Dni leciały nadzwyczaj szybko. Codzienne
kilkugodzinne lekcje były tak wyczerpujące, że po nich sił starczało na
odrobienie lekcji, kilkanaście minut nauki i prysznic, który ostatecznie
ograniczał się do próby utrzymania trzeźwości umysłu. Podczas dwóch miesięcy
zasnęłam w wannie więcej razy niż przez całe piętnaście lat jakie posiadam.
Teraz moim życiem sterował ściśle określony plan dnia. Nie
mogłam uciekać z lekcji, bo moi aktualni nauczyciele nie byli zwyczajni, a ich
kary wykraczały daleko poza pedagogiczne możliwości, do których byłam
przyzwyczajona. Kilka razy się o tym przekonałam na własnej skórze i nikomu nie
polecam.
Obudziłam się kilka minut przed budzikiem. To się nazywa
tresura. Parę spóźnień i już budzę się za piętnaście szósta. Podniosłam
nieprzytomnie głowę. Jak zawsze spałam w najdziwniejszej pozycji jaką można
sobie wyobrazić, a kołdra leżała na podłodze udając, że jej nie ma. Z
ociąganiem wstałam i na wszelki wypadek narzuciłam na gołe ciało szlafrok.
Nigdy nie mogłam być pewna czy w nocy do mojego mieszkania nie zawitał pan
Xenzetsu czy inny dziwoląg do niego podobny. Zawołałam po imieniu każdego, kto
kiedykolwiek wdarł mi się do domu i odczekałam minutę. Kiedy nikt się nie
odezwał, zrzuciłam z siebie szlafrok i z ciuchami w ręku przemaszerowałam przez
korytarz. Pobyt w łazience ograniczał się do szybkiego narzucenia na siebie
stroju sportowego, umycia zębów i związania włosów. Nawet nie trudziłam się
czesaniem, bo już wcześniej przekonałam się, że to tylko niepotrzebna strata
czasu. Po tym praktycznie teleportowałam się do kuchni i zjadłam lekkie
śniadanie. I tu kolejna życiowa lekcja. Nigdy nie jeść za dużo przed ćwiczeniem
sztuk walki, bo inaczej będzie trzeba spać nad umywalką. Po zjedzeniu musli,
sprawdziłam czy mam wszystkie zeszyty i rzucając plecak pod drzwi, nałożyłam
adidasy. Wsiadłam do windy i wcisnęłam odpowiedni guzik. Zerknęłam na zegarek.
Dopiero za pięć siódma. Uśmiechnęłam się lekko i puściłam się biegiem do
szkoły. Przebiegłam schody, korytarz, wrzuciłam plecak do szatni i wyszłam
przez salę gimnastyczną na plac za szkołą.
-Jestem, psze pana - oznajmiłam stając na baczność przed
Bateshim, a ten tylko skinął głową na znak, że mnie widzi. Rozgrzałam się i po
powtórzeniu wszystkich poznanych do tej pory ruchów, rozpoczęliśmy sparing.
Dopóki nie przybyłam do Podziemi, nawet nie podejrzewałam, że tak ogromni
faceci mogą być tak szybcy i zwinni. Z każdego sparingu z Bateshim wychodziłam
z kolejnymi siniakami lub zadrapaniami, jednak zawsze mówił mi, że odpłacę mu
się po szkoleniu.
- Dobrze ci idzie, ale popracuj trochę nad zaznaczonymi
ruchami - powiedział po czterdziestu minutach, podając mi kartkę z wypisanymi
ćwiczeniami. Z nią w ręku popędziłam do szkoły. Wpadając z buta do szatni
prawie zmiażdżyłam stojącą w progu Evę.
-Widzę, że już po rozgrzewce - zagaiła ofiara podeptana
przez moje nogi. Zaśmiałam się. Moja poranna dodatkowa godzina treningu miała
być ścisłą tajemnicą, o której nikt teoretycznie nikt miał nie wiedzieć. W
praktyce wszyscy domyślali się czemu zawsze jestem najwcześniej w szkole.
Po oficjalnym treningu z Bateshim, poszłyśmy pod prysznice.
Umyta poszłam wysuszyć włosy, ale z przerażeniem zauważyłam, że nie zabrałam
drugiego ręcznika z domu.
-Eva, ratuj! - zawołałam, ubrana tylko w ręcznik. Zanim w
ogóle powiedziałam o co mi chodzi, rudowłosa wskazała swoją torbę. Z cichym
'życie mi ratujesz, kobieto' rzuciłam się we wskazanym kierunku.
-Kończ już. Doschną ci na lekcjach - zwróciłam mi uwagę
Rebecca. Oddałam Evie suszarkę, zabrałam swoje rzeczy i ruszyłam do drzwi.
Przeczesałam włosy ręką, zaniepokojona trochę ich stanem, ale z braku gumki nic
nie mogłam zrobić. Na luzie dotarłyśmy na historię. Zmęczona dwugodzinnym
treningiem, tępo notowałam to co mówiła Marella. Szczerze nienawidziłam tego
przedmiotu. Nienawidziłam tych wszystkich dat i nazwisk. Gdyby nie one,
wszystko byłoby fajnie.
-Shion! Czemu wtedy, kiedy tu przybyłaś, wszystko wydawało
ci się czarno-czerwone?! - zawołała Marella, wskazując mnie długą linijką.
-To iluzja, którą od roku 591 odnawiają wybrane do tego
demony. Służy do dezorientacji wroga i ludzi, którzy jakimś cudem dostaną się
do Podziemi - wyrecytowałam, podrywając się do góry. Marella skinęła głową z
aprobatą i dopiero wtedy pozwoliła mi usiąść, po czym kontynuowała lekcję.
-Mało mi serce nie wysiadło ze strachu. Prawie zasnęłam,
kminisz? - zaśmiałam się, popijając mocną kawę. Przerwę między historią a
następną lekcją wydłużyli nam do 15 minut. Oczywiście my o to poprosiliśmy,
chcąc mieć czas na przygotowanie się po najcięższej lekcji, którą mieliśmy
jeszcze przed południem. Najgorszą po południu była lekcja z mamą i to ona
wygrywała ogólny ranking. Z mamą było źle, ale z drugim z moich rodziców można
konie kraść i trawę palić. Na polu oczywiście. Po historii mieliśmy lekcję z
Nobu, który uczył nas wiedzy o społeczeństwie i geografii na jednej lekcji.
Tego drugiego nienawidziłam od zawsze, ale mój tata potrafił tak wytłumaczyć,
że nawet Gabriell wszystko rozumiał.
-Więc powtórzmy. Najważniejszą osobą w państwie jest
królowa, inaczej nazywana Śmiercią... - zaczął Nobu. Ręka Oliviera wystrzeliła
w górę.
-Zaraz po niej jest ośmiu generałów, która pełni
jednocześnie funkcję Straży Przybocznej. Potem w kolejności, wojsko, służby
porządkowe, pracownicy urzędów, w tym biura królowej i zwykli obywatele -
wyliczył, kiedy udzielono mu głosu.
- Dobrze. Co to są służby porządkowe? - spytał tata,
wskazując na mnie. Wymieniłam straż pożarną, policję, pogotowie i ochroniarzy.
W tym momencie zadzwonił dzwonek, a my ruszyliśmy na kolejne zajęcia fizyczne.
Byliśmy tu podzieleni na dwie grupy rozdzielające klasę według płci. Dziewczyny
uczyła Hilda.
-Nie ociągać się! Jeszcze tylko pięć kółek i idziemy na
siłownię! Co to dla was?! Już 20 za wami! Ruchy, ruchy! - wrzeszczała chcąc nas
zmotywować, co udawało jej się bezbłędnie. Już po pierwszej lekcji z nią
wszyscy dowiedzieliśmy się, czemu jej przezwiskiem było 'Mayor'. Dwadzieścia
pięć kółek na rozgrzewce. Czemu nie? Po pięciu okrążeniach szkoły nadszedł czas
na wyrabianie mięśni. Nie ma lipy, czas na siłkę. Jako pierwsze wybrałam
dziesięciokilogramowe ciężarki. kiedy wszystkie zajęłyśmy swoje miejsca, ciocia
zaczęła odliczanie. Słysząc liczbę '10' każdy rzucał swoje zajęcie i przenosił
się na pierwszy wolny sprzęt znajdujący się po prawej stronie. I tak dwa razy.
-Koniec na dziś! - zawołała Hilda, a my z niekłamaną ulgą
opuściłyśmy siłownię.
-Jak można zaraz po lekcji z Mayor dawać matematykę? No nie
rozumiem, no! - zawodziła Risky. Wybuchłyśmy śmiechem. Nie dziwiłyśmy się
takiej reakcji. Zazwyczaj senna i ociężała Victoria na swojej lekcji
zachowywała się jak dziecko w sklepie z zabawkami. Biegała po sali, każdy temat
tłumaczyła z nienaturalnym entuzjazmem. Po dłuższym czasie robiło się to
męczące. Kiedy ktoś nie rozumiał jakiegoś tematu i jakimś cudem to do niej
docierało, wbijała tej osobie wieczorem do mieszkania i tłumaczyła przez całą
noc. Kilku z nas doświadczyło już jej nocnego terroru, więc każdy próbował
uczyć się jak najefektywniej.
-Wszyscy rozumieją co właśnie powiedziałam? Szczerze proszę
powiedzieć. Wypełnianie tego dokumentu jest bardzo ważne - wszyscy energicznie
pokiwaliśmy głowami. Każdy po cichu liczył na klasowego kujona, który mógłby
uczyć zamiast Victorii.
-Oli. Ja zginę - wyjęczałam, uwieszając się na ramieniu przyjaciela,
a ten westchnął głęboko.
-Słuchaj. Wpadnę do ciebie jutro i wytłumaczę wszystko po
kolei, ale daj mi się normalnie ruszyć - jęknął Olivier. Wyszczerzyłam
się do niego dziękując, a po puszczeniu ramienia przyjaciela, odbiegłam do
dziewczyn czekających w klasie.
-Dobierzcie się w czwórki, tak jak poprzednio - zarządził
Sedori. Po wykonaniu jego polecenia, zasiedliśmy do stolików. Stały na nich już
po cztery pojemniki, w których były żaby. Po jednej na głowę. - Pod pudełkami
znajdziecie instrukcje. Każda jest inna, bo każdemu zwierzęciu dolega co
innego. Wasze zadanie to diagnoza i szybkie leczenie. Niezbędna jest do tego
wasza moc, pamiętajcie o tym.
Szybko zabraliśmy się do pracy. Delikatnie położyłam palce
na głowie żaby i zamknęłam oczy. Przesunęłam opuszkami po małym, oślizłym
ciałku. W głowie zjawiła mi się od razu diagnoza. Złamana i przemieszczona kość
udowa oraz trucizna atakująca dolne partie ciała. Z palca wypuściłam cienką
stróżkę mocy wprost w ciało gada. Kilkoma szybkimi ruchami nastawiłam kość i
trwale ją usztywniłam. Zaraz po ty zajęłam się trutką, którą szybko usunęłam z
organizmu zwierzęcia.
-Bardzo dobrze Shion. Jeden szczegół. Jedna z kości była
zarysowana. Nie jest to zbyt groźne, wiec powiem, że poszło ci naprawdę dobrze,
kochana - Sedori pogłaskał mnie po głowie.
-Ty jakoś tak masz lekko u tych nauczycieli - jęknął
Matthias po zakończeniu lekcji medycyny wstępnej. Przeciągnął się, wzdychając
głośno. Spojrzałam na niego wątpiąc trochę w to co powiedział. Nie moja wina, że
zawsze obrywa za przysypianie. Prychnęłam cicho, poprawiając plecak na
ramieniu.
-Tak. Jasne. Może mam łatwiej, bo słucham co mówią. Poza
tym nie zapominaj, że właśnie idziemy na spotkanie z prawdziwym demonem. -
warknęłam, chowając dłonie do kieszeni ogromnej, czarnej bluzy. Nie doczekawszy
się odpowiedzi, odwróciłam głowę w stronę, z której powinno paść choć krótkie
'No tak'. Zamarłam w połowie ruchu, czując na ramieniu niespodziewany ciężar.
Moje serce przyspieszyło niespodziewanie, kiedy przez ciało przeszedł
niekontrolowany dreszcz.
-Przypominam ci, że każdy tu jest demonem, dziecinko. Ty
też nie jesteś wyjątkiem. - powiedział słodziutkim głosem pan Xenzetsu.
Odwróciłam się stając z nim twarzą w twarz. Do tak strasznego widoku nawet
zatwardziały fan horrorów z twardą psychiką by się nie przyzwyczaił. Krzywy
uśmiech mężczyzny, jego jarzące się oczy i przytłaczająca aura śniły mi się po
nocach, przyprawiając moją biedną osobę o zawał serca. Po chwili jednak wyraz
twarzy pana Xenzetsu zaczął się zmieniać, a on sam zaczął się głośno śmiać.
-Wyglądasz jak pudel! - zawołał skręcając się ze śmiechu.
-Dzięki, że mi tak słodzisz, ale pamiętaj, że pudle są
wredne i gryzą - odparowałam, zanim zorientowałam się, że pogłębiam dół, w
którym się znajdowałam. Na lekcjach będę miała jeszcze gorzej niż teraz, a i
tak nie było zbyt kolorowo. Czekałam dobicie mnie ciętą ripostą, których u
niego nigdy nie brakowało, jednak jedyne czego się doczekałam, to przyjazne
czochranie mojej grzywy. Spojrzałam w górę i nagle świat zawirował. Czas
zwolnił, a temperatura jakby nagle podskoczyła. Xenzetsu uśmiechał się
promiennie, jego oczy miały głębszą barwę zieleni niż zazwyczaj, a w policzkach
ukazały się ledwo widoczne dołeczki. Wszystko znikło, przestało istnieć w
ułamku sekundy. Został tylko mężczyzna stojący przede mną, który wydawał się
błyszczeć w świetle popołudniowego słońca. Coś ścisnęło mnie w klatce
piersiowej.
-Co jest pudelku? Podobam ci się? - spytał Xenzetsu,
wyrywając mnie z tej pułapki czasu. Wszystko wróciło do normalności. Wszystko
oprócz niego.
-Chciałbyś - warknęłam, odmaszerowując w stronę łazienki.
Zanim weszłam do kabiny, zerknęłam w lustro. - O shit - jęknęłam widząc swoją
twarz czerwoną jak burak. Patrzyłam na siebie jeszcze chwile, jednak dzwonek w
porę przerwał moje podziwianie dorodnej czerwieni. Pognałam do kabiny na
szybkie siku, a zaraz potem pędziłam na lekcje używania broni. Otworzyłam drzwi
i wpadłam do sali. Po drodze potknęłam się o własne nogi, o mały włos nie
wycierając podłogi własną twarzą. Jedynym co oddzielało mnie od podłoża był pan
Xenzetsu. Natychmiast poderwałam się do góry.
-Przepraszam - szepnęłam. Już spokojnym krokiem ruszyłam do
swojej ławki. Zasiadłam na krześle, po czym podniosłam wzrok na wściekłego
mężczyznę opierającego się dłońmi o mój stolik. Już wiedziałam, że zginę. Zero
szans na przeżycie kolejnych kilku dni.
-Przyjdź do mojego mieszkania po lekcjach. Mam do ciebie
sprawę - powiedział, patrząc mi prosto w oczy. Poklepał mnie po głowie odrobinę
za mocno i odszedł. Całą lekcje przesiedziałam nienaturalnie cicho, potulnie
wypełniając każde polecenie nauczyciela. Dziwnie to brzmi. Ja siedząca cicho i
Xenzetsu jako nauczyciel. No zaraz zdechnę ze śmiechu.
-Nie gadać mi tam na końcu! - zawołał Rafael. Rozmowy
ucichły, ale po chwili znów pojawił się szept. - Ja wiem, że cieszycie się z
tygodniowych ferii, ale jeszcze tylko dwie lekcje zostały. Mam nadzieje, że
Revy ustawi was do pionu.
Na wzmiankę o mojej mamie wszyscy ucichli jak zaczarowani.
Następnych kilkadziesiąt minut Rafael tłumaczył nam jak zrobić truciznę, po
której spożyciu ofiara ma takie rozwolnienie, że głowa mała.
-Tylko nie używajcie jej na swoich kolegach, bo łatwo
dowiem się kto to zrobił. Jesteście w klasie specjalnej, wiec tylko tu uczymy
was takich rzeczy jak wykonanie trucizny - żeby Rafaela błysnęły złowieszczo,
ustawiając swojego właściciela zaraz za moją mamą i panem Xenzetsu na liście najniebezpieczniejszych
osób z naszego otoczenia. Rafael był mega nie przewidywalny i dlatego nikt
nawet nie odważy się sięgnąć po składniki trutki nigdzie poza tą salą. Magia
aury dojrzałego demona działała cuda, serio.
Po biologio-chemii wszyscy biegiem ruszyliśmy na ostatnią
lekcję tego dnia. Ostatnią i najgorszą.
-Dziś idziemy na wycieczkę. Dobierzcie się, proszę, z pary
- syknęła mama, przyszpilając mnie spojrzeniem, które z łatwością mogło zabić.
Przestałam przeżuwać i powoli schowałam niedokończoną kanapkę do plecaka. Chyba
dotarła do niej wiadomość od pana Xenzetsu o moim wypadku na jego lekcji.
Udając, że wcale nie wiem nic o przyczynie złości mamy, wstałam szukając
partnera do śmiechu. Skrzywiłam się widząc, że jedyną osobą bez pary została
warkoczykowa dziewczyna, która obrażała moją paczkę już dwa dni po naszym
przybyciu. Mimo rażącej niechęci, grzecznie stanęłam obok Myszy, bo tak właśnie
nazywaliśmy tego warkocza. Spokojnie poczekałyśmy na swoja kolej, po czym
wyszłyśmy z klasy, przemaszerowałyśmy przez cały budynek i ustawiłyśmy się w
dwuszeregu na podjeździe. Spojrzałam zdziwiona na vana zaparkowanego przed
nami. Wzrokiem porozumiałam się ze stojącym obok Matthiasem. Oboje chcieliśmy
wiedzieć o co chodzi, ale nie mieliśmy odwagi zapytać. Kiedy mama jest w złym
humorze to nie tyle bez kija, co w ogóle nie podchodź. Wsiedliśmy do vana. Bez
przepychanek, bez bijatyk, bez krzyku i bez kłótni o miejsca. Zapowiadała się
nudna podróż, jednak bardziej od dobrej zabawy, ceniliśmy swoje życia. Przypomniały
mi się wszystkie wyjazdy z klasą, które do tej pory odbyłam. Można by je
określić jednym słowem - chaos. W porównaniu z ziemskimi wycieczkami, to była
oaza spokoju. W ciągu kilku sekund wszyscy zajęli swoje miejsca i nie
dość, że nikt nie krzyczał, to nikt nawet nie odważył się szeptać.
...
Dopiero zdałam sobie sprawę, że myśląc o ziemskich
wycieczkach, zachowałam się trochę jak kosmita. Zachciało mi się śmiać, jednak
utrzymałam poważną minę. Do vana wkroczyła królowa. Inaczej nie można było jej teraz
nazwać. Znów wbiła we mnie swój wszechwiedzący wzrok, ale tylko na chwile.
Zaraz po tym wszyscy doświadczyli jej terroryzującego spojrzenia.
-Ruszaj - powiedziała do kierowcy przesłodzonym głosem. W
tym momencie każdy z osobna poczuł jak dreszcze powoli przebiegają mu po
plecach. Nie wiem jak innym, ale mi przypomniała się scena porwania z filmu
grozy. Niezła mi się mama trafiła, nie? Terroryzuje uczniów. Tylko
pozazdrościć. Van ruszył, ale Revy nie usiadła. Nie dość, że nie usiadła to
nawet się nie zachwiała, wciąż lustrując nas wzrokiem. - Jesteście klasą
specjalną - zaczęła, a ciarki znów zaatakowały moje plecy. - Jako klasa
specjalna macie inne lekcje niż reszta uczniów naszej akademii. Zauważyliście
to pewnie już na samym początku. Sporządzanie trutek, sztuki walki, używanie
broni. Oprócz większej ilości zajęć macie też tygodniowe przerwy, które będą
miały miejsce co trzy miesiące. Pierwsza z nich zaczyna się jutro. Postarajcie
się zbytnio nie rozleniwić. To wszystko z mojej strony. Jakieś pytania? -
popatrzyła na nas. Była wyraźnie zdenerwowana. Mówiła chaotycznie i mimo, że
van skręcał i podskakiwał, ona stała pewnie, nie zachwiawszy się ani razu. Moja
reka wystrzeliła w góre. Poczekałam aż zostanie mi udzielony głos.
-Gdzie my tak właściwie jedziemy? - spytałam na tyle
głośno, żeby było mnie słychać przez huk silnika. Twarz mamy nachmurzyła się.
-I tu jest właśnie problem.. Tata Dave'a zaprosił nas do
swojego miejsca pracy. Zwiedzimy wszystko, próbując swoich sił w zawodzie.
Mieliśmy jechać tam tydzień temu, jednak wolałam zabezpieczyć się na wypadek
jeśli ktoś nie będzie mógł wstać przez kilka dni - wypaliła na jednym wdechu.
Po ostatnim zdaniu zajęła wreszcie swoje miejsce. Wtedy rozległy się ledwie
słyszalne szepty. Ukryłam twarz w dłoniach. Jutro mogę nie dać rady się ruszyć,
a dziś muszę jeszcze odwiedzić pana Xenzetsu. Bosko. Lepszego ostatniego dnia
szkoły sobie wymarzyć nie mogłam. Po następnych dziesięciu minutach van
podjechał pod ogromną hale. Widywałam takie na filmach. Wojennych.
-No pięknie - wyrwał mi się cichy jęk. Już wiedziałam jak
spędzę kilka następnych godzin swojego życia.
-Witam w najlepszej Akademii Wojskowej w Podziemiu! -
zawołał szeroki pan. Jego dziecinna twarz przypominała mordkę jego syna,
niejakiego Dave'a. Staliśmy rozproszeni po placu, a przed nami, w równiutkim
trójszeregu, stali na baczność bardzo umięśnieni mężczyźni w spodniach moro i
koszulkach khaki. Zupełnie jak na filmach. Jeden z nich przyglądał mi się
rozbawiony. Zerknęłam w dół i o mało nie wybuchłam śmiechem. Idealnie
wpasowałam się w temat wycieczki. Byłam ubrana jak stojący przede mną ludzie
plus czarna bluza. No chyba jednak trochę się poturlam ze śmiechu. Ledwo
opanowałam emocje, kiedy przed szerokiego pana wyszedł koleś wyglądający jak
mój najgorszy koszmar. Włosy ścięte na grzybny hełm, zamiast okularów denka od
butelek, twarz typowego kujona i lizusa z piegami i zbyt dużymi przednimi
zębami. Na domiar złego ubrany był białą, sztywną koszule, czarny pulowerek i
garniturowe spodnie zaprasowane w kancik. W błyszczących pantoflach mogłabym
się na luzie przejrzeć, a to odrzucało mnie jeszcze bardziej. Kiedy się
odezwał, o mało nie padłam. Nie dość, że wyglądał jak kujon, to jeszcze mówił
jak kujon. Nosowy głos i przedłużające się samogłoski prawie doprowadzały do
szału.
-Witam. Będę waszym przewodnikiem - uśmiechnął się do mojej
mamy. Wymieniłam rozbawione spojrzenia z Gabriellem. Z takich ludzi
uwielbialiśmy się śmiać. Ich sztywne spojrzenie na świat można było łamać jak
paluszki. - proszę za mną - zaskrzeczał, prowadząc nas wąskim korytarzem. Idąc
obok Myszy miałam okazje rozejrzeć się dokładnie i doszłam do wniosku, że
tutejsza podłoga została naprawdę dobrze zrobiona, a ściany to dzieła sztuki.
Puszczałam mimo uszu to, co mówił kolo w pulowerku i zajęłam się zaglądaniem w
każde napotkane otwarte drzwi. Wszystkie pomieszczenia były bezludne.
Wywróżyłam sobie kolejnych kilka minut nudy, jednak już po chwili idący przede
mną Matthias zatrzymał się gwałtownie. Zahamowałam w ostatniej chwili i wyjrzałam
zza pleców brata, żeby zobaczyć co się dzieje. Pulowerek stał z założonymi
rekami na plecach, patrząc na nas wyczekująco. Kiedy nikt już się nie ruszał,
Grzyb przemówił. - Po mojej lewej znajdują się szatnie wojska. Tam przebiorą
się chłopcy. Wasze uniformy są już przygotowane - po tych słowach przepuścił
męską cześć klasy do wyznaczonego pomieszczenia. Nam wskazał drzwi na wprost.
Weszłyśmy tam i stałyśmy obok ławek czekając na instrukcje. Pulowerek poszedł
do chłopaków, a mama weszła za nami, zamykając drzwi na klucz.
-No dobra, dziewczyny. Przepraszam, że tak wyszło, ale w
ramach rekompensaty nie musicie nosić męskich, wojskowych strojów. Wzięłam z
szatni wasze ubrania, które nosicie na lekcjach z Hildą.- to mówiąc, wyciągnęła
zza szafy dwie torby sportowe, Niechętnie się przebrałyśmy, jednak kiedy
spojrzałam jak dziewczyny ubierają się na wf do Bateshiego, to wrócił mi humor.
Połowa dziewczyn była w króciuteńkich spodenkach i obcisłych koszulkach. Ponad
ćwierć z pozostałych miała na sobie legginsy i top zakrywający tylko cycki.
Popatrzyłam na siebie. Czarne, szerokie spodenki do koszykówki i o trzy numery
za duża, biała koszulka. Do tego czarne adidasy za kostki. To dlatego ćwiczyło mi się tak
wygodnie! pomyślałam,
uświadamiając sobie tą ciężką prawdę.
Wyszłyśmy z szatni i ruszyłyśmy za mamą. Pokonawszy kilka
metrów wgłąb korytarza, natknęłyśmy się na Pulowerka i chłopaków.
Porozumieliśmy się wzrokiem między sobą. Jeśli nie będzie źle teraz, to znaczy,
że najgorsze dopiero przed nami i wiedzieliśmy o tym doskonale. Grzyb
poprowadził nas dalej, opowiadając o swoich przygodach przeżytych w wojsku.
-A kiedy byliśmy już na froncie... Ohoho! To się dopiero
działo! Jednak może opowiem o tym kiedyś indziej. Teraz czeka was spotkanie -
wzdrygnęłam się, widząc ohydny uśmieszek Grzyba. Uświadomiłam sobie, że całą
drogę mówił słodziutkim, przesyconym jadem głosem. Uśmiechnęłam się. Myśli, że
zginiemy czy co? Nawet jeśli to... Niedoczekanie, ty mały pacanie. Drzwi przed
nami otworzyły się powoli.
-Baczność! - zawołał donośny głos. Usłyszałam stukot butów,
kiedy kilkudziesięciu facetów zasalutowało, prostując się jak struny. - Witamy
w bazie szkoleniowej. To zaszczyt gościć tu Waszą Wysokość. - ukłonił się
umięśniony, niski jegomość. Mama skinęła głową z uśmiechem. Na mnie nie
zwrócili uwagi, więc byłam bezpieczna. Żadnych tytułów, żadnych zwrotów
grzecznościowych. I to mi się podoba! Pewnie nawet nie podejrzewali, że to ja
jestem przyszłą królową. Spojrzałam ukradkiem na swoje ubranie. Nie dziwiłam
się, że nikt nawet tego nie podejrzewał. - No dobra, dzieciaki! - zawołał
Łysy. - Jestem generałem i prowadzę tu szkolenia. Moje nazwisko wam nie
potrzebne, wasze mi też. Dzisiejsze cztery godziny waszego życia należą do nas,
do mnie i moich przyszłych podwładnych. Zrozumiano?! - wrzasnął na koniec.
Kiwnęłam głową znudzona. Dorośli mają dziwne zamiłowanie do jakichś dziwnych
przemów. Nigdy tego nie zrozumiem. - Ustawcie się w szeregu.
-Mama wyszła w momencie wydania rozkazu, więc na sali
zapanował błogi chaos. Zdezorientowany generał stał z rozdziawionymi ustami.
Lekceważenie ludzi zadufanych w sobie toto, co Shion lubi najbardziej. Leniwie
przechadzałam się z jednego miejsca na drugir, szukając idealnego ustawienia. Wreszcie
rozgardiasz ucichł, a ja utknęłam między Akim a Dave'm. No świetnie. Bosko.
Przecudownie. Generał znowu zaczął wygłaszać jakieś mowy, więc wyłączając się
zupełnie, planowałam dzisiejszy wieczór. Po powrocie stąd, będę musiała jakoś
przemknąć do siebie, żeby napisać zaległą pracę domową i niezauważalnie
podłożyć ją do mieszkania rodziców. Gdyby wcześniej złapał mnie pan Xenzetsu,
miałabym przechlapane u taty. Mogłabym wkręcić w to Oliego albo Evę i
Gabriella.. Albo o! Jeszcze lepiej! Wykorzystam Dave'a. Plan doskonały. Dave
zagada Xenzetsu, chcąc 'dowiedzieć się czegoś o nowych modelach broni', a ja w
tym czasie wbiję do swojego mieszkania, szybko nabazgrzę odpowiedź na pytanie
ojca, zjadę windą do rodziców, zostawię zeszyt na biurku i wtedy mogę spokojnie
umierać, spędzając resztę dnia z panem Xenzetsu.
Generał już skończył gadać, a ja pochyliłam się w stronę
Akiego.
-Tłumacz - rozkazałam.
-Ty serio nigdy nie słuchasz, nie? - westchnął. Kiwnęłam
głową, patrząc na niego wyczekująco. - Najpierw walczymy między sobą, a potem
mały sparing z którymś z tych ... tych.. przyszłych wojskowych no. Tak w
skrócie - zaśmiał się. - Nienawidzisz tych przemów, nie?
-Nie. Tylko udaję, że olewam tych bufonów - wywróciłam
oczami, odchodząc do Myszy. Mieliśmy walczyć w dwójkach, których przyszliśmy
chyba. Tak? Nie? Szkoda. He. Ustawiłyśmy się na końcu kolejki. Przed nami stało
jedenaście par i jedna trójka. 3bit w składzie Risky - Ashley - Marcia walczył,
kiedy tylko nadawała się do tego okazja. Zawsze było to strasznie wkurzające,
bo one tylko udawały i robiły wiele niepotrzebnych ruchów. I zawsze walczyły
pierwsze.
-Musicie walczyć we trzy? - spytał facet trzymający plik
kartek. Dziewczyny pokiwały głowami, więc pan spisał ich imiona. - Zasady są
proste. Wszystkie ruchy dozwolone. Wygrywa ta, która najdłużej utrzyma się na
nogach.
Trio dziewczyn zaczęło walczyć w swój widowiskowy sposób.
Żadna z nich nie doznała większych urazów niż siniaki od źle wymierzonych
ciosów.
-Cholera! Dość! Dość! - zawołał generał po kilku minutach
bezsensownej 'walki'. - To nie jest konkurs ani żadne zawody. Na polu walki nie
będziecie filmowane. Nikt nie będzie wam klaskał. Tam zamiast wyuczonej
kolejności ruchów trzeba składać własne kombinacje. Każdy przeciwnik jest inny
i musicie to zrozumieć, żeby wygrać. Uczą was sztuk walki, żebyście umiały się
obronić, a nie ładnie wyglądać na macie! - wrzasnął. Powoli zaczynałam go
lubić. Był pierwszą osobą, która zwymyślała 3bita za ich styl. Zazwyczaj
podziwiano ich ruchy wykonywane z gracją tancerek i jakby pod rytm jakiegoś
utworu. Jednak generał miał rację. To nie będzie przedstawienie. Jesteśmy klasą
specjalną, która jest przygotowywana do najcięższych i najbardziej
skomplikowanych zadań. Nie było tu miejsca na słabości, wahanie czy ładny
wygląd podczas walki. Od tego, co zdołamy pojąć teraz, kiedyś może zależeć
nasze życie. To było w tym wszystkim przerażające.
-Imię? - spytał facet z zeszytem.
-Shion - powiedziałam. Wreszcie przyszła moja kolej. Teraz
ja będę walczyła. Stanęłam naprzeciwko Myszy, która prawie dygotała ze strachu.
- Nie lubię cię, więc walczymy na serio. Nie oszczędzaj się,
-Nienawidzę cię - warknęła tamta, spinając się. Miała
napięte wszystkie mięśnie. Źle. Rzuciła się do przodu, a ja uskoczyłam zgrabnie
w bok. Cała walka wyglądała jednolicie. Ona atakowała, ja unikałam ciosów, co
jakiś czas podstawiając jej nogę. Kiedy wreszcie miałam zaatakować, Mysz upadła
wycieńczona. Rozległ się gwizdek, a przegrana z ulgą usiadła na ławce, zasapana
jak nigdy. Zwaliłam się na ławkę obok niej zrezygnowana. Ledwo się zmęczyłam i
nawet nie dano mi się pobawić. Co to za sprawiedliwość ja się pytam?!
-Żebyście nie mieli tak dobrze, to rekruci będą sobie
wybierać przeciwników spośród was. Nie ma tu żadnych kobieta. Jeszcze ani jedna
kobieta nie dotrwała do trzeciego roku - powiedział generał z dziwną dumą w
głosie. Skrzywiłam się. Walone męskie poczucie wyższości. Zaraz potem dotarł do
mnie sens słów generała. Trzeci rok. To znaczy, że mieliśmy do czynienia z
dobrze wyszkolonymi mężczyznami. Wystarczyło na nich spojrzeć, żeby nabrać
pewności, że ponad połowa z nam nie będzie miała żadnych szans. Tylko nieliczni
mogliby zmierzyć się z tymi monstrami. Na moją twarz wypłyną uśmiech.
***
Shion powraca!
Miałam trochę kłopotów z ponownym wpasowaniem się w osobę księżniczki.
W końcu się to jednak udało. XD
Tak jak obiecałam.
Nowy rozdział przed świętami.
I ostatni przed świętami.
Jeszcze tylko poprawić błędy w WKB i koniec.
Jutro wigilia, więc muszę trochę pomóc mamie.
WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI!
♥♥♥