niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 5

  -Potrząśnij nią... - dobiegł mnie szept.
  -Nie, to by było niezgodne z regułami - odpowiedział szeptem drugi głos. Przewróciłam się na drugi bok i przetarłam oczy wierzchem dłoni.
  -Jakimi regułami? - ziewnęłam szeroko. Koło łózka siedzieli Reb, Mat i Gin.
  -Założyliśmy się o to kto będzie spał najdłużej. Ty spałaś równo 22 godziny, 51 minut i 36 sekund. Najkrócej z waszej trójki. Gabriell i Eva jeszcze chrapią - zaśmiała się Reb. Nagle spadły na mnie wspomnienia z wczorajszego dnia.
  -Czy ja... Czy ja naprawdę... zabiłam... Toma? - spytałam siadając na łóżku i podpierając się drżącymi rękami. Mat pokiwał głową, ale ja ni odczułam ani żalu ani smutku po stracie przyjaciela. Wręcz przeciwnie.
  -Widzę, że szybko odnajdziesz się w sytuacji, co? - na dźwięk tego głosu odwróciłam się w stronę drzwi. Stał w nich... mój adopcyjny tata.
  -Ale jak to? Przecież ty nie żyjesz... I ja widziałam... Zdjęcia.. Były zdjęcia... - zaczęłam się jąkać stojąc na drżących nogach. Zeskoczyłam z łóżka i przytuliłam się do mojego "nie żyjącego" ojca.
  -To wszystko było zaplanowane, cała moja śmierć... - uśmiechnął się przepraszająco odsuwając mnie na długość ramion. - Zmieniłaś się.
  -Nie da się nie zauważyć, ze wciągu ostatnich dwóch dni troszkę nie zmieniłam - zaśmiałam się.
  -Czemu tu jest tak głośno? - ziewnął Gabriell wchodząc i z rozmachu wpadając na plecy Nobu. - Co do cholery?! Co tu robisz?! Ale...
  -Tak, żyję i mam się dobrze - powiedział tata przerywając domysły Gabriella.
  -Dobra! Wytłumaczysz im to później! Teraz czas na śniadanie! - zawołała Hilda z dołu. Reb pociągnęła mnie za rękę i zbiegłyśmy ze schodów jako drugie. Na dole czekał Gin. Razem z Olivierem zasiadali właśnie do stołu. Ja i Rebecca padłyśmy na krzesła obok siebie, jednak Gabriell musiał się przesiąść naprzeciwko nas, bo dopiero co obudzonej Evy nie wolno drażnić. Matthias jak zawsze jadł u siebie. Tata usiadł obok Evy, która tylko powiedziała mu "dzień dobry" i dopiero po śniadaniu dotarło do niej kto to jest.
  -A teraz czas na szokujące wieści! - zawołała Hilda wstając od stołu. Wróciła ciągnąc za sobą Matthiasa.
- Ty też musisz to słyszeć.
  -No dobra... - burknął siadając, a raczej rzucając się na fotel. Teraz wstał Nobu.
  -A więc Shion... - zawahał się, ale Hilda zachęciła go do mówienia. - Ja... Ja...
  -No wyduś to, bo zaraz komuś przyłożę - wyszeptałam zaciskając pięści ze zniecierpliwienia.
  -Jestem twoim ojcem! - krzyknął a ja pokręciłam zawiedziona głową.
  -To wiem.. Co jeszcze?
  -Ale ja jestem twoim biologicznym ojcem  - powiedział kładąc mi rękę na ramieniu, a ja zamarłam z otwartymi szeroko ustami. - Matthiasie.. Twoim też.
  Teraz to już nikt się nie odzywał. wszyscy gapiliśmy się na Nobu, włączając w to Hildę.
  -Że co?! - wrzasnęłam w tym samym czasie co Mat podrywając się na równe nogi.
  -No pięknie.. W dwie minuty mój ojciec z idealnego taty staje się niewiernym tatuśkiem... - szepnęłam padając z powrotem na kanapę.
  -Może to tak wyglądać, przyznaję, ale wy - powiedział wskazując naszą dwójkę. - Jesteście pełnokrwistym rodzeństwem..
  -No to piątka braciszku.. - podniosłam dłoń, ale Mat nie ruszył się nawet o milimetr.
  -On nie wie o co chodzi - zaśmiała się Reb i zademonstrowała co mój nowy brat powinien zrobić.
  -Bardzo dobrze - powiedziałam, gdy Mat skopiował ruchy dziewczyny. Chcąc rozładować napięcie Hilda Zaczęła się śmiać. Na szczęście jej śmiech jest zaraźliwy i zaraz trzymaliśmy się za brzuchy bolące nas od śmiechu.
  -Ale ty tak na serio? - spytałam tatę, gdy zostaliśmy sami.
 - Noooo taaaak... Przyszedłem tu za tobą, bo jak Mata wysyłaliśmy na Ziemię to jeszcze to przebolałem, ale dwójki dzieci nie mogłem stracić. Kiedy ty miałaś rok ożeniłem się z Ren, ale zawsze jeszcze szukałem Matthiasa... - Nobu ewidentnie chciał mi streścić swoje życie, ale powstrzymałam go ruchem ręki.
 - Dobra, dobra... Wieżę ci... - westchnęłam. - Czemu umarłeś? Sorry... Czemu upozorowałeś śmierć?
  -Bo znalazłem Matthiasa i zacząłem go trenować. Nie mogłem sobie pozwolić na nic innego - wytłumaczył.
  -A ja? Mnie też mogłeś trenować! - zawołałam z żalem.
  -Moce można uaktywnić po 15 urodzinach. no, przynajmniej tu, na Ziemi... Mat jest od ciebie rok starszy, a znalazłem go pół roku temu. Wcześniej przygarnęła go Hilda, ale ona nie potrafiła ujarzmić jego mocy. Gdyby nie ja, skończyłby jak Tom - zasępił się. - Przepraszam. Miałem wrócić na twoje urodziny..
  -To ja spieprzyłam sprawę.. - w drzwiach stanęła Hilda. - Powinnam była sama wydrzeć z niego moc. Wtedy by żył.
  Otworzyłam szeroko oczy.
  -Czyli to przeze mnie...? Ja sama chciałam to zrobić, bo z mojego powodu tu byli... - szepnęłam. Nobu pogłaskał mnie po głowie. Nikt głupio nie zaprzeczył.
  Cały dzień siedziałam w swoim pokoju przed telewizorem. Poprosiłam, żeby nikt nie przychodził, a oni uszanowali moją wolę. jedynie Matthias, który nie wiedział, że nie chcę gości, przyszedł do mnie z pizzą. Właśnie stoi pod drzwiami.
  -Hej, Shion.. Mogę? - spytał szeptem.
  -Ech.. No właź.. - warknęłam odblokowując drzwi. Matthias wpadł do pokoju ledwo utrzymując równowagę. Zamknęłam za nim drzwi i wróciłam do swojego łóżeczka. Opatuliłam się kocem tak, że tylko twarz było widać. W pokoju panował półmrok, który rozjaśniał tylko blask telewizora. Mat usiadł obok mnie i otworzył pudełko. Gorące powietrze pachniało przepysznie, więc odkopałam i wyciągnęłam ręke po kawałek pizzy. W drugą Mat wcisnął mi puszkę coli.
  -Jak tam siostrzyczko? - spytał czochrając moje włosy.
  -Piffa jeft dobfa - wymruczałam z pełnymi ustami. Chłopak zaśmiał się.
  -Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło - powiedział udając ogromne zainteresowanie kanałem przyrodniczym.
  -Jednego dnia dowiaduję się, że mój biologiczny (!) ojciec był cały czas obok mnie! I że mam brata! I że niepotrzebnie uśmierciłam swojego przyjaciela! I ze jestem jakąś istotą z książek fantasy! I ze moja matka jest królową! A ja księżniczką! I że... - przerwałam by zaczerpnąć powietrza i nagle wszystkie kumulowane emocje wybuchły. Po policzkach pociekły mi łzy. -Sorry, sorry.. Przepraszam, muszę na chwilę wyjść - powiedziałam wypadając na korytarz.
  -Musze się uspokoić - szeptałam wycierając oczy mokre od łez i ochlapując twarz zimną wodą. Westchnęłam wychodząc z łazienki. Z mojego pokoju usłyszałam odgłosy kłótni.
  -Co ty jej zrobiłeś?!
  -Nic po prostu wybuchła. Wszystkiego dowiedziała się w jeden dzień.. My wiedzieliśmy to po 2 lata wstecz.
  -Nie wierzę. Ona po czymś takim by nie płakała. Kiedy zobaczyła mnie na balkonie i jej matkę we krwi nie była nawet przestraszona!
  Przyspieszyłam kroku. Gdy stanęłam w drzwiach moim oczom ukazał się dziwny obrazek. Wkurzony Olivier stał przed moim łóżkiem trzymając za kołnierz spokojnego Matthiasa, którego nogi nie sięgały już podłogi. Gdy mój brat mnie zobaczył uśmiechnął się i pomachał mi. Olivier odwrócił się i puścił Matthiasa po czym wbił ręce i kieszenie spodni i wyszedł. Wskoczyłam na łóżko i znowu zakopałam się pod ogromnym kocem.
  -Jeszcze wy się pobijcie, do cholery... - mruknęłam pociągając nosem.
  -Nie łam się! - powiedział Mat wesoło. - Jak szła ta piosenka? Czekaj... And I am stronger now...?
  Brat zamyślił się by po chwili zacząć nucić. Wychyliłam głowę spod kocyka i wtedy zaczął śpiewać "Stronger". Szczerze zdziwiłam się gdy zaśpiewał drugą zwrotkę, której ja nie nuciłam przy przemianie.
  -Ja tez tego słucham - wyszczerzył się. Podłączyłam migiem laptopa do prądu i włączyłam swoją playlistę. Po przesłuchaniu kilku lekkich kawałków zabraliśmy się za mocniejsze piosenki. Bawiłam się tak dobrze, że zapomniałam gdzie się znajduję.
  -Fajnie jest mieć brata - powiedziałam, gdy po raz setny przybiliśmy sobie piątkę. - A szczególnie takiego jak ty!
  -A ty jesteś zarąbistą siostrą. Dziś uśmiechnąłem się pierwszy raz od bardzo dawna - popatrzyłam się na mata jak na wariata.
  -Serio?! a mówią, ze to ja jestem ponura... - westchnęłam, ale zaraz zastygłam. - Gdzie Hilda i Ojciec?
  -Na dole. Czekają aż zejdę i opowiem im jaka to jesteś smutna... - nie usłyszałam co powiedział potem, bo zbiegałam już po schodach.
  -Tato! Co będzie ze szkołą?! -  zawołałam wpadając do salonu.
  -Załatwię tobie, Evie i Gabriellowi usprawiedliwienia. Na razie musicie tam chodzić, żeby nie wzbudzać podejrzeń. A co do Toma... - ojciec zawahał się.
  -Upozorujemy wypadek - powiedział zjawiając się nie wiadomo stąd i kiedy, Olivier.
  -Spoko. Czyli mam normalnie chodzić do szkoły, jak gdyby nigdy nic, tak? - westchnęłam z ulgą.
  - Ale musimy sobie coś wyjaśnić.. - przerwała mi Hilda. - Jesteś córka Revy, a co za tym idzie też księżniczką. Anioły Światła wiedzą kim jesteś i za wszelką cenę będą chciały cię porwać, ale jeśli się przeciwstawisz to cię zabiją.
  -Czyli od dziś.. - wtrącił Nobu. - Do szkoły i ze szkoły chodzicie wszyscy razem. Olivier... Ty będziesz odprowadzał kogoś kiedy będzie miał coś dodatkowego. Dla Rebeccy załatwiłem już lewe papiery, będzie z wami w klasie. A Mat..
  -Ja się stąd nie ruszam! - zawołał chłopka z piętra.
  -Sami widzicie.. - westchnął Nobu zrezygnowany. - Została jeszcze kwestia Gina. On nie musi już chodzić do szkoły, bo ma 18 lat.
  -Zamienię się rolami z Matthiasem.. - powiedział  Gin jakby wywołany, z kubkiem herbaty. - Kiedy usłyszy, że będzie w klasie z Shion to na pewno pójdzie.
  -Przecież jest ode mnie starszy - powiedziałam kiedy wszyscy ucichli. Ojciec wziął jakieś papiery ze stolika i zaczął czytać:
  -"Tych dwoje uczniów nie dostało promocji do klasy I gimnazjum. Proszę także o przeniesienie Rebeccy i Matthiasa do klasy III c..." - przerwał dopatrując się naszej reakcji. - Itp, itd. Rozumiecie o co chodzi, nie?
  Pokiwaliśmy głowami, ale wszyscy wiedzieli, ze teraz najtrudniejszy punkt planu. Przekonanie matthiasa do pójścia do szkoły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz