niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 8

  Trzymałam Davida w ramionach przez długi czas. Wydawał się być jak dziecko, któremu rodzice nie chcą czegoś kupić. Kiedy chłopak zasnął wyczerpany płaczem, Gin przetransportował go do jednego z dwóch wolnych pokoi.
  -Nie rozumiem jak taki chłopak jak on może tyle płakać... Przecież on ma już 17 lat! - westchnęła Eva podpierając ręką głowę.
  -A tak baj de łej... - wtrąciła Hilda. - Musimy jeszcze tylko znaleźć Ikari i możemy wracać do Podziemi - uśmiechnęła się szczęśliwa. Zamyśliłam się na chwilę.
  -Mam pytanie - podniosłam rękę, a ciocia przychylnie udzieliła mi głosu. - Skoro Matthias jest ode mnie starszy...
  -No dawaj - popędziła mnie Hilda gdy się zawiesiłam. Potrząsnęłam głową, by pozbyć się rosnącego uczucia niepokoju.
  -No.. To skoro jest starszy i jest jednocześnie moim biologicznym bratem, to czemu nie on jest Shi?
- spytałam. W pokoju zaległa cisza, więc zaczęłam tłumaczyć swoje wątpliwości. - No, bo jak ktoś ma rządzić, to zawsze jest ten starszy. Jeśli się mylę to mnie poprawcie. Moim zdaniem to Mat powinien być następcą... - Hilda przerwała moje domysły ruchem reki.
  -Tradycją jest, ze na tronie mogą siedzieć tylko kobiety... Z wymaganymi cechami, których ja nie miałam, które ma Revy... Dlatego to ona rządzi i dlatego ty też będziesz rządzić, kochanie - uśmiechnęła się do mnie ciepło. Nagle poczułam rosnącą moc. Odwróciłam się, by znaleźć jej  źródło. Olivier siedział na fotelu z twarzą schowaną w rękach i trząsł się na całym ciele.
  -Olivier? - powiedziałam odruchowo. Chłopak podniósł głowę. Zamarłam. Jego oczy... Nawet białka, które z założenia powinny być białe, u niego były krwistoczerwone. Powtórzyła się sytuacja. - Niech nikt nawet nie drgnie - szepnęłam powoli wstając. Chłopak patrzył prosto na mnie i tylko na mnie. Ostrożnie podeszłam do drzwi, a w głowie już miałam ułożony plan działania. - Olivier! - powiedziałam stanowczym głosem. Co ciekawe chłopak nie rzucił się na mnie z pięściami. - Wstań i podejdź do mnie! - moja teoria się potwierdziła. Kiedy u kogoś jest rozbudzona moc i wymyka się spod kontroli, tylko ja umiem nad nią zapanować. W dodatku wystarczy do tego sam głos.
  Olivier grzecznie wykonał moje polecenia i stanął centralnie przede mną. Zawarczał cicho, gdy coś poruszyło się na górze. Po schodach zszedł śpiący w połowie David.
  -Co tu się dzieje? Gdzie ja jestem? - ziewnął szeroko. Gdy zobaczył Oliviera jego nastawienie się zmieniło.
-Czy on ci coś zrobił? - spytał mnie. Cóż... Rozumiem czemu to zrobił. Olivier stał nie więcej niż 20 cm ode mnie, a ja byłam przyciśnięta do drzwi. Ale najbardziej zdziwiło mnie zachowanie Davida, jednak nie miałam czasu się tym przejmować.
  -Olivier.. - szepnęłam chcąc znowu zwrócić uwagę chłopaka na siebie. - Idziesz ze mną. - powiedziałam znów mocnym głosem i wyszłam na podwórko. Za mną posłusznie dreptał rozbudzony demon. Heh.. No cóż... Raz się żyje, nie?
  Gdy byliśmy w ogrodzie za domem kazałam chłopakowi stanąć 2 metry przed sobą. Wydawałam się spokojna, ale zaraz potem wybuchłam... Dosłownie, bo przechodząc w Tryb Shi odbiłam się od ziemi by będąc tuż przy Olivierze walnąć go w twarz i krzyknąć: -Obudź się!
  Chłopak padł jak długi na ziemię. Otworzył szeroko oczy. Przestraszona, że jeszcze się nie wybudził, nakazałam mu się nie ruszać. Gin przeniósł go do domu, do pokoju Oliviera i tam go zostawiliśmy. Po jakiejś godzinie uchyliłam lekko drzwi. Chłopak leżał na łóżku wpatrując się w sufit. Nawet nie drgnął, gdy zamknęłam drzwi i usiadłam na podłodze. Zaraz potem przeniosłam się na biurko.
  -Jak tam? Przeszło ci już? - spytałam cicho, jednak nie odpowiedział. Westchnęłam ciężko. - Przepraszam za tego zęba. Przyznaję, poniosło mnie, i tak już ci zaczął odrastać, ale to nie powód, żeby się obrażać, okej?
  -Nie obraziłem się.. - burknął po kilku sekundach ciszy. Trzy słowa i jedna kamienna twarz wystarczyły, żeby wyprowadzić człowieka z równowagi.
  -To czemu nic nie mówisz? - spytałam rzeczowo zakładając ręce na piersiach.
  -Mam dużo do przemyślenia... - szepnął odwracając się w moją stronę. Podparł głowę ręką. - Chcesz wiedzieć co Hilda miała wtedy na myśli, że cię śledziłem i w ogóle?
  Pokiwałam głową i zamarłam w oczekiwaniu. Szeroko otwartymi oczami patrzyłam jak Olivier siada i wzdycha głęboko.
  -Przygotuj się na porządny monolog... - zaśmiał się słabo i westchnął raz jeszcze. - Zanim dowiedziałem się czym tak naprawdę jestem, widziałem cię. Wyróżniałaś się z tłumu, tylko nie wiedziałem czym. Codziennie rano jeździłem tym samym autobusem, żeby cię wiedzieć. Robiłem tak od kiedy chodziłaś do 5 klasy podstawówki. Pamiętasz chłopaka, który cię odepchnął gdy spadała doniczka? Ja go wtedy popchnąłem. Nie wiem czemu. Po prostu od samego początku czułem, ze muszę cię chronić. To było trochę trudne, bo zawsze tam gdzie się pojawiałaś były bójki. Dużo razy uratowałem ci dupę. Nie raz chcieli cię wyrzucić ze szkoły. Ciesz się, że moi rodzice mieli dobre kontakty. No, ale... Wtedy chciałem, żebyś zauważyła jak bardzo cię chroniłem, ale teraz wiem, że lepiej, ze tego nie wiedziałaś. W pewnym momencie spotkałem Hildę. Wytłumaczyła mi czemu tak się tobą przejmowałem. Jestem twoim ochroniarzem, bo ekscytacja jest najbliżej śmierci - uśmiechnął się szeroko. Siedziałam jak sparaliżowana. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, a serce waliło mi tak głośno, że myślałam, ze zaraz wyskoczy. Nie... Nie przez to co powiedział... Po prostu pierwszy raz Olivier uśmiechnął się szczerze... A ja nigdy nie wiedziałam, żeby tak się uśmiechał. - Coś się stało? - spytał gdy nadal siedziałam nic nie mówiąc. Potrząsnęłam głową.
  -Nie.. Po prostu.. No. Zszokowało mnie to co powiedziałeś - skłamałam. Zeszłam z biurka i podeszłam do drzwi. Z ręką na klamce odwróciłam się do chłopaka. - Ale dzięki, ze mi powiedziałeś - uśmiechnęłam się i wyszłam. Za drzwiami przystanęłam na chwilę. Westchnęłam głęboko i zmusiłam się, żeby wrócić do pokoju Oliviera. - Mam do ciebie jeszcze kilka pytań. Odpowiesz? - spytałam stając przy drzwiach. Skinął głową, więc usiadłam na ziemi, a chłopak na przeciwko mnie.
  -No.. Co tam chcesz? - spytał zaciekawiony. Jeszcze nigdy nie był tak miły i tak wylewny jak teraz, co bardzo mnie zaskoczyło. Dziwne to było, nie powiem, ale trzeba łapać okazje, nie?
  -No to tak... - podrapałam się po głowie. - Czemu przy wszystkich jesteś taki dziwny, a jak tu siedzisz to jesteś jakiś... milszy?
  -Bo taki naprawdę jestem. Udaję zimnego, żeby nikt mnie nie zranił, żeby bał się mnie zranić.
  - Dobra. Rozumiem. Starczy. Pytania nie było.. - powiedziałam wymachując rękami jakbym wycierała zadane pytanie. - Drugie. Czemu nie mieszkasz z rodziną, skoro przyszli z tobą na Ziemię?
  -I tego pytania się obawiałem... Dobrze, ze zadałaś je najpierw mi. Gdybyś spytała Gina czy Rebeccę... - Westchnął głęboko, usiadł wygodniej i podjął przerwany temat. - Nasi rodzice planowali spisek przeciwko królowej. Załatwili sobie nas, żeby uciec na Ziemię, wyszkolić nas i przejąć Podziemia... Ale Hilda dowiedziała się o tym i przekazała to nam. Naszym pierwszym zadaniem było... - Olivier zawiesił się ze zbolałą miną.
  -Nie mów... - zażądałam z bolącym sercem. - Nic więcej nie mów. Nie musisz mi...
  -Ale chcę! - przerwał mi gwałtownie. - Zrozum, że chcę, żebyś wszystko rozumiała. Naszym pierwszym zadaniem było... - westchnął głęboko i szepnął coś po czym zabrakło mi słów. Moje serce zamarło i w jednej chwili poczułam jakbym umarła, ożyła i umarła na nowo.
  -Że co proszę? Hilda kazała wam zabić... waszych rodziców..? - szepnęłam nie dowierzając. Olivier kiwnął głową. Coś we mnie pękło. Chłopak siedzący przede mną nie mógł być tym twardym Olivierem bez uczuć, który zabił Ren. Poczułam, ze po moich policzkach płynął łzy.
  -Co się stało Shion? - zaniepokoił się Olivier. Wyciągnął rękę, ale ja ją odtrąciłam.
  -To nie ty powinieneś pocieszać mnie! - zawołałam wkurzona. Poderwałam się do góry kiedy Olivier wstał. - Gdzie idziesz?
  -Znaleźć Matthiasa.. Niech cie pocieszy.. - mruknął z ręką na klamce. Zachłysnęłam się powietrzem. Chłopak odwrócił się przestraszony, ale po chwili dostał pięścią w mordę. Inaczej nie mogę tego określić.
  -Mówiłam, ze nie potrzebuję pocieszenia! - wrzasnęłam chłopakowi w twarz. Stał zdziwiony, przyciśnięty do drzwi. Przytuliłam go mocno, mocno, mocno... - To ja powinnam pocieszyć ciebie - szepnęłam. Poczułam, że chłopak zastygł, więc przytuliłam go mocniej. Po kilku minutach puściłam go, odsunęłam się i spojrzałam w twarz na której malowało się wzruszenie. Uśmiechnęłam się słabo.
  -Pamiętaj... Udawanie kogoś kim nie jesteś rani tylko ciebie - powiedziałam na odchodnym.
  Weszłam do swojego pokoju. odetchnęłam parę razy głęboko, by się uspokoić. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je.
  -Omg! Chodź coś zobaczyć! Wołaj Oliviera! - wołała podekscytowana Eva.
  -Nie.. Ty do niego idź - powiedziałam czując się bardzo głupio po scenie sprzed kilku minut. Zeszłam na dół. Na MOIM fotelu siedział David. Spojrzałam na niego wkurzona.
  -Złaź... - warknęłam stając obok.
  -Wiedziałem, że tak będzie.. Jest bardzo terytorialna... - mruknął Gabriell, a Nobu pokiwał głową. David  podniósł głowę i spojrzał na mnie z politowaniem.
  -Czemu miałbym cię posłuchać? - spytał rozkładając się jeszcze wygodniej. Westchnęłam zdziwiona.
  -Rozdwojenie jaźni - rzuciła Hilda pojawiając się w pokoju z kubkiem herbaty w reku. Odwróciłam się ku wszechwiedzącej cioci. - Ci, którzy są Hora mają rozdwojenie jaźni, bo przerażenie czasem pcha do działania, a czasami zatrzymuje wszystkie reakcje i naturalne odruchy.
  -Łohohohohohohohohoho - zaśmiał się David.
  -Dobra, rozumiem... - westchnęłam, by nagle nachylić się nad chłopakiem. - Powiedziałam, żebyś zlazł, tępa pało.
  -Uuu! Robi się nie ciekawie... - mruknął Mat rzucając się za kanapę. Rebecca popatrzyła na niego jak na debila.
  -Czemu...? - spytała szeptem.
  -W każdej chwili może wybuchnąć - wskazał na mnie. Miał rację. Wyglądałam jakbym była jebanym dynamitem.
  -A czemu niby mam to zrobić? - spytał David po raz drugi.
  -Bo to jest mój fotel - syknęłam prostując się i patrząc na chłopaka z wyższością.
  -Ej! Stary, tej laski lepiej nie wkurwiać! - zawołał Gin dołączając do względnie bezpiecznego miejsca za kanapą.
  -I, że JA mam się bać JEJ? Weźcie nie żartujcie - odparował David. Tego było już za wiele. Weszłam w Tryb Shi w momencie, w którym do salonu weszli Olivier i Eva. - Ona mi nic nie zrobi skoro boi się nawet jego... - wskazał na chłopaka stojącego w progu. Z rozbudzoną mocą stanęłam tuż przed wyciągniętą ręką czerwonowłosego.
  -Powiedziałam zejdź, męska sukwo - warknęłam trzaskając stawami palców.
  -A tej co? Z choinki się urwała? - zaśmiał się, ale przerwała mu moja pięść wbijająca się w jego policzek. Podniosłam chłopaka jakby był szmacianą lalką i rzuciłam nim o ścianę, po czym usadowiłam się wygodnie na MOIM fotelu.
  -Diabeł, nie dziewczyna! - syknął David wstając.
  -Trafiłeś w samo sedno, stary. Wdepnąłeś w niezłe bagno - uśmiechnął się Gin stając za mną razem z Olivierem, Matthiasem i Gabriellem. Eva i Reb stanęły po bokach fotela. Nagle poczuła łączącą nas moc.
  -Słyszałam, ze alchemia to wynalazek szatana... Teraz już wiem dlaczego - powiedziałam nagle wszystko rozumiejąc. Wszystkie działania do tej pory miały na celu wykształcenie u mnie potrzebę bliskości. Miałam potrzebować wszystkich obecnych w tym pokoju. - "Jedno jest wszystkim, Wszystko jest jednym..."* - uśmiechnęłam się do klęczącego przede mną Davida.
  -Szczerze mówiąc to wyglądacie jak mafia - szepnął ledwo słyszalnie.
  -Też możesz być w tej "mafii" - zaśmiała się Rebecca.
  -Tylko nie możesz nikogo udawać... Musisz zrozumieć siebie - powiedział głośno Olivier i uśmiechnął się do mnie mówiąc: - Udawanie kogoś kim nie jesteś rani tylko ciebie..
   Aż mnie coś w sercu ścisnęło. Nie wiedziała do tej pory jak bardzo potrzebuję osób stojących naokoło mnie. wstałam, podeszłam do Davida i kucnęłam przed nim.
  -Wymagam pamiętania tylko jednej zasady... - powiedziałam ponuro, by zaraz dodać ze śmiechem: - To jest mój fotel i jak mówię, że masz zejść, to masz to zrobić.
  -Dobra - burknął. Wstałam zadowolona i poszłam bez słowa na górę. Zmęczona rzuciłam się na łóżko.
  -Ooooj.. Tak, tak, tak, tak, taaaak... - westchnęłam rozciągając się na całym łożu jak królowa. Czułam jednak, że nadal jest mi niewygodnie., więc skuliłam się jak kotek. W tej pozycji zasnęłam.
  Pierwsze co usłyszałam po obudzeniu było ciche pochrapywanie. Potem zaczęły do nie docierać kolejno śmiech Evy, Muzyka z telewizyjnego show i szuranie kapci połączone z odgłosem mycia zębów. Ale nadal było coś nie tak. Było zbyt... cicho. Zbyt spokojnie. Zaśmiałam się w duchu.
  -Jestem tu dopiero tydzień - mruknęłam próbując się podnieść. No właśnie. Próbując, bo po drugiej stronie łóżka na moich nogach leżał David, a obok mnie leżał Matthias. Brat położył mnie z powrotem na siłę i dalej spokojnie spał. Koło otwartych drzwi akurat przechodził Olivier spoglądając przelotnie do pokoju. Po kilki sekundach wrócił wpadając do pokoju zdziwiony widokiem jaki zastał.
  -Help me... - wychrypiałam przyciśnięta ramieniem Matthiasa. Kiedy Oli pomógł mi się wyplątać z tej dziwnej sytuacji wpadłam na wyśmienity pomysł. Był tak świetny, że tylko ja mogłam taki wymyślić. Oj tak. Ta skromność. Objaśniłam wszystko Olivierowi, a ten zgodził się bez wahania. Plan polegał na tym, żeby ułożyć Mata i Davida tak jakby byli parą. Kiedy skończyliśmy wyjęłam aparat i zrobiłam zdjęcie. Podziwiałam jak nosy chłopaków się stykają, ramiona oplatają. A! I jakoś tak założyłam nogi. Słodko! Przybiłam piątkę z Olivierem i usiedliśmy koło biurka, chcąc zobaczyć miny dwóch niczego nieświadomych chłopaków kiedy się obudzą. Po kilkunastu minutach moje oczy same się zamknęły. Śnił mi się wysoki czarnowłosy mężczyzna z zielonymi oczami. Ubrany był w białą koszulkę z czarnym napisem "On The Road", czarną bluzę i dżinsy, a na nogach miał czarno-białe adidasy. Cały czas się do mnie uśmiechał, co jakiś czas mówiąc coś do mnie. Kidy ruszył w moją stronę obraz znikł. Rozbłysło światło i usłyszałam śmiech. Nade mną stał Mat z aparatem, a przede mną siedział David. Nieświadomi tego, ze się obudziłam, dalej strzelali fotki.
  -Przez was musiałam przerwać spotkanie z moim ideałem! - zawołałam ręką waląc Davida po głowie, a nogą podkosiłam Mata. Podskoczyłam by złapać aparat. na wyświetlaczu było zdjęcie moje i Oliviera kiedy śpimy przytuleni do siebie, a między nami siedzi David z głupią miną. Skasowałam wszystkie. Ot tak sobie. Dla zabawy. Zostawiłam tylko jedno. Mata i Davida.
  -Oj zemsta będzie słodka - mruknęłam patrząc z wyższością na chłopaków. Olivier właśnie się obudził. Chwyciłam laptop i kabel USB i popędziłam do łazienki wrzeszcząc "LOL BYE!". Po chwili zdjęcie obejmujących się chłopaków było już na FB. Przy okazji zmieniłam sobie hasło, żeby nikt mi nie wlazł.
  -Uwaga! Przyprowadziłam Akiego! - wrzasnęła Eva od drzwi, kiedy wszyscy siedzieli na podłodze. - No właź, no! - zwróciła się do chłopaka, który niepewnie wszedł do pokoju. Widać było, ze się boi, więc wstałam szybko chcąc go uspokoić, ale on tylko drgnął przestraszony.
  -Powiedziałaś mu po drodze? - spytałam zaskoczona. Eva kiwnęłam głową.
  -No to zaczynamy - powiedziała Hilda. Odeskortowaliśmy przyjaciela do gabinetu cioci i czekaliśmy na jego nową wersję. Po kilku minutach z pokoju wyszedł nowy Aki. Nie wiem jak inni, ale ja właśnie zbierałam szczękę z podłogi. Oczy miał praktycznie całe białe i świecące jak latarki.
  -Uwaga! Jutro udajemy się do naszej ojczyzny! - zawołała Hilda uradowana perspektywą wyjazdu.
  -Yey! - krzyknęła Rebecca łapiąc mnie za ramiona i podrzucając wysoko. Czy wspomniałam już, ze jest cholernie silna? Więc kiedy leciałam z powrotem w dół modliłam się, żeby Gin był niedaleko, ale nie było... Niestety... Usłyszałam głuchy trzask. To Olivier i Matthias zderzyli się chcąc mnie złapać. Było za późno, żeby rozwijać skrzydła, więc tylko przekręciłam się twarzą do ziemi. Wyciągnęłam przed siebie ugięte ręce i nogi, by zaraz potem wylądować miękko, jak kotek.
  -Nie lubię... być podrzucana... - wychrypiałam odrzucając głowę do tyłu, tak, żeby patrzeć wprost na Rebeccę. Dziewczyna ledwo powstrzymywała śmiech.
  -Wyglądasz jak lew - zaśmiała się Hilda, a po niej wszyscy w pokoju. Uśmiechnęłam się lekko.
  -What the fuck? - to były pierwsze słowa Akiego wypowiedziane w tym domu.
  -Nie martw się stary... Tak tu jest zawsze... - pocieszył go Gabriell. Prychnęłam podnosząc się do pionu.
  -Wiesz.. My tu mamy najmniej do gadania - skomentowała Eva.
  -Skoro jesteście tu wy... - zaczął Aki i od razu zrobiło się cicho. Spojrzał na swoje ręce. - I skoro jestem tu ja... To co się stało z Tomem?
  Zamarłam. Tak, Toma już nie było, ale dopiero teraz to do mnie całkowicie dotarło. Przed oczami śmigały mi wspomnienia z Tomem. Pierwsza klasa podstawówki, pierwszy bal, pierwsze świadectwo z paskiem, pierwszy papieros, pierwsze piwo, pierwsza klasa gimnazjum, pierwszy buch marihuany, pierwszy pocałunek... Moja pierwsza miłość... Pierwsze odrzucenie, pierwsza kłótnia, pierwsza zgoda, pierwsza niezręczność. Zabrał mi prawie wszystkie pierwsze razy i zniknął. Po prostu odszedł.
  -Tom... On nie żyje... - szepnęła Eva przez łzy. Usłyszałam przeraźliwe wycie. Rozdzierało serca, raniło duszę... To był krzyk po stracie przyjaciela. Ale to ja krzyczałam. Łzy lały się strumieniami, a świat rozmazywał przed oczami kiedy padłam na kolana od nadmiaru uczuć. Usłyszałam brzdęk rozbijanych szyb. Wszystko mi się mieszało. Jasność, ciemność... Radość, smutek... Dobro, zło... Przyjaciel, wróg...
                                                         Miłość i Nienawiść...
                                                 *                    *                    *
                                                          Opowiada : Olivier
  Serce krajało mi się widząc jak Shion cierpi. nagle jej krzyk ustał, a szyby w całym domu pękły pod nadmiarem wylewającej się ze Shion mocy przepełnionej ciemnością, smutkiem, bólem, złością... Nienawiścią do samej siebie. Klęczała na środku pokoju z nieobecnym wzrokiem, ale mimo wszystko łzy lały się z jej oczu jak Niagara. Jej włosy unosiły się lekko. Nagle kartka leżąca na stole uniosła się samoistnie i zaczęła krążyć w okół Shion, tak jak inne rzeczy.
  -Wy też coś dziwnego czujecie? spytał Mat pocierając czerwone jeszcze czoło. Nagle z półki poderwało się zdjęcie i poszło w ślady kartki. Z góry zleciało jeszcze jedno zdjęcie, które zatrzymało się przed twarzą Gabriella.
  -To oni... - szepnął nie dowierzając. Wziął kartkę w ręce i pokazał ją Evie. Na zdjęciu była Shion z Tomem... Całowali się. Nagle kartka przeniosła się nad oczy Shion. Wyciągnęła rękę i gwałtownie ją otworzyła. Lewitujące pięć centymetrów od jej dłoni zdjęcie porwało się i zostało przeniesione do kominka na buchający ogień.
  -Shion... - szepnął Nobu widząc jak jego córka cierpi. Dziewczyna na dźwięk swojego imienia zaczęła krzyczeć tak przeraźliwie, że musieliśmy zatknąć uszy. Po jej policzkach pociekły nowe łzy. Wbiła paznokcie w swoje ramiona. Nagle przedmioty latające naokoło dziewczyny jakby się zbuntowały. Wszystkie spadły na nią przerywając krzyk i zadając dziewczynie ból. Jej twarz przekręcała się to w jedną, to w drugą stronę wciąż uderzana. Nagle przez te wszystkie spadające rzeczy zobaczyłem, ze Shion trzyma nóż ostrzem w stronę swojego gardła.
  -Ratujcie ją! - wrzasnąłem dygocząc i czując, że jeśli teraz podejdę do niej, to też wybuchnę. Pierwszy rzucił się Mat. Przedzierał się przez narastający gąszcz rzeczy. Nagle wbiegł w lecące na Shion noże. Usłyszeliśmy tylko krzyk, a potem zaległa cisza...
                                                *                     *                   *
                                                              Znów Shion
  Wspomnienia nadal przelatywały mi przed oczami. Nigdy wcześniej aż tak nie brakowało mi pocieszenia. Kiedy obrazy z Tomem się skończyły poczułam pierwsze uderzenie. Nie mogłam się ruszyć... Nie chciałam. Czułam tylko ból. I było mi z tym dobrze. Mogłam poczuć się jak Tom. Nagle zapragnęłam umrzeć, żeby być blisko niego. Usłyszałam krzyk. Przeraźliwy krzyk bólu. Nieprzytomnie spojrzałam w górę. Nade mną wisiał Mat, a z jego boku... wystawało kilka noży. Jednak on szedł do mnie nie zważając na rany. Przytulił mnie mocno, najpierw zabierając z mojej dłoni szpikulec. Znów mogłam ruszać swoim ciałem. Wszystkie latające rzeczy opadły na ziemię.
  -Mat...? - szepnęłam przez łzy. Nie mogłam stracić też jego! Kiedy nie zareagował, odsunęłam go od siebie. Był blady, oddychał z trudem. - Nie! - wrzasnęłam przeciągle. Odwróciłam głowę w stronę reszty demonów. - Hilda! Co mam robić?! Co mam do cholery zrobić, żeby nie umarł?!
  -Musisz bardzo chcieć, żeby żył i go pocałować przekazując mu tym samym swoją wolę.. - poinstruowała mnie ciocia. Spojrzałam na Rebeccę. Przecież znałam ich sekret.
  -Mogę? - spytałam dziewczynę. Pokiwała głową ze łzami w oczach zdziwiona pytaniem. Zebrałam w sobie całą moc, całą chęć do życia i przytknęłam usta do ust Matthiasa. W miarę jak wypełniała go moja wola, wyglądał coraz lepiej. Noże wypadały z jego boku jeden za drugim. Kiedy chłopak mógł już mówić, wyszeptał mi w usta:
  -Kocham cię... Pamiętaj, ze jak dziewczynę, a nie jak siostrę..
  Zamarłam. Wait, what?!




***

Dziękuję za przeczytanie tego rozdziału. Przepraszam, że tyle czasu go nie było, ale miałam dużo na głowie. Następny rozdział będzie... Nie wiem kiedy... xD  Jak ktoś zainteresowany to tu jest link do mojej strony na Facebooku --------->  https://www.facebook.com/LuzaScarlet  I proszę jeszcze raz.. Komentujcie... i Lajkujcie tą moją stronę, żebym wiedziała, ze jednak ktoś czyta moje psychizmy..
                                                                               Pozdrawiam i dziękuję..  Wasza Luza ;)  ;*

środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 7

  Pokój był zniszczony. Sofa, fotele... Wszystko było poniszczone i rozerwane, sprawiało wrażenie opuszczonego, ale słyszałam z góry jakieś dźwięki. Skierowałam się tam zdziwiona, że nie odczuwam już bólu. Zatrzymałam się z ręką na balustradzie. Przesunęłam palcami po wgłębieniach w drewnie. Poderwałam głowę do góry, gdy usłyszałam przerażający krzyk. Wbiegłam po schodach i wpadłam do swojego pokoju. Na ścianie wisiał kalendarz wskazujący datę na za trzy dni. Zdrętwiała odwróciłam się w stronę szafy. Cały pokój był we krwi, a ja siedziałam w kącie kiwając się nad ciałem Evy z rozerwanym gardłem. Moja twarz, ręce, nogi, brzuch... Jednym słowem... KREW!
  Mimo, ze moc mam rozbudzoną od niedawna, potrafiłam wyczuć ogrom przytłaczającej mnie mocy emanującej od tamtej Shion za szafą. Jednak to nie było przyjemne. Czułam, że za tą mocą czai się groza, ból, gorycz... Śmierć. Nagle tamta Shion odwróciła się w moją stronę i odsłoniła zęby cienkie jak igły. Skoczyła na mnie i ...
  -Shion! - dotarł do mnie krzyk Evy. Otworzyłam oczy i usiadłam tak gwałtownie, że wszyscy podskoczyli.
  -Hilda - powiedziałam skrzeczącym głosem. - Wytłumacz mi czemu jest na tylko tyle. Czemu?
  -Jeszcze dwójka strażników i będzie komplet - powiedział ojciec zanim zdążył ugryźć się w język. Ziewnęłam szeroko.
  -Jutro - stwierdziłam nagle czując jak śpiąca jestem. Jakoś lepiej się poczułam widząc to co zobaczyłam.
  Kładąc się do łóżka ciągle myślałam o tym czy Ren... Przepraszam... Czy duch Ren nadal tam jest, jednak zasnęłam w błogim przekonaniu, że wszystko idzie w dobry kierunku.
  Poczułam chłód. Wiedziałam, że to sen, ale dziwne uczucia mnie nie opuszczały. Otworzyłam oczy. Przede mną stała czarnowłosa, blada kobieta koło 25 lat. Oniemiałam. jej uroda promieniowała z niej, jednak dziwne uczucia rosły. Ścisnęło mnie w sercu kiedy dotknęła mojego policzka.
  -Kim jestem? - spytałam zanim zdążyłam ugryźć się w język.
  -Jesteś Śmiercią, kochanie. Nazywasz się Shi. Musisz przyjść tu, na dół, bo umrę. Powoli lud zaczyna się buntować. Niedługo mnie tu nie będzie.. - szepnęła z błogim uśmiechem.
  -Revy? - nie dowierzałam. Nagle postać zaczęła się rozpływać. Na darmo próbowałam ją złapać za rękę. Rozpadła się tworząc kupkę popiołu u moich stóp. - Mamo!
  -Cichutko.. Jestem tu.. - usłyszałam szept i poczułam jak ktoś gładzi mnie po głowie trzymając kurczowo moją rękę. Otworzyłam powoli oczy. Koło mnie siedział Nobu. Przekręciłam głowę. Po drugiej stronie była Hilda. Po chwili zrozumiałam, że śpi.
  -Czemu wy tu siedzicie? - spytałam podnosząc się.
  -To nie był duch Ren. To był Hikari no Tenshi, który jest dobrym iluzjonistą.. - powiedział ściskając moją rękę.
  -Czyli, że nie mam tej mocy z duchami? - rozszerzyłam oczy.
  -Masz. Inaczej nie zobaczyłabyś Ren, a prawdziwą twarz wroga - ziewnęła Hilda przeciągając się. - Teraz wytłumaczę ci kto jaką rolę pełni.
  -Weź kartkę i długopis. zapisuj, bo nie ogarniesz - zaśmiał się tata. Posłusznie wstałam i sięgnęłam po torbę. Wygrzebałam potrzebne rzeczy i usiadłam na biurku.
  -Gotowa - powiedziałam. Hilda i Nobu wymienili rozbawione spojrzenia.
  -Więc tak... Wszyscy maja jakieś przypisane cechy. Przy śmierci najsilniejsze są ból, smutek, groza, nienawiść, ekscytacja, gniew i przerażenie. Kolejno wyliczając: Gin to Itami, Gabriell - Kanashimi, Rebecca to Kyoufu, Matthias jest Nikushimi, a Olivier to Koufun. Jeszcze nie wiadomo kim będzie Aki. Są dwie dostępne opcje Ikari lub Hora - powiedziała Hilda.
  -A ja.. - zawahałam się chwilę. - Jestem Shi.
  Nobu skinął głową, a ciocia patrzyła na mnie zdziwiona.
  -Ona przyszła do ciebie? - spytała szeptem. Potwierdziłam energicznie. Hilda rozłożyła ręce i jak na jakiś niewidzialny znak, między jej ramionami utworzyła się wiązka czarnego światła.
  -Moja moc... wróciła! - zawołała ze łzami w oczach podskakując jak przedszkolak. - Tak jak mówili Starsi. Będziesz bardzo silną Śmiercią.
  -Ale co ja takiego zrobiłam? - spytałam zagubiona. Hilda pogłaskała mnie po głowie.
  -Moja moc została zapieczętowana przez Revy, żebym nie narobiła burdelu w tym świecie. mogłam co najwyżej użyć bariery do wykrywania przeciwników, a teraz... - zachłysnęła się powietrzem kiedy uwolniła całkowicie moc. - Dawno nie byłam w tej postaci, a to wszystko dzięki tobie.
  -A kim byłaś w starym zastępie? - spytał Nobu. Ciocia zmroziła go wzrokiem. - No co? Nie pamiętam...
  -Byłam Kyoufu jak Rebecca - zamyśliła się na chwilę, po czym pewnym głosem dodała: - Musimy się dostać do Podziemi. Tam czeka na was Stare Pokolenie i Czcigodni Starsi.
  Spojrzałam zdziwiona na pełną szacunku twarz ciotki.
  -A po co? - spytałam z refleksem godnym ślimaka na prochach.
  -Żeby przygotować was na wojny, rządzenie Podziemiami itd.. - odparł tym razem Nobu.
  -Aha ok.. - powiedziałam nagle przytomniejąc. Ciszę przerwało burczenie mojego brzucha.
  -Och! Racja! Musisz być bardzo głodna - zaśmiała się Hilda. Całą trójką udaliśmy się na dół i zamówiliśmy sobie pizzę z podwójnym serem, bo ja uwielbiam ser.
  -Ej! Właśnie! - zawołałam uświadamiając sobie nagle, że mam pełne usta. Przełknęłam pizzę i mówiłam dalej: - Czy oni przyprowadzili tu Akiego?
  - Nie. Chcieli zaczekać aż poczujesz się lepiej... - westchnęła ciocia. - Moim zdaniem ta gorączka była zapowiedzią jakiejś wizji czy czegoś takiego.
  Słysząc te słowa zatrzymałam się z szeroko otwartymi oczami jak i ustami, i pizzą w ręku zawieszoną kilka centymetrów od mojej twarzy.
  -Hę? - wydusiłam wreszcie. - Że co? Jak to? To była wizja? Nie chcę... - szepnęłam przerażona. - Nie chcę, żeby to się okazało prawdą!
  Hilda objęła mnie mocno. Znów zaczęłam się trząść, ale nie z zimna. Tym razem trzęsło mną przerażenie.
  -Zobaczyłam ten dom, ale wszystko było porozwalane, zniszczone.. Opuszczone. Poszłam na górę, do swojego pokoju. Siedziałam ukryta za szafą... No, ona siedziała. Eva jeszcze oddychała, ale i tak nie mogłam już nic zrobić. Koło łóżka leżał Matthias, pod oknem Gabriell i Olivier, a obok reszta, łącznie z wami i Akim - przerwałam na chwilę by zaczerpnąć powietrza. Hilda i Nobu siedzieli z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami, jednak nikt nie komentował. Ciocia zachęciła mnie bym mówiła dalej, więc opowiedziałam o ogromnej mocy, kalendarzu, o tym jak wyglądał pokój... O mnie rzucającej się na mnie.
  -A nie pamiętasz? Może kogoś brakowało? - upewnił się tata. Potrząsnęłam głową, ale wróciłam myślami do tamtego pokoju. - Mów kto jest... - nalegał.
  -Matthias, Olivier, Aki, Gabriell, Hilda, ty, Eva, Gin, Rebecca... I jakiś kolo własnie wyskakiwał za okno, taki czerwonowłosy w samych dresach. Na plecach miał tatuaż. Smok oplatający lwa, ale to tyle. Więcej o nim nie wiem - westchnęłam zrezygnowana. Siedzący naprzeciwko mnie dorośli pokiwali głowami. Spojrzałam na zegarek i w tym momencie drzwi otworzyły się z hukiem.
  -Kłopoty! - wrzasnął Gabriell, a Eva i Reb już pędziły na górę. - Mat i Olivier będą z kimś walczyć!
  -A one co? - spytałam, ale zaraz tego pożałowałam. Teraz dobrze wiedziałam czemu wróciły na górę. Moc dwóch wkurzonych na maxa demonów przytłaczała wszystkich.
  -Dwóch? - szepnęłam, gdy poczułam trzecią moc. Wybiegłam do chłopaków, by ich powstrzymać, ale było już za późno. Już biegli na biedaka stojącego niedaleko. Na oko miał z 17 lat...
  -Stop! - ryknęłam biegnąc najszybciej jak potrafiłam. Trzecia moc należała do siedemnastolatka, ale była o wiele mniejsza niż pędzących na niego chłopaków. Poczułam zalewającą mnie falę gorąca i usłyszałam głos Revy mówiący "Ratuj go". Przyspieszyłam, o ile to było w ogóle możliwe, i na moment przed uderzeniem stanęłam między chłopakami zasłaniając ciałem i skrzydłami czerwonowłosego chłopaka. Mój brat próbował się zatrzymać, tak jak Olivier, ale nawet jeśli jest się demonem, to w 2 sekundy zahamować z pełnego biegu się nie da. Oba ataki trafiły we mnie.
  -Ej, ej, ej, ej, ej... Bez przesady... czemu to zrobiłaś? - zapytał chłopak podtrzymując mnie. Z pomiędzy moich warg wypłynęła strużka krwi, a na języku czułam metaliczny smak. Kocham teatr.
  -Bo tak - uśmiechnęłam się słabo unosząc głowę.
  -A wy co? Nie pomożecie jej? Ona jest ranna! - zawołał czerwonowłosy, ale przerwał mu krzyk Hildy, która obwieściła, że herbata i ciastka są już na stole. ku ogromnemu zdziwieniu siedemnastolatka, wstałam bez problemu, otarłam rękawem usta i pobiegłam do domu. Siadając jeszcze słyszałam, jak  nowy pyta Gina o co w tym wszystkim chodzi, ale ten tylko wzruszył ramionami i pociągnął za sobą zdziwionego chłopaka.
  -Hilda! Mamy gościa! - zawołał Gin praktycznie wrzucając chłopaka do salonu, który padł tuz przed moimi nogami.
  -A teraz przepraszaj - warknął Matthias kucając przed przestraszonym chłopakiem.
  -Za co? - spytał skołowany. Oczy Mata błysnęły jaskrawym kolorem. Dla zwykłego oka ten ruch byłby niedostrzegalny, ale my przecież nie jesteśmy normalni. Złapałam pięść skierowaną w twarz siedemnastolatka.
  -Wystarczy... - powiedziałam z zaciśniętymi zębami. Mat zreflektował się. Potulnie, ze skruchą usiadł obok wciskając się w sofę. Wszyscy w pokoju zamarli. Nawet dziewczyny zbiegające ze schodów zatrzymały się w pół kroku. Nikt się nie odzywał, wszyscy czekali na moją reakcję. - Idiota - powiedziałam wreszcie grobowym głosem.
  -Co? - szepnął spanikowany.
  -Uspokój się, kretynie.. - warknęłam cicho. Siedemnastolatek poderwał się do góry.
  -Jak mam być spokojny?! Ja tu idę sobie wesoły i gadam z kolegą o jakiejś piździe ze szkoły, która odziedziczyła fortunę po zmarłej starej, a oni mi tu skaczą z mordami! Po cholerę mnie zasłoniłaś, co? Pytam się, po co?! - krzyczał rozhisteryzowany gestykulując gwałtownie. Gdy wyciągnęłam rękę chłopak zastygł. Położyłam dłoń na jego ramieniu i kiwnęłam palcem by się zbliżył. Kidy już to zrobił zacisnęłam pięść i walnęłam chłopaka w twarz.
  -Za co? - jęknął rozcierając czerwony policzek. Strzeliłam stawami.
  -Za dziewczynę, którą obgadywałeś - zaśmiałam się. Olivier klepnął mnie po ramieniu i szepnął mi na ucho:
  -Oni mówili o tobie... - chłopak ledwo się powstrzymywał, żeby nie skoczyć na czerwonowłosego i nie poderżnąć mu gardła.
  -Spoko... Po co te nerwy? - spytała retorycznie, a wstając uspokoiłam nie tylko Oliviera, ale wszystkich obecnych. Przeszłam parę kroków z rękami w kieszeniach. - Imię...
  -Hę? - koleś nie bardzo chyba zajarzył o co mi chodziło.
  -Jak masz na imię chłopczyku z tatuażem lwa i smoka na plecach? - spytałam znów kucając przed chłopakiem. Hilda i Nobu stali przestraszeni całą tą sceną. Kiedy stałam się taka... inna? Nie wiem.. Mnie nie pytajcie.
  -David... - mruknął, a ja nachyliłam się jeszcze bardziej. - David! - zawołał na cały pokój.
  -Spoko... I po co się tak drzesz? - mruknęłam łapiąc chłopaka za ramię i podnosząc się razem z nim. - Siadaj - rozkazałam wskazując sofę. Może to była tylko moja wyobraźnia, ale wydało mi się, że wszyscy nagle zechcieli usiąść, jednak gdy spojrzała w tamtą stronę, wszyscy stali nadal nieruchomo. - A więc tak... Za kilka dni, kiedy wpadnę w szał, to nie uciekaj, tylko mnie powstrzymaj, dobra? - spytałam ze śmiertelnie poważną miną. Chłopak skinął głową, ale wyraźnie widziałam, że chce uciec. - Kto rozbudził twoją moc?
- spytałam patrząc Davidowi w oczy.
  -Victoria. Ciągle mówiła, ze jestem jakimś Hora, czy czymś... Ale uciekłem od niej - Zaśmiał się gorzko.
  -Gdzie ona teraz jest? - spytała Hilda blednąc mocno.
  -Gdzieś tu niedaleko... Pewnie mnie teraz szuka... - w oczach Davida zobaczyłam błysk złotego koloru. Zatrzymałam go w ostatniej chwili, bo gdyby nie ja teraz to Mat leżałby na ziemi duszony przez oszalałego Davida.
  -Shion! - krzyknęła Eva rzucając się ku mnie, ale powstrzymałam ją ruchem ręki.
  -David... Wiem, że się boisz, ale nas jest więcej... Z nami nie wygrasz... - powiedziałam zmieniając się w pełną wersję swojego demona. - A szczególnie nie ze mną. Puść mnie! - zażądałam stanowczo, na co chłopak natychmiast zareagował. Powietrze stało się cięższe, można było je siekierą ciąć. Cisza kuła w uszy, słychać było każdy oddech.
  -Przepraszam - powiedział David po raz piąty uderzony przez Eva i Reb. Reszta siedziała w salonie na ziemi naradzając się co zrobić z tajemniczym kolesiem.
  -On jest nowym Hora, więc musi zostać wyszkolony. Przyjmijmy go do siebie - powiedział Gin jak zwykle pozytywnie nastawiony do świata, spoglądając ukradkiem na Hildę.
  -Ale widzieliście jak skoczył na Shion! On jest niebezpieczny! - zaprzeczył Matthias.
  -Po raz pierwszy się z tobą zgodzę - mruknął Olivier. Nobu siedział wsłuchując się w dyskusję, a obok niego siedziałam ja.
  -A ty Shion? Co o tym myślisz? - zwróciła się do mnie Hilda. Podniosłam zdziwiona głowę.
  -Ale o czym? - tym pytaniem powaliłam wszystkich. Uśmiechnął się nawet Olivier... A to ci niespodziewanka. - No cóż... To nie jest jeszcze ustalone? - otworzyła szerzej oczy, kiedy pozostali pokręcili głowami. - Więc moje stanowisko w tej sprawie jest następujące. Azaliż powiadam was, moi drodzy, iż nasz nowy kolega powinien z nami współpracować... Inaczej przyniesie to na nas tylko klęskę! - mówiąc to poważnym tonem wymachiwałam palcem jak prawnik. Wywołało to kolejną salwę śmiechu.
  -David! - wrzasnął Nobu. Po chwili weszła Eva, za nią czerwonowłosy chłopak, a na końcu Rebecca. Wstałam i podeszłam do Davida kładąc rękę na jego czuprynie.
  -Nie dziękuj... - uśmiechnęłam się. - Żartowałam! Na kolana i zapierdzielaj na pielgrzymkę, bo dzięki mnie możesz to mieszkać... - zaśmiałam się na cały głos. poczułam tylko uścisk i już nie mogłam oddychać.
  -Zostaw ją wariacie! - wrzasnął Mat podrywając się do góry, a razem z nim poniósł się Olivier. Powstrzymałam chłopaków ruchem dłoni. Poczułam, że David ściska mnie mocniej, a na moją bluzkę skapują jego łzy.
  -Mam już dość.. - wyszeptał. - W jeden dzień moje życie zmieniło się w koszmar... Co ja mówię..? Koszmar to przy tym milusia bajeczka. To jest...
  -Piekło.. - dokończyłam za niego. Odsunęłam chłopaka od siebie. - Wszyscy to tutaj przeżyliśmy, ale się nie załamujemy. A wiesz dlaczego? Bo jesteśmy tu razem, jak rodzina. Bo z przyjaciółmi łatwiej jest wszystko znieść.. - poklepałam go po ramionach i wytarłam jego policzki mokre od łez. - Nie łam się! Jestem z tobą...
  -Skoro ona, to i ja.. - mruknął Mat. Dziewczyny przytaknęły. Nobu i Hilda patrzyli na nas z dumą, a Gin i Olivier nie mieli nawet nic do gadania.
  -I pamiętaj... Piekło jest tylko w naszych głowach... - szepnęłam znów otaczając ramionami wstrząsanego spazmami płaczu Davida.








        Witam wszystkich. Dziękuję, że czytacie moje wypociny. Chciałabym prosić tylko o jedno. Jeślibyście mogli, to piszcie w komentarzach swoje uwagi na temat tej książki. Będę wtedy wiedziała co poprawić, co dodać, itd. Bardzo proszę o komentowanie moich postów. Z góry dziękuję.
                                          Przesyłam całusy dla wszystkich czytających ;**   Kocham was <3   ;D

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 6 część III

  -Chodź Shion... Chodź kochanie - usłyszałam szept. Naokoło było czarno i tylko gdzieniegdzie były rozlewające się plamy bordowego koloru.
  -Kim jesteś? - zawołałam, ale odpowiedziało mi tylko echo. Instynktownie podeszłam do największej plamy koloru. Wyciągnęłam rękę i dotknęłam go. W tym momencie plama stała się przezroczysta niczym szyba, a to co za nią było przyprawiło mnie o zawrót głowy. Tam gdzie przed chwilą rozciągał się bordowy kolor teraz unosiły się krwawiące ciała moich przyjaciół, Nobu, Hildy i Ren. Zaczęłam krzyczeć i dobijać się do środka, ale to nie wiele dało.
  -Chodź do mnie, a ten los ich nie spodka... - usłyszałam kiedy czarno-bordowe ściany znikły.
  Zamrugałam szybko jakbym ukrywała łzy. Było mi zimno i gorąco na przemian. Wszystko mnie bolało, ale to głowa dokuczała najbardziej. Drzwi skrzypnęły. Dźwięk był nie do zniesienia. Zamknęłam oczy tak szybko jak je otworzyłam i przycisnęłam ręce do uszu by odciąć się od tego dźwięku.
  -Ciszej. Nawet to ją rani - warknął ktoś koło łóżka. Poderwałam się do góry przerażona, ale położył mnie z powrotem gwałtowny, pulsujący, tępy ból z tyłu głowy. - Nie podnoś się. To cud, że jeszcze żyjesz.
  Mimo przestrogi uniosłam nieznacznie głowę i spojrzałam na postać siedzącą obok łóżka i tą stojącą obok drzwi. W pokoju jedynym źródłem światła była komórka, którą ktoś właśnie odblokował.
  -Jest 20.19 - poinformował mnie Olivier. Odetchnęłam z ulgą. - spałaś ponad 24 godziny.
  Zesztywniałam od razu. Mat podszedł do łóżka i pogłaskał mnie po głowie.
  -Miałaś 40,6 stopni gorączki, z oczu przez sen leciały ci łzy i choć jesteś przykryta dwoma kołdrami i czterema kocami, nadal się trzęsiesz - powiedział.
  -My wyjdziemy, a ty jeszcze odpocznij.. - powiedział Olivier wstając.
  -Stój -kazałam podnosząc się do pozycji siedzącej i opierając plecami o ścianę. - Wyspałam się już, ale jestem głodna trochę. Pomóż mi wstać.
  Mat spełnił moją prośbę mimo protestów Oliviera. Gdy wygrzebałam się spod kołder i postawiłam stopy na podłodze, podskoczyłam. Wróciłam migiem na łóżko.
  - O cholera.. Jak zimno... - powiedziałam głosem stłumionym przez koc, którym się owinęłam.
  -Zaniosę cię do szafy, a ty się ubierz. - zaoferował Mat. Olivier opuścił pokój. Brat zaniósł mnie do obiecanej szafy i tez wyszedł. Włożyłam dresy, podkoszulkę na ramiączkach, koszulkę, bluzkę, bluzę i rozciągnięty sweter. Na nogi wcisnęłam ogromne, puchate kapcie w kształcie głów wilków. Podeszłam do łóżka, zabrałam z niego koc, owinęłam się nim i podeszłam do drzwi. Wyszłam na korytarz i chwiejnie, opierając się o ścianę, zaczęłam schodzić po schodach. Na ostatnim stopniu zaczepiłam się o rąbek koca i wywaliłam się na nos.
  -Shion. Przepraszam. Wybacz mi - mówił Nobu na jednym wdechu. Walnęłam go łokciem i kiwnęłam palcem, żeby się zbliżył.
  -Zamknij mordę! - krzyknęłam mu prosto w ucho, po czym złapałam się za głowę.                    
- Okurwaokurwaokurwa... - szeptałam cały czas ściskając skronie. Kiedy Hilda wyszła z kuchni zapachniało przepysznie.
  -Siadaj kochanie - powiedziała krzywo patrząc na Nobu. - Zrobiłam ci herbatę, a Eva i Rebecca usmażyły bekon i zrobiły tosty.
  Posłusznie posunęłam się ku fotelowi, ale na nim siedział Gin, więc ostatecznie skierowałam się ku sofie. Nie miałam siły się kłócić o MÓJ fotel to dlatego zielonowłosy chłopak jeszcze nie leciał gdzieś daleko.
  Zjadłam wszystko pod czujnym okiem Hildy, Evy i Reb. Ojciec , podając się za partnera Hildy, poszedł zadzwonić do szkoły, że jestem chora, i że mają mi usprawiedliwiać nieobecności dopóki nie wyzdrowieję. W tym czasie Gin grał z Olivierem, Matem i Gabriellem w BBM (ostatecznie mam Oliego w swojej drużynie).
  -Chodź tu. Muszę ci zmierzyć temperaturę - powiedziała Hilda, gdy trochę odpoczęłam po jedzeniu. Podniosłam się i nagle wszystko zrobiło się czarne. Opadłam na sofę drgając od przejmującego zimna.
  -Shion...? Shion!
  Zamknęłam oczy i zacisnęłam pięści przyciskając je do głowy.
  -Ojapierdolekurwamaćhelpme... - szeptałam złączając wszystkie słowa ze sobą. Gdy ból trochę zelżał otworzyłam oczy. -Idę się położyć - powiedziałam wstając powoli, ale Eva posadziła mnie z powrotem.
  -Mat! - zawołała Reb, lecz zamiast brata przyszedł Gabriell przepychając się z Olivierem.
  -Co się stało? - spytał Gab, który do pokoju wszedł pierwszy.
  -Zanieś ją na górę - poinstruowała go Reb. Poczułam, ze mnie podniósł. Skuliłam się, by zatrzymać choć trochę ciepła przy sobie.
  -Jesteś rozpalona - usłyszałam obok ucha. Mruknęłam coś niezrozumiałego dla otoczenia.
  Trzy godziny później przebudziłam się. Usłyszałam za drzwiami tłumioną kłótnię Hildy i Nobu.
  -Musimy ją zabrać do szpitala. Ona może umrzeć! - szeptał wyraźnie rozeźlony tata.
  -Ale jeśli damy pobrać jej krew to odkryją, że nie jest w pełni człowiekiem. Jej moc walczy o nią - tłumaczyła spokojnie ciocia. - da radę. Jest silna.
  Wstałam i ignorując przejmujące zimno mimo gorących kaloryferów, podeszłam do drzwi. Przyłożyłam ucho do zimnego drzewna, by lepiej słyszeć, jednak głosy ucichły.
  -Shion. Śpisz? - usłyszałam dokładnie na wysokości mojej głowy. otworzyłam drzwi i ku mojemu zdziwieniu stała tam Hilda. -Mogę?
  -Jasne - szepnęłam usuwając się z drogi. Usiadłam na łóżku i opatuliła się kołdrą, a Hilda przykryła mnie dodatkowo grubym kocem.
  -Nie przeszkadzam? - spytała siadając w nogach łóżka.
  -Nie. Mam czas, żeby się jutro wyspać. Do szkoły przecież też nie idę - uśmiechnęłam się słabo.
  -Chciałabym dokończyć naszą rozmowę o Olivierze - zawahała się, ale po chwili mówiła dalej. - Czasami jest małomówny, arogancki, może tez zabić bez wyrzutów sumienia, ale to dobry chłopak. Próbuje sam zrobić wszystko, choć czasem ktoś musi mu pomóc. Wtedy odmawia, ale stara się trzy razy mocniej. On bardzo... Bardzo, nawet nie wiesz jak, on cię...
  -Hilda! - krzyknął Olivier zagłuszając słowa cioci. - Wyjdź.. Shion musi odpocząć - powiedział już spokojnie, wyprowadzając ją za ramię. Nadal siedziałam na łóżku z szeroko otwartymi oczami.
  -Co się właśnie wydarzyło? - spytałam ciemność wokół siebie.
  -Ja tez nie wiem - odparła ciemność. Drgnęłam przerażona. Z cienia wyłoniła się twarz. Zaczęłam przeraźliwie krzyczeć i wyplątując się z kołdry, pobiegłam do pokoju Nobu. Drzwi były zamknięte. Usiadłam skulona pod nimi i płakałam dopiero czując przejmujące zimno. Z pokoju naprzeciwko wyszła zaspana Eva, która natychmiast się obudziła.
  -Co się stało? Ej. Shion! - zawołała stawiając tym na nogi Nobu, Hildę, Mata i Oliviera.
  Siedzimy wszyscy w salonie. Ja na fotelu skulona z ciepłą herbatą w rękach spazmatycznie oddychając, a reszta na sofie.
  -Idźcie spać.. Proszę no..  - wychlipiałam.
  -Najpierw powiedz co się stało, a potem się rozejdziemy - odparł szybko Nobu.
  -Jak Olivier wyprowadził Hildę to... Coś się odezwało z ciemności.. Zza szafy... Tam była... Tam była Ren... Z rozwaloną głową... - powiedziałam spazmatycznie oddychając.
  -Już dobrze.. Już wszystko dobrze... - Eva pogłaskała mnie po głowie.
  -A więc masz tez taką moc... - westchnęła Hilda. Spojrzałam na nią zdziwiona. - Raz na jakiś czas trafia się taka dziewczyna, która może przywoływać i widzieć duchy.
  -I że ja... Ja to mam? - spytałam drżącym głosem. Hildzia pokiwała głową. Miałam właśnie tyknąć kolejną porcją łez, ale w porę się ogarnęłam. Wytarłam oczy i wstałam zdecydowana. - Nie ma się co mazgaić. Ta moc i tak nie zniknie. Muszę tylko nauczyć się ją kontrolować...
  Nagle zapomniałam co miałam powiedzieć. Tępy, pulsujący ból zdawał się rozrywać mi głowę. Zwijając się z bólu i krzycząc padłam na podłogę. Otworzyłam szeroko oczy, ale w pokoju nie było już nikogo.

niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 6 część II

  -Shion! Wstawaj! Potrzebujemy cię! - wrzasnął ktoś zrywając kołdrę z mojej śpiącej osoby. Zamrugałam nieprzytomnie.
  -Co? Hę? Jak? Gdzie? Co się pali? - zamruczałam przecierając oczy dłonią.
  -Właśnie. Trafiłaś. Ogród się pali! - zawołał znów głos. Otworzyłam szeroko oczy i poderwałam się z łóżka. Wyjrzałam za okno gdzie buchały pomarańczowe płomienie. Obróciłam się w kierunku drzwi. Stał tam Gabriell. Otworzyłam okno i wyskoczyłam.
  -Co ty wyprawiasz? - usłyszałam krzyk. Rozłożyłam skrzydła i poleciałam na jeszcze nie zajęty kawałek trawnika.
  -Hilda! Co mam zrobić?! - wrzasnęłam do płomieni, za którymi stali inni.
  -Zdaj się na instynkt! - usłyszałam. Zamknęłam oczy. "Chciałabym móc wchłonąć ogień" pomyślałam intensywnie i nagle poczułam, ze od środka rozrywa mnie płomień. Otworzyłam oczy. Włożyłam rękę w ogień, a potem weszłam cała. Oglądałam wszystko jak zza szyby, jednak z jednym wyjątkiem. Tam gdzie się ruszyłam płomienie znikały, a mi było coraz cieplej. Kiedy obeszłam cały ogród dopiero dotarło do mnie, ze jest zima, a pali się nie trawa a śnieg.
  -To Płomień Zniszczenia Ostatecznego - powiedziała Hilda, kiedy podeszłam do drzwi. - Spali wszystko na co się go... Jakby to powiedzieć? Skieruje...? Coś takiego...
  -Wszystko pięknie i ładnie, ale mi jest zimno - odparłam i pobiegłam do swojego pokoju. Ległam na łóżko. Popatrzyłam na zegarek. -Zabiję... - warknęłam. Na wyświetlaczu widniała godzina 6.10. Znów wstałam i poszłam do łazienki. Umyłam się i (w samym ręczniku) wyszłam na korytarz. Ziewając otworzyłam szafę i upewniając się, że drzwi są zamknięte na klucz, zdjęłam ręcznik. Ubrałam  się w koszulkę z dwoma wilkami, luźne dżinsy (tak, wiem jak to brzmi >.>) i dżinsową kurtkę z ćwiekami na ramionach. Przejrzałam się w lustro.
  -Walę wszystko. Dziś idę tak ubrana... - mruknęłam i związałam włosy w niedbały kok. Wcisnęłam nogi   w glany i spakowałam potrzebne rzeczy. Wyszłam z torbą z pokoju i zapukałam w drzwi Matthiasa.
  -Czego? - usłyszałam zaspany głos. Pacnęłam otwartą dłonią w czoło.
  -Ubieraj się. Idziemy do szkoły.. - powiedziała otwierając drzwi. Zza nich wyskoczył ubrany i uczesany w kucyk, Mat. Przycisnęłam rękę do piersi i cofnęłam się do tyłu.
  -Przestraszyłeś mnie - wycelowałam oskarżycielsko palec w chłopaka.
  -Przepraszam, przepraszam - wybąkał naburmuszony. Czasem zachowywał się jak dziecko.
  -Dobra. Chodźmy na dół. Śniadanie zaraz będzie gotowe - popchnęłam Mata w stronę schodów. Na dole byli już wszyscy.
  -Oho! Widzę, że dziś cała szóstka złamie zasady - zawołała rozbawiona Hilda. Zdziwiona zauważyłam, ze wszyscy ubrali się normalnie, a nie w mundurki.
  -Tak - odpowiedziałam. - Walić zasady. Jesteśmy zbyt fajni, żeby ich przestrzegać.
  Zaśmialiśmy się szczerze. Po śniadaniu całą szóstką wybraliśmy się na przystanek.
  -Powinnaś wyglądać bardziej ponuro - poradziły mi dziewczyny.
  -Wszyscy powinniśmy, a przynajmniej ja, Eva i Gabriell. Przecież Tom też nie żyje - burknęłam. Siedzieliśmy właśnie w autobusie. Chłopaki gadali o czymś szeptem, ale i tak było wszystko słychać.
  -Wystarczy, ze jesteśmy z nią w klasie. Nic jej nie będzie... - szepnął Mat do Oliviera. "Aha.. Czyli będę miała życie jak z powieści.." pomyślałam  chamsko podsłuchując.
  -Sam widziałeś jaka jest silna. Da radę się obronić.. -dodał Gabriell. Wstałam i podeszłam do chłopaków.
  -Fajnie, że tak się przejmujecie, ale właśnie wysiadamy - powiedziałam próbując nie szczękać zębami z zimna i ruszyłam do drzwi. Wyskoczyłam z autobusu i przebiegłam w poprzek drogi tuż przed pędzącą ciężarówką.
  -Idiotka... - skwitowała Eva ze śmiechem.
  -No bo przecież.. Kto normalny chce być mną? - burknęłam wcielając się w rolę biednej sierotki. Tego dnia nie zdjęłam nawet butów. Odwiesiłam tylko skórę i szalik i weszłam do klasy.
  -Shiooooon! - krzyknęły dziewczyny, których nawet nie zauważałam na co dzień. - Nasza biedna, mała Shion!
  -Co im się stało? - spytałam szeptem jedyną nie rzucającą się na mnie dziewczynę, która jednak nie zdążyła odpowiedzieć. Poczułam tylko, że ktoś wyciąga mnie z klasy i ciągnie przez korytarz.
  -Hej! O co chodzi? - zawołałam kiedy wreszcie zdołałam złapać się parapetu, nie pozwalając ciągnąć się dalej. Aki odwrócił się.
  -One teraz będą chciały być twoimi przyjaciółkami. Cała szkoła trąbi o tym, że cała kasa twojej mamy będzie twoja.. - powiedział wszystko jednym tchem. - A tak w ogóle.. Czemu nie masz mundurka?
  -Długa historia - usłyszałam odpowiedź za swoimi plecami.
  -Jeśli teraz ktoś ma ochotę mnie gdzieś ciągnąć to niech się liczyć z tym, że będę kopać.. - ostrzegłam. Na twarzy Oliviera dostrzegłam cień uśmiechu. nagle zadzwonił dzwonek. Chłopak popchnął mnie w stronę klasy.
  -Idź już, bo się spóźnisz - powiedział z szyderczym uśmiechem. Pokazałam mu język.
  -Odkąd wy się tak przyjaźnicie? - spytał Aki szeptem, gdy usiedliśmy w ławkach.
  -Od jakichś trzech lub czterech dni - burknęłam. Na mojej ławce wylądowała kartka.
                                                     "Co robimy z Akim? On nic przecież nie wie.
                                                                                                         Gab"
                                                     "Musimy go wtajemniczyć. To nasz przyjaciel
                                                                                                       Eva"
                                                     "Możecie, ale najpierw trzeba go zabrać do Hildy
                                                                                                                   Reb"
                                                     "Moim zdaniem to Shion musi zadecydować
                                                                                                    Mat"
  Uśmiechnęłam się sarkastycznie do promieniejącego brata. Tłukłam się z pędzącymi myślami.
                                                     "A co z Olivierem? On jest najstarszą osobą pod ręką
                                                                                                           Shion"
  Odrzuciłam kartkę do Gabriella, który nic nie pisząc, podał do Evy, ale i ona nie wyraziła swojego zdania, odrzucając do Reb.
                                                     "On tu nie ma nic do gadania ;p
                                                                                   Reb"
                                                    "To ty jesteś księżniczką, a nie on xD
                                                                                      Mat"
  Zaśmiałam się cicho. Wyobraziłam sobie Oliviera w różowej, falbaniastej sukni i diademie.
                                                    "No dobra. Prowadzimy Akiego do Hildy xD
                                                                       >.>                 Shion"
  Nie zdążyłam rzucić kartki, bo w tym momencie zadzwonił dzwonek. Kiwnęłam tylko głową i wszyscy zrozumieli.
  Cały dzień zbierałam kondolencje od nauczycieli i uczniów.
  -Omg... Rzygam... - westchnęłam opadając ciężko na fotel. Wróciliśmy już do domu. Następnego dnia Aki miał do nas dołączyć i wszyscy musieliśmy się odprężyć. Każdy w inny sposób. Reb czytała, Eva i Gabriell poszli na miasto, a Olivier... Nawet nie chcę wiedzieć. Gin, Nobu, Matthias i ja graliśmy w BBM w różnych częściach ogromnego domu jako jedna drużyna. Po kilku wygranych walkach postanowiłam dodać do grupy dwóch kolegów Matthiasa z wcześniej.
  -Ale będę miał fazę jak się wszyscy na ośce dowiedzą, że gram z drugim najsilniejszym graczem! - zawołał jeden. Pożałowałam swojego wyboru. Dałam kuksańca Matowi. Zrozumiał i zgodnie z moją wolą, zabił obu.
  -Nigdy więcej - warknęłam grając dalej. Nagle na ekranie pojawił się komunikat:
                                                     "Drużyna BrainBlack16
                                                                  vs.
                                                      Drużyna Differ666"
  -O cholera! -zawołałam i ze stresu mocniej napięłam mięśnie. Kiedy komputer oznajmił początek bitwy moje palce śmigały po klawiaturze jak po lodzie, jednak bardzo precyzyjnie trafiały w klawisze. Nie wierzyłam, gdy na monitorze wyświetlił się komunikat, ze teraz zostałam tylko ja i Olivier. Moja grupa w rzeczywistości usiadła naokoło mnie, ale w grze już ich nie było. Będą musieli zrobić restart swoich postaci.
                                                               "BrainBlack16
                                                                     vs.
                                                                 Differ666!"
  Po pełnych napięcia dwudziesty minutach wreszcie skończyłam pojedynek. Usiadłam ze zwieszonymi po bokach ramionami. Byłam jak roślinka, tylko oddychałam z szeroko otwartymi oczami ze zdziwienia. Nie mogłam w to uwierzyć. Starałam się tak bardzo... Do drzwi mojego pokoju ktoś zapukał. Pokazałam, żeby Mat je otworzył. Poczułam lekkie stukanie w ramię, jednak nadal siedziałam jak sparaliżowana. Odwróciłam się sztywno na obrotowym krześle zdejmując słuchawki.
  -Gratuluję - powiedział Olivier wyciągając do mnie rękę. Uścisnęłam ją i dopiero wtedy Nobu, Mat i Gin zaczęli się ściskać, tańczyć i krzyczeć z radości.
  -Shion! Jesteś najlepsza! - krzyknął Mat podnosząc mnie do góry. Podrzucił mnie wysoko, ale Gin utrzymał moje ciało w powietrzu. Kątem oka zauważyłam, że Olivier warczy cicho. Gdy tylko stanęłam na ziemi spytałam go czy się wściekł, że teraz to ja jestem nr 1, ale on tylko pokręcił głową.
  -Chodź! Idziemy to uczcić! - zawołał Nobu ciągnąc mnie za rękę. Zdążyłam jeszcze tylko złapać kurtkę i buty, bo cała drużyna już czekała przy drzwiach.
  -Ty też idziesz? - spytałam Oliviera, który zawahał się na chwilą, więc wywróciłam oczami i pociągnęłam go za rękę. - Idziesz! - zdecydowałam pchając go do wyjścia.
  Poszliśmy do knajpy. Nobu zamówił pięć butelek piwa i duuuużą pizzę.
  -Zdrowie! - krzyknął podnosząc wysoko butelkę.
  -Zdrowie! - odpowiedzieliśmy z tym samym gestem. Co dziwniejsze w drodze powrotnej Olivier był najbardziej trzeźwy z całej piątki, bo reszta (w tym ja xD) nie poprzestała na jednym czy dwóch piwach.
  -Jaki piękny jest ten świat! - zaśpiewał Mat idąc pod rękę z Ginem.
  -Zgadzam się z przedmówcą! - zawołał Nobu zataczając się.
  -Przymknąć mordy - zażądałam po pięciu minutach takich wrzasków. Potknęłam się o linię, której nie ma i wpadłam na plecy Nobu, który padł jak długi na ziemię.
  -Nigdy więcej - warknął Olivier pomagając się podnieść mojemu ojcu. Z naprzeciwka szedł klub koszykówki, który nienawidził mojej paczki za pokonanie ich pół roku temu. Nobu zatoczył się w krzaki, ale ja nawet się nie zatrzymałam.
  -No, no. Kogo my tu mamy? - zawołał kapitan z daleka. - Widzę, ze następni się do ciebie przyłączają, co? Szatanie?
  Olivier właśnie chciał coś powiedzieć, ale go uprzedziłam.
  -Przymknij mordę dzikusie. Nadal się nie otrząsnęliście po przegranej? Biedne dzieci. Nie płacz, mamusia kupi zwycięstwo - nadal mówiąc, coś czego nawet sama nie rozumiałam, zbliżałam się podczas gdy na twarzy kapitana rósł coraz większy gniew. Słyszałam odgłos kłótni Gina z Matem. Słyszałam rzygającego Nobu. Słyszałam krzyk Oliego. Usłyszałam tez głuchy odgłos pięści uderzającej w moją twarz. Utrzymałam się jednak na nogach. Resztki alkoholu ustąpiły miejsca adrenalinie. Usłyszałam śmiech członków klubu. Ryknęłam dziko okręcając się na pięcie i korzystając z siły odrzutu, wbiłam pięść w twarz kapitana, który wywalił się.
  -Na nią - warknął rozcierając strużkę krwi spływającą z rozciętej wargi. Chłopcy ryknęli i pognali w moją stronę. Uwolniłam trochę mocy i zaczęłam się bronić, atakować i ciąć pazurami. Nagle koło mnie pojawił się Olivier. Nasza dwójka, przy akompaniamencie okrzyków bojowych Gina i Mata, rozrzuciła cały klub kosza po chodniku i naokoło niego. Nagle zakręciło mi się w głowie.
  -Wszystko ok? - spytał Olivier kładąc rękę na moim ramieniu. Pokręciłam lekko głową, która pękała z bólu. - Nobu! Twoja córka się źle czuje, a ty sobie po krzakach łazisz?! Mat! To twoja siostra! Gin! Nie.. Nie jesteś z nią powiązany.. Ale też mógłbyś pomóc!
  Uśmiechnęłam się słabo i w tym momencie poczułam zalewającą mnie falę zimna, drgawek i mdłości. Zachwiałam się, a z bólu moje oczy niemalże wywróciły się na drugą stronę.
  -Shion? Shion! Chłopaki! Potrzebna mi wasza pomoc! - krzyknął Olivier opierając mnie o pień drzewa. - Mat, podsadź ją i ty gin, załóż jej ręce na mojej szyi! Niech jeden weźmie Nobu, a drugi asekuruje Shion. Pójdziemy szybciej, bo ewidentnie coś z nią nie tak.
  To były ostatnie słowa, które usłyszałam. Włosy Oliviera pachniały kokosem. "Miły zapach" pomyślałam opierając czoło o ramię chłopaka.
  -Wytrzymaj.. - znów usłyszałam szept. Usłyszałam też przyśpieszony oddech i rytm jego serca. Czuć było od niego strach. Ukołysana delikatnym dźwiękiem bicia serca Oliviera, zatopiłam się w ciemności.
                                                                  CDN

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział 6 część I

  Powłóczyłam nogami po schodach. Czemu to ja zostałam oddelegowana do przekonywania Matthiasa? Znam go przecież prawie najkrócej. Zapukałam w polakierowane na czarno drzwi.
  -Otwarte! - zawołał  ze środka. Nacisnęłam klamkę i naparłam na drzwi. Mat siedział na łóżku i w coś grał ze słuchawkami na uszach i mikrofonem przed ustami. - No rusz się! - wrzasnął do ekranu. Podeszłam do niego żwawym krokiem i popatrzyłam na ekran.
  -Idź w lewo.. - powiedział odruchowo. - Zaatakuj nożem. A teraz wyrzutnia rakiet. Wystrzel dwie. Ustaw minę. klonowanie. Otocz go i zaprowadź na minę.
  Na ekranie wyświetlił się krwawy napis "WIN!", a ze słuchawek dobiegł mnie głos:
  -Stary! Nie mówiłeś, ze obok ciebie jest jakaś laska! Dawaj na priva i pokaż ją nam!
  Matthias popatrzył na mnie zdziwiony.
  -Tak, gram w to.. Nie, nie jestem transwestytą... - zaśmiałam się. Usadowiłam się obok chłopaka i uwolniłam trochę mocy (żeby ładniej wyglądać >.>). Po chwili na ekranie zobaczyłam dwójkę graczy, na oko 18-letnich. Jeden zagwizdał.
  -Nieźle Demovie. Daj jej z nami pogadać - zażądał drugi. Nałożyłam słuchawki i ustawiłam mikrofon. - Co tam mała?
  -Mała to jest twoja pała - odparowałam ze słodziutkim uśmieszkiem.
  -Ostro się zaczyna! - zaśmiał się Mat.
  -Stul pysk Demov - warknął pierwszy. - Na jakim nicku grasz?
  -Differ666 - odpowiedziałam i nagle zrobiło się cicho. Nawet Mat siedział nieruchomo.
  -Differ666 jest... dziewczyną?! - zawołał pierwszy. Potwierdziłam.
  -Coś się stało? - spytałam słodkim głosikiem z miną niewiniątka.
  -Jak to co?! - zawołał drugi gracz. - Jesteś w pierwszej trójce światowych graczy!
  Wyszczerzyłam się do kamerki i powiedziałam kpiącym głosem :
  -Szczerze mówiąc to druga, no ale jak wolicie.
  -Sorry chłopaki. Wejdę później - powiedział Mat i wylogował się w zastraszającym tempie. Musiał dużo grać. - Mówiłaś to serio?
  -Nom - wyszczerzyłam się jeszcze bardziej. - Grałam w to z Ren, ale teraz muszę sama stworzyć drużynę. Ale Mat.. ja nie po to tu przyszłam...
  -O co chodzi? - spytał zaniepokojony marszcząc brwi.
  -No więc... Zamienisz się z Ginem. On zostaje w domu, a ty idziesz do szkoły - wydusiłam czekając na reakcję chłopaka. Obserwowałam bacznie zachowanie brata, któremu najwyraźniej nie spodobał się ten pomysł.
  -Nigdzie nie idę. Nie chcę znowu mieć tak jak kiedyś.. Mnie nikt nie lubił i byłem sam... Ale kiedy poznałem Reb, Gina i Oliviera było tylko gorzej. Oni są złej sławy dzieciakami.. Wszyscy się będą bać..
-plątał się Matthias. Położyłam mu rękę na ramieniu, by się trochę uspokoił.
  -Mnie się aż tak nie boją, ale będę w tej samej sytuacji co ty. Poza tym.. - podrapałam się po głowie.
- Będziesz ze mną, Evą, Reb i Gabriellem w klasie, więc się nie martw. Nic ci nie będzie. Przecież jak inni zauważą, że nie jesteś straszny, to nie będą się bać...
  -Czekaj! Z tobą w klasie?! Przecież jestem starszy! - zawołał zdziwiony.
  -Tata wszystko już załatwił. Raz nie zdałeś tak jak Reb i oboje idziecie do mojej klasy.. - westchnęłam, ale zaskoczyło mnie to jak delikatnie Mat się zachowywał. Poczochrał moje włosy i wstał. Odsunął zasłony, które do tej pory nie przepuszczały światła i otworzył okna.
  -Zgadzam się - powiedział z poważną miną, po czym wyjął z szuflady prostokątne pudełko i je otworzył. Odwrócił się do mnie plecami. Gdy znów stanęliśmy twarzą w twarz o mało nie upadłam.  Na nosie miał okulary.
  -Wow - wydusiłam wreszcie. Włosy rozczesał i związał w niedbały kucyk. - Wyglądasz świetnie tylko w szkole staraj się panować nad swoją mocą, bo zęby same z siebie nie robią się ostre..
  Zaśmialiśmy się oboje. Nagle pod drzwiami zobaczyłam cień i usłyszałam szepty. Matthias nakazał mi się uciszyć, a sam podszedł do drzwi na palcach i nagłym szarpnięciem je otworzył. Znów wybuchnęliśmy śmiechem. Na podłodze wyłożyli się bowiem Gin, Reb, Eva i Gabriell, a Olivier stał niewzruszony za progiem, zaraz potem jednak odszedł z rekami w kieszeniach.
  -Teraz nie wyglądasz już jak dzikie zwierze, Mat - powiedział Gin wstając.
  -Wiesz co jeszcze? - wyszczerzył się mój brat. - Idę z nią do szkoły - to mówiąc przycisnął mnie do siebie.
  -Ej! Kurde! Silny jesteś, więc uważaj trochę, co? - zaśmiałam się odsuwając jego rękę.
  -Gin! - zawołał Mat, bo chłopak już skierował swoje kroki na dół. - Chcesz poznać Differ666?
  Wrócił od razu.
  -Gdzie on jest? - spytał przejęty. Mat uśmiechnął się i popchnął mnie w stronę laptopa.
  -Jest tam... - powiedział i dał mi znak, żebym odpaliła gierkę. Zalogowałam się na swoje konto i nałożyłam słuchawki. Mat usiadł przy komputerze i zalogował się u siebie.
  -Kogo wyzywamy? - spytał. Zaśmiałam się
  -Mam wyzwań na pęczki. Bierzemy Mirę315 - powiedziałam zupełnie ignorując zdziwione spojrzenie Evy i Reb. Poklepałam łóżko obok siebie. - Usiądź Gin.
  Po pokonaniu przeciwnika przybiłam piątkę z Matem.
  -Następny? - spytał, ale zaprzeczyłam głową.
  -Jutro. Dziś idź się wyspać, bo... - zawiesiłam głos.
  -Razem idziemy do szkoły! - Zawołaliśmy razem. Wypchnęłam Evę i Reb  za drzwi i odwróciłam sie do Mata.
  -Obudzę cię o 6.30 wiec nie siedź długo.
  -Mówisz jak mama - zaśmiał się. - Dobranoc.
  -Dobranoc - uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi.
  -Jak ci się udało go przekonać?! - zawołała z podziwem Hilda, kiedy zeszłam na dół.
  -Przyznałam mu się, że jestem Differ666.. - mruknęłam. Olivier podniósł gwałtownie głowę i przyjrzał mi się krytycznie.
  -Wyglądasz inaczej niż sobie to wyobrażałem - powiedział. Wytrzeszczyłam oczy i odsunęłam się z dziwnym wyrazem twarzy.
  -Kim ty jesteś? - spytałam.
  -BrainBlack16 - burknął. - Zawsze chciałem zobaczyć z kim rywalizuję o pierwsze miejsce.
  -Czy ktoś w tym domu jeszcze gra w Burning Bloody Misery? - zawołał Gin i dwie ręce wystrzeliły w górę.
  -Hmm.. Nobu i Gabriell też? - zamyśliła się Reb, kiedy ja zbierałam szczękę z podłogi. - Stwórzcie drużynę.
  -Nie mogę być z nim w drużynie - wskazałam palcem na Oliviera.
  -No tak. To wbrew regulaminowi - mruknął chłopak podnosząc się z fotela.
  -Dobra dzieciarnia! - zawołał Nobu klaszcząc w dłonie. - Idźcie spać! Jutro wstajemy wcześnie!
  Hilda zatrzymała mnie w progu. Kazała zamknąć oczy i wzięła w swoje ręce moją prawą dłoń. Do głowy zaczęły mi wpływać podstawowe informacje o całej czwórce, a na koniec o Nobu i niej samej.
  -I jeszcze chcę ci coś powiedzieć - zmrużyła oczy. - Olivier znał cie już wcześniej. Śledził cię. Był jak psychopata, który chce cie zabić. Ale on miał inny motyw. On...
  -Hilda! - wrzasnął Olivier zagłuszając jej słowa. - Miałaś mi nie czytać w myślach!
  -Idę spać. Dobranoc - przytuliłam Hildę i pobiegłam na górę. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i po raz enty tego dnia ległam na łóżko. Z zamkniętymi oczami odszukałam pilota i wyłączyłam telewizor...
                                                                           CDN

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 5

  -Potrząśnij nią... - dobiegł mnie szept.
  -Nie, to by było niezgodne z regułami - odpowiedział szeptem drugi głos. Przewróciłam się na drugi bok i przetarłam oczy wierzchem dłoni.
  -Jakimi regułami? - ziewnęłam szeroko. Koło łózka siedzieli Reb, Mat i Gin.
  -Założyliśmy się o to kto będzie spał najdłużej. Ty spałaś równo 22 godziny, 51 minut i 36 sekund. Najkrócej z waszej trójki. Gabriell i Eva jeszcze chrapią - zaśmiała się Reb. Nagle spadły na mnie wspomnienia z wczorajszego dnia.
  -Czy ja... Czy ja naprawdę... zabiłam... Toma? - spytałam siadając na łóżku i podpierając się drżącymi rękami. Mat pokiwał głową, ale ja ni odczułam ani żalu ani smutku po stracie przyjaciela. Wręcz przeciwnie.
  -Widzę, że szybko odnajdziesz się w sytuacji, co? - na dźwięk tego głosu odwróciłam się w stronę drzwi. Stał w nich... mój adopcyjny tata.
  -Ale jak to? Przecież ty nie żyjesz... I ja widziałam... Zdjęcia.. Były zdjęcia... - zaczęłam się jąkać stojąc na drżących nogach. Zeskoczyłam z łóżka i przytuliłam się do mojego "nie żyjącego" ojca.
  -To wszystko było zaplanowane, cała moja śmierć... - uśmiechnął się przepraszająco odsuwając mnie na długość ramion. - Zmieniłaś się.
  -Nie da się nie zauważyć, ze wciągu ostatnich dwóch dni troszkę nie zmieniłam - zaśmiałam się.
  -Czemu tu jest tak głośno? - ziewnął Gabriell wchodząc i z rozmachu wpadając na plecy Nobu. - Co do cholery?! Co tu robisz?! Ale...
  -Tak, żyję i mam się dobrze - powiedział tata przerywając domysły Gabriella.
  -Dobra! Wytłumaczysz im to później! Teraz czas na śniadanie! - zawołała Hilda z dołu. Reb pociągnęła mnie za rękę i zbiegłyśmy ze schodów jako drugie. Na dole czekał Gin. Razem z Olivierem zasiadali właśnie do stołu. Ja i Rebecca padłyśmy na krzesła obok siebie, jednak Gabriell musiał się przesiąść naprzeciwko nas, bo dopiero co obudzonej Evy nie wolno drażnić. Matthias jak zawsze jadł u siebie. Tata usiadł obok Evy, która tylko powiedziała mu "dzień dobry" i dopiero po śniadaniu dotarło do niej kto to jest.
  -A teraz czas na szokujące wieści! - zawołała Hilda wstając od stołu. Wróciła ciągnąc za sobą Matthiasa.
- Ty też musisz to słyszeć.
  -No dobra... - burknął siadając, a raczej rzucając się na fotel. Teraz wstał Nobu.
  -A więc Shion... - zawahał się, ale Hilda zachęciła go do mówienia. - Ja... Ja...
  -No wyduś to, bo zaraz komuś przyłożę - wyszeptałam zaciskając pięści ze zniecierpliwienia.
  -Jestem twoim ojcem! - krzyknął a ja pokręciłam zawiedziona głową.
  -To wiem.. Co jeszcze?
  -Ale ja jestem twoim biologicznym ojcem  - powiedział kładąc mi rękę na ramieniu, a ja zamarłam z otwartymi szeroko ustami. - Matthiasie.. Twoim też.
  Teraz to już nikt się nie odzywał. wszyscy gapiliśmy się na Nobu, włączając w to Hildę.
  -Że co?! - wrzasnęłam w tym samym czasie co Mat podrywając się na równe nogi.
  -No pięknie.. W dwie minuty mój ojciec z idealnego taty staje się niewiernym tatuśkiem... - szepnęłam padając z powrotem na kanapę.
  -Może to tak wyglądać, przyznaję, ale wy - powiedział wskazując naszą dwójkę. - Jesteście pełnokrwistym rodzeństwem..
  -No to piątka braciszku.. - podniosłam dłoń, ale Mat nie ruszył się nawet o milimetr.
  -On nie wie o co chodzi - zaśmiała się Reb i zademonstrowała co mój nowy brat powinien zrobić.
  -Bardzo dobrze - powiedziałam, gdy Mat skopiował ruchy dziewczyny. Chcąc rozładować napięcie Hilda Zaczęła się śmiać. Na szczęście jej śmiech jest zaraźliwy i zaraz trzymaliśmy się za brzuchy bolące nas od śmiechu.
  -Ale ty tak na serio? - spytałam tatę, gdy zostaliśmy sami.
 - Noooo taaaak... Przyszedłem tu za tobą, bo jak Mata wysyłaliśmy na Ziemię to jeszcze to przebolałem, ale dwójki dzieci nie mogłem stracić. Kiedy ty miałaś rok ożeniłem się z Ren, ale zawsze jeszcze szukałem Matthiasa... - Nobu ewidentnie chciał mi streścić swoje życie, ale powstrzymałam go ruchem ręki.
 - Dobra, dobra... Wieżę ci... - westchnęłam. - Czemu umarłeś? Sorry... Czemu upozorowałeś śmierć?
  -Bo znalazłem Matthiasa i zacząłem go trenować. Nie mogłem sobie pozwolić na nic innego - wytłumaczył.
  -A ja? Mnie też mogłeś trenować! - zawołałam z żalem.
  -Moce można uaktywnić po 15 urodzinach. no, przynajmniej tu, na Ziemi... Mat jest od ciebie rok starszy, a znalazłem go pół roku temu. Wcześniej przygarnęła go Hilda, ale ona nie potrafiła ujarzmić jego mocy. Gdyby nie ja, skończyłby jak Tom - zasępił się. - Przepraszam. Miałem wrócić na twoje urodziny..
  -To ja spieprzyłam sprawę.. - w drzwiach stanęła Hilda. - Powinnam była sama wydrzeć z niego moc. Wtedy by żył.
  Otworzyłam szeroko oczy.
  -Czyli to przeze mnie...? Ja sama chciałam to zrobić, bo z mojego powodu tu byli... - szepnęłam. Nobu pogłaskał mnie po głowie. Nikt głupio nie zaprzeczył.
  Cały dzień siedziałam w swoim pokoju przed telewizorem. Poprosiłam, żeby nikt nie przychodził, a oni uszanowali moją wolę. jedynie Matthias, który nie wiedział, że nie chcę gości, przyszedł do mnie z pizzą. Właśnie stoi pod drzwiami.
  -Hej, Shion.. Mogę? - spytał szeptem.
  -Ech.. No właź.. - warknęłam odblokowując drzwi. Matthias wpadł do pokoju ledwo utrzymując równowagę. Zamknęłam za nim drzwi i wróciłam do swojego łóżeczka. Opatuliłam się kocem tak, że tylko twarz było widać. W pokoju panował półmrok, który rozjaśniał tylko blask telewizora. Mat usiadł obok mnie i otworzył pudełko. Gorące powietrze pachniało przepysznie, więc odkopałam i wyciągnęłam ręke po kawałek pizzy. W drugą Mat wcisnął mi puszkę coli.
  -Jak tam siostrzyczko? - spytał czochrając moje włosy.
  -Piffa jeft dobfa - wymruczałam z pełnymi ustami. Chłopak zaśmiał się.
  -Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło - powiedział udając ogromne zainteresowanie kanałem przyrodniczym.
  -Jednego dnia dowiaduję się, że mój biologiczny (!) ojciec był cały czas obok mnie! I że mam brata! I że niepotrzebnie uśmierciłam swojego przyjaciela! I ze jestem jakąś istotą z książek fantasy! I ze moja matka jest królową! A ja księżniczką! I że... - przerwałam by zaczerpnąć powietrza i nagle wszystkie kumulowane emocje wybuchły. Po policzkach pociekły mi łzy. -Sorry, sorry.. Przepraszam, muszę na chwilę wyjść - powiedziałam wypadając na korytarz.
  -Musze się uspokoić - szeptałam wycierając oczy mokre od łez i ochlapując twarz zimną wodą. Westchnęłam wychodząc z łazienki. Z mojego pokoju usłyszałam odgłosy kłótni.
  -Co ty jej zrobiłeś?!
  -Nic po prostu wybuchła. Wszystkiego dowiedziała się w jeden dzień.. My wiedzieliśmy to po 2 lata wstecz.
  -Nie wierzę. Ona po czymś takim by nie płakała. Kiedy zobaczyła mnie na balkonie i jej matkę we krwi nie była nawet przestraszona!
  Przyspieszyłam kroku. Gdy stanęłam w drzwiach moim oczom ukazał się dziwny obrazek. Wkurzony Olivier stał przed moim łóżkiem trzymając za kołnierz spokojnego Matthiasa, którego nogi nie sięgały już podłogi. Gdy mój brat mnie zobaczył uśmiechnął się i pomachał mi. Olivier odwrócił się i puścił Matthiasa po czym wbił ręce i kieszenie spodni i wyszedł. Wskoczyłam na łóżko i znowu zakopałam się pod ogromnym kocem.
  -Jeszcze wy się pobijcie, do cholery... - mruknęłam pociągając nosem.
  -Nie łam się! - powiedział Mat wesoło. - Jak szła ta piosenka? Czekaj... And I am stronger now...?
  Brat zamyślił się by po chwili zacząć nucić. Wychyliłam głowę spod kocyka i wtedy zaczął śpiewać "Stronger". Szczerze zdziwiłam się gdy zaśpiewał drugą zwrotkę, której ja nie nuciłam przy przemianie.
  -Ja tez tego słucham - wyszczerzył się. Podłączyłam migiem laptopa do prądu i włączyłam swoją playlistę. Po przesłuchaniu kilku lekkich kawałków zabraliśmy się za mocniejsze piosenki. Bawiłam się tak dobrze, że zapomniałam gdzie się znajduję.
  -Fajnie jest mieć brata - powiedziałam, gdy po raz setny przybiliśmy sobie piątkę. - A szczególnie takiego jak ty!
  -A ty jesteś zarąbistą siostrą. Dziś uśmiechnąłem się pierwszy raz od bardzo dawna - popatrzyłam się na mata jak na wariata.
  -Serio?! a mówią, ze to ja jestem ponura... - westchnęłam, ale zaraz zastygłam. - Gdzie Hilda i Ojciec?
  -Na dole. Czekają aż zejdę i opowiem im jaka to jesteś smutna... - nie usłyszałam co powiedział potem, bo zbiegałam już po schodach.
  -Tato! Co będzie ze szkołą?! -  zawołałam wpadając do salonu.
  -Załatwię tobie, Evie i Gabriellowi usprawiedliwienia. Na razie musicie tam chodzić, żeby nie wzbudzać podejrzeń. A co do Toma... - ojciec zawahał się.
  -Upozorujemy wypadek - powiedział zjawiając się nie wiadomo stąd i kiedy, Olivier.
  -Spoko. Czyli mam normalnie chodzić do szkoły, jak gdyby nigdy nic, tak? - westchnęłam z ulgą.
  - Ale musimy sobie coś wyjaśnić.. - przerwała mi Hilda. - Jesteś córka Revy, a co za tym idzie też księżniczką. Anioły Światła wiedzą kim jesteś i za wszelką cenę będą chciały cię porwać, ale jeśli się przeciwstawisz to cię zabiją.
  -Czyli od dziś.. - wtrącił Nobu. - Do szkoły i ze szkoły chodzicie wszyscy razem. Olivier... Ty będziesz odprowadzał kogoś kiedy będzie miał coś dodatkowego. Dla Rebeccy załatwiłem już lewe papiery, będzie z wami w klasie. A Mat..
  -Ja się stąd nie ruszam! - zawołał chłopka z piętra.
  -Sami widzicie.. - westchnął Nobu zrezygnowany. - Została jeszcze kwestia Gina. On nie musi już chodzić do szkoły, bo ma 18 lat.
  -Zamienię się rolami z Matthiasem.. - powiedział  Gin jakby wywołany, z kubkiem herbaty. - Kiedy usłyszy, że będzie w klasie z Shion to na pewno pójdzie.
  -Przecież jest ode mnie starszy - powiedziałam kiedy wszyscy ucichli. Ojciec wziął jakieś papiery ze stolika i zaczął czytać:
  -"Tych dwoje uczniów nie dostało promocji do klasy I gimnazjum. Proszę także o przeniesienie Rebeccy i Matthiasa do klasy III c..." - przerwał dopatrując się naszej reakcji. - Itp, itd. Rozumiecie o co chodzi, nie?
  Pokiwaliśmy głowami, ale wszyscy wiedzieli, ze teraz najtrudniejszy punkt planu. Przekonanie matthiasa do pójścia do szkoły.

czwartek, 13 czerwca 2013

Rozdział 4

  Jeden z Aniołów zauważył moich przyjaciół i poinformował o tym pozostałych. Trzech z nich pobiegło w tamtą stronę. Eva cofnęła się, ale z przerażenie wmurowało jej nogi w ziemię i nie pozwoliło uciec kiedy jeden ze stworów zamachnął się i wbił jej pięść w brzuch. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Gabriell i Tom próbowali odciągnąć Anioły od Evy, ale z marnym skutkiem. Dziewczyna wrzasnęła z bólu, gdy pazury stwora przecięły jej ramię. wezbrał we mnie w gniew. Ryknęłam wściekle aż wszyscy odwrócili się w moją stronę. Z moich łopatek przy akompaniamencie mojego wrzasku, wyrosły czarne, ogromne skrzydła. Poruszyłam nimi bez najmniejszych problemów. Uniosłam się do góry i poleciałam niczym pocisk ochronić przyjaciół. Anioły zastępowały mi drogę, ale ja rozcinałam im gardła nawet nie zwalniając. Gdy byłam nad przerażoną trójką otoczoną przez stwory, zatrzymałam się gwałtownie i delikatnie stanęłam na ziemi.
  -Zostawcie ich to może nic wam nie zrobię - warknęłam szykując się by być gotowa na odparcie ataku w każdej chwili. Rozłożyłam skrzydła zasłaniając nimi przyjaciół, ale w tym momencie Anioły ruszyły do ataku. Dwóm wyrwałam i zgniotłam serca, ale trzeci nie dał się tak łatwo. Zaatakował z góry, przycisnął mnie do ziemi i zaczął okładać pięściami.
  -Shion! - usłyszałam wołanie Reb. Podcięłam gardło Aniołowi w mgnieniu oka i wstałam. Skrzydła zniknęły, ale czułam, że dalej nie wróciłam do swojej ludzkiej postaci. W moją stronę biegli Reb, Mat i Gin. Olivier już dawno stał przy mnie, ale ja go odsunęłam i stanęłam twarzą w twarz z Gabriellem, Evą i Tomem. Przerażeni odsunęli się gdy tylko zrobiłam krok w ich stronę.
  -Zostaw nas! Nie podchodź! - zawołał Gabriell.
  -Jak mam wyciszyć moc? - spytałam zwracając się do Oliviera.
  -Wyobraź sobie, że w ogromnym słoiku zamykasz czarny płyn... - szepnął gdy zamknęłam oczy. Poczułam lekki wiaterek.
  -Tak, to ja - westchnęłam odpowiadając po raz setny Evie. Teraz wszyscy siedzieliśmy w salonie. Gin lewitował sobie obok mnie, a Reb siedziała na stole, gdy Olivier nie odstępował mnie nawet na krok. Mat tymczasem znów wrócił do swojego pokoju.
  -Ale jak...? - spytał Tom. Znów westchnęłam.
  -Sama nie wiem. Dopiero wczoraj się o tym dowiedziałam. Tam na Ulicy to był tylko instynkt... - ledwo powstrzymałam się by nie powiedzieć mordercy. W tej chwili weszła Hilda.
  -To oni... To ta trójka - powiedziała mi na ucho,a ja aż drgnęłam. Spojrzałam na nią zaskoczona. - Inaczej nie widzieliby Aniołów.
  -O co chodzi? - spytał Gab, który tak jak ja, szybko przyswoił sobie sytuację, że naokoło niego czterej... A nie, przepraszam. Że wszyscy w tym pokoju są fantastycznymi istotami prosto z powieści.
  -Wasza moc się jeszcze nie obudziła, ale to tylko kwestia czasu - powiedziała Hilda zbywając pytanie machnięciem ręki.
  -Ale jak to "wasza"? My też coś takiego mamy? - spytała Eva. Kiwnęłam głową, a Hilda podjęła opowieść:
  -Shion też jest dzieckiem ludzi takich jak ja. Ma więcej mocy, bo jej matka jest królową. Gdy Revy, matka Shion, usłyszała, że wasi rodzice się was spodziewają, zapewniła im ucieczkę do tego świata o nic nie pytając. przy okazji twoim rodzicom - wskazała na Gabriella. - powierzyła misję dostarczenia swojej małej córeczki do Sudcliffów.
  -Ale czemu jej mama nie przyszła z nią?! - obruszyła się Eva nagle łapiąc mnie za rękę.
  -Jest królową. Gdyby i ona zniknęła to byłoby podejrzane. Zaczęłoby się śledztwo. Znaleźliby was, wasze rodziny i Shion oraz Revy, a potem zabili - wytłumaczyła spokojnie, ale zacisnęła ręce na poręczy metalowego pręta do rozgrzebywania popiołu w kominku. Gdy go puściła wstrzymałam oddech. Pręt wgiął się pod naciskiem rąk Hildy. - Chodźcie za mną.
  Wszyscy podążyliśmy za ciocią. Szłam ramie w ramie z Evą po prawej i Gabrellem po lewej stronie. Tom szedł niespokojnie z przodu oglądając się przez ramię.
  -Wasza trójka wchodzi ze mną - powiedziała Hilda, gdy stanęliśmy przed jej pokojem. - Shion. Idź z Rebeccą i ogarnijcie się trochę.
  Dziewczyna pociągnęła mnie za rękę. Poszłam za nią uśmiechając się przepraszająco do spiętych przyjaciół.
  Stojąc w łazience i czesząc włosy czułam się okropnie słysząc tłumione krzyki Evy i Toma. Gabriell poradził sobie nieźle. Tak jak ja, śpiewał naszą ulubioną piosenkę "Stronger". W jego wykonaniu brzmiało to... słodko. Głos miał chrypiący i bardzo dojrzały.
  -Ty też to śpiewałaś, prawda? - spytała Reb kiedy zaczęła nucić razem z Gabriellem czesząc swoją grzywę. - Ja wrzeszczałam jakby mnie ze skóry obdzierali. Okropne uczucie.
  Wzdrygnęła się na samo wspomnienie tamtego wydarzenia.
  -Mnie aż tak nie bolało. Dało się żyć. Nie było gorzej niż kiedy wylądowałam na ostrym dyżurze z połamanymi żebrami i nogą... - zaśmiałam się widząc zdziwioną minę Reb.
  -Kim ty jesteś? - spytała powracając do czesania włosów.
  -Cóż... - zaczęłam, ale usłyszałam trzask drzwi pokoju Hildy. Wypadłam z łazienki i zamurowało mnie na widok przemienionej przyjaciółki. Eva miała bordowe oczy, a na rudych włosach - czarne pasma.
  -I jak? - spytała słabym, drżącym ze zmęczenia głosem.
  -Wiesz.. Wyglądasz o niebo lepiej niż ja. Zazdroszczę - wydęłam żartobliwie policzki. - Jak oni się czują?
  -Gabriell zachował trzeźwy umysł tylko dzięki tej waszej piosence, ale z Tomem jest o wiele gorzej...
- zasmuciła się. - Siedzi i wmawia sobie, że to tylko sen. Miałam po ciebie pójść..
  -No to chodźmy - powiedziałam, ale Eva mnie powstrzymała.
  -Lepiej się przemień, księżniczko - uśmiechnęła się. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że smoła wypełnia moje ciało. To było tak przyjemnie uczucie, że nie zauważyłam kiedy przegięłam. Na szczęście opanowałam się i weszłam do pokoju.
  -Spokojnie Tom. To rzeczywistość... - mówił Gabriell trzymając chłopaka za ramiona.
  -Nie.. To nie możliwe.. - szeptał cały czas. Gdy mnie zobaczył przeraził się jeszcze bardziej. podskoczył do góry i próbował uciec, ale w porę go złapałam. Przytrzymałam go za ramiona i walnęłam z liścia.
  -Ogarnij się idioto! - wrzasnęłam mu w twarz. Trochę się uspokoił, ale nadal siedział w kącie i coś mamrotał.
  -Co c nim zrobimy? - zaniepokoiła się Eva. Do pokoju wpadł Gin.
  -Hilda.. Coś dziwnego dzieje się z Olivierem! - krzyknął, a jego oczy zdradzały strach.
  -Shion.. - powiedziała znacząco schodząc z biurka. Posłusznie poszłam za ciocią. Gdy zobaczyłam Oliviera zabrakło mi słów. Siedział na łóżku skulony z przerażonymi, szeroko otwartymi oczami i coś do siebie mamrotał.
  -O cholera.. - mruknęłam i podeszłam do chłopaka. - Olivier.. Co ci jest? - to mówiąc dotknęłam jego ramienia, ale on złapał moją rękę i odsłonił ostre jak brzytwa zęby. W odwecie, nim ktokolwiek zdarzył się ruszyć, walnęłam go otwartą dłonią w policzek. Chłopak chwycił mnie za kołnierz koszuli i uniósł do góry, a ja kopnęłam go w brzuch glanem i przycisnęłam do podłogi.
  -Obudź się idioto! - wrzasnęłam i walnęłam Olivierka pięknym sierpowym. Kiedy na policzku chłopaka odcisnął się mój pierścionek, on zamrugał przytomnie.
  -Co ty robisz? - spytał zdezorientowany patrząc to na mnie, to na Hildę i Gina stojących w drzwiach.
  -No.. Wróciłeś do nas - westchnęłam wstając i pomagając podnieść się chłopakowi. -Moja rola skończona. Jak coś znów będzie odwalał to wołajcie! - krzyknęłam na odchodnym. Skierowałam swoje kroki do gabinetu cioci, z którego dochodziły dziwne dźwięki.
  -Shion.. - jęknęła Eva opierając się o framugę drzwi. Zesztywniałam, ale zaraz wpadłam do pokoju. Reb i Gabriell trzymali Toma za ramiona, a ten próbował się wyrwać warcząc cicho.
  -Moc i żądza krwi wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem. On się nie kontroluje - wyjaśniła Reb. Już wiedziałam co mam robić, ale zanim się poruszyłam poczułam czyjąś rękę na ramieniu.
  -Nie musisz tego robić ty.. Może Olivier.. Dobrze się już czuje.. On jest wytrenowany w kryciu przed sobą własnych uczuć - powiedziała Hilda.
  -Chcę to zrobić sama - odparłam z przekonaniem ku wielkiemu zdziwieniu obecnych przy tym zdarzeniu ludzi. Podeszłam do Toma i położyłam mu rękę na głowie. Teraz tą która się nie kontrolowała byłam ja. Nie wiem skąd wiedziałam co mam robić, to był instynkt. Zamknęłam oczy i wyszeptałam:
  -Przepraszam, ze cię w to wciągnęłam stary. Naprawdę przepraszam.. - po czym wyobraziłam sobie, że łapię i wyciągam moc Tom z jego ciała. Odsunęłam rękę i otworzyłam oczy. Stałam przed pustym ciałem z wyciągniętą przed siebie ręką, a nad otwartą dłonią latał kłębek mocy mojego przyjaciela.
  -Co mam z tym zrobić? - spytałam zwracając się do Hildy. Tak samo jak ja, była zdziwiona moim zachowaniem.
  -Wchłoń ją.. - powiedziała jakbym miała wiedzieć jak mam to zrobić... Ale wiedziałam. Zamknęłam dłoń na latającym kłębku, a gdy znów ją otworzyłam, po mocy Toma nie było śladu. Czując, że więcej nie pociągnę, anulowałam swojego demona i nagle nie wiedziałam wyraźnie nawet po człowieczemu. Powieki same mi opadały, a ciało zwiotczało.
  -Idę się położyć - mruknęłam i ruszyła do drzwi, ale ciocia mnie zatrzymała.
  -Dziś prześpisz się tutaj - wskazała swoje łóżko. - Wątpię czy zdołasz dojść do swojego pokoju.
  Jeśli tak na to spojrzeć i obliczyć z zegarkiem w ręku to nie spałam już od 27 godzin z minutami. Posłusznie położyłam się, a raczej padłam na łóżko. Nie zawracałam sobie głowy przykrywaniem się. po prostu zasnęłam, gdy tylko moja głowa dotknęła poduszki...

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 3

  - Co cię do mnie sprowadza, Shion? - spytała siedząc tyłem do drzwi na biurku.
  -Rebecca i Matthias kazali mi przyjść... Mam ranę na plecach- powiedziałam bez emocji. Kobieta odwróciła się do mnie.
  -Podejdź tu, dziecko - poprosiła miękkim głosem. Zrobiłam co powiedziała i odwróciłam się do niej plecami. Hilda rozcięła bluzkę by dostać się do rany, ale chwilę potem zastygła.
  -Ale tu nic nie ma.. Już nie widać nawet zadrapania - stwierdziła, a ja otworzyłam szeroko oczy. Usiadłam na podłodze żądając wyjaśnień.
  -I tak nie uwierzysz - machnęła ręką, a ja popatrzyłam na nią kpiącym wzrokiem.
  -Już za dużo widziałam, żeby nie uwierzyć we własne pochodzenie...
  -W takim razie słuchaj - przerwała mi schodząc z biurka i siadając naprzeciwko niej. - Twoja matka jest tak jakby królową, ale w tam gdzie mieszka kobiety nie mogły mieć dzieci przed dwudziestką. Inaczej umierają oboje. Ty jesteś wyjątkiem.. Wszyscy tu są. Jeszcze nie znalazłam czwórki takich dzieci. No, ale do rzeczy. Kiedy się urodziłaś Revy zaniosła cię pod drzwi Sudcliffów dołączając tylko kartkę z twoim imieniem. Ja tymczasem zostałam twoją dobrą wróżką chroniącą cię. Tak naprawdę jestem siostrą Revy, a co za tym idzie, twoją ciotką - uniosła dwa palce i uśmiechnęła się przyjaźnie.
  -No jak tak popatrzeć to gusty mamy podobne - skwitowałam wypowiedź. Hilda zaśmiała się tylko, ale zaraz potem spoważniała.
  -Chcesz się przebudzić księżniczko? Chcesz ją obudzić? Obudzić swoją moc? - spytała, a ja pokiwałam energicznie głową. -Usiądź tyłem i podaj mi lewą rękę.
  Posłusznie zrobiłam co mi kazała. Poczułam jej rękę na kręgosłupie, a chwilę potem okropny ból rozerwał mi łopatki. Zacisnęłam zęby, żeby nie krzyczeć. Przypomniałam sobie swoją ulubioną piosenkę. Zaczęłam nucić melodię, by po chwili cicho wyrzucać z siebie słowa:
  - And I am, stronger now. Since you crawled away. You're so far away. And I am, stronger now. Since you crawled away, since you crawled away.. - śpiewałam cały czas. Teraz ból przeniósł się na ręce i nogi, potem na dłonie by zamienić się w falę ciepła zalewającą moje ciało.
  -To wszystko - westchnęła Hilda. - Szybko poszło.
  Wstałam i popatrzyłam cioci w twarz. Ona zatoczyła się do tyłu panicznie szukając oparcia.
  -Jesteś... Wyglądasz straszniej niż... Olivier... Niż cała czwórka razem wzięta... - zaskrzeczała, ale zaraz się opanowała. - Idź już, Shion. Naucz się walczyć z Aniołem Światła.
  Gdy otworzyłam drzwi zderzyłam się z Olivierem. Odskoczył ode mnie i zaczął na mnie warczeć. Pomachałam mu ręką przed oczami, a on w tym momencie mnie poznał.
  -A więc to już... - mruknął przypatrując mi się uważnie. - Nieźle ci w tej postaci.
  -Dzięki - powiedziałam nie rozpoznając swojego głosu. był głębszy, dźwięczniejszy i ... przerażający nawet jak dla mnie. - Kazała mi iść walczyć, więc spadam.
  Uniosłam dłoń do góry i zanim mnie zatrzymał, a wyraźnie chciał to zrobić, pobiegłam do wyjścia. Włosy powiewały mi naokoło głowy.
  -Jak w filmie - mruknęłam zadowolona. Wyszłam za drzwi zaraz po tym jak obok przeleciała Rebecca. Zlokalizowałam napastnika i wbiłam mu rękę między żebra. Wyciągnęłam bijące serce z wyjącego stwora i zgniotłam je. W tym momencie zobaczyłam, że moje paznokcie są dłuższe i ostro zakończone. 
  Zatrzymałam jedną ręką lecącego na mnie Gina.
  -Ej! - wrzasnęłam. - Uważaj w kogo celujesz chłopie!
  -A kim ty niby jesteś? - odparował chłopak ciągle patrząc mi się w oczy. 
  -No cholera! To ja! - krzyknęłam rozkładając ręce i potrząsając głową. - Shion!
  Chłopak wyrwał się z transu i spojrzał na mnie uważniej po czym otworzył szeroko oczy. Chyba mi uwierzył, bo nie zwracając na mnie już najmniejszej uwagi, ruszył na przeciwnika. Za nim zobaczyłam Rebeccę szarpiącą się z trzema aniołami. Wezbrał we mnie gniew. Prawie automatycznie uniosłam ręce do góry, a między rozcapierzonymi palcami pojawił się czarny, wirujący ogień. Ruszyłam do ataku i wpakowałam każdemu stworowi po jednej takiej kulce. Pomogłam dziewczynie wstać.
  -Wszystko ok? - syknęłam rozglądając się badawczo. 
  -Tak - szepnęła patrząc na coś za mną. Po chwili wiedziałam co ją tak zszokowało. Koło bramy stały trzy osoby. Wytężyłam wzrok i zamarłam z przerażenia. 
  -Co... Co oni tu robią? - szepnęłam. Na drodze z przerażonymi minami stali Gabriell, Eva i Tom.