-Shion! Wstawaj! Potrzebujemy cię! - wrzasnął ktoś zrywając kołdrę z mojej śpiącej osoby. Zamrugałam nieprzytomnie.
-Co? Hę? Jak? Gdzie? Co się pali? - zamruczałam przecierając oczy dłonią.
-Właśnie. Trafiłaś. Ogród się pali! - zawołał znów głos. Otworzyłam szeroko oczy i poderwałam się z łóżka. Wyjrzałam za okno gdzie buchały pomarańczowe płomienie. Obróciłam się w kierunku drzwi. Stał tam Gabriell. Otworzyłam okno i wyskoczyłam.
-Co ty wyprawiasz? - usłyszałam krzyk. Rozłożyłam skrzydła i poleciałam na jeszcze nie zajęty kawałek trawnika.
-Hilda! Co mam zrobić?! - wrzasnęłam do płomieni, za którymi stali inni.
-Zdaj się na instynkt! - usłyszałam. Zamknęłam oczy. "Chciałabym móc wchłonąć ogień" pomyślałam intensywnie i nagle poczułam, ze od środka rozrywa mnie płomień. Otworzyłam oczy. Włożyłam rękę w ogień, a potem weszłam cała. Oglądałam wszystko jak zza szyby, jednak z jednym wyjątkiem. Tam gdzie się ruszyłam płomienie znikały, a mi było coraz cieplej. Kiedy obeszłam cały ogród dopiero dotarło do mnie, ze jest zima, a pali się nie trawa a śnieg.
-To Płomień Zniszczenia Ostatecznego - powiedziała Hilda, kiedy podeszłam do drzwi. - Spali wszystko na co się go... Jakby to powiedzieć? Skieruje...? Coś takiego...
-Wszystko pięknie i ładnie, ale mi jest zimno - odparłam i pobiegłam do swojego pokoju. Ległam na łóżko. Popatrzyłam na zegarek. -Zabiję... - warknęłam. Na wyświetlaczu widniała godzina 6.10. Znów wstałam i poszłam do łazienki. Umyłam się i (w samym ręczniku) wyszłam na korytarz. Ziewając otworzyłam szafę i upewniając się, że drzwi są zamknięte na klucz, zdjęłam ręcznik. Ubrałam się w koszulkę z dwoma wilkami, luźne dżinsy (tak, wiem jak to brzmi >.>) i dżinsową kurtkę z ćwiekami na ramionach. Przejrzałam się w lustro.
-Walę wszystko. Dziś idę tak ubrana... - mruknęłam i związałam włosy w niedbały kok. Wcisnęłam nogi w glany i spakowałam potrzebne rzeczy. Wyszłam z torbą z pokoju i zapukałam w drzwi Matthiasa.
-Czego? - usłyszałam zaspany głos. Pacnęłam otwartą dłonią w czoło.
-Ubieraj się. Idziemy do szkoły.. - powiedziała otwierając drzwi. Zza nich wyskoczył ubrany i uczesany w kucyk, Mat. Przycisnęłam rękę do piersi i cofnęłam się do tyłu.
-Przestraszyłeś mnie - wycelowałam oskarżycielsko palec w chłopaka.
-Przepraszam, przepraszam - wybąkał naburmuszony. Czasem zachowywał się jak dziecko.
-Dobra. Chodźmy na dół. Śniadanie zaraz będzie gotowe - popchnęłam Mata w stronę schodów. Na dole byli już wszyscy.
-Oho! Widzę, że dziś cała szóstka złamie zasady - zawołała rozbawiona Hilda. Zdziwiona zauważyłam, ze wszyscy ubrali się normalnie, a nie w mundurki.
-Tak - odpowiedziałam. - Walić zasady. Jesteśmy zbyt fajni, żeby ich przestrzegać.
Zaśmialiśmy się szczerze. Po śniadaniu całą szóstką wybraliśmy się na przystanek.
-Powinnaś wyglądać bardziej ponuro - poradziły mi dziewczyny.
-Wszyscy powinniśmy, a przynajmniej ja, Eva i Gabriell. Przecież Tom też nie żyje - burknęłam. Siedzieliśmy właśnie w autobusie. Chłopaki gadali o czymś szeptem, ale i tak było wszystko słychać.
-Wystarczy, ze jesteśmy z nią w klasie. Nic jej nie będzie... - szepnął Mat do Oliviera. "Aha.. Czyli będę miała życie jak z powieści.." pomyślałam chamsko podsłuchując.
-Sam widziałeś jaka jest silna. Da radę się obronić.. -dodał Gabriell. Wstałam i podeszłam do chłopaków.
-Fajnie, że tak się przejmujecie, ale właśnie wysiadamy - powiedziałam próbując nie szczękać zębami z zimna i ruszyłam do drzwi. Wyskoczyłam z autobusu i przebiegłam w poprzek drogi tuż przed pędzącą ciężarówką.
-Idiotka... - skwitowała Eva ze śmiechem.
-No bo przecież.. Kto normalny chce być mną? - burknęłam wcielając się w rolę biednej sierotki. Tego dnia nie zdjęłam nawet butów. Odwiesiłam tylko skórę i szalik i weszłam do klasy.
-Shiooooon! - krzyknęły dziewczyny, których nawet nie zauważałam na co dzień. - Nasza biedna, mała Shion!
-Co im się stało? - spytałam szeptem jedyną nie rzucającą się na mnie dziewczynę, która jednak nie zdążyła odpowiedzieć. Poczułam tylko, że ktoś wyciąga mnie z klasy i ciągnie przez korytarz.
-Hej! O co chodzi? - zawołałam kiedy wreszcie zdołałam złapać się parapetu, nie pozwalając ciągnąć się dalej. Aki odwrócił się.
-One teraz będą chciały być twoimi przyjaciółkami. Cała szkoła trąbi o tym, że cała kasa twojej mamy będzie twoja.. - powiedział wszystko jednym tchem. - A tak w ogóle.. Czemu nie masz mundurka?
-Długa historia - usłyszałam odpowiedź za swoimi plecami.
-Jeśli teraz ktoś ma ochotę mnie gdzieś ciągnąć to niech się liczyć z tym, że będę kopać.. - ostrzegłam. Na twarzy Oliviera dostrzegłam cień uśmiechu. nagle zadzwonił dzwonek. Chłopak popchnął mnie w stronę klasy.
-Idź już, bo się spóźnisz - powiedział z szyderczym uśmiechem. Pokazałam mu język.
-Odkąd wy się tak przyjaźnicie? - spytał Aki szeptem, gdy usiedliśmy w ławkach.
-Od jakichś trzech lub czterech dni - burknęłam. Na mojej ławce wylądowała kartka.
"Co robimy z Akim? On nic przecież nie wie.
Gab"
"Musimy go wtajemniczyć. To nasz przyjaciel
Eva"
"Możecie, ale najpierw trzeba go zabrać do Hildy
Reb"
"Moim zdaniem to Shion musi zadecydować
Mat"
Uśmiechnęłam się sarkastycznie do promieniejącego brata. Tłukłam się z pędzącymi myślami.
"A co z Olivierem? On jest najstarszą osobą pod ręką
Shion"
Odrzuciłam kartkę do Gabriella, który nic nie pisząc, podał do Evy, ale i ona nie wyraziła swojego zdania, odrzucając do Reb.
"On tu nie ma nic do gadania ;p
Reb"
"To ty jesteś księżniczką, a nie on xD
Mat"
Zaśmiałam się cicho. Wyobraziłam sobie Oliviera w różowej, falbaniastej sukni i diademie.
"No dobra. Prowadzimy Akiego do Hildy xD
>.> Shion"
Nie zdążyłam rzucić kartki, bo w tym momencie zadzwonił dzwonek. Kiwnęłam tylko głową i wszyscy zrozumieli.
Cały dzień zbierałam kondolencje od nauczycieli i uczniów.
-Omg... Rzygam... - westchnęłam opadając ciężko na fotel. Wróciliśmy już do domu. Następnego dnia Aki miał do nas dołączyć i wszyscy musieliśmy się odprężyć. Każdy w inny sposób. Reb czytała, Eva i Gabriell poszli na miasto, a Olivier... Nawet nie chcę wiedzieć. Gin, Nobu, Matthias i ja graliśmy w BBM w różnych częściach ogromnego domu jako jedna drużyna. Po kilku wygranych walkach postanowiłam dodać do grupy dwóch kolegów Matthiasa z wcześniej.
-Ale będę miał fazę jak się wszyscy na ośce dowiedzą, że gram z drugim najsilniejszym graczem! - zawołał jeden. Pożałowałam swojego wyboru. Dałam kuksańca Matowi. Zrozumiał i zgodnie z moją wolą, zabił obu.
-Nigdy więcej - warknęłam grając dalej. Nagle na ekranie pojawił się komunikat:
"Drużyna BrainBlack16
vs.
Drużyna Differ666"
-O cholera! -zawołałam i ze stresu mocniej napięłam mięśnie. Kiedy komputer oznajmił początek bitwy moje palce śmigały po klawiaturze jak po lodzie, jednak bardzo precyzyjnie trafiały w klawisze. Nie wierzyłam, gdy na monitorze wyświetlił się komunikat, ze teraz zostałam tylko ja i Olivier. Moja grupa w rzeczywistości usiadła naokoło mnie, ale w grze już ich nie było. Będą musieli zrobić restart swoich postaci.
"BrainBlack16
vs.
Differ666!"
Po pełnych napięcia dwudziesty minutach wreszcie skończyłam pojedynek. Usiadłam ze zwieszonymi po bokach ramionami. Byłam jak roślinka, tylko oddychałam z szeroko otwartymi oczami ze zdziwienia. Nie mogłam w to uwierzyć. Starałam się tak bardzo... Do drzwi mojego pokoju ktoś zapukał. Pokazałam, żeby Mat je otworzył. Poczułam lekkie stukanie w ramię, jednak nadal siedziałam jak sparaliżowana. Odwróciłam się sztywno na obrotowym krześle zdejmując słuchawki.
-Gratuluję - powiedział Olivier wyciągając do mnie rękę. Uścisnęłam ją i dopiero wtedy Nobu, Mat i Gin zaczęli się ściskać, tańczyć i krzyczeć z radości.
-Shion! Jesteś najlepsza! - krzyknął Mat podnosząc mnie do góry. Podrzucił mnie wysoko, ale Gin utrzymał moje ciało w powietrzu. Kątem oka zauważyłam, że Olivier warczy cicho. Gdy tylko stanęłam na ziemi spytałam go czy się wściekł, że teraz to ja jestem nr 1, ale on tylko pokręcił głową.
-Chodź! Idziemy to uczcić! - zawołał Nobu ciągnąc mnie za rękę. Zdążyłam jeszcze tylko złapać kurtkę i buty, bo cała drużyna już czekała przy drzwiach.
-Ty też idziesz? - spytałam Oliviera, który zawahał się na chwilą, więc wywróciłam oczami i pociągnęłam go za rękę. - Idziesz! - zdecydowałam pchając go do wyjścia.
Poszliśmy do knajpy. Nobu zamówił pięć butelek piwa i duuuużą pizzę.
-Zdrowie! - krzyknął podnosząc wysoko butelkę.
-Zdrowie! - odpowiedzieliśmy z tym samym gestem. Co dziwniejsze w drodze powrotnej Olivier był najbardziej trzeźwy z całej piątki, bo reszta (w tym ja xD) nie poprzestała na jednym czy dwóch piwach.
-Jaki piękny jest ten świat! - zaśpiewał Mat idąc pod rękę z Ginem.
-Zgadzam się z przedmówcą! - zawołał Nobu zataczając się.
-Przymknąć mordy - zażądałam po pięciu minutach takich wrzasków. Potknęłam się o linię, której nie ma i wpadłam na plecy Nobu, który padł jak długi na ziemię.
-Nigdy więcej - warknął Olivier pomagając się podnieść mojemu ojcu. Z naprzeciwka szedł klub koszykówki, który nienawidził mojej paczki za pokonanie ich pół roku temu. Nobu zatoczył się w krzaki, ale ja nawet się nie zatrzymałam.
-No, no. Kogo my tu mamy? - zawołał kapitan z daleka. - Widzę, ze następni się do ciebie przyłączają, co? Szatanie?
Olivier właśnie chciał coś powiedzieć, ale go uprzedziłam.
-Przymknij mordę dzikusie. Nadal się nie otrząsnęliście po przegranej? Biedne dzieci. Nie płacz, mamusia kupi zwycięstwo - nadal mówiąc, coś czego nawet sama nie rozumiałam, zbliżałam się podczas gdy na twarzy kapitana rósł coraz większy gniew. Słyszałam odgłos kłótni Gina z Matem. Słyszałam rzygającego Nobu. Słyszałam krzyk Oliego. Usłyszałam tez głuchy odgłos pięści uderzającej w moją twarz. Utrzymałam się jednak na nogach. Resztki alkoholu ustąpiły miejsca adrenalinie. Usłyszałam śmiech członków klubu. Ryknęłam dziko okręcając się na pięcie i korzystając z siły odrzutu, wbiłam pięść w twarz kapitana, który wywalił się.
-Na nią - warknął rozcierając strużkę krwi spływającą z rozciętej wargi. Chłopcy ryknęli i pognali w moją stronę. Uwolniłam trochę mocy i zaczęłam się bronić, atakować i ciąć pazurami. Nagle koło mnie pojawił się Olivier. Nasza dwójka, przy akompaniamencie okrzyków bojowych Gina i Mata, rozrzuciła cały klub kosza po chodniku i naokoło niego. Nagle zakręciło mi się w głowie.
-Wszystko ok? - spytał Olivier kładąc rękę na moim ramieniu. Pokręciłam lekko głową, która pękała z bólu. - Nobu! Twoja córka się źle czuje, a ty sobie po krzakach łazisz?! Mat! To twoja siostra! Gin! Nie.. Nie jesteś z nią powiązany.. Ale też mógłbyś pomóc!
Uśmiechnęłam się słabo i w tym momencie poczułam zalewającą mnie falę zimna, drgawek i mdłości. Zachwiałam się, a z bólu moje oczy niemalże wywróciły się na drugą stronę.
-Shion? Shion! Chłopaki! Potrzebna mi wasza pomoc! - krzyknął Olivier opierając mnie o pień drzewa. - Mat, podsadź ją i ty gin, załóż jej ręce na mojej szyi! Niech jeden weźmie Nobu, a drugi asekuruje Shion. Pójdziemy szybciej, bo ewidentnie coś z nią nie tak.
To były ostatnie słowa, które usłyszałam. Włosy Oliviera pachniały kokosem. "Miły zapach" pomyślałam opierając czoło o ramię chłopaka.
-Wytrzymaj.. - znów usłyszałam szept. Usłyszałam też przyśpieszony oddech i rytm jego serca. Czuć było od niego strach. Ukołysana delikatnym dźwiękiem bicia serca Oliviera, zatopiłam się w ciemności.
CDN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz