zaniepokojona trochę ich stanem, ale z braku gumki nic nie mogłam zrobić. Na luzie dotarłyśmy na historię. Zmęczona dwugodzinnym treningiem, tępo notowałam to co mówiła Marella. Szczerze nienawidziłam tego przedmiotu. Nienawidziłam tych wszystkich dat i nazwisk. Gdyby nie one, wszystko byłoby fajnie.

  -Shion! Czemu wtedy, kiedy tu przybyłaś, wszystko wydawało ci się czarno-czerwone?! - zawołała Marella, wskazując mnie długą linijką.

  -To iluzja, którą od roku 591 odnawiają wybrane do tego demony. Służy do dezorientacji wroga i ludzi, którzy jakimś cudem dostaną się do Podziemi - wyrecytowałam, podrywając się do góry. Marella skinęła głową z aprobatą i dopiero wtedy pozwoliła mi usiąść, po czym kontynuowała lekcję.

  -Mało mi serce nie wysiadło ze strachu. Prawie zasnęłam, kminisz? - zaśmiałam się, popijając mocną kawę. Przerwę między historią a następną lekcją wydłużyli nam do 15 minut. Oczywiście my o to poprosiliśmy, chcąc mieć czas na przygotowanie się po najcięższej lekcji, którą mieliśmy jeszcze przed południem. Najgorszą po południu była lekcja z mamą i to ona wygrywała ogólny ranking. Z mamą było źle, ale z drugim z moich rodziców można konie kraść i trawę palić. Na polu oczywiście. Po historii mieliśmy lekcję z Nobu, który uczył nas wiedzy o społeczeństwie i geografii na jednej lekcji. Tego drugiego nienawidziłam od zawsze, ale mój tata potrafił tak wytłumaczyć, że nawet Gabriell wszystko rozumiał.

  -Więc powtórzmy. Najważniejszą osobą w państwie jest królowa, inaczej nazywana Śmiercią... - zaczął Nobu. Ręka Oliviera wystrzeliła w górę.

  -Zaraz po niej jest ośmiu generałów, która pełni jednocześnie funkcję Straży Przybocznej. Potem w kolejności, wojsko, służby porządkowe, pracownicy urzędów, w tym biura królowej i zwykli obywatele - wyliczył, kiedy udzielono mu głosu.

  - Dobrze. Co to są służby porządkowe? - spytał tata, wskazując na mnie. Wymieniłam straż pożarną, policję, pogotowie i ochroniarzy. W tym momencie zadzwonił dzwonek, a my ruszyliśmy na kolejne zajęcia fizyczne. Byliśmy tu podzieleni na dwie grupy rozdzielające klasę według płci. Dziewczyny uczyła Hilda.

  -Nie ociągać się! Jeszcze tylko pięć kółek i idziemy na siłownię! Co to dla was?! Już 20 za wami! Ruchy, ruchy! - wrzeszczała chcąc nas zmotywować, co udawało jej się bezbłędnie. Już po pierwszej lekcji z nią wszyscy dowiedzieliśmy się, czemu jej przezwiskiem było 'Mayor'. Dwadzieścia pięć kółek na rozgrzewce. Czemu nie? Po pięciu okrążeniach szkoły nadszedł czas  na wyrabianie mięśni. Nie ma lipy, czas na siłkę. Jako pierwsze wybrałam dziesięciokilogramowe ciężarki. kiedy wszystkie zajęłyśmy swoje miejsca, ciocia zaczęła odliczanie. Słysząc liczbę '10' każdy rzucał swoje zajęcie i przenosił się na pierwszy wolny sprzęt znajdujący się po prawej stronie. I tak dwa razy.

  -Koniec na dziś! - zawołała Hilda, a my z niekłamaną ulgą opuściłyśmy siłownię.

  -Jak można zaraz po lekcji z Mayor dawać matematykę? No nie rozumiem, no! - zawodziła Risky. Wybuchłyśmy śmiechem. Nie dziwiłyśmy się takiej reakcji. Zazwyczaj senna i ociężała Victoria na swojej lekcji zachowywała się jak dziecko w sklepie z zabawkami. Biegała po sali, każdy temat tłumaczyła z nienaturalnym entuzjazmem. Po dłuższym czasie robiło się to męczące. Kiedy ktoś nie rozumiał jakiegoś tematu i jakimś cudem to do niej docierało, wbijała tej osobie wieczorem do mieszkania i tłumaczyła przez całą noc. Kilku z nas doświadczyło już jej nocnego terroru, więc każdy próbował uczyć się jak najefektywniej.

  -Wszyscy rozumieją co właśnie powiedziałam? Szczerze proszę powiedzieć. Wypełnianie tego dokumentu jest bardzo ważne - wszyscy energicznie pokiwaliśmy głowami. Każdy po cichu liczył na klasowego kujona, który mógłby uczyć zamiast Victorii.

  -Oli. Ja zginę - wyjęczałam, uwieszając się na ramieniu przyjaciela, a ten westchnął głęboko.

  -Słuchaj. Wpadnę do ciebie jutro i wytłumaczę wszystko po kolei, ale daj mi się normalnie ruszyć -  jęknął Olivier. Wyszczerzyłam się do niego dziękując, a po puszczeniu ramienia przyjaciela, odbiegłam do dziewczyn czekających w klasie.

  -Dobierzcie się w czwórki, tak jak poprzednio - zarządził Sedori. Po wykonaniu jego polecenia, zasiedliśmy do stolików. Stały na nich już po cztery pojemniki, w których były żaby. Po jednej na głowę. - Pod pudełkami znajdziecie instrukcje. Każda jest inna, bo każdemu zwierzęciu dolega co innego. Wasze zadanie to diagnoza i szybkie leczenie. Niezbędna jest do tego wasza moc, pamiętajcie o tym.

  Szybko zabraliśmy się do pracy. Delikatnie położyłam palce na głowie żaby i zamknęłam oczy. Przesunęłam opuszkami po małym, oślizłym ciałku. W głowie zjawiła mi się od razu diagnoza. Złamana i przemieszczona kość udowa oraz trucizna atakująca dolne partie ciała. Z palca wypuściłam cienką stróżkę mocy wprost w ciało gada. Kilkoma szybkimi ruchami nastawiłam kość i trwale ją usztywniłam. Zaraz po ty zajęłam się trutką, którą szybko usunęłam z organizmu zwierzęcia.

  -Bardzo dobrze Shion. Jeden szczegół. Jedna z kości była zarysowana. Nie jest to zbyt groźne, wiec powiem, że poszło ci naprawdę dobrze, kochana - Sedori pogłaskał mnie po głowie.

  -Ty jakoś tak masz lekko u tych nauczycieli - jęknął Matthias po zakończeniu lekcji medycyny wstępnej. Przeciągnął się, wzdychając głośno. Spojrzałam na niego wątpiąc trochę w to co powiedział. Nie moja wina, że zawsze obrywa za przysypianie. Prychnęłam cicho, poprawiając plecak na ramieniu.

  -Tak. Jasne. Może mam łatwiej, bo słucham co mówią. Poza tym nie zapominaj, że właśnie idziemy na spotkanie z prawdziwym demonem. - warknęłam, chowając dłonie do kieszeni ogromnej, czarnej bluzy. Nie doczekawszy się odpowiedzi, odwróciłam głowę w stronę, z której powinno paść choć krótkie 'No tak'. Zamarłam w połowie ruchu, czując na ramieniu niespodziewany ciężar. Moje serce przyspieszyło niespodziewanie, kiedy przez ciało przeszedł niekontrolowany dreszcz.

  -Przypominam ci, że każdy tu jest demonem, dziecinko. Ty też nie jesteś wyjątkiem. - powiedział słodziutkim głosem pan Xenzetsu. Odwróciłam się stając z nim twarzą w twarz. Do tak strasznego widoku nawet zatwardziały fan horrorów z twardą psychiką by się nie przyzwyczaił. Krzywy uśmiech mężczyzny, jego jarzące się oczy i przytłaczająca aura śniły mi się po nocach, przyprawiając moją biedną osobę o zawał serca. Po chwili jednak wyraz twarzy pana Xenzetsu zaczął się zmieniać, a on sam zaczął się głośno śmiać.  -Wyglądasz jak pudel! - zawołał skręcając się ze śmiechu.

  -Dzięki, że mi tak słodzisz, ale pamiętaj, że pudle są wredne i gryzą - odparowałam, zanim zorientowałam się, że pogłębiam dół, w którym się znajdowałam. Na lekcjach będę miała jeszcze gorzej niż teraz, a i tak nie było zbyt kolorowo. Czekałam dobicie mnie ciętą ripostą, których u niego nigdy nie brakowało, jednak jedyne czego się doczekałam, to przyjazne czochranie mojej grzywy. Spojrzałam w górę i nagle świat zawirował. Czas zwolnił, a temperatura jakby nagle podskoczyła.  Xenzetsu uśmiechał się promiennie, jego oczy miały głębszą barwę zieleni niż zazwyczaj, a w policzkach ukazały się ledwo widoczne dołeczki. Wszystko znikło, przestało istnieć w ułamku sekundy. Został tylko mężczyzna stojący przede mną, który wydawał się błyszczeć w świetle popołudniowego słońca. Coś ścisnęło mnie w klatce piersiowej.

  -Co jest pudelku? Podobam ci się? - spytał Xenzetsu, wyrywając mnie z tej pułapki czasu. Wszystko wróciło do normalności. Wszystko oprócz niego.

  -Chciałbyś - warknęłam, odmaszerowując w stronę łazienki. Zanim weszłam do kabiny, zerknęłam w lustro. - O shit - jęknęłam widząc swoją twarz czerwoną jak burak. Patrzyłam na siebie jeszcze chwile, jednak dzwonek w porę przerwał moje podziwianie dorodnej czerwieni. Pognałam do kabiny na szybkie siku, a zaraz potem pędziłam na lekcje używania broni. Otworzyłam drzwi i wpadłam do sali. Po drodze potknęłam się o własne nogi, o mały włos nie wycierając podłogi własną twarzą. Jedynym co oddzielało mnie od podłoża był pan Xenzetsu. Natychmiast poderwałam się do góry.

  -Przepraszam - szepnęłam. Już spokojnym krokiem ruszyłam do swojej ławki. Zasiadłam na krześle, po czym podniosłam wzrok na wściekłego mężczyznę opierającego się dłońmi o mój stolik. Już wiedziałam, że zginę. Zero szans na przeżycie kolejnych kilku dni.

  -Przyjdź do mojego mieszkania po lekcjach. Mam do ciebie sprawę - powiedział, patrząc mi prosto w oczy. Poklepał mnie po głowie odrobinę za mocno i odszedł. Całą lekcje przesiedziałam nienaturalnie cicho, potulnie wypełniając każde polecenie nauczyciela. Dziwnie to brzmi. Ja siedząca cicho i Xenzetsu jako nauczyciel. No zaraz zdechnę ze śmiechu.

  -Nie gadać mi tam na końcu! - zawołał Rafael. Rozmowy ucichły, ale po chwili znów pojawił się szept. - Ja wiem, że cieszycie się z tygodniowych ferii, ale jeszcze tylko dwie lekcje zostały. Mam nadzieje, że Revy ustawi was do pionu.

  Na wzmiankę o mojej mamie wszyscy ucichli jak zaczarowani. Następnych kilkadziesiąt minut Rafael tłumaczył nam jak zrobić truciznę, po której spożyciu ofiara ma takie rozwolnienie, że głowa mała.

  -Tylko nie używajcie jej na swoich kolegach, bo łatwo dowiem się kto to zrobił. Jesteście w klasie specjalnej, wiec tylko tu uczymy was takich rzeczy jak wykonanie trucizny - żeby Rafaela błysnęły złowieszczo, ustawiając swojego właściciela zaraz za moją mamą i panem Xenzetsu na liście najniebezpieczniejszych osób z naszego otoczenia. Rafael był mega nie przewidywalny i dlatego nikt nawet nie odważy się sięgnąć po składniki trutki nigdzie poza tą salą. Magia aury dojrzałego demona działała cuda, serio.

  Po biologio-chemii wszyscy biegiem ruszyliśmy na ostatnią lekcję tego dnia. Ostatnią i najgorszą.

  -Dziś idziemy na wycieczkę. Dobierzcie się, proszę, z pary - syknęła mama, przyszpilając mnie spojrzeniem, które z łatwością mogło zabić. Przestałam przeżuwać i powoli schowałam niedokończoną kanapkę do plecaka. Chyba dotarła do niej wiadomość od pana Xenzetsu o moim wypadku na jego lekcji. Udając, że wcale nie wiem nic o przyczynie złości mamy, wstałam szukając partnera do śmiechu. Skrzywiłam się widząc, że jedyną osobą bez pary została warkoczykowa dziewczyna, która obrażała moją paczkę już dwa dni po naszym przybyciu. Mimo rażącej niechęci, grzecznie stanęłam obok Myszy, bo tak właśnie nazywaliśmy tego warkocza. Spokojnie poczekałyśmy na swoja kolej, po czym wyszłyśmy z klasy, przemaszerowałyśmy przez cały budynek i ustawiłyśmy się w dwuszeregu na podjeździe. Spojrzałam zdziwiona na vana zaparkowanego przed nami. Wzrokiem porozumiałam się ze stojącym obok Matthiasem. Oboje chcieliśmy wiedzieć o co chodzi, ale nie mieliśmy odwagi zapytać. Kiedy mama jest w złym humorze to nie tyle bez kija, co w ogóle nie podchodź. Wsiedliśmy do vana. Bez przepychanek, bez bijatyk, bez krzyku i bez kłótni o miejsca. Zapowiadała się nudna podróż, jednak bardziej od dobrej zabawy, ceniliśmy swoje życia. Przypomniały mi się wszystkie wyjazdy z klasą, które do tej pory odbyłam. Można by je określić jednym słowem - chaos. W porównaniu z ziemskimi wycieczkami, to była oaza spokoju. W ciągu kilku sekund wszyscy zajęli swoje miejsca i  nie dość, że nikt nie krzyczał, to nikt nawet nie odważył się szeptać.

     ...

  Dopiero zdałam sobie sprawę, że myśląc o ziemskich wycieczkach, zachowałam się trochę jak kosmita. Zachciało mi się śmiać, jednak utrzymałam poważną minę. Do vana wkroczyła królowa. Inaczej nie można było jej teraz nazwać. Znów wbiła we mnie swój wszechwiedzący wzrok, ale tylko na chwile. Zaraz po tym wszyscy doświadczyli jej terroryzującego spojrzenia.

  -Ruszaj - powiedziała do kierowcy przesłodzonym głosem. W tym momencie każdy z osobna poczuł jak dreszcze powoli przebiegają mu po plecach. Nie wiem jak innym, ale mi przypomniała się scena porwania z filmu grozy. Niezła mi się mama trafiła, nie? Terroryzuje uczniów. Tylko pozazdrościć. Van ruszył, ale Revy nie usiadła. Nie dość, że nie usiadła to nawet się nie zachwiała, wciąż lustrując nas wzrokiem. - Jesteście klasą specjalną - zaczęła, a ciarki znów zaatakowały moje plecy. - Jako klasa specjalna macie inne lekcje niż reszta uczniów naszej akademii. Zauważyliście to pewnie już na samym początku. Sporządzanie trutek, sztuki walki, używanie broni. Oprócz większej ilości zajęć macie też tygodniowe przerwy, które będą miały miejsce co trzy miesiące. Pierwsza z nich zaczyna się jutro. Postarajcie się zbytnio nie rozleniwić. To wszystko z mojej strony. Jakieś pytania? - popatrzyła na nas. Była wyraźnie zdenerwowana. Mówiła chaotycznie i mimo, że van skręcał i podskakiwał, ona stała pewnie, nie zachwiawszy się ani razu. Moja reka wystrzeliła w góre. Poczekałam aż zostanie mi udzielony głos.

  -Gdzie my tak właściwie jedziemy? - spytałam na tyle głośno, żeby było mnie słychać przez huk silnika. Twarz mamy nachmurzyła się.

  -I tu jest właśnie problem.. Tata Dave'a zaprosił nas do swojego miejsca pracy. Zwiedzimy wszystko, próbując swoich sił w zawodzie. Mieliśmy jechać tam tydzień temu, jednak wolałam zabezpieczyć się na wypadek jeśli ktoś nie będzie mógł wstać przez kilka dni - wypaliła na jednym wdechu. Po ostatnim zdaniu zajęła wreszcie swoje miejsce. Wtedy rozległy się ledwie słyszalne szepty. Ukryłam twarz w dłoniach. Jutro mogę nie dać rady się ruszyć, a dziś muszę jeszcze odwiedzić pana Xenzetsu. Bosko. Lepszego ostatniego dnia szkoły sobie wymarzyć nie mogłam. Po następnych dziesięciu minutach van podjechał pod ogromną hale. Widywałam takie na filmach. Wojennych.

  -No pięknie - wyrwał mi się cichy jęk. Już wiedziałam jak spędzę kilka następnych godzin swojego życia.

  -Witam w najlepszej Akademii Wojskowej w Podziemiu! - zawołał szeroki pan. Jego dziecinna twarz przypominała mordkę jego syna, niejakiego Dave'a. Staliśmy rozproszeni po placu, a przed nami, w równiutkim trójszeregu, stali na baczność bardzo umięśnieni mężczyźni w spodniach moro i koszulkach khaki. Zupełnie jak na filmach. Jeden z nich przyglądał mi się rozbawiony. Zerknęłam w dół i o mało nie wybuchłam śmiechem. Idealnie wpasowałam się w temat wycieczki. Byłam ubrana jak stojący przede mną ludzie plus czarna bluza. No chyba jednak trochę się poturlam ze śmiechu. Ledwo opanowałam emocje, kiedy przed szerokiego pana wyszedł koleś wyglądający jak mój najgorszy koszmar. Włosy ścięte na grzybny hełm, zamiast okularów denka od butelek, twarz typowego kujona i lizusa z piegami i zbyt dużymi przednimi zębami. Na domiar złego ubrany był białą, sztywną koszule, czarny pulowerek i garniturowe spodnie zaprasowane w kancik. W błyszczących pantoflach mogłabym się na luzie przejrzeć, a to odrzucało mnie jeszcze bardziej. Kiedy się odezwał, o mało nie padłam. Nie dość, że wyglądał jak kujon, to jeszcze mówił jak kujon. Nosowy głos i przedłużające się samogłoski prawie doprowadzały do szału.

  -Witam. Będę waszym przewodnikiem - uśmiechnął się do mojej mamy. Wymieniłam rozbawione spojrzenia z Gabriellem. Z takich ludzi uwielbialiśmy się śmiać. Ich sztywne spojrzenie na świat można było łamać jak paluszki. - proszę za mną - zaskrzeczał, prowadząc nas wąskim korytarzem. Idąc obok Myszy miałam okazje rozejrzeć się dokładnie i doszłam do wniosku, że tutejsza podłoga została naprawdę dobrze zrobiona, a ściany to dzieła sztuki. Puszczałam mimo uszu to, co mówił kolo w pulowerku i zajęłam się zaglądaniem w każde napotkane otwarte drzwi. Wszystkie pomieszczenia były bezludne. Wywróżyłam sobie kolejnych kilka minut nudy, jednak już po chwili idący przede mną Matthias zatrzymał się gwałtownie. Zahamowałam w ostatniej chwili i wyjrzałam zza pleców brata, żeby zobaczyć co się dzieje. Pulowerek stał z założonymi rekami na plecach, patrząc na nas wyczekująco. Kiedy nikt już się nie ruszał, Grzyb przemówił. - Po mojej lewej znajdują się szatnie wojska. Tam przebiorą się chłopcy. Wasze uniformy są już przygotowane - po tych słowach przepuścił męską cześć klasy do wyznaczonego pomieszczenia. Nam wskazał drzwi na wprost. Weszłyśmy tam i stałyśmy obok ławek czekając na instrukcje. Pulowerek poszedł do chłopaków, a mama weszła za nami, zamykając drzwi na klucz.

  -No dobra, dziewczyny. Przepraszam, że tak wyszło, ale w ramach rekompensaty nie musicie nosić męskich, wojskowych strojów. Wzięłam z szatni wasze ubrania, które nosicie na lekcjach z Hildą.- to mówiąc, wyciągnęła zza szafy dwie torby sportowe, Niechętnie się przebrałyśmy, jednak kiedy spojrzałam jak dziewczyny ubierają się na wf do Bateshiego, to wrócił mi humor. Połowa dziewczyn była w króciuteńkich spodenkach i obcisłych koszulkach. Ponad ćwierć z pozostałych miała na sobie legginsy i top zakrywający tylko cycki. Popatrzyłam na siebie. Czarne, szerokie spodenki do koszykówki i o trzy numery za duża, biała koszulka. Do tego czarne adidasy za kostki. To dlatego ćwiczyło mi się tak wygodnie! pomyślałam, uświadamiając sobie tą ciężką prawdę.

  Wyszłyśmy z szatni i ruszyłyśmy za mamą. Pokonawszy kilka metrów wgłąb korytarza, natknęłyśmy się na Pulowerka i chłopaków. Porozumieliśmy się wzrokiem między sobą. Jeśli nie będzie źle teraz, to znaczy, że najgorsze dopiero przed nami i wiedzieliśmy o tym doskonale. Grzyb poprowadził nas dalej, opowiadając o swoich przygodach przeżytych w wojsku.

  -A kiedy byliśmy już na froncie... Ohoho! To się dopiero działo! Jednak może opowiem o tym kiedyś indziej. Teraz czeka was spotkanie - wzdrygnęłam się, widząc ohydny uśmieszek Grzyba. Uświadomiłam sobie, że całą drogę mówił słodziutkim, przesyconym jadem głosem. Uśmiechnęłam się. Myśli, że zginiemy czy co? Nawet jeśli to... Niedoczekanie, ty mały pacanie. Drzwi przed nami otworzyły się powoli.

  -Baczność! - zawołał donośny głos. Usłyszałam stukot butów, kiedy kilkudziesięciu facetów zasalutowało, prostując się jak struny. - Witamy w bazie szkoleniowej. To zaszczyt gościć tu Waszą Wysokość. - ukłonił się umięśniony, niski jegomość. Mama skinęła głową z uśmiechem. Na mnie nie zwrócili uwagi, więc byłam bezpieczna. Żadnych tytułów, żadnych zwrotów grzecznościowych. I to mi się podoba! Pewnie nawet nie podejrzewali, że to ja jestem przyszłą królową. Spojrzałam ukradkiem na swoje ubranie. Nie dziwiłam się, że nikt nawet tego nie podejrzewał.  - No dobra, dzieciaki! - zawołał Łysy. - Jestem generałem i prowadzę tu szkolenia. Moje nazwisko wam nie potrzebne, wasze mi też. Dzisiejsze cztery godziny waszego życia należą do nas, do mnie i moich przyszłych podwładnych. Zrozumiano?! - wrzasnął na koniec. Kiwnęłam głową znudzona. Dorośli mają dziwne zamiłowanie do jakichś dziwnych przemów. Nigdy tego nie zrozumiem. - Ustawcie się w szeregu.

  -Mama wyszła w momencie wydania rozkazu, więc na sali zapanował błogi chaos. Zdezorientowany generał stał z rozdziawionymi ustami. Lekceważenie ludzi zadufanych w sobie toto, co Shion lubi najbardziej. Leniwie przechadzałam się z jednego miejsca na drugir, szukając idealnego ustawienia. Wreszcie rozgardiasz ucichł, a ja utknęłam między Akim a Dave'm. No świetnie. Bosko. Przecudownie. Generał znowu zaczął wygłaszać jakieś mowy, więc wyłączając się zupełnie, planowałam dzisiejszy wieczór. Po powrocie stąd, będę musiała jakoś przemknąć do siebie, żeby napisać zaległą pracę domową i niezauważalnie podłożyć ją do mieszkania rodziców. Gdyby wcześniej złapał mnie pan Xenzetsu, miałabym przechlapane u taty. Mogłabym wkręcić w to Oliego albo Evę i Gabriella.. Albo o! Jeszcze lepiej! Wykorzystam Dave'a. Plan doskonały. Dave zagada Xenzetsu, chcąc 'dowiedzieć się czegoś o nowych modelach broni', a ja w tym czasie wbiję do swojego mieszkania, szybko nabazgrzę odpowiedź na pytanie ojca, zjadę windą do rodziców, zostawię zeszyt na biurku i wtedy mogę spokojnie umierać, spędzając resztę dnia z panem Xenzetsu.

  Generał już skończył gadać, a ja pochyliłam się w stronę Akiego.

  -Tłumacz - rozkazałam.

  -Ty serio nigdy nie słuchasz, nie? - westchnął. Kiwnęłam głową, patrząc na niego wyczekująco. - Najpierw walczymy między sobą, a potem mały sparing z którymś z tych ... tych.. przyszłych wojskowych no. Tak w skrócie - zaśmiał się. - Nienawidzisz tych przemów, nie?

  -Nie. Tylko udaję, że olewam tych bufonów - wywróciłam oczami, odchodząc do Myszy. Mieliśmy walczyć w dwójkach, których przyszliśmy chyba. Tak? Nie? Szkoda. He. Ustawiłyśmy się na końcu kolejki. Przed nami stało jedenaście par i jedna trójka. 3bit w składzie Risky - Ashley - Marcia walczył, kiedy tylko nadawała się do tego okazja. Zawsze było to strasznie wkurzające, bo one tylko udawały i robiły wiele niepotrzebnych ruchów. I zawsze walczyły pierwsze.
  -Musicie walczyć we trzy? - spytał facet trzymający plik kartek. Dziewczyny pokiwały głowami, więc pan spisał ich imiona. - Zasady są proste. Wszystkie ruchy dozwolone. Wygrywa ta, która najdłużej utrzyma się na nogach.

  Trio dziewczyn zaczęło walczyć w swój widowiskowy sposób. Żadna z nich nie doznała większych urazów niż siniaki od źle wymierzonych ciosów.

  -Cholera! Dość! Dość! - zawołał generał po kilku minutach bezsensownej 'walki'. - To nie jest konkurs ani żadne zawody. Na polu walki nie będziecie filmowane. Nikt nie będzie wam klaskał. Tam zamiast wyuczonej kolejności ruchów trzeba składać własne kombinacje. Każdy przeciwnik jest inny i musicie to zrozumieć, żeby wygrać. Uczą was sztuk walki, żebyście umiały się obronić, a nie ładnie wyglądać na macie! - wrzasnął. Powoli zaczynałam go lubić. Był pierwszą osobą, która zwymyślała 3bita za ich styl. Zazwyczaj podziwiano ich ruchy wykonywane z gracją tancerek i jakby pod rytm jakiegoś utworu. Jednak generał miał rację. To nie będzie przedstawienie. Jesteśmy klasą specjalną, która jest przygotowywana do najcięższych i najbardziej skomplikowanych zadań. Nie było tu miejsca na słabości, wahanie czy ładny wygląd podczas walki. Od tego, co zdołamy pojąć teraz, kiedyś może zależeć nasze życie. To było w tym wszystkim przerażające.

  -Imię? - spytał facet z zeszytem.

  -Shion - powiedziałam. Wreszcie przyszła moja kolej. Teraz ja będę walczyła. Stanęłam naprzeciwko Myszy, która prawie dygotała ze strachu.  - Nie lubię cię, więc walczymy na serio. Nie oszczędzaj się,

  -Nienawidzę cię - warknęła tamta, spinając się. Miała napięte wszystkie mięśnie. Źle. Rzuciła się do przodu, a ja uskoczyłam zgrabnie w bok. Cała walka wyglądała jednolicie. Ona atakowała, ja unikałam ciosów, co jakiś czas podstawiając jej nogę. Kiedy wreszcie miałam zaatakować, Mysz upadła wycieńczona. Rozległ się gwizdek, a przegrana z ulgą usiadła na ławce, zasapana jak nigdy. Zwaliłam się na ławkę obok niej zrezygnowana. Ledwo się zmęczyłam i nawet nie dano mi się pobawić. Co to za sprawiedliwość ja się pytam?!


  -Żebyście nie mieli tak dobrze, to rekruci będą sobie wybierać przeciwników spośród was. Nie ma tu żadnych kobieta. Jeszcze ani jedna kobieta nie dotrwała do trzeciego roku - powiedział generał z dziwną dumą w głosie. Skrzywiłam się. Walone męskie poczucie wyższości. Zaraz potem dotarł do mnie sens słów generała. Trzeci rok. To znaczy, że mieliśmy do czynienia z dobrze wyszkolonymi mężczyznami. Wystarczyło na nich spojrzeć, żeby nabrać pewności, że ponad połowa z nam nie będzie miała żadnych szans. Tylko nieliczni mogliby zmierzyć się z tymi monstrami. Na moją twarz wypłyną uśmiech.
 
***

Shion powraca!
Miałam trochę kłopotów z ponownym wpasowaniem się w osobę księżniczki.
W końcu się to jednak udało. XD
Tak jak obiecałam.
Nowy rozdział przed świętami.
I ostatni przed świętami.
Jeszcze tylko poprawić błędy w WKB i koniec.
Jutro wigilia, więc muszę trochę pomóc mamie.


WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI!

♥♥♥

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 12

witam ponownie!
nie zgadniecie, ale znudziło mi się trochę MSDW xD
ale to dlatego, że za dużo go pisałam xD
kiedyś znów nie będzie mnie to nudzić C:
no dobra.
teraz czas na 12 rozdział xD

~~~

  Ostry dźwięk gitary sprawił, że serce mi podskoczyło do gardła, kiedy zerwałam słuchawki z głowy, siadając gwałtownie. Odetchnęłam ciężko, pocierając ręką twarz.
  -Nigdy więcej - warknęłam wyłączając muzykę. Wstałam i pobiegłam do łazienki. Umyłam się najszybciej jak umiałam i nałożyłam na siebie za duże purpurowo-czarne dżinsy i ogromny popielato-błękitny sweter.Wsiadłam do windy. Kiedy ruszyła, spojrzałam na zegarek i zaklęłam cicho.
  -...2, 1, 0 - usłyszałam wypadając z metalowej puszki i potykając się o własne glany, wpadłam w objęcia Oliviera.
  -No hej - jęknęłam rozcierając bolące czoło.
  -Jesteśmy w komplecie! - zawołał Bateshi klaszcząc w dłonie, by zwrócić naszą uwagę. - Idziemy!
  Wyszliśmy z apartamentu i skierowaliśmy się do dużego budynku. Rozejrzałam się zdziwiona.
  -Czemu wczoraj tu było czarno-czerwono? - spytałam doganiając Bateshiego.
  -Dowiesz się potem - powiedział czochrając moje włosy. Weszliśmy przez dwuskrzydłowe drzwi na duży korytarz, który świecił pustką. Usłyszałam zbliżający się tupot nóg i głosy ludzi. Po chwili zza rogu wyszło co najmniej piętnaście osób. Całą grupę prowadziły trzy dziewczyny w dziesięciocentymetrowych szpilkach na stopach, które stukały przy każdym kroku. Pierwsza od lewej była mulatką o złotych lokach i czarnych oczach w czarnej sukience do kolan. Dziewczyna po środku miała długie, brązowe, proste włosy, a na sobie - koszulkę z Marylin Monroe i skórzaną spódnicę z wysokim stanem. Ostatnia była najmniejsza z nich wszystkich. Miała blond włosy ścięte na chłopca, biało-beżową koszulkę w poziome pasy i porwane, krótkie spodenki. Spojrzałam na siebie, Evę i Rebeccę. Dziewczyny jak zwykle były śliczne. Eva w dużej koszulce Gabrella, skórzanych spodniach, czarnej czapce i trampkach wyglądała obłędnie, a Rebecca podkreśliła swoją włoską urodę zwykłym białym T-shirtem, krótkimi czarnymi spodenkami i czerwoną bluzą z białymi rękawami. Nagle poczułam się jak czarna owca.
  -Ej! Dzieciaki! A wy gdzie się wybieracie? - zawołał Bateshi.
  -Po pana - odpowiedziała brązowowłosa zjawiając się nagle obok nas. - Kim oni są?
  -Nie udawaj, że nie wiesz - zaśmiał się kolega mamy. Blondynka uśmiechnęła się do niego słodko i oplotła go ramionami w pasie.
  -Cześć tato - powiedziała, a ja znów musiałam zbierać swoją szczękę z podłogi.
  -To jest Ashley, moja córka - powiedział Bateshi obejmując dziewczynę ramieniem. - A to...
  -Umiemy się przedstawiać, proszę pana - powiedziała dziewczyna z lokami, robiąc balona z gumy do żucia. Podeszła do Evy i wyciągnęła rękę. - Jestem Risky.
  -Eva - odparła moja przyjaciółka zdziwiona, potrząsając dłonią nowej znajomej. Risky oznajmiła, że miło jej poznać księżniczkę, i że jest ładniejsza niż myślała.
  -Nie - powiedziała szatynka, drapiąc się po ręku. - To ona - wskazała na mnie.
  -Skąd wiesz? - spytała zaczepnie Risky.
  -Widziałam ja wczoraj. Machała do nas, a ten debil, Dave, podbiegł do niej, jakby był jakimś sanitariuszem - powiedziała zarzucając włosy na plecy i wskazując kciukiem do tyłu. Pośród ludzi stojących naprzeciwko mnie wypatrzyłam chłopaka, który uspokajał mnie wczoraj rano. Chciałam coś powiedzieć do Rebeccy, ale w tym momencie zobaczyłam wyciągnięta ku mnie dłoń szatynki.  - Miło mi cię poznać, Wasza Wysokość. Jestem Marcia.
  Zazgrzytałam zębami, ale jakoś wytrzymałam kolejne kilkanaście osób nazywających mnie księżniczką lub innymi tytułami.
  -Jestem Shion. Miło mi - powiedziałam kładąc nacisk na swoje imię. Poczułam uścisk na ramieniu.
  -Spokojnie - szepną Olivier. Trójka dziewczyn, jak i cała reszta, zamarły w bezruchu jakby były kawałkami posągu.
  -Śliczny - szepnęła Ashley. Dałam Bateshiemu kuksańca w żebra i tym samym przypomniałam mu, że może ja jestem wyspana, ale reszta ledwo trzyma się na nogach.
  -Dobra dzieciaki! Idziemy! - zawołał mężczyzna i ruszył w kierunku, z którego Risky i reszta przywędrowali. Skierowaliśmy się na szkolną siłownię. Bateshi rozdał ósemce moich przyjaciół kartki z regulaminem, wymaganym strojem i innymi pierdołami, a resztę ludzi poprowadził na salę gimnastyczną.
  -Na pewno nie chce się pani spać? - spytała Ashley z autentyczną troską w głosie. Potrząsnęłam głową.
  -Po co to komu potrzebne? I proszę, nazywaj mnie po imieniu - zaśmiałam się. Cały czas czułam na sobie wzrok chłopaka z wczoraj, nazywanego Dave'm. Odwróciłam nieznacznie głowę i napotkałam jego wkurzony wzrok. W tym momencie pożałowałam tego, że nie poszłam spać.
  -Siadajcie - powiedział Bateshi, a echo jego głosu obiegło salę. Posłusznie posadziliśmy tyłki na podłodze. - Więc... Chyba wiecie jak się zachowywać, więc objaśnię tylko co będziemy tu robić. Moją rolą jest wzmocnić waszą siłę fizyczną. Nie zawsze będziecie mogli polegać na swojej mocy i będziecie zmuszeni do walki wręcz. Ja jestem tu po to, żeby was tego nauczyć. Czy to jasne?
  -Ciemne - mruknęłam, a ludzie obok mnie parsknęli śmiechem.
  -Na jutro macie mieć zwykłe koszulki. Kolor dowolny. - powiedział ignorując mnie. - Spodenki wybieracie według waszego gustu. Jedyne czego nie przyjmuję, to jeansy, ale to chyba wiadome. Co jeszcze..? A, tak. Jedna sprawa do dziewczyn. Musicie posiadać jeszcze takie koszulki na ramiączkach odkrywające brzuch. Chyba, że chcecie biegać w samych stanikach, to nie ma problemu - zaśmiał się.
  -Pan się zaśmiał - zdziwiła się Risky.
  -Wszystko dla ludzi - powiedziałam cicho.
  -Dobra. Na razie to wszystko - powiedział mężczyzna wstając. - Baczność!
  Stanęliśmy wyprostowani jak struny. Rozdał nam tymczasowe stroje i kazał się przebrać. Połowa chłopaków zaczęła się już rozbierać, kiedy Bateshi poprowadził nas do szatni. Nasza przebieralnia mieściła się tuz obok sali gimnastycznej. Kiedy nasz nauczyciel wyszedł, dziewczyny podzieliły się na grupki i stanęły w kątach śmiejąc się przy zdejmowaniu koszulek. Zostałam sama. Usiadłam koło ściany i zabrałam się za zdejmowanie butów. Kiedy spodnie miałam już na tyłku, zdjęłam sweter i nałożyłam koszulkę od Bateshiego. Podczas, gdy ja wiązałam adidasy, dziewczyny śmiały się między sobą, żadna nie zwracała na mnie uwagi, więc wyszłam z szatni. Z rękami w kieszeniach szarych dresów, podreptałam na salę. Na podłodze leżały siatki pełne piłek. Uradowana, że nikogo jeszcze nie było, wzięłam piłkę do koszykówki, przebiegłam całe boisko kozłując i wyskoczyłam w górę. Wsadziłam piłkę w obręcz zawieszając się na niej. Kiedy stałam już na ziemi, usłyszałam klaskanie i szepty zachwytu. w drzwiach stało kilku chłopaków. Rzuciłam im piłkę.
  -Gramy? - spytałam podchodząc do nich. Pokręcili głowami.
  -Z księżniczką to nie wypada - powiedział jeden. No myślałam, że mnie szlag jasny trafi, ale zacisnęłam zęby i usiadłam przy ścianie obok drzwi.
  -Oni chyba lubią wkurzać ludzi - warknęłam  zaciskając pięści. Zazdrosna patrzyłam na czwórkę śmiejących się chłopaków grających mini mecz. Usłyszałam kroki i po chwili na salę weszły dziewczyny.
  -Ale ta pomarańczowo włosa z brązowymi oczami jest tempa. Nie odezwała się ani razu, kiedy próbowałam do niej zagadać - szepnęła niska brunetka, z tego co się zorientowałam w szatni, miała na imię Lilith.
  -Pewnie myśli, że jest lepsza, bo będzie w Straży Królewskiej - szepnęła inna, wyższa z czarnymi warkoczami. Wstałam gwałtownie.
  -A tych dwóch pedałów? Cały czas chodzili za rękę!
  -No! To obrzydliwe..
  -Ta niby księżniczka jest strasznie brzydka. Widzieliście to perfidnie rude siano?
  -No! Pewnie ma szare skrzydła zamiast czarnych...
  -Ej.. Czekajcie.. Czujecie tą dziwną aurę? - spytała Risky wchodząc na salę. Podeszłam do plotkujących dziewczyn i poklepałam tą z warkoczami po ramieniu.
  -Czego? - warknęła odwracając się, ale zamarła widząc moją wykrzywioną w wymuszonym uśmiechu twarz.
  -Jestem brzydka? Ok. Moje włosy to rude siano? Ok. Mam szare skrzydła? Ok. Jestem najgorsza? Ok. Jestem debilką? Ok. Mam krzywy ryj? Pewnie tak, ale najpierw spójrzcie w lustra. Nienawidzicie mnie? Może to i lepiej. Jeszcze raz obrazicie Rebeccę, Mata Akiego lub któregokolwiek z moich przyjaciół, a tak zdeformuję wam ryje, że prędzej rozjechany kot ożyje, niż wy sobie kogoś znajdziecie - syknęłam czując, jak kotłuje się we mnie wściekłość.
  -Spokojnie, mała lwie. Niech mówią co chcą... - ziewnął ktoś kładąc mi rękę na głowie. Odwróciłam się. Na salę, przeciągając się, wchodzili moi przyjaciele. Niektórym jarzyły się oczy, niektórym, mimo braku przeciągu, falowały włosy. Oni też byli wściekli. - My i tak wiemy, że jesteś zajebista - mruknął Mat obejmując ramieniem mnie i Akiego. Wystawił język do dziewczyn, które przed chwilą nas obgadywały. Eva i Rebecca też były przebrane w tymczasowe stroje. Plotkary westchnęły kiedy przez drzwi przeszli David, Gin, Olivier i Gabriell.
  -A teraz możecie robić co chcecie - powiedział Bateshi ledwo zaglądając na salę. Popatrzyłam na moich przyjaciół. Porozumiewawczo kiwnęliśmy głowami i wpadliśmy na boisko. Zabrałam chłopakom piłkę i rzuciłam za siebie, do Oliviera. Ten zrobił dwa kozły i posłał podkręcone podanie do Rebeccy. ta podała Evie, która podrzuciła piłkę do góry. Gabriell przeskoczył nad swoją dziewczyną łapiąc piłkę. Przebiegł parę kroków kozłując i podał do Gina, który odbił piłkę pod swoimi nogami. Przechwycił ją David i pobiegł pod kosz. Z całej siły walnął piłką o tarczę. Przechwycili ją Aki i Mat i trzymając ją razem, zrobili wsad.
  -Łuhuuu! - zawołałam przybijając piątkę przyjaciołom.
  -To się nazywa dobra rozgrzewka - zaśmiał się się David rozcierając kark. Pokazałam mu język, odpychając go lekko. Przybił mi żółwika i klepnął w tył głowy.
  -To najlepszy pokaz zgania od czasów Revy i Xenzetsu. Potrafili sami rozbroić cały oddział - zawołał Bateshi, śmiejąc się głośno. Potem mieliśmy lekcję z Marellą.
  -Siemka ludzie - zawołała wchodząc do klasy, kiedy my siedzieliśmy już w ławkach. - Będę was uczyć historii Podziemia.
  -Przepraszam! - powiedziała Lilith. - Czemu oni są tu wszyscy? Mają różne roczniki.
  -Dopiero co tu trafili, więc nie wiedzą nic o tym miejscu. Wszyscy zaczynają od pierwszej klasy - wytłumaczyła kobieta rozkładając dziennik. - Najpierw lista obecności. Olivier!
  -Jestem! - zawołał prostując się na krześle.
  -Odezwała się w nim krew kujona.. Jak zwykle kiedy jest w szkole - zaśmiała się Rebecca, a Eva i ja zarechotałyśmy zgodnie. Olivier obrzucił nas obrażonym spojrzeniem.
  -Eva! - zawołała po chwili pani nauczycielka. Wywołana dziewczyna podniosła rękę. Potem wyczytała kolejno Rebeccę, Mata, Gina, Akiego, Gabriella i mnie. Zamiast dalej wyliczać uczniów podniosła wzrok za klasę. - Małe ogłoszenie. To, że jesteście Nowym Pokoleniem, wcale nie znaczy, że będę traktowała was ulgowo. Powiem więcej. Będziecie mieli gorzej od wszystkich - uśmiechnęła się sadystycznie, podejmując na nowo wyczytywanie listy obecności.
  Przebrnęliśmy przez prawie wszystkie lekcje, ale najgorsze było jeszcze przed nami. Revi czekała na nas w otwartych drzwiach klasy. Wchodziliśmy do niej z ociąganiem. Mama weszła do sali jako ostatnia.
  -Witam na zajęciach z... No cóż. Tego się nie da nazwać. Po prostu będę uczyć was jak wydobyć z siebie jak najwięcej macy - powiedziała rozkładając ręce, zaraz po tym jak usiedliśmy w ławkach. - Proszę, zróbcie tu miejsce.
  Posłusznie zsunęliśmy ławki za tył klasy i ustawiliśmy się w kółku.
  -Powtarzajcie to co ja zrobię, dobrze? - powiedziała. Pokiwaliśmy głowami i także złapaliśmy za ręce osoby stojące po naszych obu stronach. - Wyobraźcie sobie, że jesteście jednym organizmem, a przez wasze ręce i ciała przepływa jedna moc.
  Dalej już nie słuchałam. Dobrze wiem co mam robić. Ścisnęłam ręce Oliviera i Gina. Moc kotłowała się w moich dłoniach, chcąc znaleźć ujście do ciał demonów stojących w kole. Na znak mamy wypuściłam z siebie jak najwięcej mocy. Usłyszałam syk bólu od strony Gina. Ignorując go, pchałam moc dalej. Wypuściłam ją całą prawą ręką, a zaraz potem wróciła do mnie z lewej strony.
  -Shion - usłyszałam mamę. Otworzyłam oczy. W sali było ciemno. Lampy były zgaszone. Rozejrzałam się lekko przekrzywiając głowę. O cholera. - Z tego co widzę to tobie nie potrzeba moich lekcji. Moja krew, córciu - powiedziała to, o dziwo, bez sarkazmu. Jeszcze raz spojrzałam na ustawione w kółku demony. Ze wszystkich ciał rozchodziło się moje pomarańczowo-czerwone światło wyglądające jak ogień. Rozpromieniłam się. Ha! I kto jest bossem? Spojrzałam na Gina. Chłopak rozbudził się do końca, kiedy przepłynęła przez niego moja moc. Mama kazała nam puścić swoje ręce. Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiego badyla jakiegoś, padłam na ziemię, zasypiając w locie.
***
  Uchyliłam jedno oko. Czemu jest tak ciemno? Czemu jest mi tak ciężko się ruszyć? Podniosłam głowę. Oh. Już rozumiem. 
  -Ej. Obudziła się. Zabierz go - powiedział Xenzetsu do Oliviera, a ten podszedł do mnie i zepchnął ze mnie brutalnym kopem biednego Davida. Usiadłam na łóżku.
  -Co jest? - ziewnęłam szeroko. - Czemu tu jesteście?
  -Opieprz dostaliśmy. Wszyscy. Oprócz ciebie - burknął Oli. Xenzetsu potarł dłonią czoło.
  -Mogłem się domyślić że Revy to zrobi - mruknął, kiedy nagle drzwi otworzyły się z hukiem, a ich próg przekroczyła moja mama.
  -Chcecie powtórkę? - warknęła patrząc krzywo na Oliviera i Xenzetsu, którzy wyszli z pokoju w zastraszającym tempie ciągnąc za sobą śpiącego Davida, któremu po brodzie ciekła ślina. Mama usiadła na łóżku uśmiechając się szeroko. - Jak się czujesz?
  -W miarę, a co?
  -Cóż... Wiedziałam, że tak będzie. Przepraszam - powiedziała. W odpowiedzi na mój pytający wzrok, westchnęła. - Zrobiłam to specjalnie. To ćwiczenie, które robiliśmy na lekcji było tylko wymówką na sprawdzenie was.
  Słuchałam z zapartym tchem. Co? Kurde, moja matka tu naprawdę niezłe ziółko. Wymyśliła sobie, że przeniesie na nas swoją moc, żeby sprawdzić jak bardzo zmęczeni jesteśmy po wczorajszej nocy. Nie sądziła jednak, że uda mi się rozesłać moc na pierwszym razem. W tym momencie zaczęły się schody. Mama zaczęła mi tłumaczyć czemu zasnęłam. Otóż razem z mocą rozsyłane są przyklejone do niej emocje. Kiedy moc zostanie przesłana do innego ciała, emocje przykleją się do niej i wrócą razem z nimi do prawowitego właściciela.
  -Więc to dlatego, że razem z moimi zmęczeniem przyczepionym do mocy, wróciło do mnie całe zmęczenie wszystkich ludzi? - spytałam. Mama pokiwała z uśmiechem.
  -Mądra dziewczynka - powiedziała głaszcząc mnie po głowie. - Ale jest jeszcze dużo rzeczy, których tu nie rozumiesz...
  -Mamo - przerwałam jej. Spojrzała na mnie wyczekująco. - Czemu jestem Śmiercią? Chodzi mi o to, czemu taka nazwa?
  -Będziecie się tego uczyć na historii, ale kawałek ci mogę opowiedzieć.. Tutaj zawsze było źle,a kiedyś było o wiele gorzej. Demony były na wymarciu, więc wybrały jednego ze swoich, który by ich poprowadził i pomógł im się podnieść. Od początku bardziej wierzyliśmy kobietom, więc coraz częściej zasiadały na tronie i były o wiele pewniejszymi dowódcami niż mężczyźni. W końcu stało się to tradycją. Na początku, kiedy byliśmy na wymarciu, jedynym w co wierzyliśmy był proces gnilny zmarłych ciał. Potem nadeszła era odbudowywania przez naszego przywódcę, jednak nie spodobało się to Aniołom. Może i teraz żyjemy o wiele lepiej niż kiedyś, ale nadal jedyne co możemy wierzyć, to to, że królowa i wojsko obroni obywateli. Nasi przodkowie nadali swojej królowej tytuł śmierci, bo była jedynym, co było pewne w ich życiu, rozumiesz? - mama spojrzała na mnie z uśmiechem. 
  -Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem ostatnie zdanie - szepnęłam zawstydzona.
  -Mówię, że jedyne co jest w życiu pewne, to śmierć.. - powiedziała. Drzwi uchyliły się minimalnie, a przez szparę między nimi a futryną Xenzetsu wcisnął głowę i uśmiechnął się lekko.
  -Pewne jest też to, że nie ma już ciastek - powiedział, a ja wybuchnęłam śmiechem. Mama poklepała mnie po kolanie. 
  -Muszę już wracać do pracy. Zostawiam cię mojemu zaufanemu przyjacielowi - powiedziała wychodząc. Xenzetsu usiadł na łóżku po turecku i westchnął głośno. 
  -Jutro zaczynamy normalne lekcje, co? - mruknęłam miętosząc kołdrę w dłoniach.
  -Chcę cię uprzedzić, że nie mam daru pedagogicznego - warknął patrząc na mnie z byka, a jego oczy błysnęły jaskrawym kolorem. Wzdrygnęłam się mimowolnie. Nie dam się złamać.
  NIe zginę.
  ...
  Prawda?

***

koniec! xD
no. następny rozdział będzie...
kiedy mi się zechce ogarnąć resztę blogów xD
miłego dnia <3

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 11

nareszcie nowy rozdział.
dobra. żeby nie przedłużać.
lecimy

***

Zrobiłam następny krok, następny, kolejny i jeszcze jeden. W tym momencie wpadłam na coś ciepłego. Okazało się być człowiekiem albo czymś podobnym, bo złapało mnie chroniąc przed upadkiem. Kiedy z windy zaczęli wychodzić moi przyjaciele, ktoś kto mnie podtrzymywał, zakrył mi usta dłonią. Starałam się nie ruszać. Nic nie mogłam zrobić. Było ciemno jak w dupie. Nie mogłam ocenić siły, wysokości ani nawet zbyt dokładnego położenia przeciwnika. Byłam tak skołowana, że nie chcąc niczego zniszczyć, nie ruszałam się nawet o milimetr.  Dłoń zakrywająca mi usta była jakaś dziwnie znajoma, duża i ciepła. Nie wiadomo czemu, ale czułam się bezpiecznie. Przestąpiłam z nogi na nogę. W tym momencie z windy wyszedł Xenzetsu i klasnął w dłonie. Światło zapalało się kolejno od windy do końca sali. Wyglądało to niesamowicie, jakby był to obraz z kostek domina. Patrzyłam na salę pełną ludzi. Przy ścianach stały stoły, a na nich piętrzyło się jedzenie. Na środku pomieszczenia stała piramida zrobiona z kryształowych kieliszków. Ludzie, których nie rozpoznałam przez oślepienie światłem, okazali się być Starym Pokoleniem, ludźmi z recepcji i całą masą innych ludków, których nie znałam. Spojrzałam do góry. Nade mną nachylał się...
  -Pan Sedori? - zdziwiłam się, kiedy mnie puścił.
  -Jaki tam 'pan'? - zaśmiał się pogodnie. - Mówcie nam po imionach, a szczególnie ty, księżniczko - powiedział kłaniając się nisko. Nagle rozbrzmiał gong, a zza kieliszkowej piramidy wyłonili się Revi i Nobu. Mama była w pięknej, czerwonej sukience do kolan, a na głowie miała koronę. tata ubrany w zwykły czarny t-shirt i białe spodnie też wyglądał świetnie. Sedori popchnął mnie lekko, szepcząc, żebym stanęła na czerwonych kafelkach, które układały się w mały trójkąt. Rodzice podeszli do mnie i uściskali mocno moją osobę. Mama zdjęła koronę z głowy i nałożyła ją mi.
  -Witaj w domu - wyszeptała wzruszona. Kiwnęłam głową uważając, żeby złota korona nie zsunęła mi się z włosów.
  -Wróciłam - powiedziałam uśmiechając się szeroko. Wtedy zabrzmiał drugi gong i wszyscy zwrócili się ku kieliszkom. Xenzetsu unosił się nad wieżą i wlewał na nią ostatnią butelkę szampana. Kiedy stanął na podłodze, w ręku trzymał kieliszek zabrany ze szczytu wieży. Podszedł do nas, ukłonił się mamie, a szkło podał mi. Tata zachęcił mnie do wypicia zawartości, więc tak zrobiłam. Wtedy do wieży podeszło całe Stare Pokolenie i wzięło do ręki po dwa kieliszki. Podało je swoim uczniom i wypiło z nimi toast. Ja z mamą również. Potem zaczęła się impreza. Oczywiście podłoga była już wyczyszczona z kieliszków i rozlanego szampana, kiedy zaczął się pierwszy taniec. Tata tańczył ze mną, a mama z Olim. Potem na parkiet weszli pozostali i bawiliśmy się do rana. Tańcom, piciu (niepełnoletnim nie dali, a szkoda) i przeróżnym konkursom nie było końca.
  -Kto najwyżej podrzuci ją do góry bez użycia mocy! - zawołał kompletnie zalany Rafael wskazując na Evę. Dziewczyna zrobiła krok w tył, ale pierwsi ludzie już ją dopadli. Po kilku minutach szaleńczego pisku i krzyków Evy, zabawa się skończyła. Ku rozczarowaniu Rafaela, wygrał Bateshi, który jako nagrody zażądał tańca z moją mamą. Zaśmiałam się widząc moją szczupłą, drobną mamą tańczącą z olbrzymem. Tak.. Bateshi wyglądał przy Revi jak wielkolud.
  David siedział otoczony zewsząd kobietami w różnym wieku. Rozejrzałam się po sali, ale nigdzie nie mogłam dojrzeć Xenzetsu. Zobaczyłam za to Gina wpatrzonego we mnie błagalnym wzrokiem. Zaśmiałam się cicho i podeszłam do grupki nastolatków otaczających mojego kolegę.
  -No już, już! - zawołałam. - Chłopak nie ma czym oddychać. Tam macie Davida, słodkiego i ostrego zarazem faceta, który tylko czeka na dziewczyny! - powiedziałam wskazując czerwonowłosego chłopaka, aktualnie tańczącego z panią z recepcji. Dziewczyny rzuciły się ku niemu z piskiem, a chłopcy spojrzeli na mnie zdziwieni.
  -To ty jesteś Shion? - spytał jeden z nich. Pokiwałam głową i zaraz zostałam otoczona, a zewsząd padały najróżniejsze pytania.
  -Cisza! - ryknęłam, a chwilę potem słodko uśmiechnięta wskazałam jakiegoś chłopaka. - Po kolei. Ty!
  -Czy twoje koleżanki mają kogoś na oku? - spytał rudowłosy, piegowaty koleś w okularach wielkich jak denka od butelek.
  -Na pewno nie ciebie - zaśmiałam się.
  -A mają kogoś?
  -Eva tak, Rebecca wolna i do wzięcia - powiedziałam już na poważnie.
  -Dasz autograf? - zawołał ktoś z tyłu.
  -Jeśli dasz radę podejść - powiedziałam rozkładając ręce. Chłopcy z przodu zacieśnili swoje szeregi i koniec końców nikt nie dostał autografu. Po około piętnastu minutach miałam już dość. Weszłam między chłopaków i rozpychając się łokciami, przepchałam się do windy i zanim ktokolwiek zdążył za mną podążyć, wcisnęłam guzik z numerem 25. Drzwi momentalnie się zamknęły, a ja mogłam wreszcie rozpiąć koszulę. Miałam gdzieś, że w każdej chwili ktoś mógł wejść do windy. Co z tego, że pod rozpiętą koszulą nie miałam niczego oprócz stanika. Kiedy drzwi się otworzyły wyszłam z windy... No ok. Przyznaję. Wypełzłam. Nie wracajmy do mojego braku talentu tanecznego. Idąc do pokoju zsunęłam z ramion koszulę i rzuciłam ją w kąt przedpokoju. Prawie się wywaliłam próbując ściągnąć spodnie podczas poruszania się. Będąc w samej bieliźnie, skoczyłam na łóżko. Wciągnęłam na materac swoją walizkę i rozrzuciłam po pokoju swoje ciuchy.
  -Od razu lepiej - powiedziałam zadowolona ze swojego dzieła. Moje ulubione spodnie zawisły na krześle przy biurku. One wiedzą, że je lubię. Oh, jak miło. Wzięłam do rąk obie torby i zapaliłam światło. Dopiero zauważyłam, że w pokoju stoją wieża i trzy duże głośniki. - Bomba! - krzyknęłam nurkując w jednej z toreb i wygrzebałam z niej starą płytę ze składanką moich ulubionych piosenek. Przetarłam opakowanie. Ostatni prezent od Ren. Włożyłam płytę do odtwarzacza. Z głośników buchnął dobry punk-rock, a ja zaczęłam skakać w rytm muzyki. Po pierwszej piosence pomyślałam, że dobrze byłoby przerobić ten pokój na bardziej mój. Zdjęłam ze ściany działowej trzy obrazy przedstawiające jakieś bitwy i zastąpiłam je plakatami, rysunkami mojego autorstwa oraz tymi wydrukowanymi z internetów. Kiedy skończyłam, moje palce były czerwone i lekko opuchnięte od wciskania pinesek w ścianę. Syknęłam przeciągle i włożyłam do ust cierpiącego kciuka. Stanęłam za łóżkiem i przepchnęłam je spod okna do najciemniejszego kąta pokoju. Szafę, jeszcze pustą, zdecydowałam się postawić przy ścianie prostopadłej do okna. Zabrałam z podłogi dywanik i pociągnęłam go do salonu. Położyłam go pod stolikiem, a potem przepchnęłam kanapę na środek pomieszczenia. Telewizor ustawiłam naprzeciwko siedziska. Dumna z siebie popędziłam do kuchni. Zajrzałam do szafek. Były pełne świeżego jedzenia. Z lodówki wyjęłam karton mleka, z półki nad zlewem wyciągnęłam płatki, zgarnęłam miskę i łyżkę i w rytmie coveru "Fighter"* pobiegłam do swojego pokoju. Przyciszyłam muzykę widząc późną godzinę, ale z dołu docierały do mnie dziwne dźwięki, więc ustawiłam pierwotną głośność.
  Zjadłszy całą miskę płatków z mlekiem, włączyłam komputer. Mimo późnej godziny, byłam bardzo głodna. Wyłączyłam muzykę i nucąc pod nosem wymyśloną melodię, poszłam do kuchni. Wstawiłam wodę na herbatę po czym udałam się do łazienki. Rozpuściłam włosy i przyjrzałam się im dokładnie. Znów wróciły do swojego pierwotnego, brązowo-czerwonego koloru. Westchnęłam uświadamiając sobie, jak ładne były w odcieniu sprzed kilku tygodni. Nagle czajnik zaczął piszczeć oznajmiając zagotowanie się wody. Wybiegłam z łazienki. W drzwiach kuchni stanęłam jak to drzewo czy nawet słup. Przy kuchence stał Xenzetsu i dotykał czajnika jakby nigdy nic. Westchnęłam rozluźniając ramiona. Zalałam sobie herbatę i postawiłam ją na stole.
  -Pomóc w czymś? Pogubił pan piętra? - zwróciłam się do mężczyzny.
  -Nie. Jestem na właściwym - powiedział patrząc w moje oczy. Zaśmiałam się w duchu. Mimo iż powiedział, że jestem tylko dzieckiem, nadal mam te swoje 15 lat. Wszystko się u mnie dobrze rozwijało, a on jest tylko mężczyzną. Wiedziałam ile wysiłku wkłada w patrzenie na moją twarz.
  -To czego pan chce? - spytałam stając na palcach, żeby dosięgnąć cukiernicy. Posłodziłam herbatkę i ruszyłam do swojego pokoju tanecznym krokiem, podskakując co jakiś czas.
  -Nudziło mi się na tym przyjęciu i jak widzę nie byłej jedyny - powiedział rozglądając się po moim pięknym pokoju. Upiłam łyk herbaty siadając na łóżku. - Myślałem, że jesteś jedną z tych pozerek, co udają takie rockowe panny, ale widzę, że naprawdę cię to kręci.. - powiedział, a chwilę potem dostał poduszką w twarz.
  -Siadaj, nie będzie pan chyba tak wiecznie stało - powiedziałam układając się  w pozycji półleżącej. Xenzetsu usiadł na podłodze obok łóżka i oparł się o nie plecami.  - Czego pan ode mnie chce?
  -Mam problem z twoja matką - westchnął, a ja prychnęłam siadając gwałtownie. Zakaszlałam próbując wykrztusić resztkę herbaty, która dostała się do moich płuc.
  -Jaki problem? - spytałam nadal krztusząc się waloną herbatą.
  -Jesteśmy pokłóceni. Poszło o ciebie - zerknął na mnie znacząco unosząc brwi. - To było jakieś dwa lata temu, ale nadal mi nie wybaczyła tego co powiedziałem.
  -O co poszło? - spytałam czując jak ciekawość zżera mnie od środka. Przezornie odstawiłam kubek z herbatą na podłogę i wsunęłam go pod łóżko. Tak, ten pokój jest coraz bardziej mój.
  -Ja nalegałem, żeby rozbudzić twoją moc wcześniej, żebyś mogła lepiej się przygotować do rządzenia Podziemiami, ale Revi nie chciała tego. Ona się tu wychowała, ale kiedy zobaczyła jak jest na Ziemi, postanowiła cię tam zostawić jak najdłużej. Ja się z tym nie zgadzałem - powiedział i obrócił się w moją stronę kładąc ramiona na materacu i opierając brodę na dłoniach.
  -Chcesz się z nią pogodzić? - spytałam siadając po turecku. Xenzetsu pokiwał głową, a ja wybuchłam głośnym, niepohamowanym śmiechem. Mężczyzna spojrzał na mnie zdziwiony. - Przepraszam, przepraszam.. Wyglądałeś jak małe dziecko..
  -Małe dziecko? - warknął wchodząc na łóżko. Po chwili rzucił się na mnie i zaczął łaskotać moją skromną osóbkę.
  -Hahahahaha! Przestań! Puść! Hahahaha! - śmiałam się wierzgając nogami i próbując się wyrwać bardzo silnemu przyjacielowi mamy. Po kilku minutach, kiedy mi już brakło tlenu, Xenzetsu zlitował się nade mną i zabrał swoje ręce. Jeszcze chwilę to potrwało zanim uspokoiłam się na tyle, żeby nie śmiać się jak koń.
  -Nadal wyglądam ci na dziecko? - spytał patrząc na mnie groźnie.
  -Nie.. Teraz wyglądasz jak staruch - powiedziałam wycierając łzy rozbawienia. Dostałam poduszką w twarz. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
  -No witam - powiedział Gabriell przybijając żółwika z panem Xenzetsu. - Widzę, że coś się dzieje.. - powiedział poruszając śmiesznie brwiami. W tym momencie dostał poduszką i kołdrą.
  -Wcale nie! - krzyknęliśmy ja i pan Xenzetsu, w tej samej chwili.
  -Dobra, dobra - zaśmiał się czerwonowłosy. Zwalił się na moje łóżko i podniósł na mnie oczy. - Zaraz na chatę zwalą ci się wszyscy albo i jeszcze więcej. Ubierz się. Nie wszyscy widzieli cię jeszcze półnago..
  -Dawno i nieprawda - mruknęłam przewracając oczami. Wstałam i poszłam do łazienki. Wróciłam ubrana tylko w za dużą bluzę sięgającą mi do połowy ud. Zabrałam ją swego czasu od Akiego. Kiedy weszłam do salonu, siedziało tam już około dziesięciu osób. Mat i Aki migdalili się na kanapie, Xenzetsu, Gin i Dawid wypróbowywali moją PS3, a Eva i Gabriell siedzieli wtuleni w siebie na fotelu. Do tego, przy stole, stacjonowali Sedori, Victoria i Marella, rozprawiając o sukienkach.
  -Po co ktoś wymyślił to cholerstwo? W tym się nawet biegać nie da! - złorzeczyła Marella siedząc w za dużych bojówkach i szarej koszulce. Pozostała dwójka zaprzeczała gwałtownie. Dopiero teraz zauważyłam kompletnie pijaną ciocię śpiącą na podłodze. No.. Może nie dopiero teraz, ale zaraz po tym jak na nią nadepnęłam.
  -Gdzie Rebecca i Olivier? - spytałam głośno, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Zacisnęłam pięści i podeszłam do grających chłopaków. Nie lubię jak się mnie ignoruje. Zerwałam słuchawki z głowy Pana Xenzetsu. - Gdzie Reb i Oli?! - wrzasnęłam prosto w jego ucho. Podskoczył przestraszony moim nagłym wybuchem. Podparłam się pod boki.
  -Grzeczne dzieci poszły spać, bo jutro macie ciężki dzień - uśmiechnął się krzywo pocierając na pewno bolące ucho. Wstał i przeciągnął się. Spojrzałam na zegarek. Pięć po szóstej.
  -Jutro.. Czy dziś? - spytałam podchwytliwie. Xenzetsu też popatrzył na wyświetlacz. Westchnął ciężko.
  -I tak co roku.. - powiedział cicho, ale po chwili wrzasnął na cały głos: - Wstawać!
  -Wszyscy podskoczyli. Wszyscy oprócz cioci, ale nikt się nią nie przejął. Ona sama zaczęła się powoli przebudzać i mamrotała coś do siebie. Podczołgała się do stolika wzięła kawałek kartki i zaczęła coś bazgrać.
  -Powiem tak.. Mamy najprawdopodobniej przewalone - zaczął Xenzetsu. Słuchaliśmy go z zapartym tchem. Nawet Stare Pokolenie przestało nadawać o tym jakie to sukienki są świetne lub nie. - Ale w tym roku jest gorzej niż kiedykolwiek, bo w tym roku gościmy ich - wskazał na mnie i Mata. - Revi już teraz jest wkurzona. Musimy zrobić coś, żeby myślała, że wszyscy poszliśmy spać zaraz po tym jak zwialiśmy z imprezki.
  -A co takiego się stanie? - spytał Mat wreszcie odklejając się od Akiego. W jego glosie nie wyczułam ani jednej nutki sarkazmu. Był śmiertelnie poważny.
  -Oj, chłopie. Nie chcesz wiedzieć. Nie tylko ja będą miał przewalone. Was też się to tyczy. Wszyscy dostaniemy po tyłkach. Nawet ty i Shion - zaśmiał się Xenzetsu.
  -To co robimy? - spytałam. - I czemu ten dzień ma być taki ciężki.
  -Macie jutro co najmniej 9 wprowadzających lekcji - powiedział pan Xenzetsu.
  -Dziś - poprawiłam go ponownie. Machnął na to ręką.
  -Nie mogę iść już po plan, bo Revi mogłaby coś usłyszeć - mruknął pocierając dłonią brodę. Nagle uderzyła w niego kulka zmiętolonego papieru. Ciocia wstała od stołu i wyszła z mojego mieszkania chwiejnym krokiem. Xenzetsu rozprostował kawałek kartki, którym dostał w oko. - Och, jak miło. Napisała co jutro..
  -Dziś...
  -Siedź cicho Shion - warknął. - Napisała co dziś macie. Najpierw, czyli za dwie i pół godziny, lekcja z Bateshim. Potem kolejno z Marellą, Nobu, Hildą, Victorią, Sedorim, ze mną, Rafaelem i na koniec z Revi.. Co by tu zrobić?
  -Boisz się mojej mamy? - spytałam po kilkusekundowej ciszy, wpatrzona w zielone do bólu oczy przyjaciela mamy. Marella zaśmiała się donośnie.
  -On się boi? - wydusiła. - On trzęsie portkami, kiedy twoja matka się wkurwia! Zresztą.. Wszyscy się jej boją od czasu..
  -Morda - warknął Xenzetsu, a jego oczy błysnęły jaskrawą zielenią. Zamiast się odgryźć, kobieta umilkła. - No dobra! Plan jest taki! Wytłumaczę reszcie SP o co chodzi. Na naszych lekcjach tylko pięć minut przeznaczymy na wyjaśnienie wam wszystkiego, a czterdzieści minut się kimniecie. Łącznie macie koło osiemdziesięciu minut na wyspanie się przed lekcją z Nobu. Potem jakieś dwieście minut spanka plus przerwy, ale nie cieszcie się za bardzo. Na naukę z Revi musicie mieć dużo sił. Zna kilka sprytnych sztuczek. Koniec na dziś. Do wyrek! - powiedział szybko. Wyraźnie był zdenerwowany. Wygonił wszystkich ludzi z mojego mieszkania i sam miał już zamiar wsiąść do windy, kiedy była wolna, ale złapałam go za ramię.
  -Przyjdź jutro pod koniec lekcji mamy. Pomogę wam - powiedziałam puszczając uśmiechając się chytrze. Zdziwiony nie zdążył odpowiedzieć, bo winda zamknęła się zaraz potem jak zabrałam rękę z pomiędzy drzwi. Westchnęłam głęboko. Zmontowałam sobie prowizoryczny budzik. Nałożyłam słuchawki na uszy i podłączyłam je do telefonu. Ustawiłam go na 8.10. O tej godzinie muzyka miała zacząć grać.

***

* to jest ten cover :
http://www.youtube.com/watch?v=cugow2fzsE8


TAM TAM TAAAM!
koniec xD
a teraz buja szaka zaczynam piąty rozdział Kill them all ♥
kocham tą książkę xD
dla was wstałam aż o 11, żeby to napisać.
dupa mnie boli ;_;
wiem, że cholernie was to interesuje xD
papa ;3