Siemka wszystkim! ;D Dawno nie było nowego rozdziału i bardzo za to przepraszam, ale zrozumcie.. Jest tyle mang do przeczytania D: xD Dobra. Mniejsza z tym. Czas, żeby Shion zawojowała! *o*
***
Ciemność. To było pierwsze co zobaczyłam. Przez kilka minut miałam zamknięte oczy, ale kiedy je otworzyłam... Normalnie nie da się opisać mojego strachu, który wtedy czułam. Przed moimi oczyma rozciągał się przerażający widok. Czarne domy z czerwonym niebem w tle rozciągały się aż po horyzont, a przed moimi oczami, kilka centymetrów przed moim nosem zobaczyłam czyjeś plecy. Podniosłam się na kolana, a w tym momencie człowiek przede mną odwrócił się w moją stronę. To była kobieta.
-Witaj, księżniczko - uśmiechnęła się wstając. - Myślałam, że już się pani nie obudzi.
Rozejrzałam się zaskoczona. Nie spodziewałam się, że ta piękna kobieta mówi do mnie. Wskazałam na siebie palcem zaskoczona, a pani pokiwała głową z wyraźnym szacunkiem.
-Czemu mówi pani do mnie jakbym była kimś ważniejszym niż dorosły człowiek? - zdziwiłam się.
-Ja jestem tylko Nikushimi*, a ty pani, jesteś Shi**. Taka kolej rzeczy jest - ukłoniła się nisko. - Jestem Victoria. To dla mnie zaszczyt poznać Cię osobiście, Wasza Wysokość.
-Jestem Shion, a nie jakaś księżniczka czy wasza wysokość.. - westchnęłam stając na nogi. Pani Victoria chwyciła moją walizkę i obie torby i podążyła w stronę ogromnego budynku znajdującego się dosyć daleko od miejsca, w którym aktualnie byłyśmy. Podbiegłam do niej i z miną nieuznającą sprzeciwu, chwyciłam torby. Po kilku metrach trochę zawstydzona ciekawskimi spojrzeniami kierowanymi w moją stronę, opuściłam głowę i wbiłam wzrok w buty.
-Proszę podnieść głowę i iść dumnie, księżniczko. Wszyscy wiedzą kim jesteś. Widzą twoją moc - kobieta idąca obok mnie pogłaskała mnie wolną ręką po głowie, a kiedy na nią spojrzałam uśmiechnęła się do mnie.
-Gdzie są moi przyjaciele, proszę pani? - spytałam nagle przypominając sobie po co tu jestem.
-Zostali wyrzuceni przez Otchłań w różnych miejscach. Reszta Starego Pokolenia poszła ich szukać.. - zatrzymała się i spojrzała na mnie zdziwiona. - Nazwałaś mnie per pani, Wasza Wysokość?
-Uhm - pokiwałam głową. - To normalne, jestem dzieckiem, a pani jest dorosła. Należy się pani szacunek..
-Mów mi po imieniu, księżniczko - zaśmiała się przerywając mi i idąc dalej.
-Na początku nie.. - mruknęłam. - Mam jeszcze jedno pytanie.. Czemu jest tu tak dużo ludzi?
-Pewnie już rozniosła się wieść, że do miasta przybyła księżniczka i tak jak mówiłam wcześniej, oni widzą twoją moc, pani.. - powiedziała Victoria z uśmiechem. Podniosłam nieśmiało rękę i pomachałam nią z lekkim uśmiechem ku grupce nastolatków. Dziewczyny zaczęły piszczeć, a kilku chłopaków chciało do mnie podbiec.
-Czuję się jak gwiazda rocka - zaśmiałam się w głos. Nagle poczułam uścisk czyichś dłoni na szyi, które odcięły mi dopływ tlenu. Puściłam wszystkie torby. Cały bagaż wylądował na ziemi, kiedy ja zaczęłam panikować. Ręce zaciskały się coraz mocniej, były przerażająco silne. Wszystko działo się za szybko, żeby ktoś dał rade ruszyć z pomocą. Oprócz Victorii. Ona migiem przyskoczyła do mnie, ale napastnik już uciekł w tłum wrzeszcząc, że to tylko ostrzeżenie. Zaczęłam spazmatycznie łapać powietrze. Ktoś dopadł do mnie i zaczął głaskać mnie po plecach mówiąc mi co mam robić.
-Spokojnie, już nic ci nie grozi. Oddychaj głęboko, powoli. Zamknij oczy i skoncentruj się na moim głosie. - chłopak zaczął mi opowiadać co się dzieje na około, kiedy ja wsłuchiwałam się jedynie w bicie swojego serca... Dopóki nie usłyszałam głosy Evy i Rebeccy. Otworzyłam oczy. Przekrzykiwały się biegnąc w moją stronę. Chłopak, który mnie uspokajał, stanął zagradzając im drogę. Dziewczyny odbiły się od niewidzialnej ściany.
-Ej! Co jest? - zawołała Rebecca.
-To nasza przyjaciółka! - wrzasnęła Eva.
-A ja jestem królem - warknął chłopak. - Wszyscy tak mówią, a wy jesteście dla jej wysokości nikim, wiec spływajcie, nędzne suki...
Podniosłam się i zdziwiona zauważyłam, że jestem tego samego wzrostu co "mój wybawca". Wkurzyły mnie jego słowa. Postukałam palcem w jego ramie. Odwrócił się, po czym zawirował po spotkaniu z moją pięścią.
-Witaj królu.. - warknęłam stając nad nim. - Skąd wiesz kim dla mnie mogą być, skoro nawet nic nigdy do ciebie nie powiedziałam? - syknęłam patrząc na chłopaka z góry. Zwróciłam się do dziewczyn, które wyglądały jakby zobaczyły nagiego Jareda Leto*** (czytaj: patrzyły z zachwytem). - Co się stało?
-Shion... - szepnęła Eva wskazując na moje oczy, włosy i podrapane ubranie. Rebecca wyciągnęła małe lusterko i mi je podała. Kiedy w nie spojrzałam, moja szczeka rozsypała się po ziemi (od autorki: o nie! ktoś zabrał moje zęby! *le bezzębna staruszka*). Moje oczy były krwistoczerwone, a włosy migotały jakby były żywym ogniem. Unosiły się jakby ktoś naelektryzował je i trzymał balon nad moją głową. Och. Zapomniałam dodać, że nie dość, że tego ranka potrzebowałam 30 minut, żeby ujarzmić moje siano, to jeszcze moje kochane kudły były teraz rude. Nie brązowo-rude, nie czerwono-rude, nawet nie były czerwono-brązowe jak wcześniej. Były po prostu chamsko rude. Aż prześwitywały gdzieniegdzie pomarańczem.
-What the fuck?! Wcześniej byłam brzydka, ale teraz to już przesada - załamałam ręce, po czym dostałam z liścia od Rebeccy.
-Nie jesteś brzydka - syknęła dziewczyna. Podniosłam ręce poddając się.
-Już nic nie mówię- zaśmiałam się. Po tym zdarzeniu podzieliłyśmy mój bagaż na trzy i poszłyśmy do pałacu. Eva i Reb były tam już wcześniej wiec poszły przodem.
-O cholera... - szepnęłam kiedy stanęłyśmy przed wysokim budynkiem mającym, jak się później okazało, dwadzieścia pięć pięter.
-Każdemu demonowi ze Straży Królewskiej przysługuje jedno piętro. Dla rodziny królewskiej są przypisane ostatnie piętra w liczbie pięciu - objaśnił nam człowiek w holu. Victoria ulotniła się gdzieś zostawiając nas samych. Człowiek wyglądający jak boy hotelowy wyciągnął komórkę i zadzwonił zostawiając nas samych sobie. Po chwili wrócił spiesznym krokiem. - Przepraszam za tę nieuprzejmość, Wasza Wysokość. Nie rozpoznałem Cie. Przyjmij moje przeprosiny. Stare Pokolenie zaraz przyjdzie. Zabierze twoich przyjaciół do ich mieszkań. Po ciebie przyjdzie przyjaciel twojej matki.
W tym momencie drzwi windy otworzyły się i wysiedli z niej moi przyjaciele oraz bardzo piękni ludzie. Pośród nich była Victoria ubrana w czerwoną suknię.
-Tata! - zawołałam widząc jego złote włosy. Podbiegłam do niego i zawisłam na jego szyi.
-Hej - zaśmiał się podnosząc mnie do góry. Rozejrzałam się po sali. Przez moment patrzyłam jak dorośli szukają swoich uczniów miedzy moimi przyjaciółmi.
-Gdzie jest Olivier? - spytałam schodząc z ramion taty.
-Jest już u siebie. Wszystko mu wyjaśniłem, żeby nie szwendał się za nami kiedy będę cię prowadzić do Revi.. Nawiasem mówiąc jest na mnie za to bardzo wkurzona - zaśmiał się wysoki mężczyzna z czarnymi włosami. Jego oczy błysnęły jaskrawozielonym kolorem. - Witaj w domu, księżniczko.
-Wróciłam - uśmiechnęłam się szeroko do Xenzetsu. Jako jedyny nie był ubrany w garnitur. Biała koszulka opinała się na dobrze umięśnionej klacie. Na to narzucił czarną bluzę, a na zgrabnym tyłku miał zwykłe, najzwyklejsze spodnie.
-On jest mój. Wara - mruknęłam do Rebeccy i Evy.
-Ja mam Gabriella - zaśmiała się Eva. Zastygłam w pół kroku. Odwróciłam się z kilkusekundowymi zawiechami, jak robot jakiś.
-What? - syknęłam z szeroko otwartymi oczami. - Kiedy wy to...?
-Twoja pierwsza randka z Matem. Nikogo nie było z domu i.. Jakoś tak wyszło - Eva spiekła buraka bawiąc się swoimi dłońmi. - No i od wtedy jesteśmy razem tak na serio.. Na 100%..
-Pytałam od kiedy jesteście razem - szepnęłam zażenowana waląc się otwartą dłonią w czoło.
-Ups.. Kurde.. Miało się nie wydać - westchnęła także zażenowana Eva idąc za swoją trenerką. Dobra. Wlokła się, ale zawsze coś. Dorośli i moi przyjaciele podzielili się na pary i stanęli przed windą. Z tego co usłyszałam i zapamiętałam Gina trenuje Bateshi, a Rebeccę - ciocia Hilda, ale ona miała się spóźnić. Reszta Starego Pokolenia przedstawiła mi się sama.
-Do zobaczenia później! - zawołał wesoło Sedori, piękny transwestyta, machając mi ręką na pożegnanie. Byłam ostatnia w kolejce. Stojąc obok pana Xenzetsu, bałam się. Nie wiem czemu. Wytwarzał jakąś dziwną aurę, która jakby kazała mi się bać.
-Spokojnie. Nie zjem cię - zaśmiał się cicho, ale odsunął się kawałek, żeby porozmawiać z kimś przez telefon. Kiedy przyszła nasza kolej, pan Xenzetsu położył mi rękę na ramieniu. - Przygotuj się. Twoja mama jest wściekła, że zostawiłem Oliviera samego. Pierwsze spotkanie może nie być zbyt przyjemne, wiesz?
-Jeśli jest gorsza ode mnie, to mogę sobie wyobrazić zniszczenia - zaśmiałam się cicho. Wsiedliśmy do windy, a pan Xenzetsu wcisnął guzik z rysunkiem kluczyka. Płytka pod spodem odwróciła się ukazując guzik z numerem "26", który potem wcisnął. Winda ruszyła gwałtownie wprawiając mnie w chybotanie.
-Uważaj - powiedział mężczyzna podtrzymując mnie. - Jeśli będziesz poobijana to oberwę - zaśmiał się.
-Dzięki - uśmiechnęłam się obciągając do dołu róg koszulki, którą pan Xenzetsu podciągnął łapiąc mnie. On jakoś się tym nie przejął. (od autorki: przyzwyczajony pewnie ><)
Gdy drzwi windy otworzyły się, zamarłam zaskoczona. Dach wieżowca pokrywały krzewy, trawa i kilka małych drzewek.
-Xenzetsuuu!- usłyszałam krzyk wkurzonej kobiety. Chwile potem popatrzyłam w niebo. Na naszą dwójkę leciał ogromny głaz. Stałam w miejscu przerażona. Mój mózg przestał pracować, a w głowie jarzyło mi się tylko słowo "NIEBEZPIECZEŃSTWO!". Przede mną wyrósł pan Xenzetsu i rozbił głaz na drobne kawałeczki.
-Kobieto! Co ty wyprawiasz? Wiesz, że ONA tu jest?! - zawołał ze śmiechem. Zza drzewa wyszła kobieta w białej sukience do kostek. Długie czarne włosy miała zaplecione w gruby warkocz. Wyglądała trochę jak królewna Śnieżka. Nie mogłam oderwać od niej oczu.
-Shion! - krzyknęła rzucając mi się na szyje. - Shion, Shion.. Moja mała córeczka.. - płakała Revi. Objęłam ją mocno czując łzy spływające po moich policzkach.
-Cześć, mamo.. - szepnęłam ściskając ją nadal. Po kilku minutach odkleiłyśmy się od siebie i ramie w ramie weszłyśmy do windy, a za nami wsiadł Xenzestu. Zjechaliśmy piętro w dół.
-Tu jest twoje mieszkanko - powiedziała mama nadal ściskając moją rękę. Oprowadziła mnie po dużym, już umeblowanym mieszkaniu, a zaraz potem po pozostałych czterech piętrach. Pod moim piętrem mieściło się.. moje drugie piętro. Mogę je urządzić jak chce. Dwa pietra pod moim mieszkaniem mieściło się domowe SPA. Jeszcze niżej była siłownia, pod siłownią - całe piętro zostało przerobione na studio nagraniowe. Ostatnim przystankiem było mieszkanie moich rodziców, w którym spędziłam bite cztery godziny. Gdy miałam już wychodzić, w mojej kieszeni zaczęła wibrować dzwoniąca komórka. Zdziwiona, że coś takiego tu działa, odebrałam.
-Hej.. Tu Xenzetsu. Nie pytaj skąd mam numer. Zdradzę ci, że zabrałem na chwile komórkę Oliemu. Ale do rzeczy. Chodź na parter. Idziemy na spacerek po twoim królestwie. Wszyscy razem - powiedział, po czym rozłączył się, świnia jedna. Nawet nie dał mi nic powiedzieć. Nie miałam wyjścia, więc zjechałam na dół cała w skowronkach. He he he. Marzenia. Powiedziałam mamie, że nigdzie nie idę z tym Xenzetsu i poszłam na górę, do siebie. Przebrawszy się w wygodną piżamkę (czytaj: koszulka na ramiączkach i majtki), rzuciłam się na jeszcze wygodniejsze łóżko. Okryłam się szczelnie kołdrą i zasnęłam w parę minut.
* * *
Poczułam, że ktoś mną trzęsie. Otworzyłam leniwie oczy. Przed moją twarzą jarzyły się dwa jaskrawozielone punkty. Odskoczyłam przerażona, ale w ciemności usłyszałam śmiech. Poznałam ten głos. Jednak śmiech był tak złowrogi, że po plecach przeszły mnie dreszcze.
-Zachciało się uciekać, co? Przez ciebie twoi przyjaciele musieli zostać w domu, wiesz? - warknął Xenzetsu.
-Daj spokój, człowieku.. Jest.. Momencik - powiedziałam wygrzebując telefon spod poduszki. - Jest.. Dopiero 23?! - krzyknęłam zdziwiona. Nagle z moją twarzą zderzyły się spodnie, które miałam na sobie w dzień i zawisły na mojej głowie.
-Wciągaj je na tyłek i idziemy - syknął Xenzetsu wstając z mojego łóżka i zakładając ręce na wysokości klatki piersiowej. - Nie. Nie mam zamiaru wychodzić. Nie podniecają mnie dzieci.
-Pff. I co z tego? - prychnęłam z nadzieją, że nie widzi mojej zarumienionej twarzy. Wciągnęłam spodnie na tyłek i zwinęłam z walizki koszule w czerwono-czarną kratę, którą wcześniej ukradłam cioci Hildzie. Poszłam do łazienki i myśląc co Xenzetsu robi w moim mieszkaniu, przebrałam się. Wychodząc do przedpokoju zrobiłam sobie warkocza i chwilę potem stanęłam przed mężczyzną.
-Co teraz? - spytałam zawiązując na nadgarstku bandanę.
-Teraz trochę sobie pochodzimy, młoda - uśmiechnął się, a jego zęby błysnęły w słabym świetle komórki, którą właśnie odblokowałam. Po moich plecach znów przebiegły dreszcze.
-Boje się - powiedziałam w windzie. Xen zaśmiał się pogodnie, ale to znów przerodziło się z w złowieszczy chichot.
-Jest czego - uśmiechnął się do mnie. Wtedy i ja się uśmiechnęłam, ale zrobiłam to tak, że aż się wzdrygnął. Chyba przesłodziłam, ale mniejsza o to. Więcej już się nie odzywałam kiedy pan Xenzetsu objaśniał mi kto mieszka na którym piętrze. Oczywiście mi to nie było potrzebne, bo kto jest tak głupi, żeby nie umieć przeczytać napisów koło guziczków? Bądź co bądź, pojechaliśmy do Oliviera z niezapowiedzianą wizytą.
-Hej, młody! Śpisz?! - wrzasnął Xenzetsu kiedy drzwi windy dopiero co się uchyliły. Z jednego z pokoi, który okazał się później sypialnią, wyszedł zaspany Olivier.
-Ile razy od naszego pierwszego spotkania mówiłem panu, że pana nienawidzę? - ziewnął przez pierwsze dwie sekundy nawet nie wiedząc, że tam jestem. A ja? Ja, proszę państwa, stałam z rozdziawioną gębą, która prawdopodobnie wyglądała jak jakaś jaskinia. Ledwo powstrzymywałam się, by nie dotknąć nagiego torsu mojego przyjaciela.
-Słyszałem to już tysiące razy, wierz mi - zaśmiał się Xen, a ja otrzeźwiałam dopiero po jego uderzeniu w MÓJ tyłek. Uderzenie było zbyt szybkie, żebym zdążyła zareagować. - Co? Chciałabyś być posunięta przez takie ciacho? - zaśmiał się mężczyzna, a ja i Oli spaliliśmy buraka. Wiedzieliśmy, że zaprzeczanie nic tu nie da.
-Może chodźcie do salonu, co? - spytał Olivier. Chwilę potem siedzieliśmy bez słowa na kanapie popijając sok winogronowy. Nagle Xenzetsu klepnął Oliego po plecach.
-Dobra. Ubieraj się. Lecimy dalej - zdecydował trener mego przyjaciela. Oli westchnął zrezygnowany. Musieliśmy poczekać aż wbije się w jakieś spodnie i koszulkę, a potem pojechaliśmy budzić resztę. Coraz bardziej podobało mi się wbijanie do kogoś w środku nocy i budzenie go rzucając się na jego łóżko, a czasami też na niego samego. Ostatnim przystankiem było mieszkanie Mata, w którym prawdopodobnie był też Aki, którego nie było u siebie. Tak jak wcześniej nie zastanawiając się długo, wbiłam do sypialni brata i skoczyłam z rozbiegu na jego łóżko. Tak jak przypuszczałam, Aki spał u Mata. Dopiero co obudzeni chłopcy poderwali się do góry, a ja zaczęłam się śmiać, kiedy odkryłam, że oboje są nadzy. Od razu zeszłam z ich łóżka i z pięknym poker facem wyprowadziłam wszystkich do przedpokoju. Tam czekaliśmy aż oboje się ogarnął po dzikich seksach. Trwało to mniej więcej 15 minut. Całą gromadą zjechaliśmy na drugie piętro. Kiedy drzwi windy się otworzyły, jedynym źródłem światła był rząd małych świeczek na podłodze i niebieskawe światło z windy.
-Co się dzieje? - spytałam robiąc krok w ciemność. Nagle świeczki zostały zgaszone przez podmuch powietrza. Przez chwile wydawało mi się, że ktoś.. Ktoś przeleciał przede mną z niewiarygodną szybkością...
***
*Nikushimi - z jap. nienawiść
**Shi - z jap. śmierć
*** Jared Leto - wokalista zespołu 30 second to mars
No! Dobrnęliście do końca? Wiec teraz mam pytanie. Chcecie przeczytać "Wieczór kawalerski Beelzebuba, czyli ziemskie życie w Piekle"? Jeśli tak to piszcie w komentarzach.
Jeszcze jedno. Następna notka będzie z ciekawostkami dotyczącymi "MSDW" i rozmieszczeniem pieter "pałacu"..
Chcecie czegoś jeszcze? jeśli tak, to piszcie ;)
Kocham was <3
Pozdrowionka, Luzuś ;D
piątek, 15 listopada 2013
piątek, 16 sierpnia 2013
Rozdział 9 cześc II
Ścisnęłam mocniej wisiorek w pięść kiedy lecieliśmy w ciemności nad domami. Zatrzymaliśmy sie nad jakimś wieżowcem, a Mat nadal trzymając mnie na rekach wylądował na dachu.
-Dobra.. Postaw mnie już - powiedziałam próbując zejść z rąk chłopaka, ale ten trzymał mnie zbyt mocno. - Matthias? Puść mnie już. Co ty...?
W tym momencie zastygłam w bezruchu. Wręcz zesztywniałam. Co się właśnie dzieje? Jego usta smakowały trochę słodko, jakby waniliowymi ciastkami. Mat oderwał swoje wargi od moich. Czy my się przed chwilą... Całowaliśmy się? O fuck... O fuck.. O fuck. O fuck! Czułam jakby moją twarz zanurzono na chama w ogniu. Dopiero po chwili Matthias postawił mnie na dachu. Potem cały czas śmialiśmy się chodząc po ulicach, przystawaliśmy przy ślicznych wystawach i rzucaliśmy w siebie śniegiem biegając pod niezdjętymi jeszcze świątecznymi ozdobami. Kiedy w drzwiach domu trafiliśmy na Akiego, ten skosił nas wzrokiem, ale bez słowa poszedł dalej.
Następne dni mijały szybko. Wyjazd przeciągał się z powodu nagłej choroby Rebeccy. Ja za to miałam inny problem. Im więcej czasu spędzałam z Matem... Po prostu chodzi mi o to, że Mat jest moim bratem, a ja go lubiłam coraz bardziej.. Lubiłam w odmienny sposób.
Dzień przed wyjazdem, kiedy Reb wyzdrowiała, postanowiłam zrobić Matthiasowi niespodziankę i niespodziewanie wejść do jego pokoju, żeby zobaczyć co robi. Najpierw jednak wszystkie torby z ciuchami i swoimi rzeczami, które zdecydowałam się zabrać do "mojego" królestwa, musiałam postawić przy drzwiach kuchni, tam gdzie stały też inne walizki. Po tym pomknęłam pod pokój Mata. Przez chwile nasłuchiwałam, a kiedy upewniłam się, że jest w środku, otworzyłam gwałtownie drzwi. Mój uśmiech zrzedł. zastygłam w bezruchu. Poczułam ból klatce piersiowej. Moje serce zamarzło i rozprysło się na miliony drobnych kawałeczków. Moja pierwsza miłość poszła się walić... Pewnie już wiesza si na suchej gałęzi. Jednak ja o tym nie myślałam czując ciemną, zimną pustkę zalewającą mnie od środka. moje uczucie zastygło razem z moimi ruchami. Jeszcze parę minut temu miałam gdzieś ostrzeżenia Evy, ale teraz wiem o co jej chodziło. Wycofałam się z pokoju, a potem zbiegłam po schodach. W połowie drogi po moim policzku stoczyła się pierwsza łza. Wtedy wpadłam na Oliviera, który przytrzymał mnie za ramiona.
-Shion? Co się stało? - spytał zdziwiony, widząc na mojej twarzy ból i gorycz mieszające się z potokiem łez. Zdołałam wypowiedzieć tylko imię swojego brata zanim wyrwałam się z uścisku i wybiegłam na śnieg w samych trampkach, łapiąc w biegu byle jaką kurtkę. W miarę jak biegłam, przyciągałam coraz więcej ciekawskich lub współczujących spojrzeń. Kiedy dotarłam do środka parku, potknęłam się i upadłam na ziemię. Dopiero wtedy zauważyłam jak zmęczona jestem. Dźwignęłam się na kolana podpierając się rekami. Przez chwile zakręciło mi się w głowie od nadmiaru emocji, wiec gwałtownie usiadłam pod drzewem, chociaż bardziej to upadłam podpierając się plecami o chropowatą korę. Otuliłam się szczelniej zabraną z domu, jesienną kurtką. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Nie mogłam zapomnieć tego zdziwionego, a za razem tak obojętnego wzroku Mata. Miał gdzieś to co zobaczyłam.
Czemu zdarzyło się to mi? Czemu mój brat? Czemu pierwsza miłość jest tak bolesna? Mat, ty głupku! Lubiłam cie, ale to ci nie wystarczało?!
Moje myśli gnały przez mój umysł. Moje ciało było coraz bardziej zmarznięte, trzęsłam się coraz bardziej.. Coś we mnie pękło.. Z obojętnym wyrazem twarzy patrzyłam przed siebie, co kontrastowało ze słonymi łzami.. Bałam się co zrobię kiedy znów go zobaczę. Nagle poczułam ogarniające mnie ciepło. Ciepło człowieka.. Ciepło mojego przyjaciela.
- Czemu zwiałaś? To nie jest prawdziwa Shion. Jesteś twarda czy nie? Zdecyduj się, bo musisz to jasno określić kiedy zasiądziesz na tronie - powiedział Olivier tuląc mnie. - A tak na marginesie. O co chodziło z Matthiasem?
-Chodziliśmy ze sobą.. - szepnęłam. Moje paznokcie wbijały się coraz głębiej w skórę, gdy próbowałam opanować drżenie swojego głosu. - Weszłam do jego pokoju, a on... Leżał na łóżku a nad nim stał Aki... Nie, on nie stał.. Leżał na nim.. Całowali się.. - ostatnie zdanie ledwo przecisnęło mi się przez gardło. Ale musiałam to komuś powiedzieć.. Musiałam to z siebie wyrzucić. Po reakcji Oliviera wywnioskowałam, że jest zły. Gwałtownie wstał i podał mi rękę. Pomógł mi wstać i opatulił w ciepłą kurtkę zimową. Całą drogę szliśmy w milczeniu, ale kiedy stanęłam przed drzwiami domu miałam ochotę uciec jak najdalej. Olivier przeczuwając co chce zrobić, objął mnie ramieniem i wepchnął do środka.
-Shion! Co ci się stało? Czemu wybiegłaś? Masz czerwone oczy! - wołała spanikowana Eva łapiąc mnie za ramiona. Trzęsła mną, ale ja byłam jakby nieobecna. Gabriell zabrał ode mnie Evę i przytulił ją mocno. Kiedy znów się odezwałam byliśmy w salonie. Ja, Olivier, Mat i Aki siedzieliśmy naprzeciwko siebie.
-Czemu? - szepnęłam nie mogąc spojrzeć na Mata.
-Gadaj... - warknął Olivier. - Czemu z nią byłeś skoro, jak twierdzisz, kochasz Akiego?
-Wydawało mi się, że ją kocham, ale to była tylko chwilowa fascynacja jej osobą.. - Mat wzruszył ramionami. - Jej mocą przede wszystkim - wbiłam niewidzący wzrok w Akiego, który od początku siedział skulony, spłoszony i pełen smutku.
-Shion! Powiedz coś! - zawołał wzburzony Olivier, ale w odpowiedzi tylko wstałam i podeszłam do drzwi. Odwróciłam się z uśmiechem do chłopaków, którzy skulili się w sobie pod wpływem mojego wzroku, i powiedziałam, a raczej wysyczałam:
-Jesteś beznadziejnym chłopakiem, bracie... Źle całujesz - po czym odwróciłam się na pięcie i poszłam do swojego pokoju, w którym zostałam do wieczora. Zbudowałam sobie istną twierdze z poduszek, koców i kołder pozostałych po mojej "chorobie". Wzięłam mojego ukochanego pluszaka Benjamina i "zabarykadowałam się" na łóżku, zostawiając drzwi niezamknięte na klucz.
Shion! Patrz co kupił dla ciebie tatuś! Misia!
Mocniej przytuliłam Benjamina, dużego, brązowego, sfatygowanego misia z opadającym uchem. W takich chwilach jak te pocieszyć umiał mnie tylko on. Przypominał mi czasy kiedy Ren i Nobu nie wychodzili na całe dnie do pracy.
My wiemy co on knuje... mówiła Eva, mówiła Reb... Mówiła tak nawet Hilda. Ostrzegały mnie przed Matem, ale ja nie chciałam tego nawet słuchać. Byłam zbyt głupia, żeby im nie wierzyć.
Dla jakiegoś obserwatora to jest błahostka, ale mówimy tu o mnie, Shion Sudcliff, przyszłej Królowej Demonów, która przywiązuje się szybciej niż mały szczeniaczek. Bardzo trudno zawieść moje zaufanie i jestem bardzo bezpośrednia jeśli chodzi o to co czuje do innych, ale mam w sobie jedną wadę, która naprawdę mocno mi przeszkadza. Uważam, że to moja najgorsza wada. Nie umiem być szczera sama ze sobą. Nie umiałam wykrzyczeć Matthiasowi w twarz jak bardzo mnie zranił, bo sama nie wiedziałam co akurat czuję. Czy ulgę, bo związek kazirodczy się nie udał? Czy żal, że mimo, że kazirodczy to rozpadł się, bo mój chłopak to gej? Czy smutek? Wściekłość? Ulgę? Radość? Co powinnam czuć?
Mocniej przytuliłam misia, kiedy drzwi skrzypnęły i do pokoju ktoś wszedł. Usłyszałam zaskoczone westchnięcie, ale zaraz zobaczyłam, że ktoś kładzie coś w otworze, przez który wpadało świeże powietrze. Wyciągnęłam rękę i capnęłam pudełko nie wypuszczając z rąk misia. Rozpięłam bluzę, wsadziłam Benjamina miedzy bluzę a koszulkę i znów zapięłam suwak, tak, że było widać tylko łepek i łapki pluszaka. Podniosłam wieczko pudełka i oniemiałam. W środku leżał biały pluszak - lew od Olivera, własnoręcznie robiony, ogromny breloczek z moim imieniem od Evy i Gabriella, naszyjnik, który wyglądał na drogi od Nobu, Reb, Mata i Hildy, bransoletka do kompletu od Gina i dwa bilety do kina na tak długo wyczekiwany film "Wiecznie młoda panna młoda" od Akiego. Na dnie pudełka leżała kartka z życzeniami. Podniosłam ją i oświetliłam swoją mocą. Otworzyłam ją, a ze środka wypadł skrawek papieru, jednak na razie go zignorowałam. W środku błękitnej kartki napisane było odręcznym pismem Hildy:
Dla naszej ukochanej Shion z okazji trochę
spóźnionych, piętnastych urodzin. Wszystkiego
najlepszego, życzą: Evcia ;3 <3 Gabriell ;D
Aki \m/ Matthias, Rebecca, Twój tatuś Nobu ;D
Hilda, Gin, Olivier, A nawet ja ;P Dawid w dwóch
postaciach
Kochamy cie <3
Podniosłam z łóżka kartkę, która wyglądała jakby ją traktor przejechał, a odłożyłam tą śliczną, niebieską z życzeniami. Rozłożyłam, ładnie rozprostowałam i przeczytałam. Wstałam gwałtownie rozwalając swój bunkier. Teraz wiedziałam... Jestem wściekła. Wybiegłam z pokoju, wpadłam na schody, praktycznie z nich zleciałam i wpadłam jak burza do salonu. Z całej siły przywaliłam Matthiasowi w twarz, a Davida znokautowałam prawym sierpowym wymierzonym w policzek. Rzuciłam zwiniętą w kulkę kartkę na stół i znów bez słowa wyszłam, tylko tym razem w otoczeniu Evy, Rebeccy, Gabriella i Oliviera...
-Shion! Zatrzymaj się, mała! - zawołał Olivier łapiąc mnie w pół. Zaczęłam się wyrywać i rzucać na wszystkie strony. Poczułam palące w gardle łzy.Eva ścisnęła mnie w pasie. Zastygłam od razu, żeby nie zrobić przyjaciółce krzywdy. To był błąd. Olivier przerzucił mnie sobie przez ramię i razem z całą pielgrzymką składającą się z Evy, Rebeccy, Gabriella, Gina i Davida, skierował się do swojego pokoju. Całkiem zrezygnowana padłam na łóżko kiedy wreszcie mnie postawi na ziemi.
-Pytanie numer 1 - powiedział David. -Czemu mnie uderzyłaś?
-Ta kartka ze stołu nic ci nie mówi? - spytałam zakładając ręce na piersiach. David rozszerzył oczy.
-Jaka kartka? Ta? - wyciągnął przed siebie tą samą stronę z zeszytu, która rozbudziła we mnie złość. Pokiwałam głową. - To nie pisałem ja. To był ktoś inny. Nie moje pismo.
-A to przepraszam - powiedziałam skruszona. Chłopak wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko, przyciągając mnie do siebie.
-Ja bym czegoś takiego do ciebie nie napisał - wytłumaczył tuląc mnie.
-Dobra! - przerwała Reb. - Co się właściwie stało?
-Pytanie bardziej... konkretne, proszę - mruknęłam czując się coraz bardziej senna.
-No więc... Pytanie numer 2! - zawołał Gabriell. - Czemu wybiegłaś z domu z płaczem?
-Mat i Aki... Razem - szepnęłam czując jak zmęczenie wciąga mnie coraz bardziej. Po chwili moje powieki się zamknęły, a ja znów ruszyłam na spotkanie z mamą.
* * *
Czekałam chwilę w ciemności rozglądając się na około siebie. Po chwili zauważyłam mamę kroczącą dumnie w moją stronę, a z jej lewej strony szedł wysoki mężczyzna z mojego wcześniejszego snu. Revi stanęła przede mną.
-Kochanie - zwróciła się do mnie. - Poznaj Xenzetsu. Będzie trenerem Oliviera i jest moim bliskim przyjacielem.
Zwróciłam wzrok ku mężczyźnie, który przyszedł do mojego snu z moją mamą. Wyciągnął do mnie rękę.
-Jestem Xenzetsu. To dla mnie zaszczyt, księżniczko - uśmiechnął się kiedy podałam mu rękę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast potrząsnąć moją dłonią, pocałował ją w taki sposób w jaki robią to dżentelmeni.
-Shion... Shion Sudcliff - powiedziałam słabym głosem nadal bardzo poruszona grzecznym zachowaniem przyjaciela mamy.
-Jaka Sudcliff? - warknęła mama. - Jesteś z rodu Devinill.
-A skąd miałabym to wiedzieć? - popatrzyłam mamie w oczy.
-No tak.. - zreflektowała się. - Xen - chłopak wyprostował się gwałtownie, bo do tej pory stał za mną obejmując mnie ramionami. - Nie próbuj zarywać do mojego dziecka. Masz 23 lata, chłopie.. Ogarnij się.
-Pedofil - szepnęłam żartobliwie odsuwając się dyskretnie.
-A wcześniej szczerzyłaś się jak głupia - zaśmiał się zarzucając mi rękę na ramię. Zarumieniłam się. Nagle wszystko zaczęło się rozmywać.
-Kochanie. Zaraz się obudzisz - powiedziała mama migocząc. - Do zobaczenia - szepnęła machając do mnie, po czym zniknęła. Pan Xenzetsu nadal stał obok. Stanął przede mną i ukłonił się.
-To był zaszczyt cię poznać, Shion-sama.
-Nie nazywaj mnie tak - skrzywiłam się.
-Więc wolisz Shion hime? Czy Shion-dono? - spytał nie podnosząc głowy.
-Po prostu Shion - poczochrałam jego włosy. Podniósł głowę zaskoczony, więc uśmiechnęłam się szeroko. Odwzajemnił uśmiech. W tym momencie zniknął.
* * *
Gwałtownie otworzyłam oczy. Na wpół leżąc opierałam się plecami i głową o czyjś tors. No moich kolanach spoczywały głowy obu dziewczyn, a Olivier leżał skulony obok mnie. Gabriell spał klęcząc obok łóżka z głową ułożoną na brzuchu Evy. Usłyszałam brzęczenie. Gin spał przy włączonym komputerze z głową na klawiaturze, a na monitorze jarzyło się ostrzeżenie przed wirusem.
Ziewnęłam szeroko w momencie, w którym ciocia wetknęła głowę do pokoju uchylając lekko drzwi. Uśmiechnęła się lekko.
-Ale jesteście zżyci - powiedziała zamykając cicho drzwi. Spróbowałam podnieść się do pozycji siedzącej, ale komuś na kim leżałam nie bardzo spodobał się ten pomysł, bo przyciągnął mnie z powrotem splatając swoje ręce na mojej klatce piersiowej.
-Pomóż... - wyszeptałam. Hilda rozplątała ręce chłopaka, a ja podniosłam się tak szybko jak mogłam. Wyśliznęłam się spod dziewczyn, przeszłam nad Gabriellem i spojrzałam za siebie zaciekawiona kogo użyłam jako poduszki. Byłam przygotowana na to co zobaczę, ale widok słodko śpiącego Davida rozbroił mnie zupełnie. Chłopak miał rozczochrane włosy, podciągniętą do żeber koszulkę i trochę opuszczone spodnie. Widocznie bardzo się kręciłam podczas snu. Zaśmiałam się cicho, ale jak widać David ma czuły słuch, bo skrzywił się lekko podnosząc się leniwie. Ziewnął szeroko przeczesując włosy palcami.
-Co się tak patrzysz? - szepnęła Hilda z chytrym uśmieszkiem. Spłonęłam rumieńcem, ale zaraz opanowałam się.
-Po co żeś tu przyszła skoro jeszcze spaliśmy? - zawarczał Olivier naciągając kołdrę na głowę. Hilda spoważniała, ale za chwile i tak zaczęła chichotać.
-Szykujcie się.. Wracamy do domku! - zawołała ciesząc się jak małe dziecko i skacząc po całym pokoju. - Wracamy do Podziemi! Wracamy do Podziemi! Wracamy do Podziemi! - szczebiotała podrzucając do góry śpiącą Rebeccę, która obudziła się po zderzeniu z sufitem.
-Łaaaaa! - zaczęła wrzeszczeć wciąż podrzucana.
-Postaw ją! - zawołałam przestraszona. Złapałam lecącą przyjaciółkę i wypadłam z nią z rozpędu za drzwi. W ostatniej chwili odwróciłam się tyłem i walnęłam plecami w drzwi łazienki. - Ałałałałałałała.. - zajęczałam. Olivier podniósł mnie ledwo powstrzymując się od śmiechu, tak jak reszta. Kiedy wszyscy się odświeżyli, zeszliśmy na dół. Wzięliśmy walizki i wyszliśmy za dom. Po tym co zobaczyłam naprawdę uwierzyłam w magię. Na środku ogrodu jarzyła się wielka dziura, a z niej wyłaniała się czarno-czerwona poświata, coś jakby światło.
-No dalej, dzieciaki! - wrzasnęła Hilda i dopiero wtedy zauważyłam jak było głośno. Szum zagłuszał krzyki skaczących do dziury przyjaciół. Przytrzymałam włosy i wrzasnęłam do Hildy:
-Co to jest?! - krzyczałam podchodząc bliżej.
-To tunel do Podziemi! Wskakuj! Szybciej! - wrzeszczała popychając mnie ku dwukolorowej dziurze. Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie zostałam brutalnie wciągnięta do Tunelu Krzyku (tak nazwałam tajemniczą dziurę). Jedyne co pamiętam, to dwa kolory, czarny i czerwony, i głośny, przerażający krzyk wydobywający się z moich płuc...
-Dobra.. Postaw mnie już - powiedziałam próbując zejść z rąk chłopaka, ale ten trzymał mnie zbyt mocno. - Matthias? Puść mnie już. Co ty...?
W tym momencie zastygłam w bezruchu. Wręcz zesztywniałam. Co się właśnie dzieje? Jego usta smakowały trochę słodko, jakby waniliowymi ciastkami. Mat oderwał swoje wargi od moich. Czy my się przed chwilą... Całowaliśmy się? O fuck... O fuck.. O fuck. O fuck! Czułam jakby moją twarz zanurzono na chama w ogniu. Dopiero po chwili Matthias postawił mnie na dachu. Potem cały czas śmialiśmy się chodząc po ulicach, przystawaliśmy przy ślicznych wystawach i rzucaliśmy w siebie śniegiem biegając pod niezdjętymi jeszcze świątecznymi ozdobami. Kiedy w drzwiach domu trafiliśmy na Akiego, ten skosił nas wzrokiem, ale bez słowa poszedł dalej.
Następne dni mijały szybko. Wyjazd przeciągał się z powodu nagłej choroby Rebeccy. Ja za to miałam inny problem. Im więcej czasu spędzałam z Matem... Po prostu chodzi mi o to, że Mat jest moim bratem, a ja go lubiłam coraz bardziej.. Lubiłam w odmienny sposób.
Dzień przed wyjazdem, kiedy Reb wyzdrowiała, postanowiłam zrobić Matthiasowi niespodziankę i niespodziewanie wejść do jego pokoju, żeby zobaczyć co robi. Najpierw jednak wszystkie torby z ciuchami i swoimi rzeczami, które zdecydowałam się zabrać do "mojego" królestwa, musiałam postawić przy drzwiach kuchni, tam gdzie stały też inne walizki. Po tym pomknęłam pod pokój Mata. Przez chwile nasłuchiwałam, a kiedy upewniłam się, że jest w środku, otworzyłam gwałtownie drzwi. Mój uśmiech zrzedł. zastygłam w bezruchu. Poczułam ból klatce piersiowej. Moje serce zamarzło i rozprysło się na miliony drobnych kawałeczków. Moja pierwsza miłość poszła się walić... Pewnie już wiesza si na suchej gałęzi. Jednak ja o tym nie myślałam czując ciemną, zimną pustkę zalewającą mnie od środka. moje uczucie zastygło razem z moimi ruchami. Jeszcze parę minut temu miałam gdzieś ostrzeżenia Evy, ale teraz wiem o co jej chodziło. Wycofałam się z pokoju, a potem zbiegłam po schodach. W połowie drogi po moim policzku stoczyła się pierwsza łza. Wtedy wpadłam na Oliviera, który przytrzymał mnie za ramiona.
-Shion? Co się stało? - spytał zdziwiony, widząc na mojej twarzy ból i gorycz mieszające się z potokiem łez. Zdołałam wypowiedzieć tylko imię swojego brata zanim wyrwałam się z uścisku i wybiegłam na śnieg w samych trampkach, łapiąc w biegu byle jaką kurtkę. W miarę jak biegłam, przyciągałam coraz więcej ciekawskich lub współczujących spojrzeń. Kiedy dotarłam do środka parku, potknęłam się i upadłam na ziemię. Dopiero wtedy zauważyłam jak zmęczona jestem. Dźwignęłam się na kolana podpierając się rekami. Przez chwile zakręciło mi się w głowie od nadmiaru emocji, wiec gwałtownie usiadłam pod drzewem, chociaż bardziej to upadłam podpierając się plecami o chropowatą korę. Otuliłam się szczelniej zabraną z domu, jesienną kurtką. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Nie mogłam zapomnieć tego zdziwionego, a za razem tak obojętnego wzroku Mata. Miał gdzieś to co zobaczyłam.
Czemu zdarzyło się to mi? Czemu mój brat? Czemu pierwsza miłość jest tak bolesna? Mat, ty głupku! Lubiłam cie, ale to ci nie wystarczało?!
Moje myśli gnały przez mój umysł. Moje ciało było coraz bardziej zmarznięte, trzęsłam się coraz bardziej.. Coś we mnie pękło.. Z obojętnym wyrazem twarzy patrzyłam przed siebie, co kontrastowało ze słonymi łzami.. Bałam się co zrobię kiedy znów go zobaczę. Nagle poczułam ogarniające mnie ciepło. Ciepło człowieka.. Ciepło mojego przyjaciela.
- Czemu zwiałaś? To nie jest prawdziwa Shion. Jesteś twarda czy nie? Zdecyduj się, bo musisz to jasno określić kiedy zasiądziesz na tronie - powiedział Olivier tuląc mnie. - A tak na marginesie. O co chodziło z Matthiasem?
-Chodziliśmy ze sobą.. - szepnęłam. Moje paznokcie wbijały się coraz głębiej w skórę, gdy próbowałam opanować drżenie swojego głosu. - Weszłam do jego pokoju, a on... Leżał na łóżku a nad nim stał Aki... Nie, on nie stał.. Leżał na nim.. Całowali się.. - ostatnie zdanie ledwo przecisnęło mi się przez gardło. Ale musiałam to komuś powiedzieć.. Musiałam to z siebie wyrzucić. Po reakcji Oliviera wywnioskowałam, że jest zły. Gwałtownie wstał i podał mi rękę. Pomógł mi wstać i opatulił w ciepłą kurtkę zimową. Całą drogę szliśmy w milczeniu, ale kiedy stanęłam przed drzwiami domu miałam ochotę uciec jak najdalej. Olivier przeczuwając co chce zrobić, objął mnie ramieniem i wepchnął do środka.
-Shion! Co ci się stało? Czemu wybiegłaś? Masz czerwone oczy! - wołała spanikowana Eva łapiąc mnie za ramiona. Trzęsła mną, ale ja byłam jakby nieobecna. Gabriell zabrał ode mnie Evę i przytulił ją mocno. Kiedy znów się odezwałam byliśmy w salonie. Ja, Olivier, Mat i Aki siedzieliśmy naprzeciwko siebie.
-Czemu? - szepnęłam nie mogąc spojrzeć na Mata.
-Gadaj... - warknął Olivier. - Czemu z nią byłeś skoro, jak twierdzisz, kochasz Akiego?
-Wydawało mi się, że ją kocham, ale to była tylko chwilowa fascynacja jej osobą.. - Mat wzruszył ramionami. - Jej mocą przede wszystkim - wbiłam niewidzący wzrok w Akiego, który od początku siedział skulony, spłoszony i pełen smutku.
-Shion! Powiedz coś! - zawołał wzburzony Olivier, ale w odpowiedzi tylko wstałam i podeszłam do drzwi. Odwróciłam się z uśmiechem do chłopaków, którzy skulili się w sobie pod wpływem mojego wzroku, i powiedziałam, a raczej wysyczałam:
-Jesteś beznadziejnym chłopakiem, bracie... Źle całujesz - po czym odwróciłam się na pięcie i poszłam do swojego pokoju, w którym zostałam do wieczora. Zbudowałam sobie istną twierdze z poduszek, koców i kołder pozostałych po mojej "chorobie". Wzięłam mojego ukochanego pluszaka Benjamina i "zabarykadowałam się" na łóżku, zostawiając drzwi niezamknięte na klucz.
Shion! Patrz co kupił dla ciebie tatuś! Misia!
Mocniej przytuliłam Benjamina, dużego, brązowego, sfatygowanego misia z opadającym uchem. W takich chwilach jak te pocieszyć umiał mnie tylko on. Przypominał mi czasy kiedy Ren i Nobu nie wychodzili na całe dnie do pracy.
My wiemy co on knuje... mówiła Eva, mówiła Reb... Mówiła tak nawet Hilda. Ostrzegały mnie przed Matem, ale ja nie chciałam tego nawet słuchać. Byłam zbyt głupia, żeby im nie wierzyć.
Dla jakiegoś obserwatora to jest błahostka, ale mówimy tu o mnie, Shion Sudcliff, przyszłej Królowej Demonów, która przywiązuje się szybciej niż mały szczeniaczek. Bardzo trudno zawieść moje zaufanie i jestem bardzo bezpośrednia jeśli chodzi o to co czuje do innych, ale mam w sobie jedną wadę, która naprawdę mocno mi przeszkadza. Uważam, że to moja najgorsza wada. Nie umiem być szczera sama ze sobą. Nie umiałam wykrzyczeć Matthiasowi w twarz jak bardzo mnie zranił, bo sama nie wiedziałam co akurat czuję. Czy ulgę, bo związek kazirodczy się nie udał? Czy żal, że mimo, że kazirodczy to rozpadł się, bo mój chłopak to gej? Czy smutek? Wściekłość? Ulgę? Radość? Co powinnam czuć?
Mocniej przytuliłam misia, kiedy drzwi skrzypnęły i do pokoju ktoś wszedł. Usłyszałam zaskoczone westchnięcie, ale zaraz zobaczyłam, że ktoś kładzie coś w otworze, przez który wpadało świeże powietrze. Wyciągnęłam rękę i capnęłam pudełko nie wypuszczając z rąk misia. Rozpięłam bluzę, wsadziłam Benjamina miedzy bluzę a koszulkę i znów zapięłam suwak, tak, że było widać tylko łepek i łapki pluszaka. Podniosłam wieczko pudełka i oniemiałam. W środku leżał biały pluszak - lew od Olivera, własnoręcznie robiony, ogromny breloczek z moim imieniem od Evy i Gabriella, naszyjnik, który wyglądał na drogi od Nobu, Reb, Mata i Hildy, bransoletka do kompletu od Gina i dwa bilety do kina na tak długo wyczekiwany film "Wiecznie młoda panna młoda" od Akiego. Na dnie pudełka leżała kartka z życzeniami. Podniosłam ją i oświetliłam swoją mocą. Otworzyłam ją, a ze środka wypadł skrawek papieru, jednak na razie go zignorowałam. W środku błękitnej kartki napisane było odręcznym pismem Hildy:
Dla naszej ukochanej Shion z okazji trochę
spóźnionych, piętnastych urodzin. Wszystkiego
najlepszego, życzą: Evcia ;3 <3 Gabriell ;D
Aki \m/ Matthias, Rebecca, Twój tatuś Nobu ;D
Hilda, Gin, Olivier, A nawet ja ;P Dawid w dwóch
postaciach
Kochamy cie <3
Podniosłam z łóżka kartkę, która wyglądała jakby ją traktor przejechał, a odłożyłam tą śliczną, niebieską z życzeniami. Rozłożyłam, ładnie rozprostowałam i przeczytałam. Wstałam gwałtownie rozwalając swój bunkier. Teraz wiedziałam... Jestem wściekła. Wybiegłam z pokoju, wpadłam na schody, praktycznie z nich zleciałam i wpadłam jak burza do salonu. Z całej siły przywaliłam Matthiasowi w twarz, a Davida znokautowałam prawym sierpowym wymierzonym w policzek. Rzuciłam zwiniętą w kulkę kartkę na stół i znów bez słowa wyszłam, tylko tym razem w otoczeniu Evy, Rebeccy, Gabriella i Oliviera...
-Shion! Zatrzymaj się, mała! - zawołał Olivier łapiąc mnie w pół. Zaczęłam się wyrywać i rzucać na wszystkie strony. Poczułam palące w gardle łzy.Eva ścisnęła mnie w pasie. Zastygłam od razu, żeby nie zrobić przyjaciółce krzywdy. To był błąd. Olivier przerzucił mnie sobie przez ramię i razem z całą pielgrzymką składającą się z Evy, Rebeccy, Gabriella, Gina i Davida, skierował się do swojego pokoju. Całkiem zrezygnowana padłam na łóżko kiedy wreszcie mnie postawi na ziemi.
-Pytanie numer 1 - powiedział David. -Czemu mnie uderzyłaś?
-Ta kartka ze stołu nic ci nie mówi? - spytałam zakładając ręce na piersiach. David rozszerzył oczy.
-Jaka kartka? Ta? - wyciągnął przed siebie tą samą stronę z zeszytu, która rozbudziła we mnie złość. Pokiwałam głową. - To nie pisałem ja. To był ktoś inny. Nie moje pismo.
-A to przepraszam - powiedziałam skruszona. Chłopak wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko, przyciągając mnie do siebie.
-Ja bym czegoś takiego do ciebie nie napisał - wytłumaczył tuląc mnie.
-Dobra! - przerwała Reb. - Co się właściwie stało?
-Pytanie bardziej... konkretne, proszę - mruknęłam czując się coraz bardziej senna.
-No więc... Pytanie numer 2! - zawołał Gabriell. - Czemu wybiegłaś z domu z płaczem?
-Mat i Aki... Razem - szepnęłam czując jak zmęczenie wciąga mnie coraz bardziej. Po chwili moje powieki się zamknęły, a ja znów ruszyłam na spotkanie z mamą.
* * *
Czekałam chwilę w ciemności rozglądając się na około siebie. Po chwili zauważyłam mamę kroczącą dumnie w moją stronę, a z jej lewej strony szedł wysoki mężczyzna z mojego wcześniejszego snu. Revi stanęła przede mną.
-Kochanie - zwróciła się do mnie. - Poznaj Xenzetsu. Będzie trenerem Oliviera i jest moim bliskim przyjacielem.
Zwróciłam wzrok ku mężczyźnie, który przyszedł do mojego snu z moją mamą. Wyciągnął do mnie rękę.
-Jestem Xenzetsu. To dla mnie zaszczyt, księżniczko - uśmiechnął się kiedy podałam mu rękę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast potrząsnąć moją dłonią, pocałował ją w taki sposób w jaki robią to dżentelmeni.
-Shion... Shion Sudcliff - powiedziałam słabym głosem nadal bardzo poruszona grzecznym zachowaniem przyjaciela mamy.
-Jaka Sudcliff? - warknęła mama. - Jesteś z rodu Devinill.
-A skąd miałabym to wiedzieć? - popatrzyłam mamie w oczy.
-No tak.. - zreflektowała się. - Xen - chłopak wyprostował się gwałtownie, bo do tej pory stał za mną obejmując mnie ramionami. - Nie próbuj zarywać do mojego dziecka. Masz 23 lata, chłopie.. Ogarnij się.
-Pedofil - szepnęłam żartobliwie odsuwając się dyskretnie.
-A wcześniej szczerzyłaś się jak głupia - zaśmiał się zarzucając mi rękę na ramię. Zarumieniłam się. Nagle wszystko zaczęło się rozmywać.
-Kochanie. Zaraz się obudzisz - powiedziała mama migocząc. - Do zobaczenia - szepnęła machając do mnie, po czym zniknęła. Pan Xenzetsu nadal stał obok. Stanął przede mną i ukłonił się.
-To był zaszczyt cię poznać, Shion-sama.
-Nie nazywaj mnie tak - skrzywiłam się.
-Więc wolisz Shion hime? Czy Shion-dono? - spytał nie podnosząc głowy.
-Po prostu Shion - poczochrałam jego włosy. Podniósł głowę zaskoczony, więc uśmiechnęłam się szeroko. Odwzajemnił uśmiech. W tym momencie zniknął.
* * *
Gwałtownie otworzyłam oczy. Na wpół leżąc opierałam się plecami i głową o czyjś tors. No moich kolanach spoczywały głowy obu dziewczyn, a Olivier leżał skulony obok mnie. Gabriell spał klęcząc obok łóżka z głową ułożoną na brzuchu Evy. Usłyszałam brzęczenie. Gin spał przy włączonym komputerze z głową na klawiaturze, a na monitorze jarzyło się ostrzeżenie przed wirusem.
Ziewnęłam szeroko w momencie, w którym ciocia wetknęła głowę do pokoju uchylając lekko drzwi. Uśmiechnęła się lekko.
-Ale jesteście zżyci - powiedziała zamykając cicho drzwi. Spróbowałam podnieść się do pozycji siedzącej, ale komuś na kim leżałam nie bardzo spodobał się ten pomysł, bo przyciągnął mnie z powrotem splatając swoje ręce na mojej klatce piersiowej.
-Pomóż... - wyszeptałam. Hilda rozplątała ręce chłopaka, a ja podniosłam się tak szybko jak mogłam. Wyśliznęłam się spod dziewczyn, przeszłam nad Gabriellem i spojrzałam za siebie zaciekawiona kogo użyłam jako poduszki. Byłam przygotowana na to co zobaczę, ale widok słodko śpiącego Davida rozbroił mnie zupełnie. Chłopak miał rozczochrane włosy, podciągniętą do żeber koszulkę i trochę opuszczone spodnie. Widocznie bardzo się kręciłam podczas snu. Zaśmiałam się cicho, ale jak widać David ma czuły słuch, bo skrzywił się lekko podnosząc się leniwie. Ziewnął szeroko przeczesując włosy palcami.
-Co się tak patrzysz? - szepnęła Hilda z chytrym uśmieszkiem. Spłonęłam rumieńcem, ale zaraz opanowałam się.
-Po co żeś tu przyszła skoro jeszcze spaliśmy? - zawarczał Olivier naciągając kołdrę na głowę. Hilda spoważniała, ale za chwile i tak zaczęła chichotać.
-Szykujcie się.. Wracamy do domku! - zawołała ciesząc się jak małe dziecko i skacząc po całym pokoju. - Wracamy do Podziemi! Wracamy do Podziemi! Wracamy do Podziemi! - szczebiotała podrzucając do góry śpiącą Rebeccę, która obudziła się po zderzeniu z sufitem.
-Łaaaaa! - zaczęła wrzeszczeć wciąż podrzucana.
-Postaw ją! - zawołałam przestraszona. Złapałam lecącą przyjaciółkę i wypadłam z nią z rozpędu za drzwi. W ostatniej chwili odwróciłam się tyłem i walnęłam plecami w drzwi łazienki. - Ałałałałałałała.. - zajęczałam. Olivier podniósł mnie ledwo powstrzymując się od śmiechu, tak jak reszta. Kiedy wszyscy się odświeżyli, zeszliśmy na dół. Wzięliśmy walizki i wyszliśmy za dom. Po tym co zobaczyłam naprawdę uwierzyłam w magię. Na środku ogrodu jarzyła się wielka dziura, a z niej wyłaniała się czarno-czerwona poświata, coś jakby światło.
-No dalej, dzieciaki! - wrzasnęła Hilda i dopiero wtedy zauważyłam jak było głośno. Szum zagłuszał krzyki skaczących do dziury przyjaciół. Przytrzymałam włosy i wrzasnęłam do Hildy:
-Co to jest?! - krzyczałam podchodząc bliżej.
-To tunel do Podziemi! Wskakuj! Szybciej! - wrzeszczała popychając mnie ku dwukolorowej dziurze. Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie zostałam brutalnie wciągnięta do Tunelu Krzyku (tak nazwałam tajemniczą dziurę). Jedyne co pamiętam, to dwa kolory, czarny i czerwony, i głośny, przerażający krzyk wydobywający się z moich płuc...
środa, 24 lipca 2013
One shot!
-Po co mnie tu zawołałeś? - spytała drżąc na całym ciele od przejmującego zimna. Była 1 nad razem, a mgła ograniczała widoczność. Dziewczyna potarła zaspane oczy.
-Musimy się rozstać - powiedział z ironicznym uśmiechem. Zastygła.
-Hę? Jak to? Czemu? Coś zrobiłam nie tak? - zaczęła się plątać, ale zaraz głos uwiązł jej w gardle. Jimi odwrócił się na pięcie i odchodził właśnie teraz. Łzy pociekły jej po policzkach. Tak, dawno nie płakała. Czemu czuła taką pustkę? Przecież każdy bywa czasem sam. Wydawało jej się, że to sen. Bo to tylko sen prawda? To tylko sen. Jutro Jimi stanie pod jej oknem i zacznie ją wołać, bo jak zwykle zaśpi... NIE! To nie sen! On odchodził!
-Jimi! - wrzasnęła padając na kolana trzęsiona spazmami płaczu. Chłopak odwrócił głowę na dźwięk swojego imienia. Oniemiała. To musiało być przewidzenie.. Zobaczyła, że on też płacze.. Na pewno jej się to przewidziało..
A jednak to była prawda.. Trzymał rękę przyciśniętą do ust, żeby jeny nie usłyszała jak szlocha. Czemu to musiało się stać? Czemu musiał udawać dupka? Czemu musiał ją tak zranić? Czemu?! A teraz biegł nie zważając na mgłę, by się nie odwrócić i zawołać ten ostatni raz, że ją kocha... A kochał ją nad życie.. I właśnie dlatego musiał ją zranić. Lepiej, żeby teraz trochę popłakała i nazywała go dupkiem, niż żeby się załamała, gdy go zabraknie. Był chory, bardzo chory.. Umrze w ciągu tygodnia jeśli nie wcześniej. Lekarze nie znaleźli dawcy, więc umrze.
Będąc już daleko od dziewczyny padł na kolana i zaczął płakać.. Nie ukrywał łez skapujących na chodnik tworzących mokre plamy.
-Jeny! - wydarł się w przestrzeń. - Kocham cię! - wykrzyczał. Nagle usłyszał kroki... Goście ze szpitala pewnie już go znaleźli... Ale załatwił już wszystko, co trzeba. Teraz mogą go zabrać.
-Jimi! - ktoś krzyknął kilka metrów dalej. Poczuł, że się podnosi. Nie panował nad swoim ciałem. Po prostu wstał i czekał. We mgle zamajaczyła sylwetka.
-Jimi! - krzyczała raz po raz biegnąc za nim. Nagle go zobaczyła. Klęczał z opuszczoną głową. Nagle poderwał ją do góry i wrzasnął... Wrzasnął, że ją kocha. - Jimi! - krzyknęła jeszcze raz. Wstał i odwrócił się w jej stronę. Biegła na niego. Złapała go za poły bluzy i przyciągnęła do siebie. Przytuliła chłopaka bardzo mocno. Zaczęła mówić coś niezrozumiałego, a na koniec dodała:
-I że cię nie opuszczę aż do śmierci... - podniosła głowę i odsunęła się od chłopaka, który zamarł.
-Ale ja umrę w ciągu tygodnia.. - szepnął. Przytuliła go jeszcze raz.
-Umrzemy razem - powiedziała powstrzymując łzy. Poczuła, że Jimi też powoli podnosi ręce. Po chwili przycisnął ją mocno do siebie.
-I że cię nie opuszczę aż do śmierci - szepnął jej we włosy.
* * *
Rano jeszcze raz wytykał sobie, że jej nie zostawił. Teraz będzie cierpieć o wiele bardziej. Nagle do sali wszedł lekarz.
-Znaleźliśmy dawcę. Za kilkanaście minut robimy przeszczep - uśmiechnął się. Jimi patrzył szczęśliwy na lekarza. Nie będzie musiał jej opuszczać. O Boże, jak bardzo ją kocha!
Jednak ona nie przychodziła już tydzień. A co jeśli coś sobie zrobiła? Nie! Nie myśl tak. Tego dnia wychodził ze szpitala i kończył 20 lat. Za kilka tygodni Jeny skończy 19.
Smutny i zaniepokojony otworzył drzwi do mieszkania, które dzielił ze swoim przyjacielem. Wszystko było wysprzątane, a z kuchni dochodził do niego zapach omletu.
-Cześć Roni! - zawołał idąc do swojego pokoju. Gdy wszedł do środka, zaniemówił. W pomieszczeniu stało podwójne łóżko, a pod nim leżały walizki. Usłyszał kroki. Ktoś stanął właśnie w drzwiach i zarzucił mu chustkę na oczy. Pozwolił zaprowadzić się do salonu. Kiedy przekroczył jego próg, zdjęto mu okrycie z głowy. Stała tam jego cała rodzina, która powinna akurat być w Stanach. Był też Roni, jego przyjaciel. Odwrócił się ze łzami w oczach. Za nim stała Jeny. Płakała bardzo mocno.
-Wszystkiego najlepszego, kochanie - wyszeptała drżącym głosem. Dziś była też ich druga rocznica, a on nie miał dla niej żadnego prezentu. - Powiedziałam, że umrzemy razem, tak? Ale najpierw musimy się razem zestarzeć.. - po jej policzkach potoczyły się nowe łzy.
-To Jeny była dawcą - powiedział Roni stając obok nich. Złapał oboje za ramiona i przycisnął ich do siebie.
Po wzruszającym obiedzie rodzina musiała wracać, a Roni szedł na nocną zmianę do pracy.
-A ty..? - spytał.. nie.. Chciał spytać, ale słowa ugrzęzły mu w gardle.
-Wprowadziłam się, więc nie miałam czasu do ciebie przyjść.. - powiedziała zbierając talerza. Gdy już posprzątała, Jimiego nie było.
Po 15 minutach wrócił. Ona zmywała. Poczekał więc. Gdy już wycierając ręce odwróciła się, ukląkł przed nią z pierścionkiem w ręku.
-Wyjdziesz za mnie? - spytał bez zbędnych ceregieli. Kiwnęła z uśmiechem głową.
* * *
70 lat później
* * *
-Co z prochu powstało, niech w proch się obróci. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.. Amen - powiedział kapłan. Leżeli w jednej trumnie, spleceni dłońmi.
-Mamo, mamo.. Czemu dziadek i babcia się nie ruszają? - spytała sześcioletnia Jen ze łzami w oczach. Obok Marii, mamy małej Jen, stała najstarsza córka Jimiego i Jeny, Lucy z dużym brzuchem, trzymając jedną ręką dziesięcioletnią Mery, a drugą swojego męża. Dalej stał Max, młodszy brat Lucy i Marii.
Roni stał nad trumną. Od trzech lat nie mógł mówić, ale w myślach wciąż mówił do swoich zmarłych przyjaciół. W tym samym czasie Maria, Lucy, Max i Roni pomyśleli:
-Dotrzymali obietnicy i umarli razem...
***
Taki one shot na osłodzenie życia... Jeśli chcecie więcej to piszcie.. Jestem otwarta na tematy do one shotów.. Mogę pisać też na zamówienie ;)
Wasza Luza ;D
-Musimy się rozstać - powiedział z ironicznym uśmiechem. Zastygła.
-Hę? Jak to? Czemu? Coś zrobiłam nie tak? - zaczęła się plątać, ale zaraz głos uwiązł jej w gardle. Jimi odwrócił się na pięcie i odchodził właśnie teraz. Łzy pociekły jej po policzkach. Tak, dawno nie płakała. Czemu czuła taką pustkę? Przecież każdy bywa czasem sam. Wydawało jej się, że to sen. Bo to tylko sen prawda? To tylko sen. Jutro Jimi stanie pod jej oknem i zacznie ją wołać, bo jak zwykle zaśpi... NIE! To nie sen! On odchodził!
-Jimi! - wrzasnęła padając na kolana trzęsiona spazmami płaczu. Chłopak odwrócił głowę na dźwięk swojego imienia. Oniemiała. To musiało być przewidzenie.. Zobaczyła, że on też płacze.. Na pewno jej się to przewidziało..
A jednak to była prawda.. Trzymał rękę przyciśniętą do ust, żeby jeny nie usłyszała jak szlocha. Czemu to musiało się stać? Czemu musiał udawać dupka? Czemu musiał ją tak zranić? Czemu?! A teraz biegł nie zważając na mgłę, by się nie odwrócić i zawołać ten ostatni raz, że ją kocha... A kochał ją nad życie.. I właśnie dlatego musiał ją zranić. Lepiej, żeby teraz trochę popłakała i nazywała go dupkiem, niż żeby się załamała, gdy go zabraknie. Był chory, bardzo chory.. Umrze w ciągu tygodnia jeśli nie wcześniej. Lekarze nie znaleźli dawcy, więc umrze.
Będąc już daleko od dziewczyny padł na kolana i zaczął płakać.. Nie ukrywał łez skapujących na chodnik tworzących mokre plamy.
-Jeny! - wydarł się w przestrzeń. - Kocham cię! - wykrzyczał. Nagle usłyszał kroki... Goście ze szpitala pewnie już go znaleźli... Ale załatwił już wszystko, co trzeba. Teraz mogą go zabrać.
-Jimi! - ktoś krzyknął kilka metrów dalej. Poczuł, że się podnosi. Nie panował nad swoim ciałem. Po prostu wstał i czekał. We mgle zamajaczyła sylwetka.
-Jimi! - krzyczała raz po raz biegnąc za nim. Nagle go zobaczyła. Klęczał z opuszczoną głową. Nagle poderwał ją do góry i wrzasnął... Wrzasnął, że ją kocha. - Jimi! - krzyknęła jeszcze raz. Wstał i odwrócił się w jej stronę. Biegła na niego. Złapała go za poły bluzy i przyciągnęła do siebie. Przytuliła chłopaka bardzo mocno. Zaczęła mówić coś niezrozumiałego, a na koniec dodała:
-I że cię nie opuszczę aż do śmierci... - podniosła głowę i odsunęła się od chłopaka, który zamarł.
-Ale ja umrę w ciągu tygodnia.. - szepnął. Przytuliła go jeszcze raz.
-Umrzemy razem - powiedziała powstrzymując łzy. Poczuła, że Jimi też powoli podnosi ręce. Po chwili przycisnął ją mocno do siebie.
-I że cię nie opuszczę aż do śmierci - szepnął jej we włosy.
* * *
Rano jeszcze raz wytykał sobie, że jej nie zostawił. Teraz będzie cierpieć o wiele bardziej. Nagle do sali wszedł lekarz.
-Znaleźliśmy dawcę. Za kilkanaście minut robimy przeszczep - uśmiechnął się. Jimi patrzył szczęśliwy na lekarza. Nie będzie musiał jej opuszczać. O Boże, jak bardzo ją kocha!
Jednak ona nie przychodziła już tydzień. A co jeśli coś sobie zrobiła? Nie! Nie myśl tak. Tego dnia wychodził ze szpitala i kończył 20 lat. Za kilka tygodni Jeny skończy 19.
Smutny i zaniepokojony otworzył drzwi do mieszkania, które dzielił ze swoim przyjacielem. Wszystko było wysprzątane, a z kuchni dochodził do niego zapach omletu.
-Cześć Roni! - zawołał idąc do swojego pokoju. Gdy wszedł do środka, zaniemówił. W pomieszczeniu stało podwójne łóżko, a pod nim leżały walizki. Usłyszał kroki. Ktoś stanął właśnie w drzwiach i zarzucił mu chustkę na oczy. Pozwolił zaprowadzić się do salonu. Kiedy przekroczył jego próg, zdjęto mu okrycie z głowy. Stała tam jego cała rodzina, która powinna akurat być w Stanach. Był też Roni, jego przyjaciel. Odwrócił się ze łzami w oczach. Za nim stała Jeny. Płakała bardzo mocno.
-Wszystkiego najlepszego, kochanie - wyszeptała drżącym głosem. Dziś była też ich druga rocznica, a on nie miał dla niej żadnego prezentu. - Powiedziałam, że umrzemy razem, tak? Ale najpierw musimy się razem zestarzeć.. - po jej policzkach potoczyły się nowe łzy.
-To Jeny była dawcą - powiedział Roni stając obok nich. Złapał oboje za ramiona i przycisnął ich do siebie.
Po wzruszającym obiedzie rodzina musiała wracać, a Roni szedł na nocną zmianę do pracy.
-A ty..? - spytał.. nie.. Chciał spytać, ale słowa ugrzęzły mu w gardle.
-Wprowadziłam się, więc nie miałam czasu do ciebie przyjść.. - powiedziała zbierając talerza. Gdy już posprzątała, Jimiego nie było.
Po 15 minutach wrócił. Ona zmywała. Poczekał więc. Gdy już wycierając ręce odwróciła się, ukląkł przed nią z pierścionkiem w ręku.
-Wyjdziesz za mnie? - spytał bez zbędnych ceregieli. Kiwnęła z uśmiechem głową.
* * *
70 lat później
* * *
-Co z prochu powstało, niech w proch się obróci. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.. Amen - powiedział kapłan. Leżeli w jednej trumnie, spleceni dłońmi.
-Mamo, mamo.. Czemu dziadek i babcia się nie ruszają? - spytała sześcioletnia Jen ze łzami w oczach. Obok Marii, mamy małej Jen, stała najstarsza córka Jimiego i Jeny, Lucy z dużym brzuchem, trzymając jedną ręką dziesięcioletnią Mery, a drugą swojego męża. Dalej stał Max, młodszy brat Lucy i Marii.
Roni stał nad trumną. Od trzech lat nie mógł mówić, ale w myślach wciąż mówił do swoich zmarłych przyjaciół. W tym samym czasie Maria, Lucy, Max i Roni pomyśleli:
-Dotrzymali obietnicy i umarli razem...
***
Taki one shot na osłodzenie życia... Jeśli chcecie więcej to piszcie.. Jestem otwarta na tematy do one shotów.. Mogę pisać też na zamówienie ;)
Wasza Luza ;D
czwartek, 4 lipca 2013
Rozdział 9 część I
Kilka dni później
Kiedy wyleczyłam Matthiasa, przypomniałam sobie przepowiednię. Przecież wszyscy mieli zginąć... Siedząc w swoim pokoju przykryta kołdrą oplatając ramionami kolana czułam się bezpiecznie jak nigdzie. Okna zostały już naprawione, więc było ciepło. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi po półtorej godziny błogiej samotności. Westchnęłam ciężko. Wygrzebałam głowę spod okrycia. W drzwiach stał nie kto inny, jak Matthias.
-Kocham cię - zahuczało mi w głowie. Chłopak tymczasem podszedł do łóżka i usiadł na nim po turecku.
-Co tam, młoda? - spytał. Do tej pory nie zauważyłam jak dorosły ma już głos. Poczułam, że pieką mnie policzki. Ja chyba... - Co się stało?
Z...
Poczochrał mnie po głowie robiąc głupią minę.
Zwariowałam. Na 100%. On jest moim bratem! Heloł! To nie jest normalne! Ale jak na to spojrzeć to co w tym domu jest normalne? .... Fuck.
-Co chciałeś? - spytałam mając nadzieję, że nie usłyszał drżenia mojego głosu.
-Cóż... - podrapał się po głowie wzdychając. - Co do tego co ci powiedziałem.. To prawda, ale nie odsuwaj się ode mnie, okej? Proszę...
-Huh? - zdziwiłam się. A czemu miałabym?
-Jestem twoim bratem... - rozłożył ręce szeroko. - To powinno być dla ciebie nienormalne, nie?
-A co w tym domu jest normalne? Wskaż jedną rzecz - prychnęłam ukradkiem pożerając chłopaka wzrokiem. Piękny..
-Umówisz się ze mną? - spytał wbijając wzrok w podłogę. To pytanie było tak niespodziewane jak kartkówka z matematyki u Łysego.
-Możemy spróbować - zaryzykowałam, ale zaraz się powściągnęłam. - Czekaj! Cofam!
-Hę? O co chodzi? - spytał zdziwiony nie wiedząc czy się cieszyć czy płakać.
-Co z Rebeccą? - spytałam marszcząc brwi i wyciągając przed siebie oskarżycielski palec. Mat mruknął coś odwracając głowę od mojej twarzy. - Co? Nie słyszę - warknęłam nie dowierzając w niewierność swego brata. Chyba, ze nie jesteśmy rodziną, wtedy to zrozumiem.
-Zerwaliśmy dwa dni temu - powiedział głośniej. Zastygłam w oczekiwaniu na ciąg dalszy. Cofam poprzednie słowa o niewierności. - Bo powiedziałem jej, że mi się podobasz.. - mój brat nie jest niewierny. On po prostu jest dupkiem.
-O matko.. Jaki idiota... - Westchnęłam waląc się otwartą dłonią w czoło. Jak można być tak głupim? Zerwać z dziewczyną mówiąc, że podoba mu się inna. Tak potrafi tylko Matthias. Westchnęłam jeszcze raz. - Idź na dół i poczekaj. Zaraz przyjdę.
-Nie odpowiedziałaś mi na pytanie - burknął cały czerwony. Coś we mnie zawrzało.
-Powiedziałam, że masz iść na dół, to grzecznie idź na ten cholerny dół - warknęłam podnosząc się. Wyszłam na korytarz z Matem i skierowałam się w stronę schodów. zatrzymałam się przy pierwszych drzwiach.
-Mat.. - zwróciłam się do chłopaka, który spojrzał na mnie nieprzytomnie. - Dół jest tam - wskazałam palcem schody. Wtedy chłopak otrząsnął się i poszedł gdzie mu kazałam. Odczekałam kilka chwil i szybko poszłam w głąb korytarza. Zapukałam w drzwi.
-Kto? - spytała znudzonym głosem.
-Ja - odpowiedziałam bezbarwnie nadal czując jak pieką mnie policzki.
-Wlazł kto stoi - zaśmiała się otwierając drzwi.
-Ratuj mnie mistrzu! - zawołałam przytulając się do Rebeccy. Bez słowa głaskała mnie po głowie.
-Co się stało? - spytała kiedy usiadłam już bez jej pomocy, bo z wrażenia nawet ustać nie mogłam.
-Mat mnie kocha... - wydusiłam ze łzami w oczach. - To przeze mnie się rozstaliście. Zawsze muszę coś zniszczyć. Przepraszam Reb. Naprawdę chciałabym nie przynosić pech innym, ale...
-To nie było przez ciebie - wtrąciła kiedy zrobiłam przerwę na oddech. Popatrzyłam na nią zdziwiona , ale w jej oczach odnalazłam tylko szczere rozbawienie. - Chodziliśmy ze sobą tylko dla zakładu, który oboje przegraliśmy. Mieliśmy wytrzymać razem dwa miesiące, a przez to, że dołączyło do nas tyle osób, zapomniałam o tym. I tak na zakończenie... Nie wiem co ci naopowiadał Mat, ale to ja z nim zerwałam.
Kiedy skończyła, ja siedziałam z rozbawionym wyrazem twarzy. Zaczęłyśmy się śmiać z tego dziwnego nieporozumienia.
-A więc... Rebecco. Zechcesz mi udzielić błogosławieństwa? - spytałam ledwo tłumiąc śmiech. Wiem... Demon i błogosławieństwo. Trochę dziwacznie brzmi, ale przecież można też być błogosławionym przez wszystkich niezależnie od sytuacji, ani wyznania. To jest tak jakby dobre życzenie, czy coś w tym stylu.
-Błogosławie cię Shion. Masz moje błogosławieństwo, więc zapierdalaj jak mały samochodzik po nowej drodze życia.. - zaśmiała się Rebecca. - Co ja mówię? Samochód? Po drodze życia? Pff! Poprawka. Zapieprzaj jak króliczek z Djurasel po autostradzie kiedy bachory wiszczą, że batyryjki się spsuły.
-Dzięki Reb - cmoknęłam dziewczynę w policzek i wybiegłam na korytarz. Na schodach zauważyłam, że Rebecca wybiega z pokoju i woła Evę, Gabriella i Oliviera. - Mat! - zawołałam wpadając do salonu.
-Odpowiedź - zażądał stając przede mną w drzwiach. Odchrząknęłam.
-Kiedy pierwsza randka? - spytałam przechylając głowę w bok. Mat zastygł na chwilę, by zaraz podnieść mnie do góry i zacząć wirować po pokoju. Piszczałam jak małe dziecko. Nagle chłopak potknął się i upadliśmy na podłogę. Przytuliłam się do niego kurczowo, żeby nie zauważył jak bardzo czerwona jestem.
-Puść mnie.. Dusisz. - wychrypiał. To oczywiste, że udawał, więc tylko pokręciłam głową szurając czołem po jego klatce piersiowej. Kiedy w miarę się uspokoiłam, rozplotłam ręce i usiadłam na kolana Matthiasa. - Nigdy nie sądziłem, że się zgodzisz.. Myślałem, że będziesz się brzydzić czy coś...
- Powiedz to... - zażądałam przerywając chłopakowi jego bezsensowne domysły. Spojrzał na mnie zdziwiony. - Powiedz to co powiedziałeś kiedy cię leczyłam.. - powiedziałam wyjaśniając. Mat zrobił się czerwony na twarzy i zaczął się jąkać.
-Ko-ko-ko-ko-ko-koch-kocham ci-cię.. - wyjąkał wreszcie. Zbliżyłam twarz do jego twarzy.
-Ja ciebie chyba też - szepnęłam. Nasze oddechy się mieszały, a na policzki wypłynął rumieniec. Moje wargi już, już miały zetknąć się z ustami Matthiasa, kiedy nagle...
-MATTHIAS MA MAŁEGO! - wrzasnęła Rebecca wpadając do pokoju w rytmie Harlem Szejka, a po jej obu stronach Gabriell i Olivier tańczyli Gangnam Style. Na końcu do pokoju wpadła Eva wrzeszcząc:
-Mother Fucker Gentelman! - kiedy zatrzymała się w pół kroku, zaczęła tańczyć z porem w ręku, obracając nim jak Miku Hatsune. Ryknęliśmy śmiechem. I tego mi najbardziej brakowało.
-Wy to macie, kurde, wyczucie czasu.. - wyjęczałam przez łzy rozbawienia.
-Shion... - usłyszałam szept czując ciepły oddech na szyi. - Powoli wstań i idź do drzwi..
Zrobiłam co powiedział Matthias i razem, trzymając się za ręce, zniknęliśmy z salonu. Wbiegliśmy na piętro i skierowaliśmy się do mojego pokoju. Mat puścił moją rękę i wyszperał z mojej szafy starą sukienkę* i rzucił ją na łóżko.
-Ubierz się w to - nakazał mi rzucając do tego krótką skórzaną kurtkę i moje ćwiekowe, skórzane bransoletki. - A do tego nałóż glany. Ja tez idę się przebrać.
Jeszcze nigdy nie zmieniałam ciuchów tak szybko. To chyba nawet był mój rekord. kiedy zawiązywałam sznurówki glanów, do drzwi ktoś zapukał. Policzyłam do dziesięciu i poleciałam otworzyć.
-Masz - Rebecca wepchnęła mi w ręce jakieś pudełko. Kiedy przyglądałam się podarunkowi, Eva i Reb wepchnęły mnie do pokoju. Pisnęłam cicho.
-Wiemy co knuje... - powiedziała Eva dziwnym głosem, ale zanim zdążyłam zapytać o co chodzi, Reb otworzyła wcześniej podane mi pudełko.
-Hilda dała nam to parę minut temu. Miałam ci to przekazać gdzieś z Nobu. Mamy całą noc wolny dom... - mówiła zdenerwowana Eva wyjmując z pudełeczka śliczny, srebrny nieśmiertelnik z moim imieniem, a obok na tym samym łańcuszku był pierścionek z wygrawerowaną czaszką w koronie i serduszkiem obok.
-Ouuu! - jęknęłam z zachwytem. - Jak ciocia wróci to jej podziękuję...
-To nie od Hildy - przerwała mi Rebecca. - Patrz na druga stronę nieśmiertelnika.
Odwróciłam zawieszkę.
-"Dla córci. Od mamy" - przeczytałam czując dławiące mnie łzy wzruszenia.
-Prawdopodobnie miałaś go na szyi kiedy zostałaś przyniesiona na Ziemię... - dodała Reb.
-Dobra. Starczy tego dobrego.. - westchnął Matthias wparowując do pokoju, podnosząc mnie do góry i wyskakując na dwór przez wcześniej otwarte okno.
CDN
Kiedy wyleczyłam Matthiasa, przypomniałam sobie przepowiednię. Przecież wszyscy mieli zginąć... Siedząc w swoim pokoju przykryta kołdrą oplatając ramionami kolana czułam się bezpiecznie jak nigdzie. Okna zostały już naprawione, więc było ciepło. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi po półtorej godziny błogiej samotności. Westchnęłam ciężko. Wygrzebałam głowę spod okrycia. W drzwiach stał nie kto inny, jak Matthias.
-Kocham cię - zahuczało mi w głowie. Chłopak tymczasem podszedł do łóżka i usiadł na nim po turecku.
-Co tam, młoda? - spytał. Do tej pory nie zauważyłam jak dorosły ma już głos. Poczułam, że pieką mnie policzki. Ja chyba... - Co się stało?
Z...
Poczochrał mnie po głowie robiąc głupią minę.
Zwariowałam. Na 100%. On jest moim bratem! Heloł! To nie jest normalne! Ale jak na to spojrzeć to co w tym domu jest normalne? .... Fuck.
-Co chciałeś? - spytałam mając nadzieję, że nie usłyszał drżenia mojego głosu.
-Cóż... - podrapał się po głowie wzdychając. - Co do tego co ci powiedziałem.. To prawda, ale nie odsuwaj się ode mnie, okej? Proszę...
-Huh? - zdziwiłam się. A czemu miałabym?
-Jestem twoim bratem... - rozłożył ręce szeroko. - To powinno być dla ciebie nienormalne, nie?
-A co w tym domu jest normalne? Wskaż jedną rzecz - prychnęłam ukradkiem pożerając chłopaka wzrokiem. Piękny..
-Umówisz się ze mną? - spytał wbijając wzrok w podłogę. To pytanie było tak niespodziewane jak kartkówka z matematyki u Łysego.
-Możemy spróbować - zaryzykowałam, ale zaraz się powściągnęłam. - Czekaj! Cofam!
-Hę? O co chodzi? - spytał zdziwiony nie wiedząc czy się cieszyć czy płakać.
-Co z Rebeccą? - spytałam marszcząc brwi i wyciągając przed siebie oskarżycielski palec. Mat mruknął coś odwracając głowę od mojej twarzy. - Co? Nie słyszę - warknęłam nie dowierzając w niewierność swego brata. Chyba, ze nie jesteśmy rodziną, wtedy to zrozumiem.
-Zerwaliśmy dwa dni temu - powiedział głośniej. Zastygłam w oczekiwaniu na ciąg dalszy. Cofam poprzednie słowa o niewierności. - Bo powiedziałem jej, że mi się podobasz.. - mój brat nie jest niewierny. On po prostu jest dupkiem.
-O matko.. Jaki idiota... - Westchnęłam waląc się otwartą dłonią w czoło. Jak można być tak głupim? Zerwać z dziewczyną mówiąc, że podoba mu się inna. Tak potrafi tylko Matthias. Westchnęłam jeszcze raz. - Idź na dół i poczekaj. Zaraz przyjdę.
-Nie odpowiedziałaś mi na pytanie - burknął cały czerwony. Coś we mnie zawrzało.
-Powiedziałam, że masz iść na dół, to grzecznie idź na ten cholerny dół - warknęłam podnosząc się. Wyszłam na korytarz z Matem i skierowałam się w stronę schodów. zatrzymałam się przy pierwszych drzwiach.
-Mat.. - zwróciłam się do chłopaka, który spojrzał na mnie nieprzytomnie. - Dół jest tam - wskazałam palcem schody. Wtedy chłopak otrząsnął się i poszedł gdzie mu kazałam. Odczekałam kilka chwil i szybko poszłam w głąb korytarza. Zapukałam w drzwi.
-Kto? - spytała znudzonym głosem.
-Ja - odpowiedziałam bezbarwnie nadal czując jak pieką mnie policzki.
-Wlazł kto stoi - zaśmiała się otwierając drzwi.
-Ratuj mnie mistrzu! - zawołałam przytulając się do Rebeccy. Bez słowa głaskała mnie po głowie.
-Co się stało? - spytała kiedy usiadłam już bez jej pomocy, bo z wrażenia nawet ustać nie mogłam.
-Mat mnie kocha... - wydusiłam ze łzami w oczach. - To przeze mnie się rozstaliście. Zawsze muszę coś zniszczyć. Przepraszam Reb. Naprawdę chciałabym nie przynosić pech innym, ale...
-To nie było przez ciebie - wtrąciła kiedy zrobiłam przerwę na oddech. Popatrzyłam na nią zdziwiona , ale w jej oczach odnalazłam tylko szczere rozbawienie. - Chodziliśmy ze sobą tylko dla zakładu, który oboje przegraliśmy. Mieliśmy wytrzymać razem dwa miesiące, a przez to, że dołączyło do nas tyle osób, zapomniałam o tym. I tak na zakończenie... Nie wiem co ci naopowiadał Mat, ale to ja z nim zerwałam.
Kiedy skończyła, ja siedziałam z rozbawionym wyrazem twarzy. Zaczęłyśmy się śmiać z tego dziwnego nieporozumienia.
-A więc... Rebecco. Zechcesz mi udzielić błogosławieństwa? - spytałam ledwo tłumiąc śmiech. Wiem... Demon i błogosławieństwo. Trochę dziwacznie brzmi, ale przecież można też być błogosławionym przez wszystkich niezależnie od sytuacji, ani wyznania. To jest tak jakby dobre życzenie, czy coś w tym stylu.
-Błogosławie cię Shion. Masz moje błogosławieństwo, więc zapierdalaj jak mały samochodzik po nowej drodze życia.. - zaśmiała się Rebecca. - Co ja mówię? Samochód? Po drodze życia? Pff! Poprawka. Zapieprzaj jak króliczek z Djurasel po autostradzie kiedy bachory wiszczą, że batyryjki się spsuły.
-Dzięki Reb - cmoknęłam dziewczynę w policzek i wybiegłam na korytarz. Na schodach zauważyłam, że Rebecca wybiega z pokoju i woła Evę, Gabriella i Oliviera. - Mat! - zawołałam wpadając do salonu.
-Odpowiedź - zażądał stając przede mną w drzwiach. Odchrząknęłam.
-Kiedy pierwsza randka? - spytałam przechylając głowę w bok. Mat zastygł na chwilę, by zaraz podnieść mnie do góry i zacząć wirować po pokoju. Piszczałam jak małe dziecko. Nagle chłopak potknął się i upadliśmy na podłogę. Przytuliłam się do niego kurczowo, żeby nie zauważył jak bardzo czerwona jestem.
-Puść mnie.. Dusisz. - wychrypiał. To oczywiste, że udawał, więc tylko pokręciłam głową szurając czołem po jego klatce piersiowej. Kiedy w miarę się uspokoiłam, rozplotłam ręce i usiadłam na kolana Matthiasa. - Nigdy nie sądziłem, że się zgodzisz.. Myślałem, że będziesz się brzydzić czy coś...
- Powiedz to... - zażądałam przerywając chłopakowi jego bezsensowne domysły. Spojrzał na mnie zdziwiony. - Powiedz to co powiedziałeś kiedy cię leczyłam.. - powiedziałam wyjaśniając. Mat zrobił się czerwony na twarzy i zaczął się jąkać.
-Ko-ko-ko-ko-ko-koch-kocham ci-cię.. - wyjąkał wreszcie. Zbliżyłam twarz do jego twarzy.
-Ja ciebie chyba też - szepnęłam. Nasze oddechy się mieszały, a na policzki wypłynął rumieniec. Moje wargi już, już miały zetknąć się z ustami Matthiasa, kiedy nagle...
-MATTHIAS MA MAŁEGO! - wrzasnęła Rebecca wpadając do pokoju w rytmie Harlem Szejka, a po jej obu stronach Gabriell i Olivier tańczyli Gangnam Style. Na końcu do pokoju wpadła Eva wrzeszcząc:
-Mother Fucker Gentelman! - kiedy zatrzymała się w pół kroku, zaczęła tańczyć z porem w ręku, obracając nim jak Miku Hatsune. Ryknęliśmy śmiechem. I tego mi najbardziej brakowało.
-Wy to macie, kurde, wyczucie czasu.. - wyjęczałam przez łzy rozbawienia.
-Shion... - usłyszałam szept czując ciepły oddech na szyi. - Powoli wstań i idź do drzwi..
Zrobiłam co powiedział Matthias i razem, trzymając się za ręce, zniknęliśmy z salonu. Wbiegliśmy na piętro i skierowaliśmy się do mojego pokoju. Mat puścił moją rękę i wyszperał z mojej szafy starą sukienkę* i rzucił ją na łóżko.
-Ubierz się w to - nakazał mi rzucając do tego krótką skórzaną kurtkę i moje ćwiekowe, skórzane bransoletki. - A do tego nałóż glany. Ja tez idę się przebrać.
Jeszcze nigdy nie zmieniałam ciuchów tak szybko. To chyba nawet był mój rekord. kiedy zawiązywałam sznurówki glanów, do drzwi ktoś zapukał. Policzyłam do dziesięciu i poleciałam otworzyć.
-Masz - Rebecca wepchnęła mi w ręce jakieś pudełko. Kiedy przyglądałam się podarunkowi, Eva i Reb wepchnęły mnie do pokoju. Pisnęłam cicho.
-Wiemy co knuje... - powiedziała Eva dziwnym głosem, ale zanim zdążyłam zapytać o co chodzi, Reb otworzyła wcześniej podane mi pudełko.
-Hilda dała nam to parę minut temu. Miałam ci to przekazać gdzieś z Nobu. Mamy całą noc wolny dom... - mówiła zdenerwowana Eva wyjmując z pudełeczka śliczny, srebrny nieśmiertelnik z moim imieniem, a obok na tym samym łańcuszku był pierścionek z wygrawerowaną czaszką w koronie i serduszkiem obok.
-Ouuu! - jęknęłam z zachwytem. - Jak ciocia wróci to jej podziękuję...
-To nie od Hildy - przerwała mi Rebecca. - Patrz na druga stronę nieśmiertelnika.
Odwróciłam zawieszkę.
-"Dla córci. Od mamy" - przeczytałam czując dławiące mnie łzy wzruszenia.
-Prawdopodobnie miałaś go na szyi kiedy zostałaś przyniesiona na Ziemię... - dodała Reb.
-Dobra. Starczy tego dobrego.. - westchnął Matthias wparowując do pokoju, podnosząc mnie do góry i wyskakując na dwór przez wcześniej otwarte okno.
CDN
niedziela, 30 czerwca 2013
Rozdział 8
Trzymałam Davida w ramionach przez długi czas. Wydawał się być jak dziecko, któremu rodzice nie chcą czegoś kupić. Kiedy chłopak zasnął wyczerpany płaczem, Gin przetransportował go do jednego z dwóch wolnych pokoi.
-Nie rozumiem jak taki chłopak jak on może tyle płakać... Przecież on ma już 17 lat! - westchnęła Eva podpierając ręką głowę.
-A tak baj de łej... - wtrąciła Hilda. - Musimy jeszcze tylko znaleźć Ikari i możemy wracać do Podziemi - uśmiechnęła się szczęśliwa. Zamyśliłam się na chwilę.
-Mam pytanie - podniosłam rękę, a ciocia przychylnie udzieliła mi głosu. - Skoro Matthias jest ode mnie starszy...
-No dawaj - popędziła mnie Hilda gdy się zawiesiłam. Potrząsnęłam głową, by pozbyć się rosnącego uczucia niepokoju.
-No.. To skoro jest starszy i jest jednocześnie moim biologicznym bratem, to czemu nie on jest Shi?
- spytałam. W pokoju zaległa cisza, więc zaczęłam tłumaczyć swoje wątpliwości. - No, bo jak ktoś ma rządzić, to zawsze jest ten starszy. Jeśli się mylę to mnie poprawcie. Moim zdaniem to Mat powinien być następcą... - Hilda przerwała moje domysły ruchem reki.
-Tradycją jest, ze na tronie mogą siedzieć tylko kobiety... Z wymaganymi cechami, których ja nie miałam, które ma Revy... Dlatego to ona rządzi i dlatego ty też będziesz rządzić, kochanie - uśmiechnęła się do mnie ciepło. Nagle poczułam rosnącą moc. Odwróciłam się, by znaleźć jej źródło. Olivier siedział na fotelu z twarzą schowaną w rękach i trząsł się na całym ciele.
-Olivier? - powiedziałam odruchowo. Chłopak podniósł głowę. Zamarłam. Jego oczy... Nawet białka, które z założenia powinny być białe, u niego były krwistoczerwone. Powtórzyła się sytuacja. - Niech nikt nawet nie drgnie - szepnęłam powoli wstając. Chłopak patrzył prosto na mnie i tylko na mnie. Ostrożnie podeszłam do drzwi, a w głowie już miałam ułożony plan działania. - Olivier! - powiedziałam stanowczym głosem. Co ciekawe chłopak nie rzucił się na mnie z pięściami. - Wstań i podejdź do mnie! - moja teoria się potwierdziła. Kiedy u kogoś jest rozbudzona moc i wymyka się spod kontroli, tylko ja umiem nad nią zapanować. W dodatku wystarczy do tego sam głos.
Olivier grzecznie wykonał moje polecenia i stanął centralnie przede mną. Zawarczał cicho, gdy coś poruszyło się na górze. Po schodach zszedł śpiący w połowie David.
-Co tu się dzieje? Gdzie ja jestem? - ziewnął szeroko. Gdy zobaczył Oliviera jego nastawienie się zmieniło.
-Czy on ci coś zrobił? - spytał mnie. Cóż... Rozumiem czemu to zrobił. Olivier stał nie więcej niż 20 cm ode mnie, a ja byłam przyciśnięta do drzwi. Ale najbardziej zdziwiło mnie zachowanie Davida, jednak nie miałam czasu się tym przejmować.
-Olivier.. - szepnęłam chcąc znowu zwrócić uwagę chłopaka na siebie. - Idziesz ze mną. - powiedziałam znów mocnym głosem i wyszłam na podwórko. Za mną posłusznie dreptał rozbudzony demon. Heh.. No cóż... Raz się żyje, nie?
Gdy byliśmy w ogrodzie za domem kazałam chłopakowi stanąć 2 metry przed sobą. Wydawałam się spokojna, ale zaraz potem wybuchłam... Dosłownie, bo przechodząc w Tryb Shi odbiłam się od ziemi by będąc tuż przy Olivierze walnąć go w twarz i krzyknąć: -Obudź się!
Chłopak padł jak długi na ziemię. Otworzył szeroko oczy. Przestraszona, że jeszcze się nie wybudził, nakazałam mu się nie ruszać. Gin przeniósł go do domu, do pokoju Oliviera i tam go zostawiliśmy. Po jakiejś godzinie uchyliłam lekko drzwi. Chłopak leżał na łóżku wpatrując się w sufit. Nawet nie drgnął, gdy zamknęłam drzwi i usiadłam na podłodze. Zaraz potem przeniosłam się na biurko.
-Jak tam? Przeszło ci już? - spytałam cicho, jednak nie odpowiedział. Westchnęłam ciężko. - Przepraszam za tego zęba. Przyznaję, poniosło mnie, i tak już ci zaczął odrastać, ale to nie powód, żeby się obrażać, okej?
-Nie obraziłem się.. - burknął po kilku sekundach ciszy. Trzy słowa i jedna kamienna twarz wystarczyły, żeby wyprowadzić człowieka z równowagi.
-To czemu nic nie mówisz? - spytałam rzeczowo zakładając ręce na piersiach.
-Mam dużo do przemyślenia... - szepnął odwracając się w moją stronę. Podparł głowę ręką. - Chcesz wiedzieć co Hilda miała wtedy na myśli, że cię śledziłem i w ogóle?
Pokiwałam głową i zamarłam w oczekiwaniu. Szeroko otwartymi oczami patrzyłam jak Olivier siada i wzdycha głęboko.
-Przygotuj się na porządny monolog... - zaśmiał się słabo i westchnął raz jeszcze. - Zanim dowiedziałem się czym tak naprawdę jestem, widziałem cię. Wyróżniałaś się z tłumu, tylko nie wiedziałem czym. Codziennie rano jeździłem tym samym autobusem, żeby cię wiedzieć. Robiłem tak od kiedy chodziłaś do 5 klasy podstawówki. Pamiętasz chłopaka, który cię odepchnął gdy spadała doniczka? Ja go wtedy popchnąłem. Nie wiem czemu. Po prostu od samego początku czułem, ze muszę cię chronić. To było trochę trudne, bo zawsze tam gdzie się pojawiałaś były bójki. Dużo razy uratowałem ci dupę. Nie raz chcieli cię wyrzucić ze szkoły. Ciesz się, że moi rodzice mieli dobre kontakty. No, ale... Wtedy chciałem, żebyś zauważyła jak bardzo cię chroniłem, ale teraz wiem, że lepiej, ze tego nie wiedziałaś. W pewnym momencie spotkałem Hildę. Wytłumaczyła mi czemu tak się tobą przejmowałem. Jestem twoim ochroniarzem, bo ekscytacja jest najbliżej śmierci - uśmiechnął się szeroko. Siedziałam jak sparaliżowana. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, a serce waliło mi tak głośno, że myślałam, ze zaraz wyskoczy. Nie... Nie przez to co powiedział... Po prostu pierwszy raz Olivier uśmiechnął się szczerze... A ja nigdy nie wiedziałam, żeby tak się uśmiechał. - Coś się stało? - spytał gdy nadal siedziałam nic nie mówiąc. Potrząsnęłam głową.
-Nie.. Po prostu.. No. Zszokowało mnie to co powiedziałeś - skłamałam. Zeszłam z biurka i podeszłam do drzwi. Z ręką na klamce odwróciłam się do chłopaka. - Ale dzięki, ze mi powiedziałeś - uśmiechnęłam się i wyszłam. Za drzwiami przystanęłam na chwilę. Westchnęłam głęboko i zmusiłam się, żeby wrócić do pokoju Oliviera. - Mam do ciebie jeszcze kilka pytań. Odpowiesz? - spytałam stając przy drzwiach. Skinął głową, więc usiadłam na ziemi, a chłopak na przeciwko mnie.
-No.. Co tam chcesz? - spytał zaciekawiony. Jeszcze nigdy nie był tak miły i tak wylewny jak teraz, co bardzo mnie zaskoczyło. Dziwne to było, nie powiem, ale trzeba łapać okazje, nie?
-No to tak... - podrapałam się po głowie. - Czemu przy wszystkich jesteś taki dziwny, a jak tu siedzisz to jesteś jakiś... milszy?
-Bo taki naprawdę jestem. Udaję zimnego, żeby nikt mnie nie zranił, żeby bał się mnie zranić.
- Dobra. Rozumiem. Starczy. Pytania nie było.. - powiedziałam wymachując rękami jakbym wycierała zadane pytanie. - Drugie. Czemu nie mieszkasz z rodziną, skoro przyszli z tobą na Ziemię?
-I tego pytania się obawiałem... Dobrze, ze zadałaś je najpierw mi. Gdybyś spytała Gina czy Rebeccę... - Westchnął głęboko, usiadł wygodniej i podjął przerwany temat. - Nasi rodzice planowali spisek przeciwko królowej. Załatwili sobie nas, żeby uciec na Ziemię, wyszkolić nas i przejąć Podziemia... Ale Hilda dowiedziała się o tym i przekazała to nam. Naszym pierwszym zadaniem było... - Olivier zawiesił się ze zbolałą miną.
-Nie mów... - zażądałam z bolącym sercem. - Nic więcej nie mów. Nie musisz mi...
-Ale chcę! - przerwał mi gwałtownie. - Zrozum, że chcę, żebyś wszystko rozumiała. Naszym pierwszym zadaniem było... - westchnął głęboko i szepnął coś po czym zabrakło mi słów. Moje serce zamarło i w jednej chwili poczułam jakbym umarła, ożyła i umarła na nowo.
-Że co proszę? Hilda kazała wam zabić... waszych rodziców..? - szepnęłam nie dowierzając. Olivier kiwnął głową. Coś we mnie pękło. Chłopak siedzący przede mną nie mógł być tym twardym Olivierem bez uczuć, który zabił Ren. Poczułam, ze po moich policzkach płynął łzy.
-Co się stało Shion? - zaniepokoił się Olivier. Wyciągnął rękę, ale ja ją odtrąciłam.
-To nie ty powinieneś pocieszać mnie! - zawołałam wkurzona. Poderwałam się do góry kiedy Olivier wstał. - Gdzie idziesz?
-Znaleźć Matthiasa.. Niech cie pocieszy.. - mruknął z ręką na klamce. Zachłysnęłam się powietrzem. Chłopak odwrócił się przestraszony, ale po chwili dostał pięścią w mordę. Inaczej nie mogę tego określić.
-Mówiłam, ze nie potrzebuję pocieszenia! - wrzasnęłam chłopakowi w twarz. Stał zdziwiony, przyciśnięty do drzwi. Przytuliłam go mocno, mocno, mocno... - To ja powinnam pocieszyć ciebie - szepnęłam. Poczułam, że chłopak zastygł, więc przytuliłam go mocniej. Po kilku minutach puściłam go, odsunęłam się i spojrzałam w twarz na której malowało się wzruszenie. Uśmiechnęłam się słabo.
-Pamiętaj... Udawanie kogoś kim nie jesteś rani tylko ciebie - powiedziałam na odchodnym.
Weszłam do swojego pokoju. odetchnęłam parę razy głęboko, by się uspokoić. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je.
-Omg! Chodź coś zobaczyć! Wołaj Oliviera! - wołała podekscytowana Eva.
-Nie.. Ty do niego idź - powiedziałam czując się bardzo głupio po scenie sprzed kilku minut. Zeszłam na dół. Na MOIM fotelu siedział David. Spojrzałam na niego wkurzona.
-Złaź... - warknęłam stając obok.
-Wiedziałem, że tak będzie.. Jest bardzo terytorialna... - mruknął Gabriell, a Nobu pokiwał głową. David podniósł głowę i spojrzał na mnie z politowaniem.
-Czemu miałbym cię posłuchać? - spytał rozkładając się jeszcze wygodniej. Westchnęłam zdziwiona.
-Rozdwojenie jaźni - rzuciła Hilda pojawiając się w pokoju z kubkiem herbaty w reku. Odwróciłam się ku wszechwiedzącej cioci. - Ci, którzy są Hora mają rozdwojenie jaźni, bo przerażenie czasem pcha do działania, a czasami zatrzymuje wszystkie reakcje i naturalne odruchy.
-Łohohohohohohohohoho - zaśmiał się David.
-Dobra, rozumiem... - westchnęłam, by nagle nachylić się nad chłopakiem. - Powiedziałam, żebyś zlazł, tępa pało.
-Uuu! Robi się nie ciekawie... - mruknął Mat rzucając się za kanapę. Rebecca popatrzyła na niego jak na debila.
-Czemu...? - spytała szeptem.
-W każdej chwili może wybuchnąć - wskazał na mnie. Miał rację. Wyglądałam jakbym była jebanym dynamitem.
-A czemu niby mam to zrobić? - spytał David po raz drugi.
-Bo to jest mój fotel - syknęłam prostując się i patrząc na chłopaka z wyższością.
-Ej! Stary, tej laski lepiej nie wkurwiać! - zawołał Gin dołączając do względnie bezpiecznego miejsca za kanapą.
-I, że JA mam się bać JEJ? Weźcie nie żartujcie - odparował David. Tego było już za wiele. Weszłam w Tryb Shi w momencie, w którym do salonu weszli Olivier i Eva. - Ona mi nic nie zrobi skoro boi się nawet jego... - wskazał na chłopaka stojącego w progu. Z rozbudzoną mocą stanęłam tuż przed wyciągniętą ręką czerwonowłosego.
-Powiedziałam zejdź, męska sukwo - warknęłam trzaskając stawami palców.
-A tej co? Z choinki się urwała? - zaśmiał się, ale przerwała mu moja pięść wbijająca się w jego policzek. Podniosłam chłopaka jakby był szmacianą lalką i rzuciłam nim o ścianę, po czym usadowiłam się wygodnie na MOIM fotelu.
-Diabeł, nie dziewczyna! - syknął David wstając.
-Trafiłeś w samo sedno, stary. Wdepnąłeś w niezłe bagno - uśmiechnął się Gin stając za mną razem z Olivierem, Matthiasem i Gabriellem. Eva i Reb stanęły po bokach fotela. Nagle poczuła łączącą nas moc.
-Słyszałam, ze alchemia to wynalazek szatana... Teraz już wiem dlaczego - powiedziałam nagle wszystko rozumiejąc. Wszystkie działania do tej pory miały na celu wykształcenie u mnie potrzebę bliskości. Miałam potrzebować wszystkich obecnych w tym pokoju. - "Jedno jest wszystkim, Wszystko jest jednym..."* - uśmiechnęłam się do klęczącego przede mną Davida.
-Szczerze mówiąc to wyglądacie jak mafia - szepnął ledwo słyszalnie.
-Też możesz być w tej "mafii" - zaśmiała się Rebecca.
-Tylko nie możesz nikogo udawać... Musisz zrozumieć siebie - powiedział głośno Olivier i uśmiechnął się do mnie mówiąc: - Udawanie kogoś kim nie jesteś rani tylko ciebie..
Aż mnie coś w sercu ścisnęło. Nie wiedziała do tej pory jak bardzo potrzebuję osób stojących naokoło mnie. wstałam, podeszłam do Davida i kucnęłam przed nim.
-Wymagam pamiętania tylko jednej zasady... - powiedziałam ponuro, by zaraz dodać ze śmiechem: - To jest mój fotel i jak mówię, że masz zejść, to masz to zrobić.
-Dobra - burknął. Wstałam zadowolona i poszłam bez słowa na górę. Zmęczona rzuciłam się na łóżko.
-Ooooj.. Tak, tak, tak, tak, taaaak... - westchnęłam rozciągając się na całym łożu jak królowa. Czułam jednak, że nadal jest mi niewygodnie., więc skuliłam się jak kotek. W tej pozycji zasnęłam.
Pierwsze co usłyszałam po obudzeniu było ciche pochrapywanie. Potem zaczęły do nie docierać kolejno śmiech Evy, Muzyka z telewizyjnego show i szuranie kapci połączone z odgłosem mycia zębów. Ale nadal było coś nie tak. Było zbyt... cicho. Zbyt spokojnie. Zaśmiałam się w duchu.
-Jestem tu dopiero tydzień - mruknęłam próbując się podnieść. No właśnie. Próbując, bo po drugiej stronie łóżka na moich nogach leżał David, a obok mnie leżał Matthias. Brat położył mnie z powrotem na siłę i dalej spokojnie spał. Koło otwartych drzwi akurat przechodził Olivier spoglądając przelotnie do pokoju. Po kilki sekundach wrócił wpadając do pokoju zdziwiony widokiem jaki zastał.
-Help me... - wychrypiałam przyciśnięta ramieniem Matthiasa. Kiedy Oli pomógł mi się wyplątać z tej dziwnej sytuacji wpadłam na wyśmienity pomysł. Był tak świetny, że tylko ja mogłam taki wymyślić. Oj tak. Ta skromność. Objaśniłam wszystko Olivierowi, a ten zgodził się bez wahania. Plan polegał na tym, żeby ułożyć Mata i Davida tak jakby byli parą. Kiedy skończyliśmy wyjęłam aparat i zrobiłam zdjęcie. Podziwiałam jak nosy chłopaków się stykają, ramiona oplatają. A! I jakoś tak założyłam nogi. Słodko! Przybiłam piątkę z Olivierem i usiedliśmy koło biurka, chcąc zobaczyć miny dwóch niczego nieświadomych chłopaków kiedy się obudzą. Po kilkunastu minutach moje oczy same się zamknęły. Śnił mi się wysoki czarnowłosy mężczyzna z zielonymi oczami. Ubrany był w białą koszulkę z czarnym napisem "On The Road", czarną bluzę i dżinsy, a na nogach miał czarno-białe adidasy. Cały czas się do mnie uśmiechał, co jakiś czas mówiąc coś do mnie. Kidy ruszył w moją stronę obraz znikł. Rozbłysło światło i usłyszałam śmiech. Nade mną stał Mat z aparatem, a przede mną siedział David. Nieświadomi tego, ze się obudziłam, dalej strzelali fotki.
-Przez was musiałam przerwać spotkanie z moim ideałem! - zawołałam ręką waląc Davida po głowie, a nogą podkosiłam Mata. Podskoczyłam by złapać aparat. na wyświetlaczu było zdjęcie moje i Oliviera kiedy śpimy przytuleni do siebie, a między nami siedzi David z głupią miną. Skasowałam wszystkie. Ot tak sobie. Dla zabawy. Zostawiłam tylko jedno. Mata i Davida.
-Oj zemsta będzie słodka - mruknęłam patrząc z wyższością na chłopaków. Olivier właśnie się obudził. Chwyciłam laptop i kabel USB i popędziłam do łazienki wrzeszcząc "LOL BYE!". Po chwili zdjęcie obejmujących się chłopaków było już na FB. Przy okazji zmieniłam sobie hasło, żeby nikt mi nie wlazł.
-Uwaga! Przyprowadziłam Akiego! - wrzasnęła Eva od drzwi, kiedy wszyscy siedzieli na podłodze. - No właź, no! - zwróciła się do chłopaka, który niepewnie wszedł do pokoju. Widać było, ze się boi, więc wstałam szybko chcąc go uspokoić, ale on tylko drgnął przestraszony.
-Powiedziałaś mu po drodze? - spytałam zaskoczona. Eva kiwnęłam głową.
-No to zaczynamy - powiedziała Hilda. Odeskortowaliśmy przyjaciela do gabinetu cioci i czekaliśmy na jego nową wersję. Po kilku minutach z pokoju wyszedł nowy Aki. Nie wiem jak inni, ale ja właśnie zbierałam szczękę z podłogi. Oczy miał praktycznie całe białe i świecące jak latarki.
-Uwaga! Jutro udajemy się do naszej ojczyzny! - zawołała Hilda uradowana perspektywą wyjazdu.
-Yey! - krzyknęła Rebecca łapiąc mnie za ramiona i podrzucając wysoko. Czy wspomniałam już, ze jest cholernie silna? Więc kiedy leciałam z powrotem w dół modliłam się, żeby Gin był niedaleko, ale nie było... Niestety... Usłyszałam głuchy trzask. To Olivier i Matthias zderzyli się chcąc mnie złapać. Było za późno, żeby rozwijać skrzydła, więc tylko przekręciłam się twarzą do ziemi. Wyciągnęłam przed siebie ugięte ręce i nogi, by zaraz potem wylądować miękko, jak kotek.
-Nie lubię... być podrzucana... - wychrypiałam odrzucając głowę do tyłu, tak, żeby patrzeć wprost na Rebeccę. Dziewczyna ledwo powstrzymywała śmiech.
-Wyglądasz jak lew - zaśmiała się Hilda, a po niej wszyscy w pokoju. Uśmiechnęłam się lekko.
-What the fuck? - to były pierwsze słowa Akiego wypowiedziane w tym domu.
-Nie martw się stary... Tak tu jest zawsze... - pocieszył go Gabriell. Prychnęłam podnosząc się do pionu.
-Wiesz.. My tu mamy najmniej do gadania - skomentowała Eva.
-Skoro jesteście tu wy... - zaczął Aki i od razu zrobiło się cicho. Spojrzał na swoje ręce. - I skoro jestem tu ja... To co się stało z Tomem?
Zamarłam. Tak, Toma już nie było, ale dopiero teraz to do mnie całkowicie dotarło. Przed oczami śmigały mi wspomnienia z Tomem. Pierwsza klasa podstawówki, pierwszy bal, pierwsze świadectwo z paskiem, pierwszy papieros, pierwsze piwo, pierwsza klasa gimnazjum, pierwszy buch marihuany, pierwszy pocałunek... Moja pierwsza miłość... Pierwsze odrzucenie, pierwsza kłótnia, pierwsza zgoda, pierwsza niezręczność. Zabrał mi prawie wszystkie pierwsze razy i zniknął. Po prostu odszedł.
-Tom... On nie żyje... - szepnęła Eva przez łzy. Usłyszałam przeraźliwe wycie. Rozdzierało serca, raniło duszę... To był krzyk po stracie przyjaciela. Ale to ja krzyczałam. Łzy lały się strumieniami, a świat rozmazywał przed oczami kiedy padłam na kolana od nadmiaru uczuć. Usłyszałam brzdęk rozbijanych szyb. Wszystko mi się mieszało. Jasność, ciemność... Radość, smutek... Dobro, zło... Przyjaciel, wróg...
Miłość i Nienawiść...
* * *
Opowiada : Olivier
Serce krajało mi się widząc jak Shion cierpi. nagle jej krzyk ustał, a szyby w całym domu pękły pod nadmiarem wylewającej się ze Shion mocy przepełnionej ciemnością, smutkiem, bólem, złością... Nienawiścią do samej siebie. Klęczała na środku pokoju z nieobecnym wzrokiem, ale mimo wszystko łzy lały się z jej oczu jak Niagara. Jej włosy unosiły się lekko. Nagle kartka leżąca na stole uniosła się samoistnie i zaczęła krążyć w okół Shion, tak jak inne rzeczy.
-Wy też coś dziwnego czujecie? spytał Mat pocierając czerwone jeszcze czoło. Nagle z półki poderwało się zdjęcie i poszło w ślady kartki. Z góry zleciało jeszcze jedno zdjęcie, które zatrzymało się przed twarzą Gabriella.
-To oni... - szepnął nie dowierzając. Wziął kartkę w ręce i pokazał ją Evie. Na zdjęciu była Shion z Tomem... Całowali się. Nagle kartka przeniosła się nad oczy Shion. Wyciągnęła rękę i gwałtownie ją otworzyła. Lewitujące pięć centymetrów od jej dłoni zdjęcie porwało się i zostało przeniesione do kominka na buchający ogień.
-Shion... - szepnął Nobu widząc jak jego córka cierpi. Dziewczyna na dźwięk swojego imienia zaczęła krzyczeć tak przeraźliwie, że musieliśmy zatknąć uszy. Po jej policzkach pociekły nowe łzy. Wbiła paznokcie w swoje ramiona. Nagle przedmioty latające naokoło dziewczyny jakby się zbuntowały. Wszystkie spadły na nią przerywając krzyk i zadając dziewczynie ból. Jej twarz przekręcała się to w jedną, to w drugą stronę wciąż uderzana. Nagle przez te wszystkie spadające rzeczy zobaczyłem, ze Shion trzyma nóż ostrzem w stronę swojego gardła.
-Ratujcie ją! - wrzasnąłem dygocząc i czując, że jeśli teraz podejdę do niej, to też wybuchnę. Pierwszy rzucił się Mat. Przedzierał się przez narastający gąszcz rzeczy. Nagle wbiegł w lecące na Shion noże. Usłyszeliśmy tylko krzyk, a potem zaległa cisza...
* * *
Znów Shion
Wspomnienia nadal przelatywały mi przed oczami. Nigdy wcześniej aż tak nie brakowało mi pocieszenia. Kiedy obrazy z Tomem się skończyły poczułam pierwsze uderzenie. Nie mogłam się ruszyć... Nie chciałam. Czułam tylko ból. I było mi z tym dobrze. Mogłam poczuć się jak Tom. Nagle zapragnęłam umrzeć, żeby być blisko niego. Usłyszałam krzyk. Przeraźliwy krzyk bólu. Nieprzytomnie spojrzałam w górę. Nade mną wisiał Mat, a z jego boku... wystawało kilka noży. Jednak on szedł do mnie nie zważając na rany. Przytulił mnie mocno, najpierw zabierając z mojej dłoni szpikulec. Znów mogłam ruszać swoim ciałem. Wszystkie latające rzeczy opadły na ziemię.
-Mat...? - szepnęłam przez łzy. Nie mogłam stracić też jego! Kiedy nie zareagował, odsunęłam go od siebie. Był blady, oddychał z trudem. - Nie! - wrzasnęłam przeciągle. Odwróciłam głowę w stronę reszty demonów. - Hilda! Co mam robić?! Co mam do cholery zrobić, żeby nie umarł?!
-Musisz bardzo chcieć, żeby żył i go pocałować przekazując mu tym samym swoją wolę.. - poinstruowała mnie ciocia. Spojrzałam na Rebeccę. Przecież znałam ich sekret.
-Mogę? - spytałam dziewczynę. Pokiwała głową ze łzami w oczach zdziwiona pytaniem. Zebrałam w sobie całą moc, całą chęć do życia i przytknęłam usta do ust Matthiasa. W miarę jak wypełniała go moja wola, wyglądał coraz lepiej. Noże wypadały z jego boku jeden za drugim. Kiedy chłopak mógł już mówić, wyszeptał mi w usta:
-Kocham cię... Pamiętaj, ze jak dziewczynę, a nie jak siostrę..
Zamarłam. Wait, what?!
***
Dziękuję za przeczytanie tego rozdziału. Przepraszam, że tyle czasu go nie było, ale miałam dużo na głowie. Następny rozdział będzie... Nie wiem kiedy... xD Jak ktoś zainteresowany to tu jest link do mojej strony na Facebooku ---------> https://www.facebook.com/LuzaScarlet I proszę jeszcze raz.. Komentujcie... i Lajkujcie tą moją stronę, żebym wiedziała, ze jednak ktoś czyta moje psychizmy..
Pozdrawiam i dziękuję.. Wasza Luza ;) ;*
-Nie rozumiem jak taki chłopak jak on może tyle płakać... Przecież on ma już 17 lat! - westchnęła Eva podpierając ręką głowę.
-A tak baj de łej... - wtrąciła Hilda. - Musimy jeszcze tylko znaleźć Ikari i możemy wracać do Podziemi - uśmiechnęła się szczęśliwa. Zamyśliłam się na chwilę.
-Mam pytanie - podniosłam rękę, a ciocia przychylnie udzieliła mi głosu. - Skoro Matthias jest ode mnie starszy...
-No dawaj - popędziła mnie Hilda gdy się zawiesiłam. Potrząsnęłam głową, by pozbyć się rosnącego uczucia niepokoju.
-No.. To skoro jest starszy i jest jednocześnie moim biologicznym bratem, to czemu nie on jest Shi?
- spytałam. W pokoju zaległa cisza, więc zaczęłam tłumaczyć swoje wątpliwości. - No, bo jak ktoś ma rządzić, to zawsze jest ten starszy. Jeśli się mylę to mnie poprawcie. Moim zdaniem to Mat powinien być następcą... - Hilda przerwała moje domysły ruchem reki.
-Tradycją jest, ze na tronie mogą siedzieć tylko kobiety... Z wymaganymi cechami, których ja nie miałam, które ma Revy... Dlatego to ona rządzi i dlatego ty też będziesz rządzić, kochanie - uśmiechnęła się do mnie ciepło. Nagle poczułam rosnącą moc. Odwróciłam się, by znaleźć jej źródło. Olivier siedział na fotelu z twarzą schowaną w rękach i trząsł się na całym ciele.
-Olivier? - powiedziałam odruchowo. Chłopak podniósł głowę. Zamarłam. Jego oczy... Nawet białka, które z założenia powinny być białe, u niego były krwistoczerwone. Powtórzyła się sytuacja. - Niech nikt nawet nie drgnie - szepnęłam powoli wstając. Chłopak patrzył prosto na mnie i tylko na mnie. Ostrożnie podeszłam do drzwi, a w głowie już miałam ułożony plan działania. - Olivier! - powiedziałam stanowczym głosem. Co ciekawe chłopak nie rzucił się na mnie z pięściami. - Wstań i podejdź do mnie! - moja teoria się potwierdziła. Kiedy u kogoś jest rozbudzona moc i wymyka się spod kontroli, tylko ja umiem nad nią zapanować. W dodatku wystarczy do tego sam głos.
Olivier grzecznie wykonał moje polecenia i stanął centralnie przede mną. Zawarczał cicho, gdy coś poruszyło się na górze. Po schodach zszedł śpiący w połowie David.
-Co tu się dzieje? Gdzie ja jestem? - ziewnął szeroko. Gdy zobaczył Oliviera jego nastawienie się zmieniło.
-Czy on ci coś zrobił? - spytał mnie. Cóż... Rozumiem czemu to zrobił. Olivier stał nie więcej niż 20 cm ode mnie, a ja byłam przyciśnięta do drzwi. Ale najbardziej zdziwiło mnie zachowanie Davida, jednak nie miałam czasu się tym przejmować.
-Olivier.. - szepnęłam chcąc znowu zwrócić uwagę chłopaka na siebie. - Idziesz ze mną. - powiedziałam znów mocnym głosem i wyszłam na podwórko. Za mną posłusznie dreptał rozbudzony demon. Heh.. No cóż... Raz się żyje, nie?
Gdy byliśmy w ogrodzie za domem kazałam chłopakowi stanąć 2 metry przed sobą. Wydawałam się spokojna, ale zaraz potem wybuchłam... Dosłownie, bo przechodząc w Tryb Shi odbiłam się od ziemi by będąc tuż przy Olivierze walnąć go w twarz i krzyknąć: -Obudź się!
Chłopak padł jak długi na ziemię. Otworzył szeroko oczy. Przestraszona, że jeszcze się nie wybudził, nakazałam mu się nie ruszać. Gin przeniósł go do domu, do pokoju Oliviera i tam go zostawiliśmy. Po jakiejś godzinie uchyliłam lekko drzwi. Chłopak leżał na łóżku wpatrując się w sufit. Nawet nie drgnął, gdy zamknęłam drzwi i usiadłam na podłodze. Zaraz potem przeniosłam się na biurko.
-Jak tam? Przeszło ci już? - spytałam cicho, jednak nie odpowiedział. Westchnęłam ciężko. - Przepraszam za tego zęba. Przyznaję, poniosło mnie, i tak już ci zaczął odrastać, ale to nie powód, żeby się obrażać, okej?
-Nie obraziłem się.. - burknął po kilku sekundach ciszy. Trzy słowa i jedna kamienna twarz wystarczyły, żeby wyprowadzić człowieka z równowagi.
-To czemu nic nie mówisz? - spytałam rzeczowo zakładając ręce na piersiach.
-Mam dużo do przemyślenia... - szepnął odwracając się w moją stronę. Podparł głowę ręką. - Chcesz wiedzieć co Hilda miała wtedy na myśli, że cię śledziłem i w ogóle?
Pokiwałam głową i zamarłam w oczekiwaniu. Szeroko otwartymi oczami patrzyłam jak Olivier siada i wzdycha głęboko.
-Przygotuj się na porządny monolog... - zaśmiał się słabo i westchnął raz jeszcze. - Zanim dowiedziałem się czym tak naprawdę jestem, widziałem cię. Wyróżniałaś się z tłumu, tylko nie wiedziałem czym. Codziennie rano jeździłem tym samym autobusem, żeby cię wiedzieć. Robiłem tak od kiedy chodziłaś do 5 klasy podstawówki. Pamiętasz chłopaka, który cię odepchnął gdy spadała doniczka? Ja go wtedy popchnąłem. Nie wiem czemu. Po prostu od samego początku czułem, ze muszę cię chronić. To było trochę trudne, bo zawsze tam gdzie się pojawiałaś były bójki. Dużo razy uratowałem ci dupę. Nie raz chcieli cię wyrzucić ze szkoły. Ciesz się, że moi rodzice mieli dobre kontakty. No, ale... Wtedy chciałem, żebyś zauważyła jak bardzo cię chroniłem, ale teraz wiem, że lepiej, ze tego nie wiedziałaś. W pewnym momencie spotkałem Hildę. Wytłumaczyła mi czemu tak się tobą przejmowałem. Jestem twoim ochroniarzem, bo ekscytacja jest najbliżej śmierci - uśmiechnął się szeroko. Siedziałam jak sparaliżowana. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, a serce waliło mi tak głośno, że myślałam, ze zaraz wyskoczy. Nie... Nie przez to co powiedział... Po prostu pierwszy raz Olivier uśmiechnął się szczerze... A ja nigdy nie wiedziałam, żeby tak się uśmiechał. - Coś się stało? - spytał gdy nadal siedziałam nic nie mówiąc. Potrząsnęłam głową.
-Nie.. Po prostu.. No. Zszokowało mnie to co powiedziałeś - skłamałam. Zeszłam z biurka i podeszłam do drzwi. Z ręką na klamce odwróciłam się do chłopaka. - Ale dzięki, ze mi powiedziałeś - uśmiechnęłam się i wyszłam. Za drzwiami przystanęłam na chwilę. Westchnęłam głęboko i zmusiłam się, żeby wrócić do pokoju Oliviera. - Mam do ciebie jeszcze kilka pytań. Odpowiesz? - spytałam stając przy drzwiach. Skinął głową, więc usiadłam na ziemi, a chłopak na przeciwko mnie.
-No.. Co tam chcesz? - spytał zaciekawiony. Jeszcze nigdy nie był tak miły i tak wylewny jak teraz, co bardzo mnie zaskoczyło. Dziwne to było, nie powiem, ale trzeba łapać okazje, nie?
-No to tak... - podrapałam się po głowie. - Czemu przy wszystkich jesteś taki dziwny, a jak tu siedzisz to jesteś jakiś... milszy?
-Bo taki naprawdę jestem. Udaję zimnego, żeby nikt mnie nie zranił, żeby bał się mnie zranić.
- Dobra. Rozumiem. Starczy. Pytania nie było.. - powiedziałam wymachując rękami jakbym wycierała zadane pytanie. - Drugie. Czemu nie mieszkasz z rodziną, skoro przyszli z tobą na Ziemię?
-I tego pytania się obawiałem... Dobrze, ze zadałaś je najpierw mi. Gdybyś spytała Gina czy Rebeccę... - Westchnął głęboko, usiadł wygodniej i podjął przerwany temat. - Nasi rodzice planowali spisek przeciwko królowej. Załatwili sobie nas, żeby uciec na Ziemię, wyszkolić nas i przejąć Podziemia... Ale Hilda dowiedziała się o tym i przekazała to nam. Naszym pierwszym zadaniem było... - Olivier zawiesił się ze zbolałą miną.
-Nie mów... - zażądałam z bolącym sercem. - Nic więcej nie mów. Nie musisz mi...
-Ale chcę! - przerwał mi gwałtownie. - Zrozum, że chcę, żebyś wszystko rozumiała. Naszym pierwszym zadaniem było... - westchnął głęboko i szepnął coś po czym zabrakło mi słów. Moje serce zamarło i w jednej chwili poczułam jakbym umarła, ożyła i umarła na nowo.
-Że co proszę? Hilda kazała wam zabić... waszych rodziców..? - szepnęłam nie dowierzając. Olivier kiwnął głową. Coś we mnie pękło. Chłopak siedzący przede mną nie mógł być tym twardym Olivierem bez uczuć, który zabił Ren. Poczułam, ze po moich policzkach płynął łzy.
-Co się stało Shion? - zaniepokoił się Olivier. Wyciągnął rękę, ale ja ją odtrąciłam.
-To nie ty powinieneś pocieszać mnie! - zawołałam wkurzona. Poderwałam się do góry kiedy Olivier wstał. - Gdzie idziesz?
-Znaleźć Matthiasa.. Niech cie pocieszy.. - mruknął z ręką na klamce. Zachłysnęłam się powietrzem. Chłopak odwrócił się przestraszony, ale po chwili dostał pięścią w mordę. Inaczej nie mogę tego określić.
-Mówiłam, ze nie potrzebuję pocieszenia! - wrzasnęłam chłopakowi w twarz. Stał zdziwiony, przyciśnięty do drzwi. Przytuliłam go mocno, mocno, mocno... - To ja powinnam pocieszyć ciebie - szepnęłam. Poczułam, że chłopak zastygł, więc przytuliłam go mocniej. Po kilku minutach puściłam go, odsunęłam się i spojrzałam w twarz na której malowało się wzruszenie. Uśmiechnęłam się słabo.
-Pamiętaj... Udawanie kogoś kim nie jesteś rani tylko ciebie - powiedziałam na odchodnym.
Weszłam do swojego pokoju. odetchnęłam parę razy głęboko, by się uspokoić. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je.
-Omg! Chodź coś zobaczyć! Wołaj Oliviera! - wołała podekscytowana Eva.
-Nie.. Ty do niego idź - powiedziałam czując się bardzo głupio po scenie sprzed kilku minut. Zeszłam na dół. Na MOIM fotelu siedział David. Spojrzałam na niego wkurzona.
-Złaź... - warknęłam stając obok.
-Wiedziałem, że tak będzie.. Jest bardzo terytorialna... - mruknął Gabriell, a Nobu pokiwał głową. David podniósł głowę i spojrzał na mnie z politowaniem.
-Czemu miałbym cię posłuchać? - spytał rozkładając się jeszcze wygodniej. Westchnęłam zdziwiona.
-Rozdwojenie jaźni - rzuciła Hilda pojawiając się w pokoju z kubkiem herbaty w reku. Odwróciłam się ku wszechwiedzącej cioci. - Ci, którzy są Hora mają rozdwojenie jaźni, bo przerażenie czasem pcha do działania, a czasami zatrzymuje wszystkie reakcje i naturalne odruchy.
-Łohohohohohohohohoho - zaśmiał się David.
-Dobra, rozumiem... - westchnęłam, by nagle nachylić się nad chłopakiem. - Powiedziałam, żebyś zlazł, tępa pało.
-Uuu! Robi się nie ciekawie... - mruknął Mat rzucając się za kanapę. Rebecca popatrzyła na niego jak na debila.
-Czemu...? - spytała szeptem.
-W każdej chwili może wybuchnąć - wskazał na mnie. Miał rację. Wyglądałam jakbym była jebanym dynamitem.
-A czemu niby mam to zrobić? - spytał David po raz drugi.
-Bo to jest mój fotel - syknęłam prostując się i patrząc na chłopaka z wyższością.
-Ej! Stary, tej laski lepiej nie wkurwiać! - zawołał Gin dołączając do względnie bezpiecznego miejsca za kanapą.
-I, że JA mam się bać JEJ? Weźcie nie żartujcie - odparował David. Tego było już za wiele. Weszłam w Tryb Shi w momencie, w którym do salonu weszli Olivier i Eva. - Ona mi nic nie zrobi skoro boi się nawet jego... - wskazał na chłopaka stojącego w progu. Z rozbudzoną mocą stanęłam tuż przed wyciągniętą ręką czerwonowłosego.
-Powiedziałam zejdź, męska sukwo - warknęłam trzaskając stawami palców.
-A tej co? Z choinki się urwała? - zaśmiał się, ale przerwała mu moja pięść wbijająca się w jego policzek. Podniosłam chłopaka jakby był szmacianą lalką i rzuciłam nim o ścianę, po czym usadowiłam się wygodnie na MOIM fotelu.
-Diabeł, nie dziewczyna! - syknął David wstając.
-Trafiłeś w samo sedno, stary. Wdepnąłeś w niezłe bagno - uśmiechnął się Gin stając za mną razem z Olivierem, Matthiasem i Gabriellem. Eva i Reb stanęły po bokach fotela. Nagle poczuła łączącą nas moc.
-Słyszałam, ze alchemia to wynalazek szatana... Teraz już wiem dlaczego - powiedziałam nagle wszystko rozumiejąc. Wszystkie działania do tej pory miały na celu wykształcenie u mnie potrzebę bliskości. Miałam potrzebować wszystkich obecnych w tym pokoju. - "Jedno jest wszystkim, Wszystko jest jednym..."* - uśmiechnęłam się do klęczącego przede mną Davida.
-Szczerze mówiąc to wyglądacie jak mafia - szepnął ledwo słyszalnie.
-Też możesz być w tej "mafii" - zaśmiała się Rebecca.
-Tylko nie możesz nikogo udawać... Musisz zrozumieć siebie - powiedział głośno Olivier i uśmiechnął się do mnie mówiąc: - Udawanie kogoś kim nie jesteś rani tylko ciebie..
Aż mnie coś w sercu ścisnęło. Nie wiedziała do tej pory jak bardzo potrzebuję osób stojących naokoło mnie. wstałam, podeszłam do Davida i kucnęłam przed nim.
-Wymagam pamiętania tylko jednej zasady... - powiedziałam ponuro, by zaraz dodać ze śmiechem: - To jest mój fotel i jak mówię, że masz zejść, to masz to zrobić.
-Dobra - burknął. Wstałam zadowolona i poszłam bez słowa na górę. Zmęczona rzuciłam się na łóżko.
-Ooooj.. Tak, tak, tak, tak, taaaak... - westchnęłam rozciągając się na całym łożu jak królowa. Czułam jednak, że nadal jest mi niewygodnie., więc skuliłam się jak kotek. W tej pozycji zasnęłam.
Pierwsze co usłyszałam po obudzeniu było ciche pochrapywanie. Potem zaczęły do nie docierać kolejno śmiech Evy, Muzyka z telewizyjnego show i szuranie kapci połączone z odgłosem mycia zębów. Ale nadal było coś nie tak. Było zbyt... cicho. Zbyt spokojnie. Zaśmiałam się w duchu.
-Jestem tu dopiero tydzień - mruknęłam próbując się podnieść. No właśnie. Próbując, bo po drugiej stronie łóżka na moich nogach leżał David, a obok mnie leżał Matthias. Brat położył mnie z powrotem na siłę i dalej spokojnie spał. Koło otwartych drzwi akurat przechodził Olivier spoglądając przelotnie do pokoju. Po kilki sekundach wrócił wpadając do pokoju zdziwiony widokiem jaki zastał.
-Help me... - wychrypiałam przyciśnięta ramieniem Matthiasa. Kiedy Oli pomógł mi się wyplątać z tej dziwnej sytuacji wpadłam na wyśmienity pomysł. Był tak świetny, że tylko ja mogłam taki wymyślić. Oj tak. Ta skromność. Objaśniłam wszystko Olivierowi, a ten zgodził się bez wahania. Plan polegał na tym, żeby ułożyć Mata i Davida tak jakby byli parą. Kiedy skończyliśmy wyjęłam aparat i zrobiłam zdjęcie. Podziwiałam jak nosy chłopaków się stykają, ramiona oplatają. A! I jakoś tak założyłam nogi. Słodko! Przybiłam piątkę z Olivierem i usiedliśmy koło biurka, chcąc zobaczyć miny dwóch niczego nieświadomych chłopaków kiedy się obudzą. Po kilkunastu minutach moje oczy same się zamknęły. Śnił mi się wysoki czarnowłosy mężczyzna z zielonymi oczami. Ubrany był w białą koszulkę z czarnym napisem "On The Road", czarną bluzę i dżinsy, a na nogach miał czarno-białe adidasy. Cały czas się do mnie uśmiechał, co jakiś czas mówiąc coś do mnie. Kidy ruszył w moją stronę obraz znikł. Rozbłysło światło i usłyszałam śmiech. Nade mną stał Mat z aparatem, a przede mną siedział David. Nieświadomi tego, ze się obudziłam, dalej strzelali fotki.
-Przez was musiałam przerwać spotkanie z moim ideałem! - zawołałam ręką waląc Davida po głowie, a nogą podkosiłam Mata. Podskoczyłam by złapać aparat. na wyświetlaczu było zdjęcie moje i Oliviera kiedy śpimy przytuleni do siebie, a między nami siedzi David z głupią miną. Skasowałam wszystkie. Ot tak sobie. Dla zabawy. Zostawiłam tylko jedno. Mata i Davida.
-Oj zemsta będzie słodka - mruknęłam patrząc z wyższością na chłopaków. Olivier właśnie się obudził. Chwyciłam laptop i kabel USB i popędziłam do łazienki wrzeszcząc "LOL BYE!". Po chwili zdjęcie obejmujących się chłopaków było już na FB. Przy okazji zmieniłam sobie hasło, żeby nikt mi nie wlazł.
-Uwaga! Przyprowadziłam Akiego! - wrzasnęła Eva od drzwi, kiedy wszyscy siedzieli na podłodze. - No właź, no! - zwróciła się do chłopaka, który niepewnie wszedł do pokoju. Widać było, ze się boi, więc wstałam szybko chcąc go uspokoić, ale on tylko drgnął przestraszony.
-Powiedziałaś mu po drodze? - spytałam zaskoczona. Eva kiwnęłam głową.
-No to zaczynamy - powiedziała Hilda. Odeskortowaliśmy przyjaciela do gabinetu cioci i czekaliśmy na jego nową wersję. Po kilku minutach z pokoju wyszedł nowy Aki. Nie wiem jak inni, ale ja właśnie zbierałam szczękę z podłogi. Oczy miał praktycznie całe białe i świecące jak latarki.
-Uwaga! Jutro udajemy się do naszej ojczyzny! - zawołała Hilda uradowana perspektywą wyjazdu.
-Yey! - krzyknęła Rebecca łapiąc mnie za ramiona i podrzucając wysoko. Czy wspomniałam już, ze jest cholernie silna? Więc kiedy leciałam z powrotem w dół modliłam się, żeby Gin był niedaleko, ale nie było... Niestety... Usłyszałam głuchy trzask. To Olivier i Matthias zderzyli się chcąc mnie złapać. Było za późno, żeby rozwijać skrzydła, więc tylko przekręciłam się twarzą do ziemi. Wyciągnęłam przed siebie ugięte ręce i nogi, by zaraz potem wylądować miękko, jak kotek.
-Nie lubię... być podrzucana... - wychrypiałam odrzucając głowę do tyłu, tak, żeby patrzeć wprost na Rebeccę. Dziewczyna ledwo powstrzymywała śmiech.
-Wyglądasz jak lew - zaśmiała się Hilda, a po niej wszyscy w pokoju. Uśmiechnęłam się lekko.
-What the fuck? - to były pierwsze słowa Akiego wypowiedziane w tym domu.
-Nie martw się stary... Tak tu jest zawsze... - pocieszył go Gabriell. Prychnęłam podnosząc się do pionu.
-Wiesz.. My tu mamy najmniej do gadania - skomentowała Eva.
-Skoro jesteście tu wy... - zaczął Aki i od razu zrobiło się cicho. Spojrzał na swoje ręce. - I skoro jestem tu ja... To co się stało z Tomem?
Zamarłam. Tak, Toma już nie było, ale dopiero teraz to do mnie całkowicie dotarło. Przed oczami śmigały mi wspomnienia z Tomem. Pierwsza klasa podstawówki, pierwszy bal, pierwsze świadectwo z paskiem, pierwszy papieros, pierwsze piwo, pierwsza klasa gimnazjum, pierwszy buch marihuany, pierwszy pocałunek... Moja pierwsza miłość... Pierwsze odrzucenie, pierwsza kłótnia, pierwsza zgoda, pierwsza niezręczność. Zabrał mi prawie wszystkie pierwsze razy i zniknął. Po prostu odszedł.
-Tom... On nie żyje... - szepnęła Eva przez łzy. Usłyszałam przeraźliwe wycie. Rozdzierało serca, raniło duszę... To był krzyk po stracie przyjaciela. Ale to ja krzyczałam. Łzy lały się strumieniami, a świat rozmazywał przed oczami kiedy padłam na kolana od nadmiaru uczuć. Usłyszałam brzdęk rozbijanych szyb. Wszystko mi się mieszało. Jasność, ciemność... Radość, smutek... Dobro, zło... Przyjaciel, wróg...
Miłość i Nienawiść...
* * *
Opowiada : Olivier
Serce krajało mi się widząc jak Shion cierpi. nagle jej krzyk ustał, a szyby w całym domu pękły pod nadmiarem wylewającej się ze Shion mocy przepełnionej ciemnością, smutkiem, bólem, złością... Nienawiścią do samej siebie. Klęczała na środku pokoju z nieobecnym wzrokiem, ale mimo wszystko łzy lały się z jej oczu jak Niagara. Jej włosy unosiły się lekko. Nagle kartka leżąca na stole uniosła się samoistnie i zaczęła krążyć w okół Shion, tak jak inne rzeczy.
-Wy też coś dziwnego czujecie? spytał Mat pocierając czerwone jeszcze czoło. Nagle z półki poderwało się zdjęcie i poszło w ślady kartki. Z góry zleciało jeszcze jedno zdjęcie, które zatrzymało się przed twarzą Gabriella.
-To oni... - szepnął nie dowierzając. Wziął kartkę w ręce i pokazał ją Evie. Na zdjęciu była Shion z Tomem... Całowali się. Nagle kartka przeniosła się nad oczy Shion. Wyciągnęła rękę i gwałtownie ją otworzyła. Lewitujące pięć centymetrów od jej dłoni zdjęcie porwało się i zostało przeniesione do kominka na buchający ogień.
-Shion... - szepnął Nobu widząc jak jego córka cierpi. Dziewczyna na dźwięk swojego imienia zaczęła krzyczeć tak przeraźliwie, że musieliśmy zatknąć uszy. Po jej policzkach pociekły nowe łzy. Wbiła paznokcie w swoje ramiona. Nagle przedmioty latające naokoło dziewczyny jakby się zbuntowały. Wszystkie spadły na nią przerywając krzyk i zadając dziewczynie ból. Jej twarz przekręcała się to w jedną, to w drugą stronę wciąż uderzana. Nagle przez te wszystkie spadające rzeczy zobaczyłem, ze Shion trzyma nóż ostrzem w stronę swojego gardła.
-Ratujcie ją! - wrzasnąłem dygocząc i czując, że jeśli teraz podejdę do niej, to też wybuchnę. Pierwszy rzucił się Mat. Przedzierał się przez narastający gąszcz rzeczy. Nagle wbiegł w lecące na Shion noże. Usłyszeliśmy tylko krzyk, a potem zaległa cisza...
* * *
Znów Shion
Wspomnienia nadal przelatywały mi przed oczami. Nigdy wcześniej aż tak nie brakowało mi pocieszenia. Kiedy obrazy z Tomem się skończyły poczułam pierwsze uderzenie. Nie mogłam się ruszyć... Nie chciałam. Czułam tylko ból. I było mi z tym dobrze. Mogłam poczuć się jak Tom. Nagle zapragnęłam umrzeć, żeby być blisko niego. Usłyszałam krzyk. Przeraźliwy krzyk bólu. Nieprzytomnie spojrzałam w górę. Nade mną wisiał Mat, a z jego boku... wystawało kilka noży. Jednak on szedł do mnie nie zważając na rany. Przytulił mnie mocno, najpierw zabierając z mojej dłoni szpikulec. Znów mogłam ruszać swoim ciałem. Wszystkie latające rzeczy opadły na ziemię.
-Mat...? - szepnęłam przez łzy. Nie mogłam stracić też jego! Kiedy nie zareagował, odsunęłam go od siebie. Był blady, oddychał z trudem. - Nie! - wrzasnęłam przeciągle. Odwróciłam głowę w stronę reszty demonów. - Hilda! Co mam robić?! Co mam do cholery zrobić, żeby nie umarł?!
-Musisz bardzo chcieć, żeby żył i go pocałować przekazując mu tym samym swoją wolę.. - poinstruowała mnie ciocia. Spojrzałam na Rebeccę. Przecież znałam ich sekret.
-Mogę? - spytałam dziewczynę. Pokiwała głową ze łzami w oczach zdziwiona pytaniem. Zebrałam w sobie całą moc, całą chęć do życia i przytknęłam usta do ust Matthiasa. W miarę jak wypełniała go moja wola, wyglądał coraz lepiej. Noże wypadały z jego boku jeden za drugim. Kiedy chłopak mógł już mówić, wyszeptał mi w usta:
-Kocham cię... Pamiętaj, ze jak dziewczynę, a nie jak siostrę..
Zamarłam. Wait, what?!
***
Dziękuję za przeczytanie tego rozdziału. Przepraszam, że tyle czasu go nie było, ale miałam dużo na głowie. Następny rozdział będzie... Nie wiem kiedy... xD Jak ktoś zainteresowany to tu jest link do mojej strony na Facebooku ---------> https://www.facebook.com/LuzaScarlet I proszę jeszcze raz.. Komentujcie... i Lajkujcie tą moją stronę, żebym wiedziała, ze jednak ktoś czyta moje psychizmy..
Pozdrawiam i dziękuję.. Wasza Luza ;) ;*
środa, 26 czerwca 2013
Rozdział 7
Pokój był zniszczony. Sofa, fotele... Wszystko było poniszczone i rozerwane, sprawiało wrażenie opuszczonego, ale słyszałam z góry jakieś dźwięki. Skierowałam się tam zdziwiona, że nie odczuwam już bólu. Zatrzymałam się z ręką na balustradzie. Przesunęłam palcami po wgłębieniach w drewnie. Poderwałam głowę do góry, gdy usłyszałam przerażający krzyk. Wbiegłam po schodach i wpadłam do swojego pokoju. Na ścianie wisiał kalendarz wskazujący datę na za trzy dni. Zdrętwiała odwróciłam się w stronę szafy. Cały pokój był we krwi, a ja siedziałam w kącie kiwając się nad ciałem Evy z rozerwanym gardłem. Moja twarz, ręce, nogi, brzuch... Jednym słowem... KREW!
Mimo, ze moc mam rozbudzoną od niedawna, potrafiłam wyczuć ogrom przytłaczającej mnie mocy emanującej od tamtej Shion za szafą. Jednak to nie było przyjemne. Czułam, że za tą mocą czai się groza, ból, gorycz... Śmierć. Nagle tamta Shion odwróciła się w moją stronę i odsłoniła zęby cienkie jak igły. Skoczyła na mnie i ...
-Shion! - dotarł do mnie krzyk Evy. Otworzyłam oczy i usiadłam tak gwałtownie, że wszyscy podskoczyli.
-Hilda - powiedziałam skrzeczącym głosem. - Wytłumacz mi czemu jest na tylko tyle. Czemu?
-Jeszcze dwójka strażników i będzie komplet - powiedział ojciec zanim zdążył ugryźć się w język. Ziewnęłam szeroko.
-Jutro - stwierdziłam nagle czując jak śpiąca jestem. Jakoś lepiej się poczułam widząc to co zobaczyłam.
Kładąc się do łóżka ciągle myślałam o tym czy Ren... Przepraszam... Czy duch Ren nadal tam jest, jednak zasnęłam w błogim przekonaniu, że wszystko idzie w dobry kierunku.
Poczułam chłód. Wiedziałam, że to sen, ale dziwne uczucia mnie nie opuszczały. Otworzyłam oczy. Przede mną stała czarnowłosa, blada kobieta koło 25 lat. Oniemiałam. jej uroda promieniowała z niej, jednak dziwne uczucia rosły. Ścisnęło mnie w sercu kiedy dotknęła mojego policzka.
-Kim jestem? - spytałam zanim zdążyłam ugryźć się w język.
-Jesteś Śmiercią, kochanie. Nazywasz się Shi. Musisz przyjść tu, na dół, bo umrę. Powoli lud zaczyna się buntować. Niedługo mnie tu nie będzie.. - szepnęła z błogim uśmiechem.
-Revy? - nie dowierzałam. Nagle postać zaczęła się rozpływać. Na darmo próbowałam ją złapać za rękę. Rozpadła się tworząc kupkę popiołu u moich stóp. - Mamo!
-Cichutko.. Jestem tu.. - usłyszałam szept i poczułam jak ktoś gładzi mnie po głowie trzymając kurczowo moją rękę. Otworzyłam powoli oczy. Koło mnie siedział Nobu. Przekręciłam głowę. Po drugiej stronie była Hilda. Po chwili zrozumiałam, że śpi.
-Czemu wy tu siedzicie? - spytałam podnosząc się.
-To nie był duch Ren. To był Hikari no Tenshi, który jest dobrym iluzjonistą.. - powiedział ściskając moją rękę.
-Czyli, że nie mam tej mocy z duchami? - rozszerzyłam oczy.
-Masz. Inaczej nie zobaczyłabyś Ren, a prawdziwą twarz wroga - ziewnęła Hilda przeciągając się. - Teraz wytłumaczę ci kto jaką rolę pełni.
-Weź kartkę i długopis. zapisuj, bo nie ogarniesz - zaśmiał się tata. Posłusznie wstałam i sięgnęłam po torbę. Wygrzebałam potrzebne rzeczy i usiadłam na biurku.
-Gotowa - powiedziałam. Hilda i Nobu wymienili rozbawione spojrzenia.
-Więc tak... Wszyscy maja jakieś przypisane cechy. Przy śmierci najsilniejsze są ból, smutek, groza, nienawiść, ekscytacja, gniew i przerażenie. Kolejno wyliczając: Gin to Itami, Gabriell - Kanashimi, Rebecca to Kyoufu, Matthias jest Nikushimi, a Olivier to Koufun. Jeszcze nie wiadomo kim będzie Aki. Są dwie dostępne opcje Ikari lub Hora - powiedziała Hilda.
-A ja.. - zawahałam się chwilę. - Jestem Shi.
Nobu skinął głową, a ciocia patrzyła na mnie zdziwiona.
-Ona przyszła do ciebie? - spytała szeptem. Potwierdziłam energicznie. Hilda rozłożyła ręce i jak na jakiś niewidzialny znak, między jej ramionami utworzyła się wiązka czarnego światła.
-Moja moc... wróciła! - zawołała ze łzami w oczach podskakując jak przedszkolak. - Tak jak mówili Starsi. Będziesz bardzo silną Śmiercią.
-Ale co ja takiego zrobiłam? - spytałam zagubiona. Hilda pogłaskała mnie po głowie.
-Moja moc została zapieczętowana przez Revy, żebym nie narobiła burdelu w tym świecie. mogłam co najwyżej użyć bariery do wykrywania przeciwników, a teraz... - zachłysnęła się powietrzem kiedy uwolniła całkowicie moc. - Dawno nie byłam w tej postaci, a to wszystko dzięki tobie.
-A kim byłaś w starym zastępie? - spytał Nobu. Ciocia zmroziła go wzrokiem. - No co? Nie pamiętam...
-Byłam Kyoufu jak Rebecca - zamyśliła się na chwilę, po czym pewnym głosem dodała: - Musimy się dostać do Podziemi. Tam czeka na was Stare Pokolenie i Czcigodni Starsi.
Spojrzałam zdziwiona na pełną szacunku twarz ciotki.
-A po co? - spytałam z refleksem godnym ślimaka na prochach.
-Żeby przygotować was na wojny, rządzenie Podziemiami itd.. - odparł tym razem Nobu.
-Aha ok.. - powiedziałam nagle przytomniejąc. Ciszę przerwało burczenie mojego brzucha.
-Och! Racja! Musisz być bardzo głodna - zaśmiała się Hilda. Całą trójką udaliśmy się na dół i zamówiliśmy sobie pizzę z podwójnym serem, bo ja uwielbiam ser.
-Ej! Właśnie! - zawołałam uświadamiając sobie nagle, że mam pełne usta. Przełknęłam pizzę i mówiłam dalej: - Czy oni przyprowadzili tu Akiego?
- Nie. Chcieli zaczekać aż poczujesz się lepiej... - westchnęła ciocia. - Moim zdaniem ta gorączka była zapowiedzią jakiejś wizji czy czegoś takiego.
Słysząc te słowa zatrzymałam się z szeroko otwartymi oczami jak i ustami, i pizzą w ręku zawieszoną kilka centymetrów od mojej twarzy.
-Hę? - wydusiłam wreszcie. - Że co? Jak to? To była wizja? Nie chcę... - szepnęłam przerażona. - Nie chcę, żeby to się okazało prawdą!
Hilda objęła mnie mocno. Znów zaczęłam się trząść, ale nie z zimna. Tym razem trzęsło mną przerażenie.
-Zobaczyłam ten dom, ale wszystko było porozwalane, zniszczone.. Opuszczone. Poszłam na górę, do swojego pokoju. Siedziałam ukryta za szafą... No, ona siedziała. Eva jeszcze oddychała, ale i tak nie mogłam już nic zrobić. Koło łóżka leżał Matthias, pod oknem Gabriell i Olivier, a obok reszta, łącznie z wami i Akim - przerwałam na chwilę by zaczerpnąć powietrza. Hilda i Nobu siedzieli z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami, jednak nikt nie komentował. Ciocia zachęciła mnie bym mówiła dalej, więc opowiedziałam o ogromnej mocy, kalendarzu, o tym jak wyglądał pokój... O mnie rzucającej się na mnie.
-A nie pamiętasz? Może kogoś brakowało? - upewnił się tata. Potrząsnęłam głową, ale wróciłam myślami do tamtego pokoju. - Mów kto jest... - nalegał.
-Matthias, Olivier, Aki, Gabriell, Hilda, ty, Eva, Gin, Rebecca... I jakiś kolo własnie wyskakiwał za okno, taki czerwonowłosy w samych dresach. Na plecach miał tatuaż. Smok oplatający lwa, ale to tyle. Więcej o nim nie wiem - westchnęłam zrezygnowana. Siedzący naprzeciwko mnie dorośli pokiwali głowami. Spojrzałam na zegarek i w tym momencie drzwi otworzyły się z hukiem.
-Kłopoty! - wrzasnął Gabriell, a Eva i Reb już pędziły na górę. - Mat i Olivier będą z kimś walczyć!
-A one co? - spytałam, ale zaraz tego pożałowałam. Teraz dobrze wiedziałam czemu wróciły na górę. Moc dwóch wkurzonych na maxa demonów przytłaczała wszystkich.
-Dwóch? - szepnęłam, gdy poczułam trzecią moc. Wybiegłam do chłopaków, by ich powstrzymać, ale było już za późno. Już biegli na biedaka stojącego niedaleko. Na oko miał z 17 lat...
-Stop! - ryknęłam biegnąc najszybciej jak potrafiłam. Trzecia moc należała do siedemnastolatka, ale była o wiele mniejsza niż pędzących na niego chłopaków. Poczułam zalewającą mnie falę gorąca i usłyszałam głos Revy mówiący "Ratuj go". Przyspieszyłam, o ile to było w ogóle możliwe, i na moment przed uderzeniem stanęłam między chłopakami zasłaniając ciałem i skrzydłami czerwonowłosego chłopaka. Mój brat próbował się zatrzymać, tak jak Olivier, ale nawet jeśli jest się demonem, to w 2 sekundy zahamować z pełnego biegu się nie da. Oba ataki trafiły we mnie.
-Ej, ej, ej, ej, ej... Bez przesady... czemu to zrobiłaś? - zapytał chłopak podtrzymując mnie. Z pomiędzy moich warg wypłynęła strużka krwi, a na języku czułam metaliczny smak. Kocham teatr.
-Bo tak - uśmiechnęłam się słabo unosząc głowę.
-A wy co? Nie pomożecie jej? Ona jest ranna! - zawołał czerwonowłosy, ale przerwał mu krzyk Hildy, która obwieściła, że herbata i ciastka są już na stole. ku ogromnemu zdziwieniu siedemnastolatka, wstałam bez problemu, otarłam rękawem usta i pobiegłam do domu. Siadając jeszcze słyszałam, jak nowy pyta Gina o co w tym wszystkim chodzi, ale ten tylko wzruszył ramionami i pociągnął za sobą zdziwionego chłopaka.
-Hilda! Mamy gościa! - zawołał Gin praktycznie wrzucając chłopaka do salonu, który padł tuz przed moimi nogami.
-A teraz przepraszaj - warknął Matthias kucając przed przestraszonym chłopakiem.
-Za co? - spytał skołowany. Oczy Mata błysnęły jaskrawym kolorem. Dla zwykłego oka ten ruch byłby niedostrzegalny, ale my przecież nie jesteśmy normalni. Złapałam pięść skierowaną w twarz siedemnastolatka.
-Wystarczy... - powiedziałam z zaciśniętymi zębami. Mat zreflektował się. Potulnie, ze skruchą usiadł obok wciskając się w sofę. Wszyscy w pokoju zamarli. Nawet dziewczyny zbiegające ze schodów zatrzymały się w pół kroku. Nikt się nie odzywał, wszyscy czekali na moją reakcję. - Idiota - powiedziałam wreszcie grobowym głosem.
-Co? - szepnął spanikowany.
-Uspokój się, kretynie.. - warknęłam cicho. Siedemnastolatek poderwał się do góry.
-Jak mam być spokojny?! Ja tu idę sobie wesoły i gadam z kolegą o jakiejś piździe ze szkoły, która odziedziczyła fortunę po zmarłej starej, a oni mi tu skaczą z mordami! Po cholerę mnie zasłoniłaś, co? Pytam się, po co?! - krzyczał rozhisteryzowany gestykulując gwałtownie. Gdy wyciągnęłam rękę chłopak zastygł. Położyłam dłoń na jego ramieniu i kiwnęłam palcem by się zbliżył. Kidy już to zrobił zacisnęłam pięść i walnęłam chłopaka w twarz.
-Za co? - jęknął rozcierając czerwony policzek. Strzeliłam stawami.
-Za dziewczynę, którą obgadywałeś - zaśmiałam się. Olivier klepnął mnie po ramieniu i szepnął mi na ucho:
-Oni mówili o tobie... - chłopak ledwo się powstrzymywał, żeby nie skoczyć na czerwonowłosego i nie poderżnąć mu gardła.
-Spoko... Po co te nerwy? - spytała retorycznie, a wstając uspokoiłam nie tylko Oliviera, ale wszystkich obecnych. Przeszłam parę kroków z rękami w kieszeniach. - Imię...
-Hę? - koleś nie bardzo chyba zajarzył o co mi chodziło.
-Jak masz na imię chłopczyku z tatuażem lwa i smoka na plecach? - spytałam znów kucając przed chłopakiem. Hilda i Nobu stali przestraszeni całą tą sceną. Kiedy stałam się taka... inna? Nie wiem.. Mnie nie pytajcie.
-David... - mruknął, a ja nachyliłam się jeszcze bardziej. - David! - zawołał na cały pokój.
-Spoko... I po co się tak drzesz? - mruknęłam łapiąc chłopaka za ramię i podnosząc się razem z nim. - Siadaj - rozkazałam wskazując sofę. Może to była tylko moja wyobraźnia, ale wydało mi się, że wszyscy nagle zechcieli usiąść, jednak gdy spojrzała w tamtą stronę, wszyscy stali nadal nieruchomo. - A więc tak... Za kilka dni, kiedy wpadnę w szał, to nie uciekaj, tylko mnie powstrzymaj, dobra? - spytałam ze śmiertelnie poważną miną. Chłopak skinął głową, ale wyraźnie widziałam, że chce uciec. - Kto rozbudził twoją moc?
- spytałam patrząc Davidowi w oczy.
-Victoria. Ciągle mówiła, ze jestem jakimś Hora, czy czymś... Ale uciekłem od niej - Zaśmiał się gorzko.
-Gdzie ona teraz jest? - spytała Hilda blednąc mocno.
-Gdzieś tu niedaleko... Pewnie mnie teraz szuka... - w oczach Davida zobaczyłam błysk złotego koloru. Zatrzymałam go w ostatniej chwili, bo gdyby nie ja teraz to Mat leżałby na ziemi duszony przez oszalałego Davida.
-Shion! - krzyknęła Eva rzucając się ku mnie, ale powstrzymałam ją ruchem ręki.
-David... Wiem, że się boisz, ale nas jest więcej... Z nami nie wygrasz... - powiedziałam zmieniając się w pełną wersję swojego demona. - A szczególnie nie ze mną. Puść mnie! - zażądałam stanowczo, na co chłopak natychmiast zareagował. Powietrze stało się cięższe, można było je siekierą ciąć. Cisza kuła w uszy, słychać było każdy oddech.
-Przepraszam - powiedział David po raz piąty uderzony przez Eva i Reb. Reszta siedziała w salonie na ziemi naradzając się co zrobić z tajemniczym kolesiem.
-On jest nowym Hora, więc musi zostać wyszkolony. Przyjmijmy go do siebie - powiedział Gin jak zwykle pozytywnie nastawiony do świata, spoglądając ukradkiem na Hildę.
-Ale widzieliście jak skoczył na Shion! On jest niebezpieczny! - zaprzeczył Matthias.
-Po raz pierwszy się z tobą zgodzę - mruknął Olivier. Nobu siedział wsłuchując się w dyskusję, a obok niego siedziałam ja.
-A ty Shion? Co o tym myślisz? - zwróciła się do mnie Hilda. Podniosłam zdziwiona głowę.
-Ale o czym? - tym pytaniem powaliłam wszystkich. Uśmiechnął się nawet Olivier... A to ci niespodziewanka. - No cóż... To nie jest jeszcze ustalone? - otworzyła szerzej oczy, kiedy pozostali pokręcili głowami. - Więc moje stanowisko w tej sprawie jest następujące. Azaliż powiadam was, moi drodzy, iż nasz nowy kolega powinien z nami współpracować... Inaczej przyniesie to na nas tylko klęskę! - mówiąc to poważnym tonem wymachiwałam palcem jak prawnik. Wywołało to kolejną salwę śmiechu.
-David! - wrzasnął Nobu. Po chwili weszła Eva, za nią czerwonowłosy chłopak, a na końcu Rebecca. Wstałam i podeszłam do Davida kładąc rękę na jego czuprynie.
-Nie dziękuj... - uśmiechnęłam się. - Żartowałam! Na kolana i zapierdzielaj na pielgrzymkę, bo dzięki mnie możesz to mieszkać... - zaśmiałam się na cały głos. poczułam tylko uścisk i już nie mogłam oddychać.
-Zostaw ją wariacie! - wrzasnął Mat podrywając się do góry, a razem z nim poniósł się Olivier. Powstrzymałam chłopaków ruchem dłoni. Poczułam, że David ściska mnie mocniej, a na moją bluzkę skapują jego łzy.
-Mam już dość.. - wyszeptał. - W jeden dzień moje życie zmieniło się w koszmar... Co ja mówię..? Koszmar to przy tym milusia bajeczka. To jest...
-Piekło.. - dokończyłam za niego. Odsunęłam chłopaka od siebie. - Wszyscy to tutaj przeżyliśmy, ale się nie załamujemy. A wiesz dlaczego? Bo jesteśmy tu razem, jak rodzina. Bo z przyjaciółmi łatwiej jest wszystko znieść.. - poklepałam go po ramionach i wytarłam jego policzki mokre od łez. - Nie łam się! Jestem z tobą...
-Skoro ona, to i ja.. - mruknął Mat. Dziewczyny przytaknęły. Nobu i Hilda patrzyli na nas z dumą, a Gin i Olivier nie mieli nawet nic do gadania.
-I pamiętaj... Piekło jest tylko w naszych głowach... - szepnęłam znów otaczając ramionami wstrząsanego spazmami płaczu Davida.
Witam wszystkich. Dziękuję, że czytacie moje wypociny. Chciałabym prosić tylko o jedno. Jeślibyście mogli, to piszcie w komentarzach swoje uwagi na temat tej książki. Będę wtedy wiedziała co poprawić, co dodać, itd. Bardzo proszę o komentowanie moich postów. Z góry dziękuję.
Przesyłam całusy dla wszystkich czytających ;** Kocham was <3 ;D
Mimo, ze moc mam rozbudzoną od niedawna, potrafiłam wyczuć ogrom przytłaczającej mnie mocy emanującej od tamtej Shion za szafą. Jednak to nie było przyjemne. Czułam, że za tą mocą czai się groza, ból, gorycz... Śmierć. Nagle tamta Shion odwróciła się w moją stronę i odsłoniła zęby cienkie jak igły. Skoczyła na mnie i ...
-Shion! - dotarł do mnie krzyk Evy. Otworzyłam oczy i usiadłam tak gwałtownie, że wszyscy podskoczyli.
-Hilda - powiedziałam skrzeczącym głosem. - Wytłumacz mi czemu jest na tylko tyle. Czemu?
-Jeszcze dwójka strażników i będzie komplet - powiedział ojciec zanim zdążył ugryźć się w język. Ziewnęłam szeroko.
-Jutro - stwierdziłam nagle czując jak śpiąca jestem. Jakoś lepiej się poczułam widząc to co zobaczyłam.
Kładąc się do łóżka ciągle myślałam o tym czy Ren... Przepraszam... Czy duch Ren nadal tam jest, jednak zasnęłam w błogim przekonaniu, że wszystko idzie w dobry kierunku.
Poczułam chłód. Wiedziałam, że to sen, ale dziwne uczucia mnie nie opuszczały. Otworzyłam oczy. Przede mną stała czarnowłosa, blada kobieta koło 25 lat. Oniemiałam. jej uroda promieniowała z niej, jednak dziwne uczucia rosły. Ścisnęło mnie w sercu kiedy dotknęła mojego policzka.
-Kim jestem? - spytałam zanim zdążyłam ugryźć się w język.
-Jesteś Śmiercią, kochanie. Nazywasz się Shi. Musisz przyjść tu, na dół, bo umrę. Powoli lud zaczyna się buntować. Niedługo mnie tu nie będzie.. - szepnęła z błogim uśmiechem.
-Revy? - nie dowierzałam. Nagle postać zaczęła się rozpływać. Na darmo próbowałam ją złapać za rękę. Rozpadła się tworząc kupkę popiołu u moich stóp. - Mamo!
-Cichutko.. Jestem tu.. - usłyszałam szept i poczułam jak ktoś gładzi mnie po głowie trzymając kurczowo moją rękę. Otworzyłam powoli oczy. Koło mnie siedział Nobu. Przekręciłam głowę. Po drugiej stronie była Hilda. Po chwili zrozumiałam, że śpi.
-Czemu wy tu siedzicie? - spytałam podnosząc się.
-To nie był duch Ren. To był Hikari no Tenshi, który jest dobrym iluzjonistą.. - powiedział ściskając moją rękę.
-Czyli, że nie mam tej mocy z duchami? - rozszerzyłam oczy.
-Masz. Inaczej nie zobaczyłabyś Ren, a prawdziwą twarz wroga - ziewnęła Hilda przeciągając się. - Teraz wytłumaczę ci kto jaką rolę pełni.
-Weź kartkę i długopis. zapisuj, bo nie ogarniesz - zaśmiał się tata. Posłusznie wstałam i sięgnęłam po torbę. Wygrzebałam potrzebne rzeczy i usiadłam na biurku.
-Gotowa - powiedziałam. Hilda i Nobu wymienili rozbawione spojrzenia.
-Więc tak... Wszyscy maja jakieś przypisane cechy. Przy śmierci najsilniejsze są ból, smutek, groza, nienawiść, ekscytacja, gniew i przerażenie. Kolejno wyliczając: Gin to Itami, Gabriell - Kanashimi, Rebecca to Kyoufu, Matthias jest Nikushimi, a Olivier to Koufun. Jeszcze nie wiadomo kim będzie Aki. Są dwie dostępne opcje Ikari lub Hora - powiedziała Hilda.
-A ja.. - zawahałam się chwilę. - Jestem Shi.
Nobu skinął głową, a ciocia patrzyła na mnie zdziwiona.
-Ona przyszła do ciebie? - spytała szeptem. Potwierdziłam energicznie. Hilda rozłożyła ręce i jak na jakiś niewidzialny znak, między jej ramionami utworzyła się wiązka czarnego światła.
-Moja moc... wróciła! - zawołała ze łzami w oczach podskakując jak przedszkolak. - Tak jak mówili Starsi. Będziesz bardzo silną Śmiercią.
-Ale co ja takiego zrobiłam? - spytałam zagubiona. Hilda pogłaskała mnie po głowie.
-Moja moc została zapieczętowana przez Revy, żebym nie narobiła burdelu w tym świecie. mogłam co najwyżej użyć bariery do wykrywania przeciwników, a teraz... - zachłysnęła się powietrzem kiedy uwolniła całkowicie moc. - Dawno nie byłam w tej postaci, a to wszystko dzięki tobie.
-A kim byłaś w starym zastępie? - spytał Nobu. Ciocia zmroziła go wzrokiem. - No co? Nie pamiętam...
-Byłam Kyoufu jak Rebecca - zamyśliła się na chwilę, po czym pewnym głosem dodała: - Musimy się dostać do Podziemi. Tam czeka na was Stare Pokolenie i Czcigodni Starsi.
Spojrzałam zdziwiona na pełną szacunku twarz ciotki.
-A po co? - spytałam z refleksem godnym ślimaka na prochach.
-Żeby przygotować was na wojny, rządzenie Podziemiami itd.. - odparł tym razem Nobu.
-Aha ok.. - powiedziałam nagle przytomniejąc. Ciszę przerwało burczenie mojego brzucha.
-Och! Racja! Musisz być bardzo głodna - zaśmiała się Hilda. Całą trójką udaliśmy się na dół i zamówiliśmy sobie pizzę z podwójnym serem, bo ja uwielbiam ser.
-Ej! Właśnie! - zawołałam uświadamiając sobie nagle, że mam pełne usta. Przełknęłam pizzę i mówiłam dalej: - Czy oni przyprowadzili tu Akiego?
- Nie. Chcieli zaczekać aż poczujesz się lepiej... - westchnęła ciocia. - Moim zdaniem ta gorączka była zapowiedzią jakiejś wizji czy czegoś takiego.
Słysząc te słowa zatrzymałam się z szeroko otwartymi oczami jak i ustami, i pizzą w ręku zawieszoną kilka centymetrów od mojej twarzy.
-Hę? - wydusiłam wreszcie. - Że co? Jak to? To była wizja? Nie chcę... - szepnęłam przerażona. - Nie chcę, żeby to się okazało prawdą!
Hilda objęła mnie mocno. Znów zaczęłam się trząść, ale nie z zimna. Tym razem trzęsło mną przerażenie.
-Zobaczyłam ten dom, ale wszystko było porozwalane, zniszczone.. Opuszczone. Poszłam na górę, do swojego pokoju. Siedziałam ukryta za szafą... No, ona siedziała. Eva jeszcze oddychała, ale i tak nie mogłam już nic zrobić. Koło łóżka leżał Matthias, pod oknem Gabriell i Olivier, a obok reszta, łącznie z wami i Akim - przerwałam na chwilę by zaczerpnąć powietrza. Hilda i Nobu siedzieli z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami, jednak nikt nie komentował. Ciocia zachęciła mnie bym mówiła dalej, więc opowiedziałam o ogromnej mocy, kalendarzu, o tym jak wyglądał pokój... O mnie rzucającej się na mnie.
-A nie pamiętasz? Może kogoś brakowało? - upewnił się tata. Potrząsnęłam głową, ale wróciłam myślami do tamtego pokoju. - Mów kto jest... - nalegał.
-Matthias, Olivier, Aki, Gabriell, Hilda, ty, Eva, Gin, Rebecca... I jakiś kolo własnie wyskakiwał za okno, taki czerwonowłosy w samych dresach. Na plecach miał tatuaż. Smok oplatający lwa, ale to tyle. Więcej o nim nie wiem - westchnęłam zrezygnowana. Siedzący naprzeciwko mnie dorośli pokiwali głowami. Spojrzałam na zegarek i w tym momencie drzwi otworzyły się z hukiem.
-Kłopoty! - wrzasnął Gabriell, a Eva i Reb już pędziły na górę. - Mat i Olivier będą z kimś walczyć!
-A one co? - spytałam, ale zaraz tego pożałowałam. Teraz dobrze wiedziałam czemu wróciły na górę. Moc dwóch wkurzonych na maxa demonów przytłaczała wszystkich.
-Dwóch? - szepnęłam, gdy poczułam trzecią moc. Wybiegłam do chłopaków, by ich powstrzymać, ale było już za późno. Już biegli na biedaka stojącego niedaleko. Na oko miał z 17 lat...
-Stop! - ryknęłam biegnąc najszybciej jak potrafiłam. Trzecia moc należała do siedemnastolatka, ale była o wiele mniejsza niż pędzących na niego chłopaków. Poczułam zalewającą mnie falę gorąca i usłyszałam głos Revy mówiący "Ratuj go". Przyspieszyłam, o ile to było w ogóle możliwe, i na moment przed uderzeniem stanęłam między chłopakami zasłaniając ciałem i skrzydłami czerwonowłosego chłopaka. Mój brat próbował się zatrzymać, tak jak Olivier, ale nawet jeśli jest się demonem, to w 2 sekundy zahamować z pełnego biegu się nie da. Oba ataki trafiły we mnie.
-Ej, ej, ej, ej, ej... Bez przesady... czemu to zrobiłaś? - zapytał chłopak podtrzymując mnie. Z pomiędzy moich warg wypłynęła strużka krwi, a na języku czułam metaliczny smak. Kocham teatr.
-Bo tak - uśmiechnęłam się słabo unosząc głowę.
-A wy co? Nie pomożecie jej? Ona jest ranna! - zawołał czerwonowłosy, ale przerwał mu krzyk Hildy, która obwieściła, że herbata i ciastka są już na stole. ku ogromnemu zdziwieniu siedemnastolatka, wstałam bez problemu, otarłam rękawem usta i pobiegłam do domu. Siadając jeszcze słyszałam, jak nowy pyta Gina o co w tym wszystkim chodzi, ale ten tylko wzruszył ramionami i pociągnął za sobą zdziwionego chłopaka.
-Hilda! Mamy gościa! - zawołał Gin praktycznie wrzucając chłopaka do salonu, który padł tuz przed moimi nogami.
-A teraz przepraszaj - warknął Matthias kucając przed przestraszonym chłopakiem.
-Za co? - spytał skołowany. Oczy Mata błysnęły jaskrawym kolorem. Dla zwykłego oka ten ruch byłby niedostrzegalny, ale my przecież nie jesteśmy normalni. Złapałam pięść skierowaną w twarz siedemnastolatka.
-Wystarczy... - powiedziałam z zaciśniętymi zębami. Mat zreflektował się. Potulnie, ze skruchą usiadł obok wciskając się w sofę. Wszyscy w pokoju zamarli. Nawet dziewczyny zbiegające ze schodów zatrzymały się w pół kroku. Nikt się nie odzywał, wszyscy czekali na moją reakcję. - Idiota - powiedziałam wreszcie grobowym głosem.
-Co? - szepnął spanikowany.
-Uspokój się, kretynie.. - warknęłam cicho. Siedemnastolatek poderwał się do góry.
-Jak mam być spokojny?! Ja tu idę sobie wesoły i gadam z kolegą o jakiejś piździe ze szkoły, która odziedziczyła fortunę po zmarłej starej, a oni mi tu skaczą z mordami! Po cholerę mnie zasłoniłaś, co? Pytam się, po co?! - krzyczał rozhisteryzowany gestykulując gwałtownie. Gdy wyciągnęłam rękę chłopak zastygł. Położyłam dłoń na jego ramieniu i kiwnęłam palcem by się zbliżył. Kidy już to zrobił zacisnęłam pięść i walnęłam chłopaka w twarz.
-Za co? - jęknął rozcierając czerwony policzek. Strzeliłam stawami.
-Za dziewczynę, którą obgadywałeś - zaśmiałam się. Olivier klepnął mnie po ramieniu i szepnął mi na ucho:
-Oni mówili o tobie... - chłopak ledwo się powstrzymywał, żeby nie skoczyć na czerwonowłosego i nie poderżnąć mu gardła.
-Spoko... Po co te nerwy? - spytała retorycznie, a wstając uspokoiłam nie tylko Oliviera, ale wszystkich obecnych. Przeszłam parę kroków z rękami w kieszeniach. - Imię...
-Hę? - koleś nie bardzo chyba zajarzył o co mi chodziło.
-Jak masz na imię chłopczyku z tatuażem lwa i smoka na plecach? - spytałam znów kucając przed chłopakiem. Hilda i Nobu stali przestraszeni całą tą sceną. Kiedy stałam się taka... inna? Nie wiem.. Mnie nie pytajcie.
-David... - mruknął, a ja nachyliłam się jeszcze bardziej. - David! - zawołał na cały pokój.
-Spoko... I po co się tak drzesz? - mruknęłam łapiąc chłopaka za ramię i podnosząc się razem z nim. - Siadaj - rozkazałam wskazując sofę. Może to była tylko moja wyobraźnia, ale wydało mi się, że wszyscy nagle zechcieli usiąść, jednak gdy spojrzała w tamtą stronę, wszyscy stali nadal nieruchomo. - A więc tak... Za kilka dni, kiedy wpadnę w szał, to nie uciekaj, tylko mnie powstrzymaj, dobra? - spytałam ze śmiertelnie poważną miną. Chłopak skinął głową, ale wyraźnie widziałam, że chce uciec. - Kto rozbudził twoją moc?
- spytałam patrząc Davidowi w oczy.
-Victoria. Ciągle mówiła, ze jestem jakimś Hora, czy czymś... Ale uciekłem od niej - Zaśmiał się gorzko.
-Gdzie ona teraz jest? - spytała Hilda blednąc mocno.
-Gdzieś tu niedaleko... Pewnie mnie teraz szuka... - w oczach Davida zobaczyłam błysk złotego koloru. Zatrzymałam go w ostatniej chwili, bo gdyby nie ja teraz to Mat leżałby na ziemi duszony przez oszalałego Davida.
-Shion! - krzyknęła Eva rzucając się ku mnie, ale powstrzymałam ją ruchem ręki.
-David... Wiem, że się boisz, ale nas jest więcej... Z nami nie wygrasz... - powiedziałam zmieniając się w pełną wersję swojego demona. - A szczególnie nie ze mną. Puść mnie! - zażądałam stanowczo, na co chłopak natychmiast zareagował. Powietrze stało się cięższe, można było je siekierą ciąć. Cisza kuła w uszy, słychać było każdy oddech.
-Przepraszam - powiedział David po raz piąty uderzony przez Eva i Reb. Reszta siedziała w salonie na ziemi naradzając się co zrobić z tajemniczym kolesiem.
-On jest nowym Hora, więc musi zostać wyszkolony. Przyjmijmy go do siebie - powiedział Gin jak zwykle pozytywnie nastawiony do świata, spoglądając ukradkiem na Hildę.
-Ale widzieliście jak skoczył na Shion! On jest niebezpieczny! - zaprzeczył Matthias.
-Po raz pierwszy się z tobą zgodzę - mruknął Olivier. Nobu siedział wsłuchując się w dyskusję, a obok niego siedziałam ja.
-A ty Shion? Co o tym myślisz? - zwróciła się do mnie Hilda. Podniosłam zdziwiona głowę.
-Ale o czym? - tym pytaniem powaliłam wszystkich. Uśmiechnął się nawet Olivier... A to ci niespodziewanka. - No cóż... To nie jest jeszcze ustalone? - otworzyła szerzej oczy, kiedy pozostali pokręcili głowami. - Więc moje stanowisko w tej sprawie jest następujące. Azaliż powiadam was, moi drodzy, iż nasz nowy kolega powinien z nami współpracować... Inaczej przyniesie to na nas tylko klęskę! - mówiąc to poważnym tonem wymachiwałam palcem jak prawnik. Wywołało to kolejną salwę śmiechu.
-David! - wrzasnął Nobu. Po chwili weszła Eva, za nią czerwonowłosy chłopak, a na końcu Rebecca. Wstałam i podeszłam do Davida kładąc rękę na jego czuprynie.
-Nie dziękuj... - uśmiechnęłam się. - Żartowałam! Na kolana i zapierdzielaj na pielgrzymkę, bo dzięki mnie możesz to mieszkać... - zaśmiałam się na cały głos. poczułam tylko uścisk i już nie mogłam oddychać.
-Zostaw ją wariacie! - wrzasnął Mat podrywając się do góry, a razem z nim poniósł się Olivier. Powstrzymałam chłopaków ruchem dłoni. Poczułam, że David ściska mnie mocniej, a na moją bluzkę skapują jego łzy.
-Mam już dość.. - wyszeptał. - W jeden dzień moje życie zmieniło się w koszmar... Co ja mówię..? Koszmar to przy tym milusia bajeczka. To jest...
-Piekło.. - dokończyłam za niego. Odsunęłam chłopaka od siebie. - Wszyscy to tutaj przeżyliśmy, ale się nie załamujemy. A wiesz dlaczego? Bo jesteśmy tu razem, jak rodzina. Bo z przyjaciółmi łatwiej jest wszystko znieść.. - poklepałam go po ramionach i wytarłam jego policzki mokre od łez. - Nie łam się! Jestem z tobą...
-Skoro ona, to i ja.. - mruknął Mat. Dziewczyny przytaknęły. Nobu i Hilda patrzyli na nas z dumą, a Gin i Olivier nie mieli nawet nic do gadania.
-I pamiętaj... Piekło jest tylko w naszych głowach... - szepnęłam znów otaczając ramionami wstrząsanego spazmami płaczu Davida.
Witam wszystkich. Dziękuję, że czytacie moje wypociny. Chciałabym prosić tylko o jedno. Jeślibyście mogli, to piszcie w komentarzach swoje uwagi na temat tej książki. Będę wtedy wiedziała co poprawić, co dodać, itd. Bardzo proszę o komentowanie moich postów. Z góry dziękuję.
Przesyłam całusy dla wszystkich czytających ;** Kocham was <3 ;D
wtorek, 25 czerwca 2013
Rozdział 6 część III
-Chodź Shion... Chodź kochanie - usłyszałam szept. Naokoło było czarno i tylko gdzieniegdzie były rozlewające się plamy bordowego koloru.
-Kim jesteś? - zawołałam, ale odpowiedziało mi tylko echo. Instynktownie podeszłam do największej plamy koloru. Wyciągnęłam rękę i dotknęłam go. W tym momencie plama stała się przezroczysta niczym szyba, a to co za nią było przyprawiło mnie o zawrót głowy. Tam gdzie przed chwilą rozciągał się bordowy kolor teraz unosiły się krwawiące ciała moich przyjaciół, Nobu, Hildy i Ren. Zaczęłam krzyczeć i dobijać się do środka, ale to nie wiele dało.
-Chodź do mnie, a ten los ich nie spodka... - usłyszałam kiedy czarno-bordowe ściany znikły.
Zamrugałam szybko jakbym ukrywała łzy. Było mi zimno i gorąco na przemian. Wszystko mnie bolało, ale to głowa dokuczała najbardziej. Drzwi skrzypnęły. Dźwięk był nie do zniesienia. Zamknęłam oczy tak szybko jak je otworzyłam i przycisnęłam ręce do uszu by odciąć się od tego dźwięku.
-Ciszej. Nawet to ją rani - warknął ktoś koło łóżka. Poderwałam się do góry przerażona, ale położył mnie z powrotem gwałtowny, pulsujący, tępy ból z tyłu głowy. - Nie podnoś się. To cud, że jeszcze żyjesz.
Mimo przestrogi uniosłam nieznacznie głowę i spojrzałam na postać siedzącą obok łóżka i tą stojącą obok drzwi. W pokoju jedynym źródłem światła była komórka, którą ktoś właśnie odblokował.
-Jest 20.19 - poinformował mnie Olivier. Odetchnęłam z ulgą. - spałaś ponad 24 godziny.
Zesztywniałam od razu. Mat podszedł do łóżka i pogłaskał mnie po głowie.
-Miałaś 40,6 stopni gorączki, z oczu przez sen leciały ci łzy i choć jesteś przykryta dwoma kołdrami i czterema kocami, nadal się trzęsiesz - powiedział.
-My wyjdziemy, a ty jeszcze odpocznij.. - powiedział Olivier wstając.
-Stój -kazałam podnosząc się do pozycji siedzącej i opierając plecami o ścianę. - Wyspałam się już, ale jestem głodna trochę. Pomóż mi wstać.
Mat spełnił moją prośbę mimo protestów Oliviera. Gdy wygrzebałam się spod kołder i postawiłam stopy na podłodze, podskoczyłam. Wróciłam migiem na łóżko.
- O cholera.. Jak zimno... - powiedziałam głosem stłumionym przez koc, którym się owinęłam.
-Zaniosę cię do szafy, a ty się ubierz. - zaoferował Mat. Olivier opuścił pokój. Brat zaniósł mnie do obiecanej szafy i tez wyszedł. Włożyłam dresy, podkoszulkę na ramiączkach, koszulkę, bluzkę, bluzę i rozciągnięty sweter. Na nogi wcisnęłam ogromne, puchate kapcie w kształcie głów wilków. Podeszłam do łóżka, zabrałam z niego koc, owinęłam się nim i podeszłam do drzwi. Wyszłam na korytarz i chwiejnie, opierając się o ścianę, zaczęłam schodzić po schodach. Na ostatnim stopniu zaczepiłam się o rąbek koca i wywaliłam się na nos.
-Shion. Przepraszam. Wybacz mi - mówił Nobu na jednym wdechu. Walnęłam go łokciem i kiwnęłam palcem, żeby się zbliżył.
-Zamknij mordę! - krzyknęłam mu prosto w ucho, po czym złapałam się za głowę.
- Okurwaokurwaokurwa... - szeptałam cały czas ściskając skronie. Kiedy Hilda wyszła z kuchni zapachniało przepysznie.
-Siadaj kochanie - powiedziała krzywo patrząc na Nobu. - Zrobiłam ci herbatę, a Eva i Rebecca usmażyły bekon i zrobiły tosty.
Posłusznie posunęłam się ku fotelowi, ale na nim siedział Gin, więc ostatecznie skierowałam się ku sofie. Nie miałam siły się kłócić o MÓJ fotel to dlatego zielonowłosy chłopak jeszcze nie leciał gdzieś daleko.
Zjadłam wszystko pod czujnym okiem Hildy, Evy i Reb. Ojciec , podając się za partnera Hildy, poszedł zadzwonić do szkoły, że jestem chora, i że mają mi usprawiedliwiać nieobecności dopóki nie wyzdrowieję. W tym czasie Gin grał z Olivierem, Matem i Gabriellem w BBM (ostatecznie mam Oliego w swojej drużynie).
-Chodź tu. Muszę ci zmierzyć temperaturę - powiedziała Hilda, gdy trochę odpoczęłam po jedzeniu. Podniosłam się i nagle wszystko zrobiło się czarne. Opadłam na sofę drgając od przejmującego zimna.
-Shion...? Shion!
Zamknęłam oczy i zacisnęłam pięści przyciskając je do głowy.
-Ojapierdolekurwamaćhelpme... - szeptałam złączając wszystkie słowa ze sobą. Gdy ból trochę zelżał otworzyłam oczy. -Idę się położyć - powiedziałam wstając powoli, ale Eva posadziła mnie z powrotem.
-Mat! - zawołała Reb, lecz zamiast brata przyszedł Gabriell przepychając się z Olivierem.
-Co się stało? - spytał Gab, który do pokoju wszedł pierwszy.
-Zanieś ją na górę - poinstruowała go Reb. Poczułam, ze mnie podniósł. Skuliłam się, by zatrzymać choć trochę ciepła przy sobie.
-Jesteś rozpalona - usłyszałam obok ucha. Mruknęłam coś niezrozumiałego dla otoczenia.
Trzy godziny później przebudziłam się. Usłyszałam za drzwiami tłumioną kłótnię Hildy i Nobu.
-Musimy ją zabrać do szpitala. Ona może umrzeć! - szeptał wyraźnie rozeźlony tata.
-Ale jeśli damy pobrać jej krew to odkryją, że nie jest w pełni człowiekiem. Jej moc walczy o nią - tłumaczyła spokojnie ciocia. - da radę. Jest silna.
Wstałam i ignorując przejmujące zimno mimo gorących kaloryferów, podeszłam do drzwi. Przyłożyłam ucho do zimnego drzewna, by lepiej słyszeć, jednak głosy ucichły.
-Shion. Śpisz? - usłyszałam dokładnie na wysokości mojej głowy. otworzyłam drzwi i ku mojemu zdziwieniu stała tam Hilda. -Mogę?
-Jasne - szepnęłam usuwając się z drogi. Usiadłam na łóżku i opatuliła się kołdrą, a Hilda przykryła mnie dodatkowo grubym kocem.
-Nie przeszkadzam? - spytała siadając w nogach łóżka.
-Nie. Mam czas, żeby się jutro wyspać. Do szkoły przecież też nie idę - uśmiechnęłam się słabo.
-Chciałabym dokończyć naszą rozmowę o Olivierze - zawahała się, ale po chwili mówiła dalej. - Czasami jest małomówny, arogancki, może tez zabić bez wyrzutów sumienia, ale to dobry chłopak. Próbuje sam zrobić wszystko, choć czasem ktoś musi mu pomóc. Wtedy odmawia, ale stara się trzy razy mocniej. On bardzo... Bardzo, nawet nie wiesz jak, on cię...
-Hilda! - krzyknął Olivier zagłuszając słowa cioci. - Wyjdź.. Shion musi odpocząć - powiedział już spokojnie, wyprowadzając ją za ramię. Nadal siedziałam na łóżku z szeroko otwartymi oczami.
-Co się właśnie wydarzyło? - spytałam ciemność wokół siebie.
-Ja tez nie wiem - odparła ciemność. Drgnęłam przerażona. Z cienia wyłoniła się twarz. Zaczęłam przeraźliwie krzyczeć i wyplątując się z kołdry, pobiegłam do pokoju Nobu. Drzwi były zamknięte. Usiadłam skulona pod nimi i płakałam dopiero czując przejmujące zimno. Z pokoju naprzeciwko wyszła zaspana Eva, która natychmiast się obudziła.
-Co się stało? Ej. Shion! - zawołała stawiając tym na nogi Nobu, Hildę, Mata i Oliviera.
Siedzimy wszyscy w salonie. Ja na fotelu skulona z ciepłą herbatą w rękach spazmatycznie oddychając, a reszta na sofie.
-Idźcie spać.. Proszę no.. - wychlipiałam.
-Najpierw powiedz co się stało, a potem się rozejdziemy - odparł szybko Nobu.
-Jak Olivier wyprowadził Hildę to... Coś się odezwało z ciemności.. Zza szafy... Tam była... Tam była Ren... Z rozwaloną głową... - powiedziałam spazmatycznie oddychając.
-Już dobrze.. Już wszystko dobrze... - Eva pogłaskała mnie po głowie.
-A więc masz tez taką moc... - westchnęła Hilda. Spojrzałam na nią zdziwiona. - Raz na jakiś czas trafia się taka dziewczyna, która może przywoływać i widzieć duchy.
-I że ja... Ja to mam? - spytałam drżącym głosem. Hildzia pokiwała głową. Miałam właśnie tyknąć kolejną porcją łez, ale w porę się ogarnęłam. Wytarłam oczy i wstałam zdecydowana. - Nie ma się co mazgaić. Ta moc i tak nie zniknie. Muszę tylko nauczyć się ją kontrolować...
Nagle zapomniałam co miałam powiedzieć. Tępy, pulsujący ból zdawał się rozrywać mi głowę. Zwijając się z bólu i krzycząc padłam na podłogę. Otworzyłam szeroko oczy, ale w pokoju nie było już nikogo.
-Kim jesteś? - zawołałam, ale odpowiedziało mi tylko echo. Instynktownie podeszłam do największej plamy koloru. Wyciągnęłam rękę i dotknęłam go. W tym momencie plama stała się przezroczysta niczym szyba, a to co za nią było przyprawiło mnie o zawrót głowy. Tam gdzie przed chwilą rozciągał się bordowy kolor teraz unosiły się krwawiące ciała moich przyjaciół, Nobu, Hildy i Ren. Zaczęłam krzyczeć i dobijać się do środka, ale to nie wiele dało.
-Chodź do mnie, a ten los ich nie spodka... - usłyszałam kiedy czarno-bordowe ściany znikły.
Zamrugałam szybko jakbym ukrywała łzy. Było mi zimno i gorąco na przemian. Wszystko mnie bolało, ale to głowa dokuczała najbardziej. Drzwi skrzypnęły. Dźwięk był nie do zniesienia. Zamknęłam oczy tak szybko jak je otworzyłam i przycisnęłam ręce do uszu by odciąć się od tego dźwięku.
-Ciszej. Nawet to ją rani - warknął ktoś koło łóżka. Poderwałam się do góry przerażona, ale położył mnie z powrotem gwałtowny, pulsujący, tępy ból z tyłu głowy. - Nie podnoś się. To cud, że jeszcze żyjesz.
Mimo przestrogi uniosłam nieznacznie głowę i spojrzałam na postać siedzącą obok łóżka i tą stojącą obok drzwi. W pokoju jedynym źródłem światła była komórka, którą ktoś właśnie odblokował.
-Jest 20.19 - poinformował mnie Olivier. Odetchnęłam z ulgą. - spałaś ponad 24 godziny.
Zesztywniałam od razu. Mat podszedł do łóżka i pogłaskał mnie po głowie.
-Miałaś 40,6 stopni gorączki, z oczu przez sen leciały ci łzy i choć jesteś przykryta dwoma kołdrami i czterema kocami, nadal się trzęsiesz - powiedział.
-My wyjdziemy, a ty jeszcze odpocznij.. - powiedział Olivier wstając.
-Stój -kazałam podnosząc się do pozycji siedzącej i opierając plecami o ścianę. - Wyspałam się już, ale jestem głodna trochę. Pomóż mi wstać.
Mat spełnił moją prośbę mimo protestów Oliviera. Gdy wygrzebałam się spod kołder i postawiłam stopy na podłodze, podskoczyłam. Wróciłam migiem na łóżko.
- O cholera.. Jak zimno... - powiedziałam głosem stłumionym przez koc, którym się owinęłam.
-Zaniosę cię do szafy, a ty się ubierz. - zaoferował Mat. Olivier opuścił pokój. Brat zaniósł mnie do obiecanej szafy i tez wyszedł. Włożyłam dresy, podkoszulkę na ramiączkach, koszulkę, bluzkę, bluzę i rozciągnięty sweter. Na nogi wcisnęłam ogromne, puchate kapcie w kształcie głów wilków. Podeszłam do łóżka, zabrałam z niego koc, owinęłam się nim i podeszłam do drzwi. Wyszłam na korytarz i chwiejnie, opierając się o ścianę, zaczęłam schodzić po schodach. Na ostatnim stopniu zaczepiłam się o rąbek koca i wywaliłam się na nos.
-Shion. Przepraszam. Wybacz mi - mówił Nobu na jednym wdechu. Walnęłam go łokciem i kiwnęłam palcem, żeby się zbliżył.
-Zamknij mordę! - krzyknęłam mu prosto w ucho, po czym złapałam się za głowę.
- Okurwaokurwaokurwa... - szeptałam cały czas ściskając skronie. Kiedy Hilda wyszła z kuchni zapachniało przepysznie.
-Siadaj kochanie - powiedziała krzywo patrząc na Nobu. - Zrobiłam ci herbatę, a Eva i Rebecca usmażyły bekon i zrobiły tosty.
Posłusznie posunęłam się ku fotelowi, ale na nim siedział Gin, więc ostatecznie skierowałam się ku sofie. Nie miałam siły się kłócić o MÓJ fotel to dlatego zielonowłosy chłopak jeszcze nie leciał gdzieś daleko.
Zjadłam wszystko pod czujnym okiem Hildy, Evy i Reb. Ojciec , podając się za partnera Hildy, poszedł zadzwonić do szkoły, że jestem chora, i że mają mi usprawiedliwiać nieobecności dopóki nie wyzdrowieję. W tym czasie Gin grał z Olivierem, Matem i Gabriellem w BBM (ostatecznie mam Oliego w swojej drużynie).
-Chodź tu. Muszę ci zmierzyć temperaturę - powiedziała Hilda, gdy trochę odpoczęłam po jedzeniu. Podniosłam się i nagle wszystko zrobiło się czarne. Opadłam na sofę drgając od przejmującego zimna.
-Shion...? Shion!
Zamknęłam oczy i zacisnęłam pięści przyciskając je do głowy.
-Ojapierdolekurwamaćhelpme... - szeptałam złączając wszystkie słowa ze sobą. Gdy ból trochę zelżał otworzyłam oczy. -Idę się położyć - powiedziałam wstając powoli, ale Eva posadziła mnie z powrotem.
-Mat! - zawołała Reb, lecz zamiast brata przyszedł Gabriell przepychając się z Olivierem.
-Co się stało? - spytał Gab, który do pokoju wszedł pierwszy.
-Zanieś ją na górę - poinstruowała go Reb. Poczułam, ze mnie podniósł. Skuliłam się, by zatrzymać choć trochę ciepła przy sobie.
-Jesteś rozpalona - usłyszałam obok ucha. Mruknęłam coś niezrozumiałego dla otoczenia.
Trzy godziny później przebudziłam się. Usłyszałam za drzwiami tłumioną kłótnię Hildy i Nobu.
-Musimy ją zabrać do szpitala. Ona może umrzeć! - szeptał wyraźnie rozeźlony tata.
-Ale jeśli damy pobrać jej krew to odkryją, że nie jest w pełni człowiekiem. Jej moc walczy o nią - tłumaczyła spokojnie ciocia. - da radę. Jest silna.
Wstałam i ignorując przejmujące zimno mimo gorących kaloryferów, podeszłam do drzwi. Przyłożyłam ucho do zimnego drzewna, by lepiej słyszeć, jednak głosy ucichły.
-Shion. Śpisz? - usłyszałam dokładnie na wysokości mojej głowy. otworzyłam drzwi i ku mojemu zdziwieniu stała tam Hilda. -Mogę?
-Jasne - szepnęłam usuwając się z drogi. Usiadłam na łóżku i opatuliła się kołdrą, a Hilda przykryła mnie dodatkowo grubym kocem.
-Nie przeszkadzam? - spytała siadając w nogach łóżka.
-Nie. Mam czas, żeby się jutro wyspać. Do szkoły przecież też nie idę - uśmiechnęłam się słabo.
-Chciałabym dokończyć naszą rozmowę o Olivierze - zawahała się, ale po chwili mówiła dalej. - Czasami jest małomówny, arogancki, może tez zabić bez wyrzutów sumienia, ale to dobry chłopak. Próbuje sam zrobić wszystko, choć czasem ktoś musi mu pomóc. Wtedy odmawia, ale stara się trzy razy mocniej. On bardzo... Bardzo, nawet nie wiesz jak, on cię...
-Hilda! - krzyknął Olivier zagłuszając słowa cioci. - Wyjdź.. Shion musi odpocząć - powiedział już spokojnie, wyprowadzając ją za ramię. Nadal siedziałam na łóżku z szeroko otwartymi oczami.
-Co się właśnie wydarzyło? - spytałam ciemność wokół siebie.
-Ja tez nie wiem - odparła ciemność. Drgnęłam przerażona. Z cienia wyłoniła się twarz. Zaczęłam przeraźliwie krzyczeć i wyplątując się z kołdry, pobiegłam do pokoju Nobu. Drzwi były zamknięte. Usiadłam skulona pod nimi i płakałam dopiero czując przejmujące zimno. Z pokoju naprzeciwko wyszła zaspana Eva, która natychmiast się obudziła.
-Co się stało? Ej. Shion! - zawołała stawiając tym na nogi Nobu, Hildę, Mata i Oliviera.
Siedzimy wszyscy w salonie. Ja na fotelu skulona z ciepłą herbatą w rękach spazmatycznie oddychając, a reszta na sofie.
-Idźcie spać.. Proszę no.. - wychlipiałam.
-Najpierw powiedz co się stało, a potem się rozejdziemy - odparł szybko Nobu.
-Jak Olivier wyprowadził Hildę to... Coś się odezwało z ciemności.. Zza szafy... Tam była... Tam była Ren... Z rozwaloną głową... - powiedziałam spazmatycznie oddychając.
-Już dobrze.. Już wszystko dobrze... - Eva pogłaskała mnie po głowie.
-A więc masz tez taką moc... - westchnęła Hilda. Spojrzałam na nią zdziwiona. - Raz na jakiś czas trafia się taka dziewczyna, która może przywoływać i widzieć duchy.
-I że ja... Ja to mam? - spytałam drżącym głosem. Hildzia pokiwała głową. Miałam właśnie tyknąć kolejną porcją łez, ale w porę się ogarnęłam. Wytarłam oczy i wstałam zdecydowana. - Nie ma się co mazgaić. Ta moc i tak nie zniknie. Muszę tylko nauczyć się ją kontrolować...
Nagle zapomniałam co miałam powiedzieć. Tępy, pulsujący ból zdawał się rozrywać mi głowę. Zwijając się z bólu i krzycząc padłam na podłogę. Otworzyłam szeroko oczy, ale w pokoju nie było już nikogo.
niedziela, 23 czerwca 2013
Rozdział 6 część II
-Shion! Wstawaj! Potrzebujemy cię! - wrzasnął ktoś zrywając kołdrę z mojej śpiącej osoby. Zamrugałam nieprzytomnie.
-Co? Hę? Jak? Gdzie? Co się pali? - zamruczałam przecierając oczy dłonią.
-Właśnie. Trafiłaś. Ogród się pali! - zawołał znów głos. Otworzyłam szeroko oczy i poderwałam się z łóżka. Wyjrzałam za okno gdzie buchały pomarańczowe płomienie. Obróciłam się w kierunku drzwi. Stał tam Gabriell. Otworzyłam okno i wyskoczyłam.
-Co ty wyprawiasz? - usłyszałam krzyk. Rozłożyłam skrzydła i poleciałam na jeszcze nie zajęty kawałek trawnika.
-Hilda! Co mam zrobić?! - wrzasnęłam do płomieni, za którymi stali inni.
-Zdaj się na instynkt! - usłyszałam. Zamknęłam oczy. "Chciałabym móc wchłonąć ogień" pomyślałam intensywnie i nagle poczułam, ze od środka rozrywa mnie płomień. Otworzyłam oczy. Włożyłam rękę w ogień, a potem weszłam cała. Oglądałam wszystko jak zza szyby, jednak z jednym wyjątkiem. Tam gdzie się ruszyłam płomienie znikały, a mi było coraz cieplej. Kiedy obeszłam cały ogród dopiero dotarło do mnie, ze jest zima, a pali się nie trawa a śnieg.
-To Płomień Zniszczenia Ostatecznego - powiedziała Hilda, kiedy podeszłam do drzwi. - Spali wszystko na co się go... Jakby to powiedzieć? Skieruje...? Coś takiego...
-Wszystko pięknie i ładnie, ale mi jest zimno - odparłam i pobiegłam do swojego pokoju. Ległam na łóżko. Popatrzyłam na zegarek. -Zabiję... - warknęłam. Na wyświetlaczu widniała godzina 6.10. Znów wstałam i poszłam do łazienki. Umyłam się i (w samym ręczniku) wyszłam na korytarz. Ziewając otworzyłam szafę i upewniając się, że drzwi są zamknięte na klucz, zdjęłam ręcznik. Ubrałam się w koszulkę z dwoma wilkami, luźne dżinsy (tak, wiem jak to brzmi >.>) i dżinsową kurtkę z ćwiekami na ramionach. Przejrzałam się w lustro.
-Walę wszystko. Dziś idę tak ubrana... - mruknęłam i związałam włosy w niedbały kok. Wcisnęłam nogi w glany i spakowałam potrzebne rzeczy. Wyszłam z torbą z pokoju i zapukałam w drzwi Matthiasa.
-Czego? - usłyszałam zaspany głos. Pacnęłam otwartą dłonią w czoło.
-Ubieraj się. Idziemy do szkoły.. - powiedziała otwierając drzwi. Zza nich wyskoczył ubrany i uczesany w kucyk, Mat. Przycisnęłam rękę do piersi i cofnęłam się do tyłu.
-Przestraszyłeś mnie - wycelowałam oskarżycielsko palec w chłopaka.
-Przepraszam, przepraszam - wybąkał naburmuszony. Czasem zachowywał się jak dziecko.
-Dobra. Chodźmy na dół. Śniadanie zaraz będzie gotowe - popchnęłam Mata w stronę schodów. Na dole byli już wszyscy.
-Oho! Widzę, że dziś cała szóstka złamie zasady - zawołała rozbawiona Hilda. Zdziwiona zauważyłam, ze wszyscy ubrali się normalnie, a nie w mundurki.
-Tak - odpowiedziałam. - Walić zasady. Jesteśmy zbyt fajni, żeby ich przestrzegać.
Zaśmialiśmy się szczerze. Po śniadaniu całą szóstką wybraliśmy się na przystanek.
-Powinnaś wyglądać bardziej ponuro - poradziły mi dziewczyny.
-Wszyscy powinniśmy, a przynajmniej ja, Eva i Gabriell. Przecież Tom też nie żyje - burknęłam. Siedzieliśmy właśnie w autobusie. Chłopaki gadali o czymś szeptem, ale i tak było wszystko słychać.
-Wystarczy, ze jesteśmy z nią w klasie. Nic jej nie będzie... - szepnął Mat do Oliviera. "Aha.. Czyli będę miała życie jak z powieści.." pomyślałam chamsko podsłuchując.
-Sam widziałeś jaka jest silna. Da radę się obronić.. -dodał Gabriell. Wstałam i podeszłam do chłopaków.
-Fajnie, że tak się przejmujecie, ale właśnie wysiadamy - powiedziałam próbując nie szczękać zębami z zimna i ruszyłam do drzwi. Wyskoczyłam z autobusu i przebiegłam w poprzek drogi tuż przed pędzącą ciężarówką.
-Idiotka... - skwitowała Eva ze śmiechem.
-No bo przecież.. Kto normalny chce być mną? - burknęłam wcielając się w rolę biednej sierotki. Tego dnia nie zdjęłam nawet butów. Odwiesiłam tylko skórę i szalik i weszłam do klasy.
-Shiooooon! - krzyknęły dziewczyny, których nawet nie zauważałam na co dzień. - Nasza biedna, mała Shion!
-Co im się stało? - spytałam szeptem jedyną nie rzucającą się na mnie dziewczynę, która jednak nie zdążyła odpowiedzieć. Poczułam tylko, że ktoś wyciąga mnie z klasy i ciągnie przez korytarz.
-Hej! O co chodzi? - zawołałam kiedy wreszcie zdołałam złapać się parapetu, nie pozwalając ciągnąć się dalej. Aki odwrócił się.
-One teraz będą chciały być twoimi przyjaciółkami. Cała szkoła trąbi o tym, że cała kasa twojej mamy będzie twoja.. - powiedział wszystko jednym tchem. - A tak w ogóle.. Czemu nie masz mundurka?
-Długa historia - usłyszałam odpowiedź za swoimi plecami.
-Jeśli teraz ktoś ma ochotę mnie gdzieś ciągnąć to niech się liczyć z tym, że będę kopać.. - ostrzegłam. Na twarzy Oliviera dostrzegłam cień uśmiechu. nagle zadzwonił dzwonek. Chłopak popchnął mnie w stronę klasy.
-Idź już, bo się spóźnisz - powiedział z szyderczym uśmiechem. Pokazałam mu język.
-Odkąd wy się tak przyjaźnicie? - spytał Aki szeptem, gdy usiedliśmy w ławkach.
-Od jakichś trzech lub czterech dni - burknęłam. Na mojej ławce wylądowała kartka.
"Co robimy z Akim? On nic przecież nie wie.
Gab"
"Musimy go wtajemniczyć. To nasz przyjaciel
Eva"
"Możecie, ale najpierw trzeba go zabrać do Hildy
Reb"
"Moim zdaniem to Shion musi zadecydować
Mat"
Uśmiechnęłam się sarkastycznie do promieniejącego brata. Tłukłam się z pędzącymi myślami.
"A co z Olivierem? On jest najstarszą osobą pod ręką
Shion"
Odrzuciłam kartkę do Gabriella, który nic nie pisząc, podał do Evy, ale i ona nie wyraziła swojego zdania, odrzucając do Reb.
"On tu nie ma nic do gadania ;p
Reb"
"To ty jesteś księżniczką, a nie on xD
Mat"
Zaśmiałam się cicho. Wyobraziłam sobie Oliviera w różowej, falbaniastej sukni i diademie.
"No dobra. Prowadzimy Akiego do Hildy xD
>.> Shion"
Nie zdążyłam rzucić kartki, bo w tym momencie zadzwonił dzwonek. Kiwnęłam tylko głową i wszyscy zrozumieli.
Cały dzień zbierałam kondolencje od nauczycieli i uczniów.
-Omg... Rzygam... - westchnęłam opadając ciężko na fotel. Wróciliśmy już do domu. Następnego dnia Aki miał do nas dołączyć i wszyscy musieliśmy się odprężyć. Każdy w inny sposób. Reb czytała, Eva i Gabriell poszli na miasto, a Olivier... Nawet nie chcę wiedzieć. Gin, Nobu, Matthias i ja graliśmy w BBM w różnych częściach ogromnego domu jako jedna drużyna. Po kilku wygranych walkach postanowiłam dodać do grupy dwóch kolegów Matthiasa z wcześniej.
-Ale będę miał fazę jak się wszyscy na ośce dowiedzą, że gram z drugim najsilniejszym graczem! - zawołał jeden. Pożałowałam swojego wyboru. Dałam kuksańca Matowi. Zrozumiał i zgodnie z moją wolą, zabił obu.
-Nigdy więcej - warknęłam grając dalej. Nagle na ekranie pojawił się komunikat:
"Drużyna BrainBlack16
vs.
Drużyna Differ666"
-O cholera! -zawołałam i ze stresu mocniej napięłam mięśnie. Kiedy komputer oznajmił początek bitwy moje palce śmigały po klawiaturze jak po lodzie, jednak bardzo precyzyjnie trafiały w klawisze. Nie wierzyłam, gdy na monitorze wyświetlił się komunikat, ze teraz zostałam tylko ja i Olivier. Moja grupa w rzeczywistości usiadła naokoło mnie, ale w grze już ich nie było. Będą musieli zrobić restart swoich postaci.
"BrainBlack16
vs.
Differ666!"
Po pełnych napięcia dwudziesty minutach wreszcie skończyłam pojedynek. Usiadłam ze zwieszonymi po bokach ramionami. Byłam jak roślinka, tylko oddychałam z szeroko otwartymi oczami ze zdziwienia. Nie mogłam w to uwierzyć. Starałam się tak bardzo... Do drzwi mojego pokoju ktoś zapukał. Pokazałam, żeby Mat je otworzył. Poczułam lekkie stukanie w ramię, jednak nadal siedziałam jak sparaliżowana. Odwróciłam się sztywno na obrotowym krześle zdejmując słuchawki.
-Gratuluję - powiedział Olivier wyciągając do mnie rękę. Uścisnęłam ją i dopiero wtedy Nobu, Mat i Gin zaczęli się ściskać, tańczyć i krzyczeć z radości.
-Shion! Jesteś najlepsza! - krzyknął Mat podnosząc mnie do góry. Podrzucił mnie wysoko, ale Gin utrzymał moje ciało w powietrzu. Kątem oka zauważyłam, że Olivier warczy cicho. Gdy tylko stanęłam na ziemi spytałam go czy się wściekł, że teraz to ja jestem nr 1, ale on tylko pokręcił głową.
-Chodź! Idziemy to uczcić! - zawołał Nobu ciągnąc mnie za rękę. Zdążyłam jeszcze tylko złapać kurtkę i buty, bo cała drużyna już czekała przy drzwiach.
-Ty też idziesz? - spytałam Oliviera, który zawahał się na chwilą, więc wywróciłam oczami i pociągnęłam go za rękę. - Idziesz! - zdecydowałam pchając go do wyjścia.
Poszliśmy do knajpy. Nobu zamówił pięć butelek piwa i duuuużą pizzę.
-Zdrowie! - krzyknął podnosząc wysoko butelkę.
-Zdrowie! - odpowiedzieliśmy z tym samym gestem. Co dziwniejsze w drodze powrotnej Olivier był najbardziej trzeźwy z całej piątki, bo reszta (w tym ja xD) nie poprzestała na jednym czy dwóch piwach.
-Jaki piękny jest ten świat! - zaśpiewał Mat idąc pod rękę z Ginem.
-Zgadzam się z przedmówcą! - zawołał Nobu zataczając się.
-Przymknąć mordy - zażądałam po pięciu minutach takich wrzasków. Potknęłam się o linię, której nie ma i wpadłam na plecy Nobu, który padł jak długi na ziemię.
-Nigdy więcej - warknął Olivier pomagając się podnieść mojemu ojcu. Z naprzeciwka szedł klub koszykówki, który nienawidził mojej paczki za pokonanie ich pół roku temu. Nobu zatoczył się w krzaki, ale ja nawet się nie zatrzymałam.
-No, no. Kogo my tu mamy? - zawołał kapitan z daleka. - Widzę, ze następni się do ciebie przyłączają, co? Szatanie?
Olivier właśnie chciał coś powiedzieć, ale go uprzedziłam.
-Przymknij mordę dzikusie. Nadal się nie otrząsnęliście po przegranej? Biedne dzieci. Nie płacz, mamusia kupi zwycięstwo - nadal mówiąc, coś czego nawet sama nie rozumiałam, zbliżałam się podczas gdy na twarzy kapitana rósł coraz większy gniew. Słyszałam odgłos kłótni Gina z Matem. Słyszałam rzygającego Nobu. Słyszałam krzyk Oliego. Usłyszałam tez głuchy odgłos pięści uderzającej w moją twarz. Utrzymałam się jednak na nogach. Resztki alkoholu ustąpiły miejsca adrenalinie. Usłyszałam śmiech członków klubu. Ryknęłam dziko okręcając się na pięcie i korzystając z siły odrzutu, wbiłam pięść w twarz kapitana, który wywalił się.
-Na nią - warknął rozcierając strużkę krwi spływającą z rozciętej wargi. Chłopcy ryknęli i pognali w moją stronę. Uwolniłam trochę mocy i zaczęłam się bronić, atakować i ciąć pazurami. Nagle koło mnie pojawił się Olivier. Nasza dwójka, przy akompaniamencie okrzyków bojowych Gina i Mata, rozrzuciła cały klub kosza po chodniku i naokoło niego. Nagle zakręciło mi się w głowie.
-Wszystko ok? - spytał Olivier kładąc rękę na moim ramieniu. Pokręciłam lekko głową, która pękała z bólu. - Nobu! Twoja córka się źle czuje, a ty sobie po krzakach łazisz?! Mat! To twoja siostra! Gin! Nie.. Nie jesteś z nią powiązany.. Ale też mógłbyś pomóc!
Uśmiechnęłam się słabo i w tym momencie poczułam zalewającą mnie falę zimna, drgawek i mdłości. Zachwiałam się, a z bólu moje oczy niemalże wywróciły się na drugą stronę.
-Shion? Shion! Chłopaki! Potrzebna mi wasza pomoc! - krzyknął Olivier opierając mnie o pień drzewa. - Mat, podsadź ją i ty gin, załóż jej ręce na mojej szyi! Niech jeden weźmie Nobu, a drugi asekuruje Shion. Pójdziemy szybciej, bo ewidentnie coś z nią nie tak.
To były ostatnie słowa, które usłyszałam. Włosy Oliviera pachniały kokosem. "Miły zapach" pomyślałam opierając czoło o ramię chłopaka.
-Wytrzymaj.. - znów usłyszałam szept. Usłyszałam też przyśpieszony oddech i rytm jego serca. Czuć było od niego strach. Ukołysana delikatnym dźwiękiem bicia serca Oliviera, zatopiłam się w ciemności.
CDN
-Co? Hę? Jak? Gdzie? Co się pali? - zamruczałam przecierając oczy dłonią.
-Właśnie. Trafiłaś. Ogród się pali! - zawołał znów głos. Otworzyłam szeroko oczy i poderwałam się z łóżka. Wyjrzałam za okno gdzie buchały pomarańczowe płomienie. Obróciłam się w kierunku drzwi. Stał tam Gabriell. Otworzyłam okno i wyskoczyłam.
-Co ty wyprawiasz? - usłyszałam krzyk. Rozłożyłam skrzydła i poleciałam na jeszcze nie zajęty kawałek trawnika.
-Hilda! Co mam zrobić?! - wrzasnęłam do płomieni, za którymi stali inni.
-Zdaj się na instynkt! - usłyszałam. Zamknęłam oczy. "Chciałabym móc wchłonąć ogień" pomyślałam intensywnie i nagle poczułam, ze od środka rozrywa mnie płomień. Otworzyłam oczy. Włożyłam rękę w ogień, a potem weszłam cała. Oglądałam wszystko jak zza szyby, jednak z jednym wyjątkiem. Tam gdzie się ruszyłam płomienie znikały, a mi było coraz cieplej. Kiedy obeszłam cały ogród dopiero dotarło do mnie, ze jest zima, a pali się nie trawa a śnieg.
-To Płomień Zniszczenia Ostatecznego - powiedziała Hilda, kiedy podeszłam do drzwi. - Spali wszystko na co się go... Jakby to powiedzieć? Skieruje...? Coś takiego...
-Wszystko pięknie i ładnie, ale mi jest zimno - odparłam i pobiegłam do swojego pokoju. Ległam na łóżko. Popatrzyłam na zegarek. -Zabiję... - warknęłam. Na wyświetlaczu widniała godzina 6.10. Znów wstałam i poszłam do łazienki. Umyłam się i (w samym ręczniku) wyszłam na korytarz. Ziewając otworzyłam szafę i upewniając się, że drzwi są zamknięte na klucz, zdjęłam ręcznik. Ubrałam się w koszulkę z dwoma wilkami, luźne dżinsy (tak, wiem jak to brzmi >.>) i dżinsową kurtkę z ćwiekami na ramionach. Przejrzałam się w lustro.
-Walę wszystko. Dziś idę tak ubrana... - mruknęłam i związałam włosy w niedbały kok. Wcisnęłam nogi w glany i spakowałam potrzebne rzeczy. Wyszłam z torbą z pokoju i zapukałam w drzwi Matthiasa.
-Czego? - usłyszałam zaspany głos. Pacnęłam otwartą dłonią w czoło.
-Ubieraj się. Idziemy do szkoły.. - powiedziała otwierając drzwi. Zza nich wyskoczył ubrany i uczesany w kucyk, Mat. Przycisnęłam rękę do piersi i cofnęłam się do tyłu.
-Przestraszyłeś mnie - wycelowałam oskarżycielsko palec w chłopaka.
-Przepraszam, przepraszam - wybąkał naburmuszony. Czasem zachowywał się jak dziecko.
-Dobra. Chodźmy na dół. Śniadanie zaraz będzie gotowe - popchnęłam Mata w stronę schodów. Na dole byli już wszyscy.
-Oho! Widzę, że dziś cała szóstka złamie zasady - zawołała rozbawiona Hilda. Zdziwiona zauważyłam, ze wszyscy ubrali się normalnie, a nie w mundurki.
-Tak - odpowiedziałam. - Walić zasady. Jesteśmy zbyt fajni, żeby ich przestrzegać.
Zaśmialiśmy się szczerze. Po śniadaniu całą szóstką wybraliśmy się na przystanek.
-Powinnaś wyglądać bardziej ponuro - poradziły mi dziewczyny.
-Wszyscy powinniśmy, a przynajmniej ja, Eva i Gabriell. Przecież Tom też nie żyje - burknęłam. Siedzieliśmy właśnie w autobusie. Chłopaki gadali o czymś szeptem, ale i tak było wszystko słychać.
-Wystarczy, ze jesteśmy z nią w klasie. Nic jej nie będzie... - szepnął Mat do Oliviera. "Aha.. Czyli będę miała życie jak z powieści.." pomyślałam chamsko podsłuchując.
-Sam widziałeś jaka jest silna. Da radę się obronić.. -dodał Gabriell. Wstałam i podeszłam do chłopaków.
-Fajnie, że tak się przejmujecie, ale właśnie wysiadamy - powiedziałam próbując nie szczękać zębami z zimna i ruszyłam do drzwi. Wyskoczyłam z autobusu i przebiegłam w poprzek drogi tuż przed pędzącą ciężarówką.
-Idiotka... - skwitowała Eva ze śmiechem.
-No bo przecież.. Kto normalny chce być mną? - burknęłam wcielając się w rolę biednej sierotki. Tego dnia nie zdjęłam nawet butów. Odwiesiłam tylko skórę i szalik i weszłam do klasy.
-Shiooooon! - krzyknęły dziewczyny, których nawet nie zauważałam na co dzień. - Nasza biedna, mała Shion!
-Co im się stało? - spytałam szeptem jedyną nie rzucającą się na mnie dziewczynę, która jednak nie zdążyła odpowiedzieć. Poczułam tylko, że ktoś wyciąga mnie z klasy i ciągnie przez korytarz.
-Hej! O co chodzi? - zawołałam kiedy wreszcie zdołałam złapać się parapetu, nie pozwalając ciągnąć się dalej. Aki odwrócił się.
-One teraz będą chciały być twoimi przyjaciółkami. Cała szkoła trąbi o tym, że cała kasa twojej mamy będzie twoja.. - powiedział wszystko jednym tchem. - A tak w ogóle.. Czemu nie masz mundurka?
-Długa historia - usłyszałam odpowiedź za swoimi plecami.
-Jeśli teraz ktoś ma ochotę mnie gdzieś ciągnąć to niech się liczyć z tym, że będę kopać.. - ostrzegłam. Na twarzy Oliviera dostrzegłam cień uśmiechu. nagle zadzwonił dzwonek. Chłopak popchnął mnie w stronę klasy.
-Idź już, bo się spóźnisz - powiedział z szyderczym uśmiechem. Pokazałam mu język.
-Odkąd wy się tak przyjaźnicie? - spytał Aki szeptem, gdy usiedliśmy w ławkach.
-Od jakichś trzech lub czterech dni - burknęłam. Na mojej ławce wylądowała kartka.
"Co robimy z Akim? On nic przecież nie wie.
Gab"
"Musimy go wtajemniczyć. To nasz przyjaciel
Eva"
"Możecie, ale najpierw trzeba go zabrać do Hildy
Reb"
"Moim zdaniem to Shion musi zadecydować
Mat"
Uśmiechnęłam się sarkastycznie do promieniejącego brata. Tłukłam się z pędzącymi myślami.
"A co z Olivierem? On jest najstarszą osobą pod ręką
Shion"
Odrzuciłam kartkę do Gabriella, który nic nie pisząc, podał do Evy, ale i ona nie wyraziła swojego zdania, odrzucając do Reb.
"On tu nie ma nic do gadania ;p
Reb"
"To ty jesteś księżniczką, a nie on xD
Mat"
Zaśmiałam się cicho. Wyobraziłam sobie Oliviera w różowej, falbaniastej sukni i diademie.
"No dobra. Prowadzimy Akiego do Hildy xD
>.> Shion"
Nie zdążyłam rzucić kartki, bo w tym momencie zadzwonił dzwonek. Kiwnęłam tylko głową i wszyscy zrozumieli.
Cały dzień zbierałam kondolencje od nauczycieli i uczniów.
-Omg... Rzygam... - westchnęłam opadając ciężko na fotel. Wróciliśmy już do domu. Następnego dnia Aki miał do nas dołączyć i wszyscy musieliśmy się odprężyć. Każdy w inny sposób. Reb czytała, Eva i Gabriell poszli na miasto, a Olivier... Nawet nie chcę wiedzieć. Gin, Nobu, Matthias i ja graliśmy w BBM w różnych częściach ogromnego domu jako jedna drużyna. Po kilku wygranych walkach postanowiłam dodać do grupy dwóch kolegów Matthiasa z wcześniej.
-Ale będę miał fazę jak się wszyscy na ośce dowiedzą, że gram z drugim najsilniejszym graczem! - zawołał jeden. Pożałowałam swojego wyboru. Dałam kuksańca Matowi. Zrozumiał i zgodnie z moją wolą, zabił obu.
-Nigdy więcej - warknęłam grając dalej. Nagle na ekranie pojawił się komunikat:
"Drużyna BrainBlack16
vs.
Drużyna Differ666"
-O cholera! -zawołałam i ze stresu mocniej napięłam mięśnie. Kiedy komputer oznajmił początek bitwy moje palce śmigały po klawiaturze jak po lodzie, jednak bardzo precyzyjnie trafiały w klawisze. Nie wierzyłam, gdy na monitorze wyświetlił się komunikat, ze teraz zostałam tylko ja i Olivier. Moja grupa w rzeczywistości usiadła naokoło mnie, ale w grze już ich nie było. Będą musieli zrobić restart swoich postaci.
"BrainBlack16
vs.
Differ666!"
Po pełnych napięcia dwudziesty minutach wreszcie skończyłam pojedynek. Usiadłam ze zwieszonymi po bokach ramionami. Byłam jak roślinka, tylko oddychałam z szeroko otwartymi oczami ze zdziwienia. Nie mogłam w to uwierzyć. Starałam się tak bardzo... Do drzwi mojego pokoju ktoś zapukał. Pokazałam, żeby Mat je otworzył. Poczułam lekkie stukanie w ramię, jednak nadal siedziałam jak sparaliżowana. Odwróciłam się sztywno na obrotowym krześle zdejmując słuchawki.
-Gratuluję - powiedział Olivier wyciągając do mnie rękę. Uścisnęłam ją i dopiero wtedy Nobu, Mat i Gin zaczęli się ściskać, tańczyć i krzyczeć z radości.
-Shion! Jesteś najlepsza! - krzyknął Mat podnosząc mnie do góry. Podrzucił mnie wysoko, ale Gin utrzymał moje ciało w powietrzu. Kątem oka zauważyłam, że Olivier warczy cicho. Gdy tylko stanęłam na ziemi spytałam go czy się wściekł, że teraz to ja jestem nr 1, ale on tylko pokręcił głową.
-Chodź! Idziemy to uczcić! - zawołał Nobu ciągnąc mnie za rękę. Zdążyłam jeszcze tylko złapać kurtkę i buty, bo cała drużyna już czekała przy drzwiach.
-Ty też idziesz? - spytałam Oliviera, który zawahał się na chwilą, więc wywróciłam oczami i pociągnęłam go za rękę. - Idziesz! - zdecydowałam pchając go do wyjścia.
Poszliśmy do knajpy. Nobu zamówił pięć butelek piwa i duuuużą pizzę.
-Zdrowie! - krzyknął podnosząc wysoko butelkę.
-Zdrowie! - odpowiedzieliśmy z tym samym gestem. Co dziwniejsze w drodze powrotnej Olivier był najbardziej trzeźwy z całej piątki, bo reszta (w tym ja xD) nie poprzestała na jednym czy dwóch piwach.
-Jaki piękny jest ten świat! - zaśpiewał Mat idąc pod rękę z Ginem.
-Zgadzam się z przedmówcą! - zawołał Nobu zataczając się.
-Przymknąć mordy - zażądałam po pięciu minutach takich wrzasków. Potknęłam się o linię, której nie ma i wpadłam na plecy Nobu, który padł jak długi na ziemię.
-Nigdy więcej - warknął Olivier pomagając się podnieść mojemu ojcu. Z naprzeciwka szedł klub koszykówki, który nienawidził mojej paczki za pokonanie ich pół roku temu. Nobu zatoczył się w krzaki, ale ja nawet się nie zatrzymałam.
-No, no. Kogo my tu mamy? - zawołał kapitan z daleka. - Widzę, ze następni się do ciebie przyłączają, co? Szatanie?
Olivier właśnie chciał coś powiedzieć, ale go uprzedziłam.
-Przymknij mordę dzikusie. Nadal się nie otrząsnęliście po przegranej? Biedne dzieci. Nie płacz, mamusia kupi zwycięstwo - nadal mówiąc, coś czego nawet sama nie rozumiałam, zbliżałam się podczas gdy na twarzy kapitana rósł coraz większy gniew. Słyszałam odgłos kłótni Gina z Matem. Słyszałam rzygającego Nobu. Słyszałam krzyk Oliego. Usłyszałam tez głuchy odgłos pięści uderzającej w moją twarz. Utrzymałam się jednak na nogach. Resztki alkoholu ustąpiły miejsca adrenalinie. Usłyszałam śmiech członków klubu. Ryknęłam dziko okręcając się na pięcie i korzystając z siły odrzutu, wbiłam pięść w twarz kapitana, który wywalił się.
-Na nią - warknął rozcierając strużkę krwi spływającą z rozciętej wargi. Chłopcy ryknęli i pognali w moją stronę. Uwolniłam trochę mocy i zaczęłam się bronić, atakować i ciąć pazurami. Nagle koło mnie pojawił się Olivier. Nasza dwójka, przy akompaniamencie okrzyków bojowych Gina i Mata, rozrzuciła cały klub kosza po chodniku i naokoło niego. Nagle zakręciło mi się w głowie.
-Wszystko ok? - spytał Olivier kładąc rękę na moim ramieniu. Pokręciłam lekko głową, która pękała z bólu. - Nobu! Twoja córka się źle czuje, a ty sobie po krzakach łazisz?! Mat! To twoja siostra! Gin! Nie.. Nie jesteś z nią powiązany.. Ale też mógłbyś pomóc!
Uśmiechnęłam się słabo i w tym momencie poczułam zalewającą mnie falę zimna, drgawek i mdłości. Zachwiałam się, a z bólu moje oczy niemalże wywróciły się na drugą stronę.
-Shion? Shion! Chłopaki! Potrzebna mi wasza pomoc! - krzyknął Olivier opierając mnie o pień drzewa. - Mat, podsadź ją i ty gin, załóż jej ręce na mojej szyi! Niech jeden weźmie Nobu, a drugi asekuruje Shion. Pójdziemy szybciej, bo ewidentnie coś z nią nie tak.
To były ostatnie słowa, które usłyszałam. Włosy Oliviera pachniały kokosem. "Miły zapach" pomyślałam opierając czoło o ramię chłopaka.
-Wytrzymaj.. - znów usłyszałam szept. Usłyszałam też przyśpieszony oddech i rytm jego serca. Czuć było od niego strach. Ukołysana delikatnym dźwiękiem bicia serca Oliviera, zatopiłam się w ciemności.
CDN
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)