Drzwi były zamknięte na klucz. Gdy
dostałam się do środka, usłyszałam cichy plusk. Zaklęłam cicho, kiedy zdejmując
po ciemku glany musiałam wykonywać dziwne tańce, żeby się nie wywrócić, a
ostatecznie i tak wdepnęłam w coś mokrego.
-Mamo? - zawołałam. Nagle w salonie rozległo się
szczekanie i zapaliło się światło. Przez drzwi wyjrzała mama, witając mnie
zmęczonym uśmiechem. Zapaliła światło w korytarzu, a ja spojrzałam w dół i
skrzywiłam się z obrzydzeniem. – Brutus! – zawołałam odrobinę zła na psa.
Zdjęłam skarpetki dwoma palcami, prawie paznokciami. Mama zaśmiała się widząc
moją minę i posprzątała po psie. Westchnęłam cicho i poszłam do swojego pokoju
odłożyć plecak. Spojrzałam smutno na fotografię wiszącą nad moim łóżkiem. Pół
roku temu zmarł mój ojciec, Nobu. W tym samym dniu niechcący dowiedziałam się,
że w pewnym sensie jestem adoptowana. Podobno ktoś podrzucił mnie pod drzwi
Sudcliffów , kiedy miałam ze cztery miesiące. Przy mnie znaleziono tylko kartkę
z napisanym na szybko imieniem i datą urodzenia. Uśmiechnęłam się pod nosem. Od
zawsze miałam dziwne życie. Do tej pory myślałam, że to przez charakter. Nadal
tam myślę, jednak moja mama, Ren, twierdzi inaczej. Tłumaczyła wszystko dziwną
energią, którą wytwarzałam, która jednocześnie ściągała do mnie wszelkiego
rodzaju kłopoty. Całe szczęście, że nie wierzę w takie bzdury. Oczywiście
fajnie byłoby mieć jakąś moc, nie przeczę, ale bez przesady, nie moc
przyciągania kłopotów.
-Shion! Obiad gotowy! - zawołała mama, zatrzaskując drzwi
wyjściowe, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia. Ruszyłam do salonu,
tłumiąc śmiech. Od śmierci taty jadłyśmy wyłącznie gotowe dania do odgrzania
albo chodziłyśmy do fastfood’ów. Rzadziej zamawiałyśmy pizzę. Żadna z nas nie
kwapiła się zajmować miejsca mojego zmarłego taty, który od kiedy pamiętam
rezydował w kuchni, podczas, gdy mama pracowała.
Tym razem Ren zamówiła chińszczyznę z budki niedaleko.
Zajadałyśmy się nią siedząc przed telewizorem, ale ja nie oglądałam tego, co
pojawiało się na ekranie. Przeżuwałam powoli jedzenie, zamyślona. Moja mama
jest ideałem. Wysoka brunetka (naturalna!) z dużymi... ekhm... oczami.
Szczupła, mimo, że wszystko miała tam gdzie trzeba. Zastanowiłam się jak los
mógł być tak niesprawiedliwy. JA jestem rudą podróbką dorosłego Simby z Króla
Lwa.. Ale to i tak lepsze niż bycie szatynką. W szkole mam przezwisko Szatan.
Najpierw było to z powodu włosów, ale potem zaczęłam wdawać się w co raz
więcej bójek i tak już zostało. W dodatku byłam wyższa niż ¾ dziewczyn, które
znam.
Dziabnęłam widelcem w pudełku, ale ten natrafił na
pustkę. Zerknęłam do pudełka. Nawet nie zauważyłam kiedy skończyłam jeść. W tym
momencie Ren odchrząknęła, zwracając na siebie moją uwagę.
- Mam jutro dużo pracy,
wrócę dopiero nad ranem. Przepraszam, kochanie – uśmiechnęła się smutno. Cały
dobry humor gdzieś przepadł, ale dzielnie trzymałam uśmiech na ustach, kiwając
głową ze zrozumieniem. No tak, praca. Jak zwykle.
Mama wstała i nalała sobie wina do kieliszka. Zauważyłam,
że butelka była już do połowy opróżniona.
Posprzątałam ze stołu, podczas gdy Ren poszła na górę wziąć
prysznic. Czekając aż zwolni łazienkę, wyszłam na balkon i popatrzyłam w niebo.
Nagle usłyszałam świst powietrza. Pochyliłam się odruchowo i zamarłam. Pod moim
domem stał najprzystojniejszy chłopak z mojej szkoły. Zdziwiona przeskoczyłam
barierkę i zeszłam po drzewie na ziemię. Idąc przez podwórko przyjrzałam się
bursztynowym włosom i.. Jego oczy zdawały się być czerwone. Zmarszczyłam brwi.
Oj, Shion. Tobie chyba trzeba już snu.
- Co chcesz? - spytałam na dzień dobry. - Jest późno, a ja
jestem zmęczona...
- Jutro są twoje urodziny, nie? - spytał jakbyśmy byli
kumplami od kilku lat. Potwierdziłam i jeszcze raz przyjrzała się oczom dwa
lata starszego Oliviera. Nadal były czerwone, wręcz bordowe. Nagle zaczęły
dziwnie błyszczeć. Cofnęłam się, gdy podszedł do furtki i zacisnął na niej
palce. Nagle poderwał głowę do góry. Tęczówki Oliviera były z powrotem brązowe.
-Shion! Z kim rozmawiasz? - zawołała Ren.
-Kolega pytał czy jutro coś jest zadane! - odkrzyknęłam. - Już
sobie idzie - powiedziałam z naciskiem. Przez chwilę miałam wrażenie, że
zachichotał. Odchodząc odwrócił jeszcze głowę i uśmiechnął się do mnie. Jego
oczy znów błysnęły czerwienią, a ja miałam wrażenie, że zaraz dostanę zawału.
Nie. Przecież to nie jest możliwe.
- Mamo! Czemu mnie nie
obudziłaś? Czemu mnie nie obudziłaś?! – wrzasnęłam, robiąc wszystko szybko i
chaotycznie. -Spóźnię się jeśli mnie teraz nie zawieziesz!
-Sama muszę jechać teraz do pracy! Mam
w drugą stronę! - odkrzyknęła biegnąc do kuchni. – Pospiesz się to zdążysz!
Wcisnęłam stopy w glany, zarzuciłam
plecak na ramię i wybiegłam z domu. Mundurek szkoły nie pomagał w szybkim
poruszaniu się, więc szybko zdjęłam czarną marynarkę i poluzowałam krawat w
biegu. Wpadłam do metra zdyszana i padłam na jedno z wolnych siedzeń. W czasie
jazdy zdecydowałam, że odpuszczę sobie pierwszą lekcję. Nie miałam po co tam
iść. Gdy tylko weszłam do szkoły zaczęłam intensywnie myśleć gdzie mam
przeczekać ten czas. Po zmienieniu butów postanowiłam iść do piwnic, do których
nikt praktycznie już nie chodził. Usiadłam pod ścianą i opierając się o nią
plecami, zaczęłam myśleć. Nie chciałam dzisiejszego dnia spędzić samotnie. Niby
nic nieznaczący, ale jedyny taki dzień..
Obudził mnie dzwonek na przerwę. Przetarłam
oczy i nieprzytomnie odgarnęłam włosy z twarzy.
-No! Nareszcie jesteś - zawołała
Eva, gdy już lekko rozbudzona podeszłam do nich na korytarzu. - Wszystkiego
najlepszego Shion!
-Wszystkiego Najlepszego! -
zawołali chórem Aki, Tom i Gabriell.
-Dzięki - uśmiechnęłam się
promiennie, ściskając każdego z nich po kolei.Nagle przeszedł mnie dreszcz. Zerknęłam
za siebie, napotykając wzrok Oliviera. Uśmiechnął się lekko, w ogóle nie
przypominając chłopaka z wczorajszego wieczora. Nie zaprzątając sobie tym
więcej głowy, zaczęłam żywo rozmawiać z moimi przyjaciółmi. Reszta lekcji
minęła jakby to było 5 minut. Nie wiedząc co się będzie działo, cieszyłam się.
Nie powinnam.
Pomachałam do przyjaciół jadących
autobusem w przeciwnym kierunku. Nałożyłam słuchawki i oparłam się o słup. Po
trzynastu minutach westchnęłam ciężko i usiadłam na ławce.
-To samo stało się z autobusem.. – mruknęłam, kiedy wreszcie, po półgodzinnym
opóźnieniu, nadjechał mój numer.
Podeszłam do bramki i
spojrzałam na swój dom. Zmarszczyłam brwi i zdjęłam słuchawki. W pokoju mojej
mamy paliło się światło.
-To dziwne. Mówiła, że wróci
później... - powiedziałam sama do siebie, otwierając drzwi. Korytarz był
pogrążony w mroku, a ja znów w coś wdepnęłam. Westchnęłam i znów odtańczyłam
dziwny taniec, zdejmując glany. Przeszłam kilka kroków i zapaliłam światło. Gdy
schyliłam się by zdjąć skarpety, zastygłam w bezruchu. Czy to możliwe?
Odwróciłam się. Kałuża przy drzwiach, moje mokre ślady w korytarzu..
-Mamo? – zawołałam, powstrzymując
odruch wymiotny. W powietrzu unosił się metaliczny zapach krwi. Przeszłam przez
korytarz brudząc i tak już brudną podłogę. Stojąc przy drzwiach do pokoju mamy,
wstrzymałam oddech słysząc krzątaninę. Ktoś był w środku. Moje myślenie chyba
zostało wyłączone, bo po kilku sekundach nacisnęłam klamkę i pchnęłam drzwi,
ale gdy miałam wejść do środka, zamarłam w pół kroku. Mama leżała na podłodze w
kałuży krwi z szeroko otwartymi oczami i ustami wykrzywionymi w niemym krzyku.
Na balkonie ktoś stał. Tyłem do mnie. Z jego pleców wyrastały czarne skrzydła.
Zakręciło mi się w głowie, a wzrok przyćmiły łzy. Odwrócił głowę w moją stronę,
a ja zauważyłam znajomy tatuaż. Skrzydło ptaka na szyi.
- Ostrzegała cię... – powiedział,
szczerząc ostro zakończone zęby. Z mojego gardła wydobył się szloch. Zacisnęłam
powieki, nie chcąc widzieć tego wszystkiego. To za dużo. Kiedy otworzyłam je z
powrotem, mężczyzny nie było. Zadzwoniłam na policję, tłumacząc roztrzęsiona co
się stało. Wybiegłam z pokoju i zawisłam nad umywalką, zwracając wszystko, co
dziś jadłam. Potem usiadłam na ziemi i tylko płakałam. Wyszłam z łazienki i
trzęsąc się ruszyłam korytarzem. Podniosłam białą kartkę z ziemi i rozłożyłam
ją. Dziwnie normalne wydało mi się teraz, że na środku mojego korytarza zastałam
jakiś adres i krótką notkę, mówiącą, że powinnam tam pojechać. Zeszłam do
salonu i usiadłam na kanapie. Z moich oczu znów popłynęły łzy. Odeszła, a ja
nawet nie zdążyłam się z nią pożegnać czy przeprosić za rano. Gdy tylko
przyjechała policja, jeden z mundurowych kazał mi wsiąść do samochodu. Tak jak
prosił podałam mu adres, pod którym
- Tam mieszka siostra mamy.. – palnęłam bezmyślnie. Czemu to musiała
być akurat Ren? Przecież była moją rodziną. Co z tego, że nie biologiczną?.
- To tutaj.. - powiedział policjant
zatrzymując samochód pod ogromnym domem. - Wejdę z tobą. Chcę przesłuchać
ciebie i twoją ciocię.
Kiwnęłam głową powoli, ale w środku
panikowałam jak cholera. Co ja robiłam? Nie znałam nikogo spod tego adresu,
ale.. Nikogo innego nie było. Nie miałam gdzie iść.
-Tak? - odezwał się dźwięczny,
kobiecy głos.
-To ja, Shion - powiedziałam
przerażona, że zaraz wyjdę na niepełnosprawną umysłowo. Jednak teraz.. Teraz
nie miało to już większego znaczenia.
Na chwilę zaległa cisza, ale dało
się słyszeć, że ktoś zbiega po schodach. Wysoka blondynka wypadła przejęta na
podwórko.
- Och, kochana. Co ty tu robisz? -
spytała tuląc mnie do piersi. Bez słowa się w nią wtuliłam. Kiedy ja
wychodziłam z szoku, policjant wytłumaczył kobiecie jak wygląda sytuacja, a ta
tylko pokiwała głową ze współczuciem. Nawet nie mrugnęła, kiedy spytał o jej zmarłą
siostrę. Odpowiedziała na wszystkie pytania. Ja opowiedziałam wszystko, co
wiedziałam, a policjant zasalutował, zostawiając nas same i obiecując, że
odnajdą mordercę.
- Jestem Hilda.. Wejdź do domu,
moje dziecko.. - westchnęła po chwili ciszy blondynka. Spojrzałam na nią
wypranymi z emocji oczami, ale posłusznie podążyłam za nią. Ta sytuacja była
tak absurdalna, że aż chciało mi się śmiać.
- Zaczekaj! - wrzasnął zielonowłosy
chłopak goniąc rudą dziewczynę. Naokoło latały... Nie, to nie jest dobre
słowo... Naokoło lewitowały naczynia. Czy to jakiś żart?
- Gin, przestań się popisywać -
syknął Olivier. Przygotowałam się na odgłos tłuczonych naczyń, ale ruda
dziewczyna złapała wszystkie w biegu i postawiła na blacie kuchennym. Stałam
zamrożona szokiem.
- Nie przejmuj się nimi... -
powiedziała Hilda. - Tak tu jest zawsze. Cisza! - wrzasnęła. Obydwoje
zatrzymali się gwałtownie i spojrzeli w moją stronę. - To jest Shion i od dziś
z nami mieszka.. - to mówiąc uśmiechnęła się do mnie. Zaraz, co?
-Miło mi cię poznać. Jestem Rebecca, ale mów mi Reb -
wyciągnęła rękę dziewczyna, którą ja uścisnęłam. Następny był zielonowłosy.
-Jestem Gin..
-Miło mi - skinęłam głową w geście szacunku. Co tu się dzieje?
-Matthias jest w swoim pokoju? -
spytała Hilda Rebeccę. Dziewczyna potwierdziła na co ciocia załamała ręce. - O
matko... Co ja z wami mam? Dwójka ma ADHD, Mat jest tak leniwy, że nie wychodzi
poza pokój, a ten tu.. - wskazała kciukiem na Oliviera. - Jest
psychopato-sadysto-masochistą... Jeśli takie coś w ogóle jest możliwe.
Westchnęła i poszła do tego
Matthiasa czy jak mu tam.
-Chodź, pokażę ci twój pokój! -
zawołała Reb łapiąc moją torbę. Poszłam za nią skrępowana. Nagle zaczęłam się
unosić. Pisnęłam przestraszona. Do cholery jasnej, co!?
-Spokojnie, nie upuszczę cię -
zaśmiał się Gin. Na piętrze opuścił mnie delikatnie. Ktoś warknął za plecami
chłopaka, kiedy ja trzęsłam się w szoku.
- Gin... - syknął Olivier, pstrykając
palcami. Posypały się iskry.
- Tak, tak... Sorry! - powiedział
chłopak i podniósł ręce w geście pokory, po czym odszedł. Reb wychyliła się z
trzeciego pokoju po lewej stronie korytarza i zawołała mnie. Ściany były w
ładnym kremowym odcieniu, wszystko było proste, ładne, ale pokój wydawał się
pusty.
- To od dziś będzie twój
pokój. Przepraszam, ale nie masz już zbyt dużego wyboru, tylko ten został –
powiedziała, uśmiechając się szeroko. Nagle Hilda zawołała nas z dołu. Zanim
zdążyłam cokolwiek zrobić, pociągnęła mnie za sobą. Zeszłyśmy do salonu.
Zostałam siłą posadzona na sofie. Olivier i białowłosy chłopak kłócili się
między sobą o coś, zielonowłosy się z tego śmiał, Rebecca cały czas coś do mnie
mówiła. Gdzie była Hilda?
- Hej, Shion, wszystko w porządku?
– spytała nagle pojawiając się przede mną. Kiedy oczy białowłosego chłopaka
błysnęły jaskrawą zielenią, dłonie Oliviera zaczęły płonąć same z siebie, a Gin
uniósł swoją herbatę nawet jej nie dotykając, nie wytrzymałam.
- CO TU SIĘ, DO CHOLERY,
DZIEJE?! – wrzasnęłam, podrywając się do góry. Wszystkie oczy już w normalnych kolorach
były teraz zwrócone na mnie. Dłonie nie płonęły, szklanka nadal się unosiła.
Hilda z cichym westchnięcie m usiadła naprzeciwko, a Gin gestem usadził mnie z
powrotem i trzymał siłą na miejscu. Nie byłoby może to dziwne, gdyby nie to, że
siedział po drugiej stronie pieprzonego pokoju. Białowłosy chłopak uśmiechnął
się przyjaźnie.. A przynajmniej to miało być przyjazne. Jego wyglądające jak
brzytwy zęby wszystko zepsuły. Gdzie ja, do cholery, trafiłam?
***
Więc.. Jak widać, Shion zachowuje się trochę bardziej ludzko niż wcześniej, trochę dłużej tym razem zajmie rozwinięcie akcji i ogólnie mam nadzieję, że tym razem nie spieprzę połowy akcji. XDD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz