Pośliznęłam się na lodzie i upadłam tyłkiem w śnieg. Dziękowałam wszystkim bogom, jeśli jacyś istnieli, za to, że plecak załagodził upadek. Spojrzałam na swoje stopy, przeklinając swoją bezmyślność. Przyklękłam, żeby zawiązać sznurówki w glanach. Plecak postawiłam obok, żeby nie spadał z moich pleców. Uśmiechnęłam się pod nosem. Jutro miał być ten dzień. Dzień, w którym po powrocie ze szkoły zasiądę do stołu z mamą, zdmuchnę świeczki na torcie, podrapię psa za uchem i będę się ze wszystkiego śmiała.
Złapałam plecak w chwili, w której koleś przebiegający obok próbował go zwędzić. Trzymałam za jedno z ramiączek, kiedy on trzymał za drugie. Na jego drugim przedramieniu dyndała torebka, która chyba nie należała do niego. Szarpnęłam za ramiączko plecaka, a kiedy chłopak się zachwiał, kopnęłam go w kostkę. Ten padł na ziemię, do której go przycisnęłam. Wyrwałam mu swój plecak, zabrałam torebkę i rozejrzałam się uważnie. W końcu ich zauważyłam. Pomachałam do funkcjonariuszy, wskazując na chłopaka pode mną. Czekając na nich, wciąż wciskałam mu kolano w kręgosłup. Kiedy wzięli już go pod ramiona, pomagając mu wstać, mogłam szybko przeanalizować jego twarz. Miał dość dziwny wzrok, ale nic poza tym go nie wyróżniało. Zwykłe, ciemne oczy, zwykłe, czarne włosy, zwykły, kilkudniowy zarost i zwykłe dla tej dzielnicy zadrapania na policzku, na którym powoli zaczął wykwitać siniak koloru dojrzewającej śliwki.
- Znowu ty, Dave? Który to już raz? - westchnął jeden z policjantów, przejmując go na siebie. Podczas, gdy on trzymał chłopaka, drugi zażądał ode mnie wyjaśnień. Opowiedziałam mu wszystko, co miało jakieś znaczenie, po czym podałam mu swoje dane osobowe. Kiedy odebrał ode mnie torebkę, podeszła do nas niska, siwowłosa i lekko zgarbiona staruszka, która przedstawiła się jako właścicielka zguby. Podczas, gdy ona rozmawiała z policjantem, opisując zawartość torebki i próbując ją odzyskać, ja podeszłam do chłopaka.
- Przepraszam za to - powiedziałam, delikatnie przejeżdżając palcami po jego policzku. Wzdrygnął się, więc szybko zabrałam dłoń. - Za mocno mi wyszło - szepnęłam, spuszczając zawstydzony wzrok. Zatrzymałam spojrzenie na szyi chłopaka, który nagle przestał się wyrywać. Jego naszyjnik przyciągnął mój wzrok. Słońce z oczami. Bez ust ani niczego innego. Tylko oczy. Mimowolnie przesunęłam spojrzenie na kawałek skóry, które odkrywały rozpięte poły jego kurtki. Spod koszulki wyzierał tatuaż przedstawiający skrzydło jakiegoś ptaka. Domyślam się, że reszta była ukryta na piersi pod koszulką, bo skrzydło kończyło się dopiero koło jego ucha, a wątpiłam, żeby ktoś robił sobie tatuaż tylko skrzydła. Wtedy podszedł do nas policjant z babcią. Mówił coś o tym, że jestem bardzo dzielna i ostrzegał przed chodzeniem o taj późnej porze samemu. Kiwałam tylko głową, cały czas patrząc na zmieniony wyraz twarzy niejakiego Dave'a. Na jego ustach błądził lekki uśmiech, który do gatunku tych miłych nie należał i nie sięgał oczu, którymi teraz wpatrywał się we mnie, jakby chciał wyryć sobie w pamięci moją twarz. Miałam wielką nadzieję, że mu się to nie uda.
Po kilku chwilach, policjanci pożegnali się z nami i odmaszerowali w stronę komisariatu, który był po przeciwnej stronie ulicy. Zostałam sama z babcią, która ściskała swoją torebkę. Zerknęłam na nią, poprawiłam plecak na ramieniu, po czym chciałam odejść, ale nagle poczułam uścisk na nadgarstku, który mnie zatrzymał. Skrzywiłam się.
- Nie powinnaś tego robić. Nie powinnaś wtedy stawać przed nim. Będziesz miała przez to duże kłopoty. Zapamiętał cię. On będzie czekał. Znajdzie cię. Albo ty jego. Spotkacie się jeszcze nie raz. Uważaj - powiedziała cicho. Spojrzałam zdziwiona na staruszkę. Jej oczy.. Były dziwne, jakby niewidzące, jednak patrzyły prosto w moje. Staruszka uśmiechnęła się miło, puściła moją rękę i odeszła w milczeniu. Obejrzałam się na nią, przyciskając rękę, którą trzymała do piersi, jakby ktoś znów chciał mi ją ukraść. Co to miało być? Westchnęłam ciężko, wsadziłam ręce do kieszeni i poczłapałam dalej, mrucząc pod nosem, że teraz babcie mają serio na bani. Włożyłam słuchawki do uszu, włączyłam muzykę i spojrzałam w górę, na niebo, na księżyc i na powoli opadające na ziemię płatki śniegu. Gdybym tylko wtedy wiedziała, że to mój ostatni normalny wieczór..
***
Tak, więc powracam.
Poprawki czas zacząć.
Język, błędy, zmieniam kilka wątków, kilka rozbudowuję, kilka skracam.
I piszę wreszcie swoim stylem, który wypracowałam przez ostatnie 5 lat.
Dziękuję, że tu ze mną jesteście.
Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy.
Wasza Luza. ♥
Złapałam plecak w chwili, w której koleś przebiegający obok próbował go zwędzić. Trzymałam za jedno z ramiączek, kiedy on trzymał za drugie. Na jego drugim przedramieniu dyndała torebka, która chyba nie należała do niego. Szarpnęłam za ramiączko plecaka, a kiedy chłopak się zachwiał, kopnęłam go w kostkę. Ten padł na ziemię, do której go przycisnęłam. Wyrwałam mu swój plecak, zabrałam torebkę i rozejrzałam się uważnie. W końcu ich zauważyłam. Pomachałam do funkcjonariuszy, wskazując na chłopaka pode mną. Czekając na nich, wciąż wciskałam mu kolano w kręgosłup. Kiedy wzięli już go pod ramiona, pomagając mu wstać, mogłam szybko przeanalizować jego twarz. Miał dość dziwny wzrok, ale nic poza tym go nie wyróżniało. Zwykłe, ciemne oczy, zwykłe, czarne włosy, zwykły, kilkudniowy zarost i zwykłe dla tej dzielnicy zadrapania na policzku, na którym powoli zaczął wykwitać siniak koloru dojrzewającej śliwki.
- Znowu ty, Dave? Który to już raz? - westchnął jeden z policjantów, przejmując go na siebie. Podczas, gdy on trzymał chłopaka, drugi zażądał ode mnie wyjaśnień. Opowiedziałam mu wszystko, co miało jakieś znaczenie, po czym podałam mu swoje dane osobowe. Kiedy odebrał ode mnie torebkę, podeszła do nas niska, siwowłosa i lekko zgarbiona staruszka, która przedstawiła się jako właścicielka zguby. Podczas, gdy ona rozmawiała z policjantem, opisując zawartość torebki i próbując ją odzyskać, ja podeszłam do chłopaka.
- Przepraszam za to - powiedziałam, delikatnie przejeżdżając palcami po jego policzku. Wzdrygnął się, więc szybko zabrałam dłoń. - Za mocno mi wyszło - szepnęłam, spuszczając zawstydzony wzrok. Zatrzymałam spojrzenie na szyi chłopaka, który nagle przestał się wyrywać. Jego naszyjnik przyciągnął mój wzrok. Słońce z oczami. Bez ust ani niczego innego. Tylko oczy. Mimowolnie przesunęłam spojrzenie na kawałek skóry, które odkrywały rozpięte poły jego kurtki. Spod koszulki wyzierał tatuaż przedstawiający skrzydło jakiegoś ptaka. Domyślam się, że reszta była ukryta na piersi pod koszulką, bo skrzydło kończyło się dopiero koło jego ucha, a wątpiłam, żeby ktoś robił sobie tatuaż tylko skrzydła. Wtedy podszedł do nas policjant z babcią. Mówił coś o tym, że jestem bardzo dzielna i ostrzegał przed chodzeniem o taj późnej porze samemu. Kiwałam tylko głową, cały czas patrząc na zmieniony wyraz twarzy niejakiego Dave'a. Na jego ustach błądził lekki uśmiech, który do gatunku tych miłych nie należał i nie sięgał oczu, którymi teraz wpatrywał się we mnie, jakby chciał wyryć sobie w pamięci moją twarz. Miałam wielką nadzieję, że mu się to nie uda.
Po kilku chwilach, policjanci pożegnali się z nami i odmaszerowali w stronę komisariatu, który był po przeciwnej stronie ulicy. Zostałam sama z babcią, która ściskała swoją torebkę. Zerknęłam na nią, poprawiłam plecak na ramieniu, po czym chciałam odejść, ale nagle poczułam uścisk na nadgarstku, który mnie zatrzymał. Skrzywiłam się.
- Nie powinnaś tego robić. Nie powinnaś wtedy stawać przed nim. Będziesz miała przez to duże kłopoty. Zapamiętał cię. On będzie czekał. Znajdzie cię. Albo ty jego. Spotkacie się jeszcze nie raz. Uważaj - powiedziała cicho. Spojrzałam zdziwiona na staruszkę. Jej oczy.. Były dziwne, jakby niewidzące, jednak patrzyły prosto w moje. Staruszka uśmiechnęła się miło, puściła moją rękę i odeszła w milczeniu. Obejrzałam się na nią, przyciskając rękę, którą trzymała do piersi, jakby ktoś znów chciał mi ją ukraść. Co to miało być? Westchnęłam ciężko, wsadziłam ręce do kieszeni i poczłapałam dalej, mrucząc pod nosem, że teraz babcie mają serio na bani. Włożyłam słuchawki do uszu, włączyłam muzykę i spojrzałam w górę, na niebo, na księżyc i na powoli opadające na ziemię płatki śniegu. Gdybym tylko wtedy wiedziała, że to mój ostatni normalny wieczór..
***
Tak, więc powracam.
Poprawki czas zacząć.
Język, błędy, zmieniam kilka wątków, kilka rozbudowuję, kilka skracam.
I piszę wreszcie swoim stylem, który wypracowałam przez ostatnie 5 lat.
Dziękuję, że tu ze mną jesteście.
Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy.
Wasza Luza. ♥
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń