Jeden z Aniołów zauważył moich przyjaciół i poinformował o tym pozostałych. Trzech z nich pobiegło w tamtą stronę. Eva cofnęła się, ale z przerażenie wmurowało jej nogi w ziemię i nie pozwoliło uciec kiedy jeden ze stworów zamachnął się i wbił jej pięść w brzuch. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Gabriell i Tom próbowali odciągnąć Anioły od Evy, ale z marnym skutkiem. Dziewczyna wrzasnęła z bólu, gdy pazury stwora przecięły jej ramię. wezbrał we mnie w gniew. Ryknęłam wściekle aż wszyscy odwrócili się w moją stronę. Z moich łopatek przy akompaniamencie mojego wrzasku, wyrosły czarne, ogromne skrzydła. Poruszyłam nimi bez najmniejszych problemów. Uniosłam się do góry i poleciałam niczym pocisk ochronić przyjaciół. Anioły zastępowały mi drogę, ale ja rozcinałam im gardła nawet nie zwalniając. Gdy byłam nad przerażoną trójką otoczoną przez stwory, zatrzymałam się gwałtownie i delikatnie stanęłam na ziemi.
-Zostawcie ich to może nic wam nie zrobię - warknęłam szykując się by być gotowa na odparcie ataku w każdej chwili. Rozłożyłam skrzydła zasłaniając nimi przyjaciół, ale w tym momencie Anioły ruszyły do ataku. Dwóm wyrwałam i zgniotłam serca, ale trzeci nie dał się tak łatwo. Zaatakował z góry, przycisnął mnie do ziemi i zaczął okładać pięściami.
-Shion! - usłyszałam wołanie Reb. Podcięłam gardło Aniołowi w mgnieniu oka i wstałam. Skrzydła zniknęły, ale czułam, że dalej nie wróciłam do swojej ludzkiej postaci. W moją stronę biegli Reb, Mat i Gin. Olivier już dawno stał przy mnie, ale ja go odsunęłam i stanęłam twarzą w twarz z Gabriellem, Evą i Tomem. Przerażeni odsunęli się gdy tylko zrobiłam krok w ich stronę.
-Zostaw nas! Nie podchodź! - zawołał Gabriell.
-Jak mam wyciszyć moc? - spytałam zwracając się do Oliviera.
-Wyobraź sobie, że w ogromnym słoiku zamykasz czarny płyn... - szepnął gdy zamknęłam oczy. Poczułam lekki wiaterek.
-Tak, to ja - westchnęłam odpowiadając po raz setny Evie. Teraz wszyscy siedzieliśmy w salonie. Gin lewitował sobie obok mnie, a Reb siedziała na stole, gdy Olivier nie odstępował mnie nawet na krok. Mat tymczasem znów wrócił do swojego pokoju.
-Ale jak...? - spytał Tom. Znów westchnęłam.
-Sama nie wiem. Dopiero wczoraj się o tym dowiedziałam. Tam na Ulicy to był tylko instynkt... - ledwo powstrzymałam się by nie powiedzieć mordercy. W tej chwili weszła Hilda.
-To oni... To ta trójka - powiedziała mi na ucho,a ja aż drgnęłam. Spojrzałam na nią zaskoczona. - Inaczej nie widzieliby Aniołów.
-O co chodzi? - spytał Gab, który tak jak ja, szybko przyswoił sobie sytuację, że naokoło niego czterej... A nie, przepraszam. Że wszyscy w tym pokoju są fantastycznymi istotami prosto z powieści.
-Wasza moc się jeszcze nie obudziła, ale to tylko kwestia czasu - powiedziała Hilda zbywając pytanie machnięciem ręki.
-Ale jak to "wasza"? My też coś takiego mamy? - spytała Eva. Kiwnęłam głową, a Hilda podjęła opowieść:
-Shion też jest dzieckiem ludzi takich jak ja. Ma więcej mocy, bo jej matka jest królową. Gdy Revy, matka Shion, usłyszała, że wasi rodzice się was spodziewają, zapewniła im ucieczkę do tego świata o nic nie pytając. przy okazji twoim rodzicom - wskazała na Gabriella. - powierzyła misję dostarczenia swojej małej córeczki do Sudcliffów.
-Ale czemu jej mama nie przyszła z nią?! - obruszyła się Eva nagle łapiąc mnie za rękę.
-Jest królową. Gdyby i ona zniknęła to byłoby podejrzane. Zaczęłoby się śledztwo. Znaleźliby was, wasze rodziny i Shion oraz Revy, a potem zabili - wytłumaczyła spokojnie, ale zacisnęła ręce na poręczy metalowego pręta do rozgrzebywania popiołu w kominku. Gdy go puściła wstrzymałam oddech. Pręt wgiął się pod naciskiem rąk Hildy. - Chodźcie za mną.
Wszyscy podążyliśmy za ciocią. Szłam ramie w ramie z Evą po prawej i Gabrellem po lewej stronie. Tom szedł niespokojnie z przodu oglądając się przez ramię.
-Wasza trójka wchodzi ze mną - powiedziała Hilda, gdy stanęliśmy przed jej pokojem. - Shion. Idź z Rebeccą i ogarnijcie się trochę.
Dziewczyna pociągnęła mnie za rękę. Poszłam za nią uśmiechając się przepraszająco do spiętych przyjaciół.
Stojąc w łazience i czesząc włosy czułam się okropnie słysząc tłumione krzyki Evy i Toma. Gabriell poradził sobie nieźle. Tak jak ja, śpiewał naszą ulubioną piosenkę "Stronger". W jego wykonaniu brzmiało to... słodko. Głos miał chrypiący i bardzo dojrzały.
-Ty też to śpiewałaś, prawda? - spytała Reb kiedy zaczęła nucić razem z Gabriellem czesząc swoją grzywę. - Ja wrzeszczałam jakby mnie ze skóry obdzierali. Okropne uczucie.
Wzdrygnęła się na samo wspomnienie tamtego wydarzenia.
-Mnie aż tak nie bolało. Dało się żyć. Nie było gorzej niż kiedy wylądowałam na ostrym dyżurze z połamanymi żebrami i nogą... - zaśmiałam się widząc zdziwioną minę Reb.
-Kim ty jesteś? - spytała powracając do czesania włosów.
-Cóż... - zaczęłam, ale usłyszałam trzask drzwi pokoju Hildy. Wypadłam z łazienki i zamurowało mnie na widok przemienionej przyjaciółki. Eva miała bordowe oczy, a na rudych włosach - czarne pasma.
-I jak? - spytała słabym, drżącym ze zmęczenia głosem.
-Wiesz.. Wyglądasz o niebo lepiej niż ja. Zazdroszczę - wydęłam żartobliwie policzki. - Jak oni się czują?
-Gabriell zachował trzeźwy umysł tylko dzięki tej waszej piosence, ale z Tomem jest o wiele gorzej...
- zasmuciła się. - Siedzi i wmawia sobie, że to tylko sen. Miałam po ciebie pójść..
-No to chodźmy - powiedziałam, ale Eva mnie powstrzymała.
-Lepiej się przemień, księżniczko - uśmiechnęła się. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że smoła wypełnia moje ciało. To było tak przyjemnie uczucie, że nie zauważyłam kiedy przegięłam. Na szczęście opanowałam się i weszłam do pokoju.
-Spokojnie Tom. To rzeczywistość... - mówił Gabriell trzymając chłopaka za ramiona.
-Nie.. To nie możliwe.. - szeptał cały czas. Gdy mnie zobaczył przeraził się jeszcze bardziej. podskoczył do góry i próbował uciec, ale w porę go złapałam. Przytrzymałam go za ramiona i walnęłam z liścia.
-Ogarnij się idioto! - wrzasnęłam mu w twarz. Trochę się uspokoił, ale nadal siedział w kącie i coś mamrotał.
-Co c nim zrobimy? - zaniepokoiła się Eva. Do pokoju wpadł Gin.
-Hilda.. Coś dziwnego dzieje się z Olivierem! - krzyknął, a jego oczy zdradzały strach.
-Shion.. - powiedziała znacząco schodząc z biurka. Posłusznie poszłam za ciocią. Gdy zobaczyłam Oliviera zabrakło mi słów. Siedział na łóżku skulony z przerażonymi, szeroko otwartymi oczami i coś do siebie mamrotał.
-O cholera.. - mruknęłam i podeszłam do chłopaka. - Olivier.. Co ci jest? - to mówiąc dotknęłam jego ramienia, ale on złapał moją rękę i odsłonił ostre jak brzytwa zęby. W odwecie, nim ktokolwiek zdarzył się ruszyć, walnęłam go otwartą dłonią w policzek. Chłopak chwycił mnie za kołnierz koszuli i uniósł do góry, a ja kopnęłam go w brzuch glanem i przycisnęłam do podłogi.
-Obudź się idioto! - wrzasnęłam i walnęłam Olivierka pięknym sierpowym. Kiedy na policzku chłopaka odcisnął się mój pierścionek, on zamrugał przytomnie.
-Co ty robisz? - spytał zdezorientowany patrząc to na mnie, to na Hildę i Gina stojących w drzwiach.
-No.. Wróciłeś do nas - westchnęłam wstając i pomagając podnieść się chłopakowi. -Moja rola skończona. Jak coś znów będzie odwalał to wołajcie! - krzyknęłam na odchodnym. Skierowałam swoje kroki do gabinetu cioci, z którego dochodziły dziwne dźwięki.
-Shion.. - jęknęła Eva opierając się o framugę drzwi. Zesztywniałam, ale zaraz wpadłam do pokoju. Reb i Gabriell trzymali Toma za ramiona, a ten próbował się wyrwać warcząc cicho.
-Moc i żądza krwi wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem. On się nie kontroluje - wyjaśniła Reb. Już wiedziałam co mam robić, ale zanim się poruszyłam poczułam czyjąś rękę na ramieniu.
-Nie musisz tego robić ty.. Może Olivier.. Dobrze się już czuje.. On jest wytrenowany w kryciu przed sobą własnych uczuć - powiedziała Hilda.
-Chcę to zrobić sama - odparłam z przekonaniem ku wielkiemu zdziwieniu obecnych przy tym zdarzeniu ludzi. Podeszłam do Toma i położyłam mu rękę na głowie. Teraz tą która się nie kontrolowała byłam ja. Nie wiem skąd wiedziałam co mam robić, to był instynkt. Zamknęłam oczy i wyszeptałam:
-Przepraszam, ze cię w to wciągnęłam stary. Naprawdę przepraszam.. - po czym wyobraziłam sobie, że łapię i wyciągam moc Tom z jego ciała. Odsunęłam rękę i otworzyłam oczy. Stałam przed pustym ciałem z wyciągniętą przed siebie ręką, a nad otwartą dłonią latał kłębek mocy mojego przyjaciela.
-Co mam z tym zrobić? - spytałam zwracając się do Hildy. Tak samo jak ja, była zdziwiona moim zachowaniem.
-Wchłoń ją.. - powiedziała jakbym miała wiedzieć jak mam to zrobić... Ale wiedziałam. Zamknęłam dłoń na latającym kłębku, a gdy znów ją otworzyłam, po mocy Toma nie było śladu. Czując, że więcej nie pociągnę, anulowałam swojego demona i nagle nie wiedziałam wyraźnie nawet po człowieczemu. Powieki same mi opadały, a ciało zwiotczało.
-Idę się położyć - mruknęłam i ruszyła do drzwi, ale ciocia mnie zatrzymała.
-Dziś prześpisz się tutaj - wskazała swoje łóżko. - Wątpię czy zdołasz dojść do swojego pokoju.
Jeśli tak na to spojrzeć i obliczyć z zegarkiem w ręku to nie spałam już od 27 godzin z minutami. Posłusznie położyłam się, a raczej padłam na łóżko. Nie zawracałam sobie głowy przykrywaniem się. po prostu zasnęłam, gdy tylko moja głowa dotknęła poduszki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz