poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 2

Obudził mnie dźwięk budzika. Popatrzyłam na zegarek. Siódma! Zerwałam się z łóżka, wzięłam naprawdę szybki prysznic i zbiegłam na dół w swoim mundurku. Chwyciłam tosta, a przy schodach wpadłam na Ren.
  -Czemu mnie nie obudziłaś?! - wrzasnęłam. -Spóźnię się jeśli mnie teraz nie zawieziesz!
  -Sama muszę jechać teraz do pracy! Zrozum! - odkrzyknęła biegnąc do kuchni. - Napiszę ci usprawiedliwienie, ale już idź!
  Wybiegłam na ulicę nie patrząc nawet czy wszystko mam. Mundurek szkoły, do której chodzę składa się z czarnej podkoszulki, czerwonego krawatu w czarne, ukośne paski, czarnej marynarki i niewygodnych spodni, które każdy zamienia na swoje dżinsy.
  W pociągu zdecydowałam, że odpuszczę sobie pierwszą lekcję. Gdy tylko weszłam do szkoły zaczęłam intensywnie myśleć gdzie mam przeczekać ten czas. Po zmienieniu butów i odwieszeniu kurtki postanowiłam iść do pomieszczenia, z którego było wyjście na dach. Zaczęłam marzyć co dostanę od Ren. Czy Aki i Tom złożą mi życzenia? A Gabriell i Eva?
  Obudził mnie dzwonek na przerwę. Wypadłam ze składziku i pobiegłam do klasy.
  -No! Nareszcie jesteś - zawołała Eva gdy już wykończona biegiem usiadłam przy swojej ławce.
-Wszystkiego najlepszego Shion!
  -Wszystkiego Najlepszego! - zawołali chórem Aki, Tom i Gabriell. Chłopak zdawał się się nie pamiętać wczorajszego wieczora więc nawet nie zaczynałam tematu.
  -Dzięki - uśmiechnęłam się promiennie. Reszta lekcji minęła jakby to było 5 minut.
  -Pa! - zawołałam machając ręką do przyjaciół jadących autobusem w przeciwnym kierunku. Nałożyłam słuchawki i czekałam na pociąg, gdy nagle inni pasażerowie zaczęli czegoś uważnie nasłuchiwać. Zdjęłam słuchawki.
  -...pociąg nr 348 spóźni się o pół godziny z powodu awarii. - oznajmiła kobieta przez głośniki. Westchnęłam ciężko i usiadłam na ławce.
  -To samo stało się z autobusem.. - mruknęłam. Zaczęłam podejrzewać, że to nie przypadek.
  W sypialni Ren paliło się światło.
  -To dziwne. Mówiła, że wróci później... - powiedziałam sama do siebie otwierając drzwi. Korytarz był pogrążony w mroku, a ja znów w coś wdepnęłam. Westchnęłam i zapaliłam światło. Gdy schyliłam się by zdjąć glany, zastygłam w bezruchu. Stałam w kałuży krwi...
  -Mamo? - zawołałam powstrzymując odruch wymiotny. Przeszłam przez korytarz brudząc i tak już brudną podłogę. Stojąc przy drzwiach do pokoju Ren odetchnęłam z ulgą słysząc krzątaninę. Nacisnęłam klamkę i pchnęłam drzwi, ale gdy miałam wejść do środka, zamarłam w pół kroku. Mama leżała w kałuży krwi z szeroko otwartymi oczami i ustami wykrzywionymi w niemym krzyku. na balkonie stał Olivier z czarnymi skrzydłami wyrastającymi z jego pleców.
  -Ostrzegałem cię... - powiedział szczerząc ostro zakończone zęby.
  W kącie pokoju stało pudło z moimi książkami, a na nich leżała kartka. Tak jak kazała moja "ciocia" z listu spakowałam do plecaka wszystko z kartonu (oczywiście w rękawiczkach), a do osobnej torby włożyłam swoje ciuchy. Zadzwoniłam na policję szlochając, że znalazłam moją mamę martwą, a moje rzeczy spakowane. Gdy tylko przyjechali jeden z policjantów kazał mi wsiąść do samochodu. Tak jak prosił podałam mu adres, który pierwszy przyjdzie mi na myśl. Oczywiście wszystko zrobiłam według instrukcji "cioci".
  -Tam mieszka siostra mamy.. -powiedziałam siłując się na kilka dodatkowych łez.. Przeraziło mnie to jak słabo obeszła mnie śmierć Ren. Przecież była moją rodziną. Co z tego, że nie biologiczną? Chciałam poczuć chociaż trochę smutku po jej stracie, żeby uświadomić sobie ile dla mnie znaczyła.
  -To tutaj.. - powiedział policjant zatrzymując samochód pod ogromnym domem. - Wejdę z tobą. Chcę przesłuchać ciebie i twoją ciocię.
  Kiwnęłam głową powoli, ale w środku panikowałam jak cholera
  Nacisnęłam guzik domofonu.
  -Tak? - odezwał się dźwięczny, kobiecy głos.
  -To ja, Shion - powiedziałam przerażona, że zaraz wyjdę na niepełnosprawną umysłowo.
  Na chwilę zaległa cisza, ale dało się słyszeć, ze ktoś zbiega po schodach. Wysoka blondynka wypadła przejęta na podwórko. Zdziwiło mnie, ze też ma glany, skórzaną kurtkę i bransolety z ćwiekami.
  -Och, kochana. Co ty tu robisz? - spytała tuląc mnie do piersi... Jak Ren... Kiedy ja wychodziłam z szoku, policjant wytłumaczył "cioci" jak wygląda sytuacja, jednak ona tylko wzruszyła ramionami. Gdy mężczyzna przeszedł do osób i motywu zbrodni, zaśmiała się i powiedziała:
  -Niech się pan nie wysila.. - przysunęła się do mnie. -Powiem ci coś w sekrecie.. To ja wydałam rozkaz.
  Osłupiała patrzyłam jak z domu wychodzi Olivier. Jak w mgnieniu oka staje przed policjantem i wbija mu rękę między żebra. Jak wyjmuje stamtąd bijące, skąpane w krwi serce. Jak powoli je zgniata. jak policjant pada twarzą ku ziemi bez życia. Jak "ciocia" obserwuje to wszystko z uśmiechem. Nie czułam do nich nienawiści czy obrzydzenia. Było mi tylko trochę niedobrze na widok serca rozpadającego się w rękach Oliviera. I to najbardziej mnie przeraziło.
  -Jestem Hilda.. Wejdź do domu, moje dziecko.. - westchnęła po chwili ciszy blondynka. - Nie bój się, nic ci nie grozi.
  -Właśnie widzę - mruknęłam bez przekonania, ale posłusznie weszłam do przedpokoju.
  -Zaczekaj! - wrzasnął zielonowłosy chłopak goniąc rudą dziewczynę. Naokoło latały... Nie, to nie jest dobre słowo... Naokoło lewitowały naczynia.
  -Gin, przestań się popisywać - syknął Olivier. Przygotowałam się na odgłos tłuczonych naczyń, ale ruda dziewczyna złapała wszystkie w biegu i postawiła na blacie kuchennym.
  -Nie przejmuj się nimi... - powiedziała Hilda. - Tak tu jest zawsze.
  Korytarz był upstrzony brązowymi plamami. Dopiero po kilku minutach zorientowałam się, że to zaschnięta krew.
  -Cisza! - wrzasnęła ciocia. Obydwoje zatrzymali się gwałtownie i spojrzeli w moją stronę. - To jest Shion i od dziś z nami mieszka.. - to mówiąc uśmiechnęła się do mnie. Pierwsza ruszyła się dziewczyna.
  -Miło mi cię poznać. Jestem Rebecca, ale mów mi Reb - wyciągnęła rękę, którą ja uścisnęłam. Następny był zielonowłosy.
  -Jestem Gin...
  -Miło mi - powiedziałam kiwając głową w geście szacunku.
  -Matthias jest w swoim pokoju? - spytała Hilda Rebeccę. Dziewczyna potwierdziła na co ciocia załamała ręce. - O matko... Co ja z wami mam? Dwójka ma ADHD, Mat jest tak leniwy, ze nie wychodzi poza pokój, a ten tu.. - wskazała kciukiem na Oliviera. - Jest psychopato-sadysto-masochistą... Jeśli takie coś w ogóle jest możliwe.
  Westchnęła i poszła do tego Matthiasa czy jak mu tam.
  -Chodź, pokażę ci twój pokój! - zawołała Reb łapiąc moją walizkę. Poszłam za nią skrępowana. Nagle zaczęłam się unosić. Pisnęłam przestraszona.
  -Spokojnie, nie upuszczę cię - zaśmiał się Gin. Na piętrze opuścił mnie delikatnie. Ktoś warknął za plecami chłopaka.
  -Gin... - syknął Olivier pstrykając palcami. Posypały się iskry.
  -Tak, tak... Sorry! - powiedział chłopak i podniósł ręce w geście pokory, po czym odszedł. reb wychyliła się z trzeciego pokoju po lewej stronie korytarza i zawołała mnie. Gdy weszłam do środka, z wrażenia upuściłam torbę i plecak. Pokój był urządzony jak w tamtym domu, w którym mieszkałam z Ren. Mleczno-czekoladowe ściany, czarne łóżko, laptop, a nawet plakaty... Wszystko było na swoim miejscu.
  -Wow - wykrztusiłam wreszcie.
  -Pomagałam nosić rzeczy - przyznała dumnie. Jak na drobną osóbkę była ekstremalnie silna.
  -Dzięki - uśmiechnęłam się promiennie. Przesunęłam torbę i plecak pod łóżko. Otworzyłam szufladę biurka. Wszystko było tak jak zostawiłam je rano. nagle reb przycisnęła mnie do ziemi.
  -Co się dzieje? - spytałam przestraszona.
  -A więc przyszli... - szepnęła, gdy okno posypało się na łóżko. Podniosła się szybko i pobiegła na dół. Zareagowałam z opóźnieniem i w ten sposób oberwałam kawałkiem szkła w lewą łopatkę. Jęknęłam cicho. Chwyciłam szkło prawą ręką i wyciągnęłam je szybko. Otworzyłam szafę, wybrałam niepotrzebną bluzkę i porwałam ją w miejscu tuz nad klatką piersiową. Nie zdążyłam jednak opatrzyć sobie rany, bo ktoś stanął w drzwiach. Schowałam się w szafie i czekałam.
  -Wiem, że gdzieś tu jesteś. Wyjdź dobrowolnie to może ci nic nie zrobię - powiedział mężczyzna. Przewróciłam oczami. Nie zachowam się jak te głupie dziewczynki z kryminałów, które wierzyły wrogom. Mocniej zacisnęłam pięści. Cień zbliżył się do miejsca mojej kryjówki. Nadal mnie nie widział, ale ja patrzyłam w jeszcze nie powieszone lustro. Chłopak miał długie zmierzwione, białe włosy i rozbiegane jaskrawo żółte oczy. Cały czas się szczerzył, więc mogłam dokładnie przyjrzeć się jego ostro spiłowanym zębom.
  -Shiooooooon! - usłyszałam krzyk Rebeccy. Powstrzymałam się siłą, żeby nie odpowiedzieć. Cień zatrzymał się i zaraz potem zniknął.
  - Rebecca, kogo wołałaś? - spytał chłopak.
  -Nową. Od dziś tu mieszka, ale ty nawet nie pofatygowałeś się, żeby ją zobaczyć - oskarżyła go Reb. "Więc to jest Matthias" pomyślałam z ulgą.
  -Tam ktoś jest - syknął wskazując mój pokój. Właśnie stali przed drzwiami, więc widziałam dokładnie w lustrze co robili.
  -Shion. Chodź tu! - zawołała Rebecca. Ruszyłam zdrętwiałymi nogami i w tym momencie zrobiło mi się ciemno przed oczami. Upadłam, ale zaraz się podniosłam. Powoli, żeby znów nie polecieć. Czyjeś silne ręce uniosły mnie nad ziemię. Z dołu dobiegł mnie głos Reb:
  -Ona jest ranna. Zanieś ją do Hildy..
  - Nic mi nie jest - powiedziałam otwierając oczy. Mat miał zdziwiony wyraz twarzy. Jego źrenice powiększyły się, a tęczówki powróciły do normalnego, zielonego koloru. Postawił mnie na podłodze.
  -Sorry, że wtedy cię przestraszyłem. Myślałem, że to jeden z tamtych - wytłumaczył krzywiąc się, gdy prowadził mnie do Hildy.
  -Nic się nie stało.. - mruknęłam pogrążona we własnych myślach. - Kto przyszedł? O kim cały czas mówisz?
  -Nasz największy wróg, Anioły Światła - machnął ręką. - Tak w ogóle to czemu tu jesteś?
  Wzruszyłam ramionami. Staliśmy naprzeciwko siebie przed drzwiami Hildy.
  -Ona kazała zabić moją mamę.. A! I widziałam jak Olivier zabija.. Dwa razy.. a najlepsze jest w tym wszystkim to, że żadna ze śmierci mnie wcale nie obeszła.. - powiedziałam z uśmiechem, po czym nacisnęłam klamkę i pchnęłam drzwi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz